Piszę tego posta z dość dużym poirytowaniem sytuacją, z którą spotykam się za każdym razem, gdy do stylistki uczęszczam dłużej niż 2-3 lata. Będę ciekawa opinii innych dziewczyn (klientek), czy u was jest tak samo.
Mianowicie: z usług stylistek paznokci korzystam już +\- 10 lat. Przez ten czas korzystałam z usług w sumie 3 stylistek, u każdej byłam po kilka lat. I widzę niestety, że u każdej z nich proces zawsze wyglądał tak samo. Na początku bardzo się angażowały, same proponowały namalowanie jakichś wzorków, słuchały moich uwag i sugerowały coś od siebie. Niestety im dłużej do każdej z nich chodziłam (i przechodziłyśmy ze stopy powiedzmy „zawodowej” na bardziej koleżeńskie relacje) tym mniejsze zaangażowanie w pracę z ich strony widziałam i bardziej olewcze podejście do mnie jako klienta.
Przykład 1: moja 2 stylistka twierdziła, że nie lubi i nie umie robić ombre. Po 2 próbach moich próśb o takie stylizacje po prostu zaakceptowałam ten fakt, mimo że stylizacja ombre z mojego punktu widzenia wydawała mi się raczej jedną z łatwiejszych do zrobienia rzeczy. Po czym przy jakiejś totalnie innej okazji (innej stylizacji) stwierdziła, że przecież łatwiej będzie zrobić to jako ombre. Na co ja zdziwiona, że przecież ona nie robi ombre? Bo tak mi nie raz mówiła… A ona zdziwiona, ale też trochę zakłopotana próbowała tłumaczyć że chodziło jej o inne ombre… Serio, poczułam się jak wariatka

I takie sytuacje powtarzały się wielokrotnie (odmawiała mi robienia prawie każdego wzorku, mimo że nie było to nigdy nic skomplikowanego bo wolę raczej proste wzory). Zmieniłam ją na moją aktualną stylistkę.
Przykład 2: moja aktualna stylistka na początku sama zachęcała mnie do robienia wzorów bo ja nauczona na poprzedniej stylistce po prostu zadowalałam się jednolitymi paznokciami

Także po jakimś czasie przychodziłam do niej już na każdą wizytę z jakimś pomysłem w głowie na wzorek (inspiracje najczęściej brałam z internetu, ale znów - nie było to nigdy nic skomplikowanego. ) Na początku nie było problemu z robieniem czegokolwiek, ale im stawałyśmy się bardziej na „ty” tym bardziej dowiadywałam się, że „To dla niej za trudne, na to nam nie wystarczy 1,5h, tego to ona mi tak nie zrobi, to jest AI więc tego też tak nie zrobi” itp itd… Na każde moje zwrócenie uwagi o coś (np że paznokcie zaczęły mi odpryskiwać po użyciu jakiegoś nowego produktu) ona się obrusza i twierdzi, że to na pewno moja wina… Albo kiedy dosłownie pokazałam jej inspirację na stylizację i wspomniałam , że chciałabym na tych samych paznokciach wzorki takie jak na zdjęciach, ona dosłownie mając zdjęcie przed sobą pomyliła paznokcie na których miały być wzory, na co zwróciłam jej uwagę i również usłyszałam, dlaczego jej nie powiedziałam wcześniej jak ona już prawie skończyła mi wzorek malować… A ja w tym czasie skupiłam się po prostu na opowiadaniu jak spędziłam wakacje i nie zauważyłam od razu, że maluje zły paznokieć ale od razu, kiedy to zauważyłam dałam jej znać… Dosłownie aktualnie wygląda to tak, że ja już boję się zwrócić jej na cokolwiek uwagę, że zaraz będzie na mnie, że to moja wina i poczuje się po prostu jak de.il…

Bo tak już nie raz było…
I stąd moje pytanie do stylistek - dlaczego tak robicie? Dlaczego po tym, jak jakaś klientka staje się powiedzmy waszą „koleżanką” - co raz bardziej olewacie te wizyty i robicie paznokcie po prostu na „od,eb się”?
Może to są tylko moje spostrzeżenia, chętnie dowiem się jak to wygląda u innych dziewczyn, czy też zauważyłyście takie tendencje u waszych stylistek?