Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
Nie przeczytałam wszystkich stron tego wątku, więc jeśli moja opinia to powtórka czyjejś to przepraszam
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie
KochamBebok pisze: ↑wt lut 24, 2026 7:32 am Nie przeczytałam wszystkich stron tego wątku, więc jeśli moja opinia to powtórka czyjejś to przepraszam![]()
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie![]()
Jako osoba, której mózg nie umie zasnąć przed północą nie mogę przyznać racji. Kiedyś tak pracowałam, ale wtedy spałam po 3-4 godziny, teraz już nie dałabym rady tak funkcjonować. W ogóle uważam, że pracowanie po 8h to za dużo i powinno się pracować po 6h. Idziesz na 8, wychodzisz o 14 i masz normalne życie. Wyśpisz się, masz czas na korzystanie z życia i nie spędzasz żywota w robocie po której nie masz siły palcem kiwnąć.Bebok pisze: ↑wt lut 24, 2026 7:32 am Nie przeczytałam wszystkich stron tego wątku, więc jeśli moja opinia to powtórka czyjejś to przepraszam![]()
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie![]()
- MissNobody66
- Migocząca Świeczka
- Posty: 360
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
To nie jest niepopularna opinia. Niestety. A pisze niestety bo jak pisałam w swojej opinii (której pewnie nie przeczytałaś <żarcik takiBebok pisze: ↑wt lut 24, 2026 7:32 am Nie przeczytałam wszystkich stron tego wątku, więc jeśli moja opinia to powtórka czyjejś to przepraszam![]()
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie![]()
Żyjemy w terrorze rannych ptaszków. Raptem około 1/4 społeczeństwa ma taki chronotyp. Kolejna 1/4 to nocny chronotyp a połowa społeczeństwa jest w stanie się dostosować. Rzygać mi się chce jak w ogłoszeniach o pracę widzę teksty w stylu "lubisz pospać - to świetnie bo zaczynamy pracę o 9" i co mi to przepraszam da jak i tak muszę wstać o 7 albo niewiele później żeby się ogarnąć i dostać do biura? 7 to nadal bardzo wczesna pora. Uważam, że chronotyp powinien być uwzględniany w grafikowaniu i w ogóle ustalaniu godzin pracy bo w większości prac dałoby się to zrobić. Tym sposobem pracownicy byliby zdrowsi bo by mogli pracować zgodnie ze swoją naturą.Lkjhgfd pisze: ↑wt lut 24, 2026 11:57 am Jako osoba, której mózg nie umie zasnąć przed północą nie mogę przyznać racji. Kiedyś tak pracowałam, ale wtedy spałam po 3-4 godziny, teraz już nie dałabym rady tak funkcjonować. W ogóle uważam, że pracowanie po 8h to za dużo i powinno się pracować po 6h. Idziesz na 8, wychodzisz o 14 i masz normalne życie. Wyśpisz się, masz czas na korzystanie z życia i nie spędzasz żywota w robocie po której nie masz siły palcem kiwnąć.
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
- MissNobody66
- Migocząca Świeczka
- Posty: 360
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Jezu znalazłam swoich ludziFjoki pisze: ↑wt lut 24, 2026 12:04 pm Żyjemy w terrorze rannych ptaszków. Raptem około 1/4 społeczeństwa ma taki chronotyp. Kolejna 1/4 to nocny chronotyp a połowa społeczeństwa jest w stanie się dostosować. Rzygać mi się chce jak w ogłoszeniach o pracę widzę teksty w stylu "lubisz pospać - to świetnie bo zaczynamy pracę o 9" i co mi to przepraszam da jak i tak muszę wstać o 7 albo niewiele później żeby się ogarnąć i dostać do biura? 7 to nadal bardzo wczesna pora. Uważam, że chronotyp powinien być uwzględniany w grafikowaniu i w ogóle ustalaniu godzin pracy bo w większości prac dałoby się to zrobić. Tym sposobem pracownicy byliby zdrowsi bo by mogli pracować zgodnie ze swoją naturą.
