Brat mojego narzeczonego ma ogromny problem z higiena. Potrafi nie myc sie kilka dni, bo po co skoro nigdzie nie wychodzi (nic dla niego nie znaczy to, ze my z nim siedzimy).
Czesto smierdzi od niego potem, nie myje rak po skorzystaniu z toalety i chodzi kilka dni w tych samych ciuchach. Kiedy gdzies wychodzi, to tak, umyje sie, uzyje perfum, ladnie ubierze i prezentuje sie bardzo dobrze. W domu natomiast wyglada i smierdzi koszmarnie. Moze nie codziennie, ale czesto. Przebywajac z nim mozna sie latwo domyslic, ze nie dba o siebie.
Jakis czas temu bylismy u kuzyna 3 dni. Brat narzeczonego, nie wzial ze soba zadnej walizki. Rozumiecie, ze przez 3 dni sie nie myl, nie myl zebow, chodzil w jednych majtkach.
Jego mieszkanie bardzo pasuje do jego sposobu bycia- syf, kija i mogila.
Narzeczony zdaje sobie z tego sprawe i delikatnie, pol zarten pol serio stara sie dac mu do zrozumienia aby sie ogarnal, ale on chyba nie kuma przekazu, ale po prostu ma to gdzies.
To jest naprawde fajny facet, swietny ojciec, inteligenty i pracowity. Jest po rozwodzie kilka lat i nie moze nikogo znalezc. No ciekawe czemu...
Podzielcie sie swoimi doswiadczeniami