Tak, ale najbardziej na początku lat 2000. Wtedy prognozowano, że dzieci będzie mieć wyż demograficzny lat 80, a tak się nie stało. Oczywiście część ludzi z wyżu ma dzieci, ale zdecydowali się dużo później i nie wszyscy. To załamało równowagę.dziwnerzeczy pisze: ↑śr lut 25, 2026 12:05 pm Jedna osoba, którą znam, kobieta już prawie 60-letnia, powiedziała kiedyś, że "gdyby mogła wybrać, czy mieć dziecko, czy psa, to wybrałaby psa. Bo pies żyje krócej".
Ma tylko jedno dziecko.
Mogę być w błędzie, ale drastyczny spadek urodzeń nastąpił już chyba w latach 90.?
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Bezsensowne porównanie. Widziałam niedawno gdzieś statystyki, że psy mają najczęściej ludzie z dziećmi.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 11:31 am 100% zgody, plus teraz wyżej od dzieci są pieski. Wszędzie już można wejść z pieskiem, gdy piesek wyje w tramwaju to wszyscy są zachwyceni jak słodka psinka daje koncert, a kiedy płacze dziecko, jest głupim bachorem i wszyscy krzywo patrzą, bo nie mogą podróżować w ciszy.
Przeraża mnie ilość par z pieskami. W moim otoczeniu żadna znajoma para nie ma dzieci, za to dosłownie każda ma psiecko. Myślę, że to wynika po prostu z braku chęci brania odpowiedzialności. Dziecko to ciężar.
Obowiązek.
Nerwy.
Przecież tak demonizuje się macierzyństwo. Matka jest dziś ukazana jako zaniedbana, zmęczona baba, której dzieci wchodzą na głowę.
A piesek? Jest bezproblemowy. Jak zdechnie, można kupić drugiego, można go oddać do hotelu na czas wyjazdu. Jednocześnie nie jest problemem wydawanie kupy kasy na psa z hodowli i niezbędne do życia akcesoria dla niego.
Nie wiem jak my, jako kraj, mamy wyjść z tego demograficznego dołka, ale patrząc na powyższe, lepiej już chyba nie będzie.
Matki są zle traktowane, ale psy nie mają z tym nic wspólnego.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Tak, chyba 1/3 kobiet z tego wyżu nie ma wcale. Zależy od rocznika. A oznacza to, że już w większości nie będą mieć (wiek). I po tym ma być rypnięcie. Zobaczymy. Podobno idą bardziej konserwatywne i prorodzinne roczniki (obecne liceum, studenci pierwszych lat). Ciekawa jestem co z tego wyjdzie. Trendu na pewno nie odwrócą.duppajasio pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:51 pm Tak, ale najbardziej na początku lat 2000. Wtedy prognozowano, że dzieci będzie mieć wyż demograficzny lat 80, a tak się nie stało. Oczywiście część ludzi z wyżu ma dzieci, ale zdecydowali się dużo później i nie wszyscy. To załamało równowagę.
Nie jestem pewna, czy te pytania są na tym samym poziomie wrażliwości. Ale dla mnie w ogóle każde pytanie w stylu „to co, kiedy…” jest dość nietaktowne, o ile wcześniej osoba pytana sama nie wyraziła, że planuje daną rzecz. Bo wtedy to już jest rozmowa, a nie wchodzenie z butami w czyjeś decyzje. Pytanie absolwenta trochę pomijam, bo jednak umówmy się, większość zdrowych ludzi ma na celu podjęcie pracy. Natomiast zarówno temat dzieci, jak i np wyprowadzki od teściów, to już są kwestie mocno zależne od preferencji, sytuacji i wyborów danej pary. Dlatego według mnie najpierw powinno paść pytanie o chęci czy plany „Planujecie docelowo iść na swoje czy wolicie mieszkać z rodzicami?”. To brzmi zupełnie inaczej niż „Kiedy wyprowadzka?”, które w moim odczuciu brzmi trochę jak nakaz i jedyną właściwą opcje. Ciąża to dodatkowo temat, który może wywoływać bardzo silne emocje i bywa dużo bardziej złożony niż np. znalezienie pracy po studiach.gunernialne pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:44 pm Rozumiem, ale wciąż możemy te pytania przełożyć na inne "zakazane" tematy. W stylu pytania świeżo upieczonych absolwentów studiów kiedy idą do pracy, czy już coś mają albo pytań do małżonków o to kiedy wyprowadzą się od teściów itd.