Zapewniam Cię, że jest nas więcej
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1793
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
W mojej pierwszej poważniejszej pracy kilka osób pracowało chyba jakoś od 11 czy 12 (przychodzili z lunchem albo jak inni byli na lunchu). Pech chciał, że to były osoby, które robiły swoją robotę moimi rękami (siedzieliśmy razem). Więc często po prostu musiałam z nimi siedzieć do 18 czy 20. Czasem było fajnie czasem mi się nie chciało. Dla nich to było oczywiste "bo trzeba zrobić i już". A jeśli nie siedziałam z nimi, to odbierałam telefony. Nauczenie się asertywności trochę czasu mi zajęło.
Pracowałam też z ludźmi pracującymi na akord, rozliczanymi z zadań. Zawsze była obraza majestatu, gdy mówiłam, że jestem do 17.30, a potem mam swoje życie. Jedna osoba bezczelnie skarżyła wyżej, do dziś sobie z niej żartuję. Już szef miał więcej luzu. Ja wtedy prosiłam o kasę za nadgodziny i tyle. Naprawdę jeszcze parę lat temu mało kto to szanował. Ma działać i już. Więc taka praca jest spoko, ale tylko jeśli nie musisz zawracać tyłka innym poza godzinami ich pracy.
Pracowałam też z ludźmi pracującymi na akord, rozliczanymi z zadań. Zawsze była obraza majestatu, gdy mówiłam, że jestem do 17.30, a potem mam swoje życie. Jedna osoba bezczelnie skarżyła wyżej, do dziś sobie z niej żartuję. Już szef miał więcej luzu. Ja wtedy prosiłam o kasę za nadgodziny i tyle. Naprawdę jeszcze parę lat temu mało kto to szanował. Ma działać i już. Więc taka praca jest spoko, ale tylko jeśli nie musisz zawracać tyłka innym poza godzinami ich pracy.
- MissNobody66
- Migocząca Świeczka
- Posty: 360
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Czasami w to wątpię kiedy non stop czytam teksty o naszym lenistwie i wyższości wczesnego wstawania. No właśnie, to mnie chyba najbardziej irytuje - poczucie bycia lepszym bo ktoś wstaje wcześniej, w domyśle jest produktywny i pracowity (tak jakby sowy nie mogły robić tego samego tylko w innych porach). Te wszystkie dyrdymały typu kto rano wstaje temu pan Bóg daje i inne. Bo przecież to że ja idę późno spać i wstaję późno to już automatycznie oznacza że jestem leniem i długo śpię (!!!) to nic że wychodzi 7-8h jak u przeciętnego człowieka xD
Ja do dziś z sentymentem wspominam czas studiow. Gdzie po przyjsciu z uczelni i ogarnięciu obowiązków, obowiązkowo bylo spanko. Budzilam sie ok 23/24. Jak nowonarodzona. Moglam się uczyć na kolokwia do 4 rano[wiedza wchodzila mi jak zloto w nocy]. Potem spanie i np na 11 na sesję na egzaminy. Cudo!
Obecnie pracuję od 7 rano. Jakoś sie nauczylam, dostosowalam do tego trybu.
Ale zasadę mam jedną, robota tyle ile dam rady, czyli te 8-9h i do domu. I niech się świat wali.
Obecnie pracuję od 7 rano. Jakoś sie nauczylam, dostosowalam do tego trybu.
Ale zasadę mam jedną, robota tyle ile dam rady, czyli te 8-9h i do domu. I niech się świat wali.
