1. Najbardziej upierdliwe osoby to te wciskające wszystkim weganizm. Jesz produkty odzwierzęce, nie jesteś zero waste, bo hodowla zwierząt. Nosisz wełniane ciuchy, nie jesteś zero waste. Ma to uzasadnienie. Jednak gdy połowa komentarzy pod postem o doborze opakowań wielorazowych na zakupy jest o tym, że kupowanie mleka/sera/wędlin do swoich pudełek nie jest zero waste, bo produkcja tych wyrobów wymaga eksploatacji zwierząt, zarzynała zdrową dyskusję.
2. Masz dzieci, nie jesteś zero waste
3. Do dziś pamiętam dyskusję pod postem, czy obierać włoszczyznę do zupy (!). Już pomijam to, że mnie to zaszokowało, nie obiera się do sałatki, do wywarów jak najbardziej, bo warzywa mają oddać smak do wody. Obierzyny i w ogóle bioodpady to przecież najmniej uciążliwe odpady, więc po co?
4. Z niektórych postów silnie przebijało przekonanie, że należy odciąć się od tej wstrętnej cywilizacji, wynieść z miasta, mieszkać w jamie w lesie i żywić korzonkami, to wtedy planeta odetchnie.
Zero waste bez spiny