A jednak takie pytania nie budzą aż takiego oburzenia jak pytania o ciążę właśnie
- agbmrctorakwin
- SushiRoll
- Posty: 234
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Przeczytałam wcześniejsze posty i wiem o co chodzi:) Użytkowniczka napisała na temat hejtu na matki - i całkowicie się z tym zgadzam. Też nie jestem za tym, żeby tak krytykować matki i im umniejszać. A ty odpowiadając na ten post, mimo że nie było tam słowa o psach, musiałaś oczywiście o nich wspomnieć tak jakby problemem hejtu na matki były psy i ich właściciele XDD. Serio, szukanie korelacji między posiadaniem psa a brakiem szacunku do matek to wyższy poziom absurdu. To, że ktoś kocha swoje zwierzę, nie oznacza automatycznie, że nienawidzi dzieci, świat nie jest czarno-biały. Robienie z psiarzy kozłów ofiarnych tylko dlatego, że demografia leży, to szukanie wroga na siłę i odwracanie uwagi od realnych problemów, jak chociażby wysokie wymagania społeczne czy systemowe odarcie kobiet z podmiotowości. Zamiast budować tę sztuczną wojnę, może zauważ, że to dwa zupełnie inne światy, które mogą współistnieć bez wzajemnego plucia na siebiegirlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:46 pm Uderz w stół. Ale ty chyba kompletnie nie zrozumiałaś o czym była wcześniej mowa. Tu nie chodzi o jakieś bycie dla siebie wrogami, tylko o to, jak dziś zmienia się wartość człowieka na rzecz psa. Parę wypowiedzi wcześniej było dokładnie powiedziane, jak w bliźniaczych sytuacjach traktuje się dziś dzieci, a jak psy. Jest to zaledwie składowa całego problemu, ale wciąż należąca do bardzo szerokiego spektrum przyczyn, dlaczego demografia wygląda dziś tak, a nie inaczej.
-
girlidunno
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: czw gru 18, 2025 9:59 pm
O dokładnie coś takiego mi chodzi, ale najłatwiej powiedzieć, że ktoś nie sprząta. Była sierść, plus podrapane od pazurów drzwi i meble. Jakoś nie wydaje mi się, żeby w 2005 roku ktoś zwracał uwagę na takie rzeczy, w kontekście „och, piesek ma problemy behawioralne”. Nie każdy po prostu chce sobie to fundować kolejny raz. Mam też znajomą, która miała już parę beagli i każdy, dosłownie każdy, niszczył wszystko wokół, wszystko było pogryzione. Każdy miał problemy?jenta pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:47 pm Są też psy które się obrzydliwie lenią i z tym to chyba nic się nie da zrobić oprócz częstego wyczesywania, ale i to nie likwiduje problemu do zera. Mam znajomą która posiada dalmatyńczyka. Nie musi wskakiwać na sofę żeby była cała oblepiona. Przychodząc w gości w czarnym swetrze wychodzi się z białym
-
girlidunno
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: czw gru 18, 2025 9:59 pm
Przestań wciskać mi słowa, których nie powiedziałamagbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:08 pm Przeczytałam wcześniejsze posty i wiem o co chodzi:) Użytkowniczka napisała na temat hejtu na matki - i całkowicie się z tym zgadzam. Też nie jestem za tym, żeby tak krytykować matki i im umniejszać. A ty odpowiadając na ten post, mimo że nie było tam słowa o psach, musiałaś oczywiście o nich wspomnieć tak jakby problemem hejtu na matki były psy i ich właściciele XDD. Serio, szukanie korelacji między posiadaniem psa a brakiem szacunku do matek to wyższy poziom absurdu. To, że ktoś kocha swoje zwierzę, nie oznacza automatycznie, że nienawidzi dzieci, świat nie jest czarno-biały. Robienie z psiarzy kozłów ofiarnych tylko dlatego, że demografia leży, to szukanie wroga na siłę i odwracanie uwagi od realnych problemów, jak chociażby wysokie wymagania społeczne czy systemowe odarcie kobiet z podmiotowości. Zamiast budować tę sztuczną wojnę, może zauważ, że to dwa zupełnie inne światy, które mogą współistnieć bez wzajemnego plucia na siebie
To prawda! Poza tym część par z „psieckiem” decyduje się później na (ludzkie) dziecko. To dopiero przerypane, hejtują Cię wtedy oba obozyagbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:08 pm Przeczytałam wcześniejsze posty i wiem o co chodzi:) Użytkowniczka napisała na temat hejtu na matki - i całkowicie się z tym zgadzam. Też nie jestem za tym, żeby tak krytykować matki i im umniejszać. A ty odpowiadając na ten post, mimo że nie było tam słowa o psach, musiałaś oczywiście o nich wspomnieć tak jakby problemem hejtu na matki były psy i ich właściciele XDD. Serio, szukanie korelacji między posiadaniem psa a brakiem szacunku do matek to wyższy poziom absurdu. To, że ktoś kocha swoje zwierzę, nie oznacza automatycznie, że nienawidzi dzieci, świat nie jest czarno-biały. Robienie z psiarzy kozłów ofiarnych tylko dlatego, że demografia leży, to szukanie wroga na siłę i odwracanie uwagi od realnych problemów, jak chociażby wysokie wymagania społeczne czy systemowe odarcie kobiet z podmiotowości. Zamiast budować tę sztuczną wojnę, może zauważ, że to dwa zupełnie inne światy, które mogą współistnieć bez wzajemnego plucia na siebie
Swoją drogą ktos gdzieś wcześniej w tym wątku całkiem mądrze napisał, że ludziom teraz wiele rzeczy przeszkadza. Jakbyśmy nie potrafili znieść nawet małych dyskomfortów.