Balans między żartem a powagą
Ja całe życie słyszałam, że jestem nygus. Moja babcia potrafiła być taka złośliwa, że jak wiedziała że położyłam się o 2 to mi o 6 zasłonki odsłaniała i mi słońce w oczy waliło i mnie budziła. I jakby nie docierało do niej, że spanie do 10 czy 12 to nie lenistwo jeśli się położyło o 2 czy 4.MissNobody66 pisze: ↑wt lut 24, 2026 12:22 pm Czasami w to wątpię kiedy non stop czytam teksty o naszym lenistwie i wyższości wczesnego wstawania. No właśnie, to mnie chyba najbardziej irytuje - poczucie bycia lepszym bo ktoś wstaje wcześniej, w domyśle jest produktywny i pracowity (tak jakby sowy nie mogły robić tego samego tylko w innych porach). Te wszystkie dyrdymały typu kto rano wstaje temu pan Bóg daje i inne. Bo przecież to że ja idę późno spać i wstaję późno to już automatycznie oznacza że jestem leniem i długo śpię (!!!) to nic że wychodzi 7-8h jak u przeciętnego człowieka xD
A i każdy ekspert od snu Ci powie że szkoła powinna zaczynać się nie wcześniej niż o 10 bo mózgi nastolatków naturalnie mają przesunięte na bycie aktywnym w późniejszej porze. Co to by był za problem przesunąć te godziny? Żaden. I nawet nie idzie się na kompromis żeby po środku jakoś było, tylko się terroryzuje porannymi godzinami. A to ma daleko idące skutki, pogarsza produktywność, ale przede wszystkim pogarsza stan zdrowia, nocne marki zmuszane do bycia rannymi ptaszkami szybciej umierają i były badania, które to potwierdzają! Nie mówiąc o komforcie życia, komforcie psychicznym. Tak łatwo by to można było zmienić...
Kto jest w cyrku ten się nie śmieje
-
duppajasio
- Tritonotti
- Posty: 188
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Czas dojazdów powinien być też wliczony do godzin pracy, oczywiście jakiś uśredniony, żeby uniknąć sytuacji, że ktoś sprytny wybiera specjalnie najdłuższą trasę.Fjoki pisze: ↑wt lut 24, 2026 12:04 pm Żyjemy w terrorze rannych ptaszków. Raptem około 1/4 społeczeństwa ma taki chronotyp. Kolejna 1/4 to nocny chronotyp a połowa społeczeństwa jest w stanie się dostosować. Rzygać mi się chce jak w ogłoszeniach o pracę widzę teksty w stylu "lubisz pospać - to świetnie bo zaczynamy pracę o 9" i co mi to przepraszam da jak i tak muszę wstać o 7 albo niewiele później żeby się ogarnąć i dostać do biura? 7 to nadal bardzo wczesna pora. Uważam, że chronotyp powinien być uwzględniany w grafikowaniu i w ogóle ustalaniu godzin pracy bo w większości prac dałoby się to zrobić. Tym sposobem pracownicy byliby zdrowsi bo by mogli pracować zgodnie ze swoją naturą.
Moja babcia to samo robiła. Czyli babcie tak mają. Moja dodawała jeszcze :" kto rano wstaje, temu Pan Bóg daje", na co odpowiadałam "daje więcej pracy i chroniczne zmęczenie" niestety nie była wyrozumiała w tej kwestiiFjoki pisze: ↑wt lut 24, 2026 12:33 pm Ja całe życie słyszałam, że jestem nygus. Moja babcia potrafiła być taka złośliwa, że jak wiedziała że położyłam się o 2 to mi o 6 zasłonki odsłaniała i mi słońce w oczy waliło i mnie budziła. I jakby nie docierało do niej, że spanie do 10 czy 12 to nie lenistwo jeśli się położyło o 2 czy 4.
A i każdy ekspert od snu Ci powie że szkoła powinna zaczynać się nie wcześniej niż o 10 bo mózgi nastolatków naturalnie mają przesunięte na bycie aktywnym w późniejszej porze. Co to by był za problem przesunąć te godziny? Żaden. I nawet nie idzie się na kompromis żeby po środku jakoś było, tylko się terroryzuje porannymi godzinami. A to ma daleko idące skutki, pogarsza produktywność, ale przede wszystkim pogarsza stan zdrowia, nocne marki zmuszane do bycia rannymi ptaszkami szybciej umierają i były badania, które to potwierdzają! Nie mówiąc o komforcie życia, komforcie psychicznym. Tak łatwo by to można było zmienić...
