Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Niepopularne opinie o życiu

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Pomidorowka
Gacie z oceanu
Posty: 48
Rejestracja: sob lut 10, 2024 8:59 am

Re: Niepopularne opinie o życiu

Post autor: Pomidorowka »

Nie rozumiem absolutnie sensu obserwowania wiekszosci influencerow i w ogole obserwowania 3000 osób na ig. Ludzie, którzy nie mają absolutnie nic do powiedzenia, pokazując swoje zakrzywione życie w internecie do połechtania własnego ego. Nie rozumiem jak kogoś może to interesować do tego stopnia, żeby tych wszystkich ludzi śledzić na portalach i codziennie oglądać ich wysryw. Oczywiście, że lubię się odmóżdżyć czytając tu niektóre wątki lub na CSI, ale nie wyobrażam sobie codziennie bombardowac się dawka instastories tych pseudocelebrytow.
Awatar użytkownika
Jennifer
Srebrna Kropeczka
Posty: 158
Rejestracja: śr lip 23, 2025 4:24 pm

Post autor: Jennifer »

mokryziemniak pisze: wt lut 03, 2026 9:09 am Irytuje mnie ta otoczka korpo. Na korytarzu trzeba się ładnie uśmiechać, szczególnie do dyrektor!!! trzeba się głośno śmiać z miałkich żartów i brać udział w kolejnym 50 nic nie wnoszącym spotkaniu. Wkurzają mnie też wplatane anglojęzyczne słówka. Meeting, call... Ludzie zarabiający trochę powyżej minimalnej a zachowują się jakby Pana Boga za nogi złapali. 30% to praca a 70% to kawka/jedzenie/ploteczki etc
Pracuję w korpo i bardzo się z tym zgadzam, nienawidze wszystkiego przekładać na angielski, kiedy nie ma takiej potrzeby :D i jeszcze o ile rozumiem, że można użyć czeegoś po angielsku, by skrócić wypowiedź, tak - dla przykłądu - notoryczne jest u mnie zmienianie słowa "plik" na "file", kiedy to ma DOKŁADNIE TYLE SAMO LITER, a file wymawia się dłużej do tego. Poza tym, u mnie w pracy jest zakaz używania słowa "problem", tylko trzeba je zmienić na WYZWANIE :D
i am a god
Oakoak
GreckieWakacje
Posty: 295
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

gunernialne pisze: wt lut 03, 2026 9:20 am Czytam to i w dużej mierze się zgadzam, ale ciągle z tego i podobnych wpisów wyziera takie przekonanie, że sam fakt posiadania pracy uwzniośla, sprawia że życie jest lepsze, pełniejsze.
Tak jak w tym przykładzie - no co ta dziewczyna ma robić? Ma się zatrudnić w jakimś losowym miejscu, albo zakładać na plecach męża "swój biznes" tylko po to, żeby "coś robić"? Rozumiem co masz na myśli, ale no... dziewczyna ma wygodne życie. Po co ma je zmieniać..? Wypiła kawę i ci dalej? No nie wiem. Może będzie leżała cały dzień z telefonem, a może zacznie wyplątać makramy. W takim życiu się odnalazła, jest ono wygodne i no po ludzku.. kto chciałby je zmieniać?
Wiadomo, że można tu tworzyć scenariusze: co jak mąż zostawi, co jak jej się znudzi, co jak stracą majątek. No można, ale póki co takiej sytuacji nie ma. W takiej na ten moment się odnalazła. Ewentualnie będzie musiała się odnaleźć w innej, ale póki co.. korzysta z życia. Wiele kobiet i mężczyzn może jej zazdrościć
Jak dla mnie tak. Fakt posiadania jakiejkolwiek pracy, niekoniecznie zarobkowej, niech to nawet będzie mało dochodowa praca powoduje że Twoja perspektywa życiowa jest szersza, bo uczy cię pokory, uregulowanego rytmu dnia, szacunku do pieniądza, nabywasz umiejętności wybrnięcia z różnych sytuacji.

Chciałabyś leżeć cały dzień z telefonem gdy Twój facet jest w pracy a dziecko w przedszkolu ? Ja nie.

Scenariusze ? Nikt ich nie snuje na przyszłość, jednak znam masę kobiet, których sytuacja finansowa jest znacznie lepsza niż u dziewczyn pijących matche na instagramie, mimo to niezależnie od wysokości zarobków one pracują. Żeby się nie nudzić, żeby kupić sobie torebkę i nie prosić męża, żeby pójść z koleżanką do restauracji, albo żeby po prostu nie siedzieć w domu i nie patrzeć się w ścianę.