-
duppajasio
- Koczkodan
- Posty: 107
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Jeżeli by mieli dzieci dlatego, że są faktycznie prorodzinni, są gotowi być rodzicami i kochają dzieci to dobrze dla nich i dla tych dzieci. Ale muszą mieć pieniądze i mieszkanie, to, że Friz i Wersow mają, to nie jest przecież obraz wszystkich Zetek ani pewnie obowiązujący wzórRzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:57 pm Tak, chyba 1/3 kobiet z tego wyżu nie ma wcale. Zależy od rocznika. A oznacza to, że już w większości nie będą mieć (wiek). I po tym ma być rypnięcie. Zobaczymy. Podobno idą bardziej konserwatywne i prorodzinne roczniki (obecne liceum, studenci pierwszych lat). Ciekawa jestem co z tego wyjdzie. Trendu na pewno nie odwrócą.
Milenialsi z wyżu na pewno często chcieli założyć rodziny, ale w ich latach 20. panowało bardzo wysokie bezrobocie, śmieszne zarobki i wysokie ceny mieszkań. To jest przyczyna numer jeden tego załamania, ale jest jeszcze druga i moim zdaniem to jest ogromne polskie tabu. Wiele dzieci z lat 80. to dzieci niekochane, które urodziły sie dlatego, że tak wyszło, że wszyscy mieli itp. Był tu gdzieś na Wandzie wątek o zboczencach atakujących dzieci „z kluczem na szyi” i tam pojawiały się takie wyznania. Nie musiało być w domu nawet przemocy, ale był chłód, obojętność. Nie ma się co dziwić, że takie osoby się nie palą do bycia rodzicami, bo nie kojarzy im się to pozytywnie i nie dostały wzorców do naśladowania.
Słuchaj, sierść będzie, wiadomo. Trzeba często odkurzać ale tego się nie uniknie. Rozumiem Cię, że jeśli miałaś problematycznego psa w dzieciństwie to teraz jesteś nastawiona negatywnie. Rozumiem też i zgadzam się, że w 2005 były inne czasy. Natomiast podejście „och, piesek ma problemy” to coś czego w 2026 nie powinniśmy tolerować. Jesli nie mówisz „och, moj synek ma problemy ojejciu tam” tylko zabierasz go do lekarza czy psychologa, to tak samo robi się z psem.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:09 pm O dokładnie coś takiego mi chodzi, ale najłatwiej powiedzieć, że ktoś nie sprząta. Była sierść, plus podrapane od pazurów drzwi i meble. Jakoś nie wydaje mi się, żeby w 2005 roku ktoś zwracał uwagę na takie rzeczy, w kontekście „och, piesek ma problemy behawioralne”. Nie każdy po prostu chce sobie to fundować kolejny raz. Mam też znajomą, która miała już parę beagli i każdy, dosłownie każdy, niszczył wszystko wokół, wszystko było pogryzione. Każdy miał problemy?
Beagle to specyficzna rasa ale niczego to nie zmienia - planujesz wziąć psa, to robisz research na temat rasy, przeszłości psa jeśli jest adoptowany, myślisz o potencjalnych problemach i czy jesteś gotowa je rozwiązywać. Przepraszam, ale planując dziecko nie rozkminiacie takich rzeczy? Co zrobię jeśli zachoruje? Co gdy będzie sprawiało problemy wychowawcze? Część ludzi o tym nie myśli i później to widać. A wszystko sprowadza się do tego, że czy dziecko czy pies, trzeba decyzję przemyśleć i WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
-
chleb_ze_smalcem
- GreckieWakacje
- Posty: 280
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
No tak, bo nie ma nic pomiedzy. Jest albo akceptowanie wszystkiego jak leci albo izolowanie sie, bo ktos sie krzywo spojrzał. Skrajności są w internetach, ale to nie norma w prawdziwym życiu.sergioleone pisze: ↑śr lut 25, 2026 12:41 pm Team rzeka.chaosu tutaj.
Popularna w tym wątku opinia jest, widzę, taka, że jedyna właściwa relacja z ludźmi to ta, w której mnie ma być dobrze, ja pilnuję swoich granic, ja mówię, co jest ok, a co nie jest. Zanikają w tym podejściu tzw. szerokie normy, empatia i umiejętność dojrzałego kompromisu. Liczy się JA, MOJE, O MNIE, DLA MNIE. A jeśli takie postawienie granic jednocześnie wpływa negatywnie na drugiego człowieka, na relację z nim, to tym gorzej dla tego człowieka. MOJE granice są najważniejsze, jego nie.
