U mnie podobnie. Dla mnie wyjście do ludzi to rodzaj higieny psychicznej. Nawet nie muszę sama gadać, ale tak jak piszesz posłuchać, poinspirować się.jenta pisze: ↑pt lut 06, 2026 12:36 pm Ja to widzę trochę inaczej. Dla mnie samo wyjście do pracy już dużo daje, choćby przez to, że codziennie masz kontakt z ludźmi innymi niż domownicy. Zderzasz się z innymi opiniami, doświadczeniami, tematami. Nie wiem jak w waszych pracach, ale u mnie rozmowy przy lunchowym stole to jest miks wszystkiego. Od tego, co piszą w gazetach i co się dzieje na świecie, przez jakieś nowinki technologiczne, sprzęty, które ktoś testuje, aż po takie zwykłe rzeczy jak nowy przepis na obiad. I to też poszerza horyzonty, nawet jeśli to są drobne tematy. Nawet jeśli nie jest super rozwojowa, siłą rzeczy daje więcej bodźców z zewnątrz, więcej perspektyw i więcej okazji do wyjścia poza swoją codzienną bańkę.
Nie powiedziałabym jednak, że każda osoba, która "tylko" pracuje ma mega ciekawe życie pełne pasji. Ludzie raczej żyją z dnia na dzień, siłka, wyjazd, serial. To samo można robić z dzieckiem w domu w otoczeniu rodziny i sąsiadów. Tzn. można z kilka lat, a nie całe życie. :D Bo też sobie nie wyobrażam nie wyjść poza dzieciowo-rodzinny krąg przez 10 lat.