Balans między żartem a powagą
- MissNobody66
- Migocząca Świeczka
- Posty: 360
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Zgadzam się z Tobą, nastolatki potrzebują więcej snu i sama pamiętam jak ciężko było zwlec się z łóżka na lekcje. Co do sytuacji z babcią - znam to doskonałe, u mnie taką osobą jest matka, wchodziła do mojego pokoju, odsłaniała rolety i tłukła się w kuchni, albo rozmawiała głośno przez telefon.Fjoki pisze: ↑wt lut 24, 2026 12:33 pm Ja całe życie słyszałam, że jestem nygus. Moja babcia potrafiła być taka złośliwa, że jak wiedziała że położyłam się o 2 to mi o 6 zasłonki odsłaniała i mi słońce w oczy waliło i mnie budziła. I jakby nie docierało do niej, że spanie do 10 czy 12 to nie lenistwo jeśli się położyło o 2 czy 4.
A i każdy ekspert od snu Ci powie że szkoła powinna zaczynać się nie wcześniej niż o 10 bo mózgi nastolatków naturalnie mają przesunięte na bycie aktywnym w późniejszej porze. Co to by był za problem przesunąć te godziny? Żaden. I nawet nie idzie się na kompromis żeby po środku jakoś było, tylko się terroryzuje porannymi godzinami. A to ma daleko idące skutki, pogarsza produktywność, ale przede wszystkim pogarsza stan zdrowia, nocne marki zmuszane do bycia rannymi ptaszkami szybciej umierają i były badania, które to potwierdzają! Nie mówiąc o komforcie życia, komforcie psychicznym. Tak łatwo by to można było zmienić...
Ja za to od zawsze byłam rannym ptaszkiem i jak miałam lekcje w podstawówce na 11, to dla mnie to była strata całego dnia. Pamiętam, jak będąc dzieckiem odwiedzałam moją przyjaciółkę, nocnego marka, przez wakacje o 8 rano. Włączałam sobie tv, patrzyłam jak śpi, i czasami robiłam jej śniadanie xd Teraz nawet jakbym chciała, to nie daję rady leżeć w łóżku przez weekend dłużej niż do 8, bo mnie nosi.
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1793
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Jeśli babcia po pochodziła ze wsi, to może pamiętać czasy, w których wstawanie o świcie znaczyło przyżycie rodziny = ogarnięcie dzieci i gospodarstwa, itp. Nawet w mieście babcie 6 rano lecą na zakupy po świeże warzywa i mięso, bo kiedyś o 11 już nic nie było.
- agbmrctorakwin
- GreckieWakacje
- Posty: 299
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Oj zgadzam się. Za każdym razem praktycznie słyszę "jak można tyle spać" "życie marnujesz". No tak bo osoba która wstaje później marnuje życie, a ta która kładzie się wcześniej spać to już nie XDD. Jak na złość część swojego życia pracowałam w piekarni więc o 5:50 musiałam być już w pracy, "budziłam" się z łzami w oczach o 4:30 chociaż budziłam to za dużo powiedziane bo czasami ledwo udawalo mi się zasnąć do tego czasu. Kończyłam o 14 ale co z tego, że miałam jeszcze tyle dnia skoro wracając i tak musiałam się zdrzemnąć. Wiadomo, do póki nie usiadłam to jakoś funkcjonowałam - wyjście z psem, ogarnienie mieszkania, coś do zjedzenia - a jak tylko mój tyłek poczuł kanapę to od razu oczy mi się zamykały. Kończyło się na tym że spalam jakoś do 19/20 mimo wcześniejszych budzików, wstawałam nie wiedząc jaki jest dzień tygodnia, potrzebowałam trochę czasu żeby się rozbudzić, i później od 24 znowu próby zaśnięcia "w miarę wcześnie". I za każdym razem jak narzekałam słyszałam, to nie idź na drzemkę w ciągu dnia i połóż się spać wcześniej. No ok, próbowałam i co z tego? Cały dzień chodziłam jak trup, a jak kładłam się o 21/22 to mimo ogromnego zmęczenia i tak nie mogłam zasnąć bo myślałam o tym jak wcześnie