Problem tylko, że ta druga osoba myśli dokładnie tak samo :D
I moja niepopularna, jak sądzę, zwłaszcza dla ludzi urodzonych po ~1995 roku, jest taka, że kult ich osoby prowadzi w tej chwili do załamania społecznego. Mają bardzo zdecydowane poglądy 0-1, traktują otoczenie jak tło, źródło usług i dobrostanu, a rodzinne interakcje - jak zło konieczne. Są często przewrażliwieni - a nienawidzą tego słuchać, proszę im tak nie mówić, bo to narusza ich granice. A egoizm i patrzenie tylko na czubek własnego nosa - jest ok. Bo to zdrowy egoizm, nie?
No więc... właśnie nie.
Pewnie, dbajmy o siebie, swój dobrostan i zdrowie psychiczne, to nie kwestia mody jest, tylko potrzeba wynikająca ze zmian cywilizacyjnych. Ale nie gubmy przy tym dystansu. Bo brak dystansu prowadzi do sytuacji, w których przyklejamy bardzo grube etykiety sytuacjom, które nie są grube. Są w szerokiej normie. Przemoc fizyczna - no-go. Znęcanie się psychiczne - no-go. Wszystko inne to przeważnie wypadkowa różnic pokoleniowych, innego wychowania, delikatności charakteru, wrodzonego taktu i kultury, a przede wszystkim - intencji. Nierzadko osoba posądzana o tendencję do złośliwych, obraźliwych kpin jest ogromnie zdziwiona; z jej perspektywy to jest, nie wiem, szczerość, szorstka troska, automatyczna reakcja obronna na czyjeś "dziwne" zachowanie. Jestem w stanie sobie wyobrazić, że dla teściowej z postów wyżej kolor kremowy to nie biały, tylko jasnożółty, ona nie rozumie tego niuansu i czuje się zaatakowana tudzież ustawiana przez dziewczynę, która jest w zasadzie obca. Tam jest zresztą szerszy kontekst, który chyba umknął: autorka historii pisze, że to "kolejny raz", kiedy usłyszała, że jest przewrażliwiona i w ogóle be. To problem jest chyba znacznie głębszy i ja się np. zastanawiam, czemu tam się w ogóle ślub odbywa, skoro ta matka taka paskudna i okrutna. I czy na pewno jest tak, że mamy całość obrazu, Śnieżka vs. Zła Macocha. Życie to nie je bajka ;p
To rzadko kiedy jest tak, że siedzimy sobie nawzajem w głowach.
Relacje między ludźmi są trudne, ale potrzebne.
Co prowadzi mnie do puenty, że izolowanie się - w wariancie opisywanym w postach wyżej - to jest zwykłe tchórzostwo, nieumiejętność radzenia sobie w sytuacjach konfliktowych, nieoczywistych, i patrzenie wyłącznie przez pryzmat własnych potrzeb. Nie żaden zdrowy egoizm. Egoizm chory i szkodliwy. Bo, póki co, nie jesteśmy samowystarczalni, społeczeństwo to podstawa egzystencji w cywilizowanym świecie. Wysadzanie tego fundamentu raczej się dobrze nie skończy ;)
A i postawienie komuś granic nie równa się izolowaniu się od niego, można powiedzieć dokładnie o jakie zachowania chodzi i dlaczego a jak nie poskutkuje, to ograniczyć kontakt.
Znalazłam ten post o stroju teściowej i myślę, że to zwykły bait. Tak samo jak posty które pojawiają się co kilka stron o tym jak strasznie ciemiężone są madki, szczególnie przez złych psiarzach, egoistycznych bezdzietnych i braku relacji które doprowadzają społeczeństwo do rozpadu. Bo przecież NIKT NIE JEST SAMOWYSTARCZALNY I ŻYJEMY W SPOŁECZEŃSTWIE
Ale zagrajmy w tą grę: i jak ktoś jasno mówi ci, że na jego imprezie na którą cię zaprasza obowiązuje dany dress code a ty z premedytacją go łamiesz a później zapierasz się, że go nie złamałaś i gaslightujesz osobę której zrobiłaś ewidentną przykrość, że jest przewrażliwiona, to jesteś toksycznym chamem i nie zasługujesz dalszą uwagę od tej osoby. Jak nie dostrzegasz niczego złego w takim zachowaniu i nie dasz sobie przetłumaczyć, że komuś może być przykro, to masz problem z relacjami społecznymi o które tak się srasz w komentarzach.