Zatem czy wiele osób zazdrości “takiego życia “ ? Być może. Ja się do takich osób nie zaliczam.
Parę lat temu byłam na zwolnieniu lekarskim. Te wszystkie “aktywności” blogerek można zamknąć w kilku godzinach w trakcie dnia. Co dalej ? Pisanie dzienników wdzięczności ? Wyklejanie mapy marzeń z kolorowych gazetek ? Sorry ale to mega infantylne
Oakoak
GreckieWakacje
Posty: 295
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

Jennifer pisze: wt lut 03, 2026 9:34 am Pracuję w korpo i bardzo się z tym zgadzam, nienawidze wszystkiego przekładać na angielski, kiedy nie ma takiej potrzeby :D i jeszcze o ile rozumiem, że można użyć czeegoś po angielsku, by skrócić wypowiedź, tak - dla przykłądu - notoryczne jest u mnie zmienianie słowa "plik" na "file", kiedy to ma DOKŁADNIE TYLE SAMO LITER, a file wymawia się dłużej do tego. Poza tym, u mnie w pracy jest zakaz używania słowa "problem", tylko trzeba je zmienić na WYZWANIE :D
U mnie ludzie przekładający na angielski to dwa typy pracowników.
pierwszy to pracownik weteran, który przeżył już milion targetów do zrobienia asap, codziennie wydzwania się na kilka calli i gada tak bo już inaczej nie potrafi.
Drugi to stosunkowo świeży pracownik, który jest szalenie ambitny i jak powie swoim kolegom na spotkaniu że pracuje w wielkiej trójce to musi wrzucić tam kilka angielskich słów żeby zabrzmiało światowo.
Nie ma problemów są wyzwania to zdanie stare jak świat XD
Ktoś jeszcze wcześniej napisał że w korpo się zarabia powyżej minimalnej - tutaj sprostowanie, sorki, ale nie znam nikogo takiego
Awatar użytkownika
Jennifer
Srebrna Kropeczka
Posty: 158
Rejestracja: śr lip 23, 2025 4:24 pm

Post autor: Jennifer »

agbmrctorakwin pisze: pn lut 02, 2026 11:28 pm No niestety nie zawsze jest tak, że jest to "z własnej woli". Nie żyjemy w świecie w którym każdy ma równe szanse, takie same zasoby, możliwości. Nie każdy mieszka w dużym czy średnim mieście lub ma wsparcie w bliskich. Są osoby po prostu zmuszone do zrezygnowania z pracy zawodowej na rzecz wychowania dziecka/dzieci choćby przez wykluczenie komunikacyjne, gdy brak autobusu do miasta czy żłobka. Wtedy rodzic zostaje w domu nie z wygody, a z konieczności. Uznanie tego za pracę to po prostu uczciwe zabezpieczenie kogoś, kto poświęcił własną karierę i składki, żeby rodzina mogła funkcjonować, a drugi rodzic mógł spokojnie zarabiać.
To o czym mówisz, to czysta definicja wyuczonej bezradności. Najłatwiej jest zwalić wszystko na brak równych szans w życiu i ograniczone możliwości. Nie przeczę, że bliskich, którzy mogliby nas wspierać, sobie raczej nie wyczarujemy, ale serio, wykluczenie komunikacyjne? To co, robiąc sobie dziecko, nie wiesz, że będziesz mieć problem z dojechaniem do najbliższego miasta? Znam wielee osób, mieszkających w mniejszych miejscowościach i wsiach i każda z nich jeździ samochodem, a nie płacze, że państwo powinno jej płacić, bo poświęca się dziecku.
Kolejna może niepopularna opinia, ale jakie wartości może przekazać dziecku niepracujący rodzic? Jaką takie dziecko ma mieć motywację do nauki, do pójścia na studia i znalezienia pracy, skoro rodzic pokazuje mu, że można siedzieć w domu i ciągnąć socjal? Pamiętam jeszcze z podstawówki lekcje, na których pytano nas, kim chcemy być w przyszłości i wiele dziewczynek odpowiedziało wtedy "chcę opiekować sie domem jak mamusia". Smutne to było. Pamiętajcie, ze broniąc uwiązania kobiet w domach same kręcicie bata na naszą płeć.
i am a god
ballerinacappuccina
Skarpeta Rakieta
Posty: 76
Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am

Post autor: ballerinacappuccina »