muszę wstać.MissNobody66 pisze: ↑wt lut 24, 2026 12:22 pm Czasami w to wątpię kiedy non stop czytam teksty o naszym lenistwie i wyższości wczesnego wstawania. No właśnie, to mnie chyba najbardziej irytuje - poczucie bycia lepszym bo ktoś wstaje wcześniej, w domyśle jest produktywny i pracowity (tak jakby sowy nie mogły robić tego samego tylko w innych porach). Te wszystkie dyrdymały typu kto rano wstaje temu pan Bóg daje i inne. Bo przecież to że ja idę późno spać i wstaję późno to już automatycznie oznacza że jestem leniem i długo śpię (!!!) to nic że wychodzi 7-8h jak u przeciętnego człowieka xD
Trochę tutaj ponarzekałam więc żeby nie było to traktowane jako offtop dodam jeszcze "pokrewna" opinię:
Przez to że nienawidzę rano wstawać, bardzo denerwują mnie osoby które same są skowronkami i jadaczka im się nie zamyka. I chodzi tu i o współpracowników, i o znajomych ze szkoły/studiów, i o domowników. Po prostu nienawidzę jak ktoś do mnie gada pierdoły z rana, jakieś smalltalki, nic nie wnoszące rzeczy. I żeby nie było - nie chodzi mi o jakieś ważne sprawy, rzeczy związane z pracą, czy coś czysto informacyjnego, tylko chodzi mi o osoby które gadają żeby gadać i to jeszcze od samego rana.
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1793
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Mam podobnie. Ja działam zgodnie z rytmem dnia. Jest słońce - wstaję. Zachód - wyciszam się. Zimą oczywiście to jest naciągane. Latem spanie do późna oznacza dla mnie bycie "poobijaną" przez cały dzień.jenta pisze: ↑wt lut 24, 2026 1:00 pm Ja za to od zawsze byłam rannym ptaszkiem i jak miałam lekcje w podstawówce na 11, to dla mnie to była strata całego dnia. Pamiętam, jak będąc dzieckiem odwiedzałam moją przyjaciółkę, nocnego marka, przez wakacje o 8 rano. Włączałam sobie tv, patrzyłam jak śpi, i czasami robiłam jej śniadanie xd Teraz nawet jakbym chciała, to nie daję rady leżeć w łóżku przez weekend dłużej niż do 8, bo mnie nosi.
Latem w weekendy często wstaję rano przed rodziną i idę poćwiczyć. Wtedy mam najwięcej energii do późnego wieczora. Dzień w łóżku oznacza dla mnie brak energii i rozmemłanie. Nawet jak jestem chora to sprzątam. Muszę się poruszać, podziałać i już.
Masz pracę fizyczną czy umysłową? Jeśli umysłową to robisz wszystko zgodnie ze schematem czy masz np pracę twórczą? Nie wierzę, żeby np programista w typie sowy napisał coś takiego xdBebok pisze: ↑wt lut 24, 2026 7:32 am Nie przeczytałam wszystkich stron tego wątku, więc jeśli moja opinia to powtórka czyjejś to przepraszam![]()
Praca od 6 do 14 to najlepszy możliwy zakres godzinowy i mówię to jako osoba, która lubi sobie pospać. Wstawanie jest ciężkie, ale potem jest cały dzień wolności + wychodzę z roboty i jest jasno!!!! nawet w zimie![]()
Czy też masz mame, która nie wie co to odpoczynek? xd Mi zawsze zarzucano, że wcale taka chora nie jestem, bo potrafię nawet z gorączką okna umyć. A ja mam wrażenie, że jakbym zaległa w łóżku to bym była chora dużo dłużej :DRzeka.chaosu pisze: ↑wt lut 24, 2026 1:07 pm Mam podobnie. Ja działam zgodnie z rytmem dnia. Jest słońce - wstaję. Zachód - wyciszam się. Zimą oczywiście to jest naciągane. Latem spanie do późna oznacza dla mnie bycie "poobijaną" przez cały dzień.
Latem w weekendy często wstaję rano przed rodziną i idę poćwiczyć. Wtedy mam najwięcej energii do późnego wieczora. Dzień w łóżku oznacza dla mnie brak energii i rozmemłanie. Nawet jak jestem chora to sprzątam. Muszę się poruszać, podziałać i już.
