[email protected] pisze: ↑czw kwie 02, 2026 6:33 pm
Plus jak jak popatrzę po ludziach co zrobili kariery np lekarskie czy naukowe nawet z tej middle class, mniejszej czy większej, to to nigdy nie jest tak, że rodzice sobie siedzieli i bimbali w tym czasie, czekając aż ich cud się magicznie zmieni w geniusza, tak jak to niestety bywa w biedniejszych rodzinach, które nie ogarniają mechanizmów. Ilu ojców już nie żyje a wcale nie byli starzy tacy bo np typ nie wytrzymał, dostal zawału ze stresu, zapił się albo gorzej, przerosło go (np. kredyty na mieszkania dzieciom, wnukom) i ze sobą skończył. Albo ojciec który całe życie był na szanowanym stanowisku a na emeryturze zasuwa jako ciec na milion etatów żeby syn mógł uczyć się za granicą w spokoju. Tak jak wcześniej pisałam, matka gania na dodatkowe lekcje, ogarnia i podtrzymuje kontakty z innymi, żeby młody nie wypadł z obiegu. Jaki to jest przypał być z rodziny wtedy, która ma dzieciaka gdzieś. Zwłaszcza że otoczenie to wyłapuje.
Jeszcze bym dodała, że jest ogromny przeskok być nawet takim średniakiem w małym mieście, vs pojechać sobie na studia do Warszawy i tam zobaczyć, co mają ludzie i jakie możliwości miały te dzieci, z którymi staniesz teraz w szranki o swoją przyszłość, o studia, o pracę. Ja jestem z biedy i z mojej perspektywy bogata osoba to była koleżanka, której mama pracowała jako kierowniczka placówki pocztowej, a tata był taksówkarzem. Myśmy z moją psiapsi marzyły, żeby mieć takie zabawki jak ona. Żeby też pojechać na kajaki z rodzicami tak jak ona. Żeby mieć sandały firmy Adidas takie na rzepa. A potem wyjeżdżasz i nagle ta koleżanka z sandałami Adidasa na rzepa w porównaniu do lasek z twojej uczelni to jest w sumie biedna, więc kim ty jesteś? Oj, pamiętam to wciąż i do dziś nie wiem jak to przetrwałam, poza tym że robiłam mnóstwo głupot, żeby się wpasować, np. chodziłam po zajęciach do kawiarni z koleżankami i wydawałam ostatnie pieniądze na kawę i ciastko albo kupowałam podkład za 150 zł w trakcie cotygodniowego łażenia po drogerii, a potem nie miałam co żreć.

W pierwszej korpo pracy podbił do mnie 40-letni chłop z wyższym stanowiskiem i powiedział, że on by mnie nie zatrudnił, bo jestem wizytówką firmy jako recepcjonistka, a wyglądam tandetnie i biednie w trampkach i widać, że moja koszula jest tania. Płakałam całą drogę do domu. No będę bronić tego tematu, bo sama pamiętam jak było, a i tak uważam, ze ja tak źle nie miałam, znam osoby w dużo gorszej sytuacji. Nie uważam też, że mi się udało wskoczyć na dobre zarobki, bo pracowałam ciężej niż inni. Nawet przeciwnie, uważam, że jestem leniwa. Miałam mnóstwo szczęścia i wsparcia ze strony osób z koneksjami, które poznawałam po drodze. Nie ma żadnej równości i żadnej sprawiedliwości społecznej. Niektórzy ludzie owszem są kowalami swojego losu, tylko nie mają kowadła, pieca ani umiejętności. Wiele biednych osób ma w głowie beton, że nie ma co próbować, bo i tak im się nie uda. Brakuje im pewności siebie, bo ciężko mieć pewność siebie będąc od dziecka na samym dole drabiny.