Anastazja_smietana pisze: wt lut 03, 2026 12:29 am Problem w tym ze w co drugim wpisie jest "jak nie możesz zapewnić xyz to się nie decyduj na dziecko". Co idealnie odbija stan naszej demografii. Zamiast wspierac rodziny, ktore co by nie mówić są przyszlością dla spoleczenstwa to oczywiscie trzeba dopie*dolić. Jak mieszkasz na zadupiu to się nie decyduj na dzieci, jak w dużym miescie stac cię tylko na kawalerkę to też się nie decyduj (same te warunki dyskwalifikują 90% młodych kobiet). Jak nie masz ustabilizowanej kariery, studiow, sytuacji finansowej to się nie decyduj, choroby równiez wykluczają rodzicielstwo. W co drugim wpisie wymienia się kolejne kryteria, które kobieta MUSI spelniac, ale najbardziej rozbawilo mnie to o nudnych rodzicach bez zainteresowań. Może jakiś odetek kobiet przejdzie ostatecznie przez gęste sito forumiczek ale wtedy okaże się że jest już stara i bezpłodna.
Jednak to jest inny kaliber, jeśli mówisz, że jak cie nie stać na kupno dziecku iphona, to nie decyduj sie na dziecko niż jak cie nie stać na dojazd do miasta, w którym dziecko może sie uczyć, to sie na nie nie decyduj. No niestety, jest wiele czynników, które dyskwalifikują cię jako rodzica, tego nie przeskoczysz i nie powinnas liczyć na pieniążki od państwa. Serio, w 2026r. oczekiwać, że będziesz ostawać hajs za siedzenie w domu z dzieckiem?
mokryziemniak
Channelka
Posty: 33
Rejestracja: pn gru 09, 2024 1:05 pm

Post autor: mokryziemniak »

Uważam, że nie powinno się puszczać psa luzem na osiedlach, w miejscach gdzie możemy spotkać inne psy. Mam psa z problemami neurologicznymi, który nie poradzi sobie z ewentualnym atakiem dużego psa. Nie zliczę ile było sytuacji z podbiegaczami i ile razy słyszałam "on chce się tylko przywitać". Raz dostał zębem, kilka razy było o włos od pogryzienia. Niestety trudno dyskutować z osobami mało ogarniętymi w tej kwestii. Zaopatrzyłam się w paralizator dla świętego spokoju, już sam dźwięk odstrasza.
Awatar użytkownika
gunernialne
KołczGrzesiu
Posty: 1523
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Oakoak pisze: wt lut 03, 2026 9:36 am Jak dla mnie tak. Fakt posiadania jakiejkolwiek pracy, niekoniecznie zarobkowej, niech to nawet będzie mało dochodowa praca powoduje że Twoja perspektywa życiowa jest szersza, bo uczy cię pokory, uregulowanego rytmu dnia, szacunku do pieniądza, nabywasz umiejętności wybrnięcia z różnych sytuacji.

Chciałabyś leżeć cały dzień z telefonem gdy Twój facet jest w pracy a dziecko w przedszkolu ? Ja nie.

Scenariusze ? Nikt ich nie snuje na przyszłość, jednak znam masę kobiet, których sytuacja finansowa jest znacznie lepsza niż u dziewczyn pijących matche na instagramie, mimo to niezależnie od wysokości zarobków one pracują. Żeby się nie nudzić, żeby kupić sobie torebkę i nie prosić męża, żeby pójść z koleżanką do restauracji, albo żeby po prostu nie siedzieć w domu i nie patrzeć się w ścianę.

Zatem czy wiele osób zazdrości “takiego życia “ ? Być może. Ja się do takich osób nie zaliczam.
Parę lat temu byłam na zwolnieniu lekarskim. Te wszystkie “aktywności” blogerek można zamknąć w kilku godzinach w trakcie dnia. Co dalej ? Pisanie dzienników wdzięczności ? Wyklejanie mapy marzeń z kolorowych gazetek ? Sorry ale to mega infantylne
No uważam, że praca może poszerzać perspektywę. No ale nie musi. Inne rzeczy - praktykowanie wdzięczności czy inne głupoty też mogą, ale też nie muszą. Bardziej mi chodzi o to, że odmalowałaś ją w taki sposób jakby coś wymiernie straciła (a nie - może tracić) przez to, że nie ma pracy. Jakby bez tego nie mogła być w zupełnie spełniona. Praca jako czynnik sam przez siebie budujący? Absurd. Przekłasz swoją perspektywę na schemat życia, do którego nie masz jak się domyślam dostępu (żeby nie było - ja również) a perspektywa ta nie ma jak się tam sprawdzić.
Do innych tu wymienionych aspektów pracy się nie odniosę bo nie pojawiły się tam a są raczej dość oczywiste xd dziwne, żeby praca nie sterowała naszym rytmem dnia.
Za to ostatni akapit jest ciekawy. Pisanie dzienników, tworzenie map marzeń i co dalej? I ponownie. Bez pracy nie jesteś w stanie wyobrazić sobie swojego dnia (dni, miesięcy, życia)? Nawet w taki bardzo abstrakcyjny sposób, bez zmartwień o zarobki. Naprawdę nie masz pomysłów na to jak można wykorzystać ten prawdziwie wtedy wolny czas? I ja to rozumiem. Po prostu w taki system jesteśmy wtłoczeni, ale jest to naprawdę przykre.
Praca nie powinna być sama w sobie sensem i podstawą naszego życia. Może być narzędziem, dzięki którym w tym życiu operujemy. O ile tego właśnie chcemy. Czasami mamy inne pragnienia i inne możliwości
wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd
PEONIA
Collagen z chlorellą
Posty: 3880
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