Nie, mieszka w mieście.Rzeka.chaosu pisze: ↑wt lut 24, 2026 1:00 pm Jeśli babcia po pochodziła ze wsi, to może pamiętać czasy, w których wstawanie o świcie znaczyło przyżycie rodziny = ogarnięcie dzieci i gospodarstwa, itp. Nawet w mieście babcie 6 rano lecą na zakupy po świeże warzywa i mięso, bo kiedyś o 11 już nic nie było.
Balans między żartem a powagą
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1793
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
U mnie w rodzinie jest raczej równowaga. Ale babeczki ogólnie mam w rodzinie zaradne, dynamiczne, ogarniające wszystko na poziomie. Co nie oznacza, że nie zalegamy z telefonem na kanapie. :D
A mycie okien z gorączką to zdecydowanie aktywność w moim stylu. To samo sprzątanie szaf, przeglądanie rzeczy do wyrzucenia. Najlepszy czas.
-
duppajasio
- Tritonotti
- Posty: 188
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Kiedyś pracowałam w firmie projektującej aplikacje i wybierałam właśnie taki zakres godzin, bo wcześnie rano jest spokój i można sie skupić, a potem odbębnić spotkania. Gdybym zaczynała później i od razu wchodziła w ten biurowy harmider, to bym nic nie zaprojektowała.
Niepopularna opinia w kontrze do poprzednich opinii o siłowni.
To dobrze, że mówi się o zaletach treningu siłowego i nie, "jakakolwiek aktywność, basen, przejażdżka na rowerze, spacer" to nie jest substytut.
Pokazują to badania naukowe, mówią o tym zalecenia zdrowotne: ćwiczenia siłowe 2-3 godziny w tygodniu powinny być standardem (w idealnym świecie). Oczywiście spacer czy rower to są nadal bardzo wartościowe aktywności, niektóre z nich to cardio (choć np. powolna jazda na rowerze to bardziej rekreacja nawet bez takiej funkcji), ale nie zastąpią porządnej bazy siłowej. Nie zbudują odpowiednio sprawnych mięśni do intensywniejszego uprawiania innych sportów, nie zapobiegną wystarczająco skutecznie utracie tkanki mięśniowej na starość.
A rzucając się na aktywności typu bieganie albo intensywny rower bez odpowiedniej siły albo mobilności można sobie zrobić naprawdę przykre kontuzje. Do tego wiele osób np. "idzie na basen" nie umiejąc dobrze pływać, pływa żabką dyrektorską tylko nadwerężając szyję, to nie jest zdrowe.
Oczywiście jeśli ktoś miałby siedzieć tylko na kanapie versus wyjść raz w tygodniu na rower to jest to lepsze niż nic, ale mówię o złotym standardzie i o wyśmiewaniu się z ludzi, którzy "chodzą na siłownię, bo to modne i tak mówi lobby" - nie zawsze tak jest.
Nie mówię też o ćwiczeniu nie wiadomo jak dużo albo podnoszeniu kosmicznych ciężarów, tylko o rozsądnym treningu, nawet i z obciążeniem własnego ciała. (Bo zauważyłam mocne skrajności, albo masz być na siłowni 2 razy dziennie albo w ogóle nie chodź, to nie ma sensu, wystarczy spacer).
A już w ogóle mnie drażni (to bardzo osobista opinia, szanuję że ktoś może czuć inaczej) gadanie "po co Ci siłownia, w domu masz krzesła, baniak z wodą, użyj tego". Dla mnie to trochę jak "po co Ci metalowa butelka na wodę, używaj 2137 razy plastikowej po jakimś napoju" albo "po co Ci torba, noś rzeczy w reklamówce foloiowej". Jasne, gdyby nagle mnie rzucono gdzieś na pustkowie to kombinowałabym z wykorzystaniem istniejących przedmiotów, ale po to istnieją siłownie i studia fitness, żeby sobie sprawę ułatwić i ćwiczyć w dogodnych warunkach, mogę sobie zrobić mnóstwo rzeczy ze sztangami, kettlami, bramą; jest więcej miejsca niż w mieszkaniu, lepsza podłoga do ćwiczeń; na sam koniec jest opcja pobytu w saunie (w niektórych siłowniach). Siłka tworzy też otoczenie, w którym człowiek wie, że skupia się 100% na ćwiczeniach (dla mnie to lepsze niż ćwiczenie z pokoju, w którym gotuję, oglądam TV i pracuję zdalnie). Oczywiście rozumiem, że komuś może być wygodniej ćwiczyć w domu, ale oba podejścia mają wady i zalety. Nawet ćwicząc w domu ogarniam sobie jakieś podstawowe hantle czy coś, bo sorry ale ćwiczenie np. z butelkami wody jest dla mnie mega niewygodne na dłuższą metę.
