Parę miesięcy temu miałam operację zmniejszenia otoczek brodawek w Warszawie. Pani chirurg zastosowała standardowo podskórne szwy rozpuszczalne. Pech chciał, że okazało się, że jestem jedną z tych osób, które źle reagują na te szwy

. Wstępnie zrośnięte rany potrafiły pękać i "wypluwały" te węzełki, a potem goiły się w brzydkim kształcie. Rezultat jest taki, że w kilku miejscach te blizny są znacznie szersze i zapadnięte. Na jednej konsultacji lekarka powiedziała mi, że jak to się wygoi, to mogę sobie zakryć te blizny tatuażem, ale to mnie zupełnie nie satysfakcjonuje
Czy ktoś z was miał podobne doświadczenia?
Zastanawiam się nad plastyką tych blizn albo ponownym takim zabiegiem, tym razem ze zwykłymi szwami.