Ramenagbmrctorakwin pisze: ↑śr lut 25, 2026 1:34 pm Mamy rok 2026 ale niektórym ludziom nadal ciężko zaakceptować, że inne osoby mogą mieć inne priorytety i plany na życie XDD Te teksty brzmią tak jakby kobieta była tylko maszyną do rodzenia. Jeśli jakaś para świadomie nie decyduje się na dziecko to jest to dowód odpowiedzialności bo wydanie na ten świat dziecka tylko dlatego "bo tak trzeba, żeby zostawić potomstwo itp." to czysty egoizm. Są ludzie którzy nie nadają się do bycia rodzicami lub po prostu nie chcą nimi być i nie ma w tym nic złego. Jak ktoś chce mieć dziecko to niech ma dziecko, jak ktoś mieć psa to niech ma psa. I nie wiem skąd ta narracja robienia z posiadaczy psów wrogów publicznych, bo szczerze znacznie większa część właścicieli psów ma kompletnie wywalone na cudze dzieci, tak samo jak znaczna część matek ma wywalone na cudze psy. Znajdują się tylko jakieś skrajne jednostki (ty właśnie do nich należysz), które muszą obrazić którąś ze stron bo brakuje im tolerancji i zrozumienia, że ktoś może mieć inne priorytety lub dokonywać innych wyborów życiowych niż ty:) A wyjść z demograficznego dołka możemy w taki sposób, że zamiast krytykować kobiety które otwarcie mówią, że nie chcą mieć dzieci, skupmy się na tym by stworzyć w tym kraju warunki, w których rodzicielstwo kojarzy się z bezpieczeństwem, a nie z poświęceniem. Prawdziwa pro-rodzinność to wspieranie tych, którzy chcą dzieci, a nie nagonka na tych, którzy mają inne priorytety (np. na właścicieli psów, którzy nie robią nikomu nic złego).
Z jednej strony ludzie narzekają, że dzieci sa źle traktowane przez społeczeństwo, jednocześnie pisząc teksty, ze przeraza ich liczba par z psami, które nie maja dzieci WTF xDD my oceniać ok, nas oceniać nie ok.
Masz racje, państwo powinno skupic sie na tych, którzy chcą miec dzieci, wspierać ich, dać bezpieczeństwo i dobre warunki. Tyle I aż tyle.
why you care what people think, you don't even like people
-
girlidunno
- RoyalBaby
- Posty: 23
- Rejestracja: czw gru 18, 2025 9:59 pm
To już nie do mnie pytanie. Nie brałam jako dorosła osoba psa, ani nie dotyczy mnie kolejna część. I zgadzam się, co do odpowiedzialności, nie wiem skąd potrzeba wyjaśniania tego komukolwiek.mariaow pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:19 pm Słuchaj, sierść będzie, wiadomo. Trzeba często odkurzać ale tego się nie uniknie. Rozumiem Cię, że jeśli miałaś problematycznego psa w dzieciństwie to teraz jesteś nastawiona negatywnie. Rozumiem też i zgadzam się, że w 2005 były inne czasy.
Natomiast podejście „och, piesek ma problemy” to coś czego w 2026 nie powinniśmy tolerować. Jesli nie mówisz „och, moj synek ma problemy ojejciu tam” tylko zabierasz go do lekarza czy psychologa, to tak samo robi się z psem.
Beagle to specyficzna rasa ale niczego to nie zmienia - planujesz wziąć psa, to robisz research na temat rasy, przeszłości psa jeśli jest adoptowany, myślisz o potencjalnych problemach i czy jesteś gotowa je rozwiązywać. Przepraszam, ale planując dziecko nie rozkminiacie takich rzeczy?
A wypowiedź agbmrctorakwin jest obrzydliwa, kłamliwa i bardzo czarno biała. Dobrze ci wychodzi odwracanie kota ogonem.
„A ty odpowiadając na ten post, mimo że nie było tam słowa o psach, musiałaś oczywiście o nich wspomnieć tak jakby problemem hejtu na matki były psy i ich właściciele XDD.” - to jest śmieszne. Naprawdę wszystko lubisz tak upraszczać? Wątek NADMIERNEJ sympatii do zwierząt w obecnych czasach przewijał się już wcześniej. Ja, odpowiadając na post o matkach, zgodziłam się i DODAŁAM, że jednocześnie teraz rolę dzieci przejęły psieci. Co cie tak zabolało?
„Serio, szukanie korelacji między posiadaniem psa a brakiem szacunku do matek to wyższy poziom absurdu.”- pełna zgoda, tym bardziej dziwi mnie, że napisałaś taki wysryw XDDD
„To, że ktoś kocha swoje zwierzę, nie oznacza automatycznie, że nienawidzi dzieci” - serio? No shit sherlock XDD piszmy skrajne, nieprawdziwe rzeczy, aby postawić drugą osobę w jak najgorszym świetle, wmawiając jednocześnie coś, czego nie powiedziała
świat nie jest czarno-biały. - nie, ale twoje wypowiedzi już tak
Zamiast budować tę sztuczną wojnę, może zauważ, że to dwa zupełnie inne światy, które mogą współistnieć bez wzajemnego plucia na siebie. - więc nie pluj jadem. Wszystkie moje wypowiedzi tyczyły się SKRAJNOŚCI, samo nazywanie zwierzęcia swoim dzieckiem jest bardzo wymowne i zauważ, że udzielamy się w wątku niepopularnych opinii. Dla ułatwienia, zwizualizuj to sobie tak: nie każdy pies jest psieckiem omawianym w tym wątku. Bez odbioru.