To dobrze, że mówi się o zaletach treningu siłowego i nie, "jakakolwiek aktywność, basen, przejażdżka na rowerze, spacer" to nie jest substytut.
Pokazują to badania naukowe, mówią o tym zalecenia zdrowotne: ćwiczenia siłowe 2-3 godziny w tygodniu powinny być standardem (w idealnym świecie). Oczywiście spacer czy rower to są nadal bardzo wartościowe aktywności, niektóre z nich to cardio (choć np. powolna jazda na rowerze to bardziej rekreacja nawet bez takiej funkcji), ale nie zastąpią porządnej bazy siłowej. Nie zbudują odpowiednio sprawnych mięśni do intensywniejszego uprawiania innych sportów, nie zapobiegną wystarczająco skutecznie utracie tkanki mięśniowej na starość.
A rzucając się na aktywności typu bieganie albo intensywny rower bez odpowiedniej siły albo mobilności można sobie zrobić naprawdę przykre kontuzje. Do tego wiele osób np. "idzie na basen" nie umiejąc dobrze pływać, pływa żabką dyrektorską tylko nadwerężając szyję, to nie jest zdrowe.
Oczywiście jeśli ktoś miałby siedzieć tylko na kanapie versus wyjść raz w tygodniu na rower to jest to lepsze niż nic, ale mówię o złotym standardzie i o wyśmiewaniu się z ludzi, którzy "chodzą na siłownię, bo to modne i tak mówi lobby" - nie zawsze tak jest.
Nie mówię też o ćwiczeniu nie wiadomo jak dużo albo podnoszeniu kosmicznych ciężarów, tylko o rozsądnym treningu, nawet i z obciążeniem własnego ciała. (Bo zauważyłam mocne skrajności, albo masz być na siłowni 2 razy dziennie albo w ogóle nie chodź, to nie ma sensu, wystarczy spacer).
A już w ogóle mnie drażni (to bardzo osobista opinia, szanuję że ktoś może czuć inaczej) gadanie "po co Ci siłownia, w domu masz krzesła, baniak z wodą, użyj tego". Dla mnie to trochę jak "po co Ci metalowa butelka na wodę, używaj 2137 razy plastikowej po jakimś napoju" albo "po co Ci torba, noś rzeczy w reklamówce foloiowej". Jasne, gdyby nagle mnie rzucono gdzieś na pustkowie to kombinowałabym z wykorzystaniem istniejących przedmiotów, ale po to istnieją siłownie i studia fitness, żeby sobie sprawę ułatwić i ćwiczyć w dogodnych warunkach, mogę sobie zrobić mnóstwo rzeczy ze sztangami, kettlami, bramą; jest więcej miejsca niż w mieszkaniu, lepsza podłoga do ćwiczeń; na sam koniec jest opcja pobytu w saunie (w niektórych siłowniach). Siłka tworzy też otoczenie, w którym człowiek wie, że skupia się 100% na ćwiczeniach (dla mnie to lepsze niż ćwiczenie z pokoju, w którym gotuję, oglądam TV i pracuję zdalnie). Oczywiście rozumiem, że komuś może być wygodniej ćwiczyć w domu, ale oba podejścia mają wady i zalety. Nawet ćwicząc w domu ogarniam sobie jakieś podstawowe hantle czy coś, bo sorry ale ćwiczenie np. z butelkami wody jest dla mnie mega niewygodne na dłuższą metę.