- berry blast
- Currently:Dominicana
- Posty: 1732
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
beagle to POTWORY! xDmariaow pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:19 pm Słuchaj, sierść będzie, wiadomo. Trzeba często odkurzać ale tego się nie uniknie. Rozumiem Cię, że jeśli miałaś problematycznego psa w dzieciństwie to teraz jesteś nastawiona negatywnie. Rozumiem też i zgadzam się, że w 2005 były inne czasy. Natomiast podejście „och, piesek ma problemy” to coś czego w 2026 nie powinniśmy tolerować. Jesli nie mówisz „och, moj synek ma problemy ojejciu tam” tylko zabierasz go do lekarza czy psychologa, to tak samo robi się z psem.
Beagle to specyficzna rasa ale niczego to nie zmienia - planujesz wziąć psa, to robisz research na temat rasy, przeszłości psa jeśli jest adoptowany, myślisz o potencjalnych problemach i czy jesteś gotowa je rozwiązywać. Przepraszam, ale planując dziecko nie rozkminiacie takich rzeczy? Co zrobię jeśli zachoruje? Co gdy będzie sprawiało problemy wychowawcze? Część ludzi o tym nie myśli i później to widać. A wszystko sprowadza się do tego, że czy dziecko czy pies, trzeba decyzję przemyśleć i WZIĄĆ ODPOWIEDZIALNOŚĆ.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:19 pm Ale zagrajmy w tą grę: i jak ktoś jasno mówi ci, że na jego imprezie na którą cię zaprasza obowiązuje dany dress code a ty z premedytacją go łamiesz a później zapierasz się, że go nie złamałaś i gaslightujesz osobę której zrobiłaś ewidentną przykrość, że jest przewrażliwiona, to jesteś toksycznym chamem i nie zasługujesz dalszą uwagę nie dostrzegasz niczego złego w takim zachowaniu i nie dasz sobie przetłumaczyć, że komuś może być przykro, to masz problem z relacjami społecznymi o które tak się srasz w komentarzach.
Ja uważam, że na taką imprezę można po prostu nie iść. Zwracam honor wszystkim osobom, z którymi jeszcze niedawno dyskutowałam tu o tym, że wesela (i towarzyszące im niuanse kolorystyczne
Jako, że rozpętałam tę burzę, to zaznaczam jeszcze raz, że moja interpretacja tematu była zupełnie inna. Biel tylko dla młodej ok. Ale teściowa, chcąc wyglądać elegancko i pasować na fotkach, może po prostu chciała dobrze proponujące to ecru czy tam beż. Ja bym się tego nie czepiała i to moje zdanie. Bo zachowanie teściowej nie musiało wynikać ze złych intencji. Sama nigdy w życiu nie włożyłabym pastelowego różu czy innego shitu (nie pasują mi ani pastelowe, ani mocne kolory), a beż wydawałby mi się bezpieczny.
Wiem, wiem, to bardziej pytanie zadane do ogółu w celu dyskusji, które mi przyszło na myśl w trakcie.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:49 pm To już nie do mnie pytanie. Nie brałam jako dorosła osoba psa, ani nie dotyczy mnie kolejna część.
Czekaj, ale panna młoda miała wyraźną prośbę. Czy ta teściowa spośród całej tęczy musiała wybrać ecru/beż? Czy w takim dniu, no jednak najważniejszym dla pary młodej, naprawdę trzeba się upierać przy swoim „bo ja bym nie włożyła pastelowego różu”? To jest właśnie egoizm, JA, MOJE, O MNIE. Masz mnóstwo kolorów do wyboru. Może dobrze Ci w niebieskim albo zielonym, skoro róż nie. Ale musisz wybrać biały bo na wierzchu MUSI BYĆ TWOJE? Cały czas gadasz tylko o sobie.Rzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 25, 2026 3:04 pm Ja uważam, że na taką imprezę można po prostu nie iść. Zwracam honor wszystkim osobom, z którymi jeszcze niedawno dyskutowałam tu o tym, że wesela (i towarzyszące im niuanse kolorystyczneplus wynikające z tego dramy) wcale nie są takie złe.
Jako, że rozpętałam tę burzę, to zaznaczam jeszcze raz, że moja interpretacja tematu była zupełnie inna. Biel tylko dla młodej ok. Ale teściowa, chcąc wyglądać elegancko i pasować na fotkach, może po prostu chciała dobrze proponujące to ecru czy tam beż. Ja bym się tego nie czepiała i to moje zdanie. Bo zachowanie teściowej nie musiało wynikać ze złych intencji. Sama nigdy w życiu nie włożyłabym pastelowego różu czy innego shitu (nie pasują mi ani pastelowe, ani mocne kolory), a beż wydawałby mi się bezpieczny.
To sa chyba dwa określenia znaczące to samo. Moze regionalizm? Ja też całe życie mówiłam „linieją” aż ktoś powiedział „lenią się” i byłam skonfundowana mocno, haha, też zawsze w pierwszym odruchu myślę że ktoś mi sugeruje że mój pies jest leniwy
-
chleb_ze_smalcem
- GreckieWakacje
- Posty: 280
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Rzeka.chaosu pisze: ↑śr lut 25, 2026 3:04 pm Ja uważam, że na taką imprezę można po prostu nie iść. Zwracam honor wszystkim osobom, z którymi jeszcze niedawno dyskutowałam tu o tym, że wesela (i towarzyszące im niuanse kolorystyczneplus wynikające z tego dramy) wcale nie są takie złe.
Jako, że rozpętałam tę burzę, to zaznaczam jeszcze raz, że moja interpretacja tematu była zupełnie inna. Biel tylko dla młodej ok. Ale teściowa, chcąc wyglądać elegancko i pasować na fotkach, może po prostu chciała dobrze proponujące to ecru czy tam beż. Ja bym się tego nie czepiała i to moje zdanie. Bo zachowanie teściowej nie musiało wynikać ze złych intencji. Sama nigdy w życiu nie włożyłabym pastelowego różu czy innego shitu (nie pasują mi ani pastelowe, ani mocne kolory), a beż wydawałby mi się bezpieczny.
Można nie iść albo można się zachować jak normalny człowiek i dostosować ubiór do okazji, kiedy panna młoda WYRAŹNIE ZAZNACZA żeby nie ubierać się w dane kolory. I w czym nie pójście miałoby być lepsze od tego całego izolowania się o którym było trąbione w komentarzach wcześniej? To takie samo bycie dzikiem i „przewrażliwienie” jak obrażenie się o byle co i natychmiastowa odcinka bez słowa. Ale pójście i zrobienie na złość młodej to chamstwo w czystej postaci.
Nie rozumiem tej mody na ubieranie się w kolory zbliżone do białego przez matki młodych. „Za moich czasów” tego nie było. Teściowe, jednej i drugie strony, ubierały się w te same kolory co goście, ew w sukienki czy garsonki bardziej zdobione ale wciąż w kolorach dalekich od białego. Zazwyczaj pastele. Nie widziałam na ani jednym weselu żeby któraś była ubrana w krem, jasny beż czy ecru, teraz to jakaś plaga. Na ostatnim weselu na jakim byłam matki młodych były ubrane w jasne garsonki, jedna w lawendowa, druga w brzoskwiniowym kolorze a za to prym buractwa wiodła druhna która po prostu ubrała suknie ślubną w kolorze biało srebrnym z mnóstwem zdobień, do tego dwa kilo doczepow i makijaż jakby dalej był 2016. Nie muszę chyba pisać jak bardzo podobało się to młodej która postawiła na skromną sukienkę, delikatny makijaż i naturalną fryzurę i przy druhnie wyglądała jak uboga krewna xd
Ostatnio zmieniony śr lut 25, 2026 3:30 pm przez chleb_ze_smalcem, łącznie zmieniany 1 raz.
- agbmrctorakwin
- SushiRoll
- Posty: 234
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Dobra, piszę już ostatni post w tym temacie, żeby nie robić śmietnika, ale nie mogę zostawić bez komentarza tak nieudolnej próby wybielenia twojej odpychającej narracji.girlidunno pisze: ↑śr lut 25, 2026 2:49 pm To już nie do mnie pytanie. Nie brałam jako dorosła osoba psa, ani nie dotyczy mnie kolejna część. I zgadzam się, co do odpowiedzialności, nie wiem skąd potrzeba wyjaśniania tego komukolwiek.
A wypowiedź agbmrctorakwin jest obrzydliwa, kłamliwa i bardzo czarno biała. Dobrze ci wychodzi odwracanie kota ogonem.
„A ty odpowiadając na ten post, mimo że nie było tam słowa o psach, musiałaś oczywiście o nich wspomnieć tak jakby problemem hejtu na matki były psy i ich właściciele XDD.” - to jest śmieszne. Naprawdę wszystko lubisz tak upraszczać? Wątek NADMIERNEJ sympatii do zwierząt w obecnych czasach przewijał się już wcześniej. Ja, odpowiadając na post o matkach, zgodziłam się i DODAŁAM, że jednocześnie teraz rolę dzieci przejęły psieci. Co cie tak zabolało?
„Serio, szukanie korelacji między posiadaniem psa a brakiem szacunku do matek to wyższy poziom absurdu.”- pełna zgoda, tym bardziej dziwi mnie, że napisałaś taki wysryw XDDD
„To, że ktoś kocha swoje zwierzę, nie oznacza automatycznie, że nienawidzi dzieci” - serio? No shit sherlock XDD piszmy skrajne, nieprawdziwe rzeczy, aby postawić drugą osobę w jak najgorszym świetle, wmawiając jednocześnie coś, czego nie powiedziała
świat nie jest czarno-biały. - nie, ale twoje wypowiedzi już tak
Zamiast budować tę sztuczną wojnę, może zauważ, że to dwa zupełnie inne światy, które mogą współistnieć bez wzajemnego plucia na siebie. - więc nie pluj jadem. Wszystkie moje wypowiedzi tyczyły się SKRAJNOŚCI, samo nazywanie zwierzęcia swoim dzieckiem jest bardzo wymowne i zauważ, że udzielamy się w wątku niepopularnych opinii. Dla ułatwienia, zwizualizuj to sobie tak: nie każdy pies jest psieckiem omawianym w tym wątku. Bez odbioru.
Nagle tłumaczysz się, że twoja wypowiedź dotyczyła tylko "skrajności", ale prawda jest taka, że w swoim wpisie ordynarnie umniejszyłaś wszystkim ludziom, którzy mają psy i nie planują dzieci. To manipulacja, najpierw dowalasz całej grupie, a jak dostajesz merytoryczna odpowiedź, to nagle udajesz, że chodziło o margines XDD. Wyobraź sobie, że ja teraz piszę post o tym, jakie to matki są roszczeniowe, a ich dzieciaki to rozpuszczone bachory, które uważają się za pępek świata i terroryzują otoczenie, bo mamuśki oczekują, że każdy będzie im ustępował (to nie moje zdanie tylko PRZYKLAD stworzony by obnażyć twoją hipokryzję). A kiedy zleciałaby się na mnie fala krytyki, to bym rzuciła: "Oj tam, przecież mówiłam tylko o skrajnych przypadkach, co was tak zabolało?" Czujesz już, jakie to jest słabe i nielogiczne?
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Ja o rybce, ty o pipce. Kto pisał o wyborze białego, wręcz przeciwnie - pisałam biały dla młodej.mariaow pisze: ↑śr lut 25, 2026 3:19 pm Czekaj, ale panna młoda miała wyraźną prośbę. Czy ta teściowa spośród całej tęczy musiała wybrać ecru/beż? Czy w takim dniu, no jednak najważniejszym dla pary młodej, naprawdę trzeba się upierać przy swoim „bo ja bym nie włożyła pastelowego różu”? To jest właśnie egoizm, JA, MOJE, O MNIE. Masz mnóstwo kolorów do wyboru. Może dobrze Ci w niebieskim albo zielonym, skoro róż nie. Ale musisz wybrać biały bo na wierzchu MUSI BYĆ TWOJE? Cały czas gadasz tylko o sobie.
Dokładnie tak. Nie no, lepiej nie pójść i rzucić dupą niż uszanować prośbę i wybrać inny kolor z calej tęczy opcji, wielka mi tragedia.chleb_ze_smalcem pisze: ↑śr lut 25, 2026 3:25 pm Można nie iść albo można się zachować jak normalny człowiek i dostosować ubiór do okazji, kiedy panna młoda WYRAŹNIE ZAZNACZA żeby nie ubierać się w dane kolory. I w czym nie pójście miałoby być lepsze od tego całego izolowania się o którym było trąbione w komentarzach wcześniej? To takie samo bycie dzikiem i „przewrażliwienie” jak obrażenie się o byle co i natychmiastowa odcinka bez słowa. Ale pójście i zrobienie na złość młodej to chamstwo w czystej postaci.
Nie rozumiem tej mody na ubieranie się w kolory zbliżone do białego przez matki młodych. „Za moich czasów” tego nie było. Teściowe, jednej i drugie strony, ubierały się w te same kolory co goście, ew w sukienki czy garsonki bardziej zdobione ale wciąż w kolorach dalekich od białego. Zazwyczaj pastele. Nie widziałam na ani jednym weselu żeby któraś była ubrana w krem, jasny beż czy ecru, teraz to jakaś plaga. Na ostatnim weselu na jakim byłam matki młodych były ubrane w jasne garsonki, jedna w lawendowa, druga w brzoskwiniowym kolorze a za to prym buractwa wiodła druhna która po prostu ubrała suknie ślubną w kolorze biało srebrnym z mnóstwem zdobień, do tego dwa kilo doczepow i makijaż jakby dalej był 2016. Nie muszę chyba pisać jak bardzo podobało się to młodej która postawiła na skromną sukienkę i przy druhnie wyglądała jak uboga krewna xd
Rozumiem, że może być taka para młoda której wszystko jedno i wtedy spoko, ale jeśli padła konkretna prośba i została zlana, to nie rozumiem w ogóle prób dalszych dyskusji, serio. Już lepiej się przyznać, że tacy ludzie muszą mieć po swojemu bo oni sami są najważniejsi w każdej sekundzie ich życia (tak, nawet na cudzej imprezie, często najważniejszym dla kogoś dniu w życiu w którym Ty masz TYLKO ubrać inny kolor