Komunikacja publiczna to kapitalizm ;P ;P ;P ;P ;P ;P ;P

Nie wierzę XD Wykluczenie komunikacyjne jest faktem i dotyka nie tylko dzieci ale osoby starsze czy inne mieszkające na wsiach.

Rozumiem, ze żadna z Was nie pojechała dziś do pracy tramwajem czy autobusem? Żadna pociągiem nigdy nie jechała? Bo wiecie, ze mimo, ze płacicie za bilety to samorządy i administracja publiczna grubo do tego dopłacają?

Do roboty lenie niezaradne! A nie wyciągać kasę po państwie z buta chodzić albo auto sobie kupić!!!

Milionerki na najniższej krajowej to najgorszy rak XD i jeszcze piszą to osoby z Podlasia czy innych wsi (same pisałyście skąd jesteście) co mają u siebie bezrobocie ogromne i wykluczenie komunikacyjne....
Oakoak
GreckieWakacje
Posty: 295
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

agbmrctorakwin pisze: pn lut 02, 2026 11:28 pm No niestety nie zawsze jest tak, że jest to "z własnej woli". Nie żyjemy w świecie w którym każdy ma równe szanse, takie same zasoby, możliwości. Nie każdy mieszka w dużym czy średnim mieście lub ma wsparcie w bliskich. Są osoby po prostu zmuszone do zrezygnowania z pracy zawodowej na rzecz wychowania dziecka/dzieci choćby przez wykluczenie komunikacyjne, gdy brak autobusu do miasta czy żłobka. Wtedy rodzic zostaje w domu nie z wygody, a z konieczności. Uznanie tego za pracę to po prostu uczciwe zabezpieczenie kogoś, kto poświęcił własną karierę i składki, żeby rodzina mogła funkcjonować, a drugi rodzic mógł spokojnie zarabiać.
Nie mamy równych szans. To prawda. To nie nasza wina, ani nie nasza zasługa, że urodziliśmy się w takiej a nie innej rodzinie.
Jednak nikt w tym kraju nie jest ZMUSZONY DO ZREZYGNOWANIA Z PRACY.
Wykluczenie komunikacyjne - ok, nadal istnieje.
Rodzic zostaje w domu - ok, rozumiem
Nadal to nie oznacza że ktoś jest ZMUSZONY do zrezygnowania z pracy tylko to czyiś WYBÓR.
Siedząc w domu też można zarabiać. Sprzedaż na Vinted, pieczenie tortów, rękodzieło….
Tylko trzeba CHCIEĆ.
Oakoak
GreckieWakacje
Posty: 295
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

gunernialne pisze: wt lut 03, 2026 9:59 am No uważam, że praca może poszerzać perspektywę. No ale nie musi. Inne rzeczy - praktykowanie wdzięczności czy inne głupoty też mogą, ale też nie muszą. Bardziej mi chodzi o to, że odmalowałaś ją w taki sposób jakby coś wymiernie straciła (a nie - może tracić) przez to, że nie ma pracy. Jakby bez tego nie mogła być w zupełnie spełniona. Praca jako czynnik sam przez siebie budujący? Absurd. Przekłasz swoją perspektywę na schemat życia, do którego nie masz jak się domyślam dostępu (żeby nie było - ja również) a perspektywa ta nie ma jak się tam sprawdzić.
Do innych tu wymienionych aspektów pracy się nie odniosę bo nie pojawiły się tam a są raczej dość oczywiste xd dziwne, żeby praca nie sterowała naszym rytmem dnia.
Za to ostatni akapit jest ciekawy. Pisanie dzienników, tworzenie map marzeń i co dalej? I ponownie. Bez pracy nie jesteś w stanie wyobrazić sobie swojego dnia (dni, miesięcy, życia)? Nawet w taki bardzo abstrakcyjny sposób, bez zmartwień o zarobki. Naprawdę nie masz pomysłów na to jak można wykorzystać ten prawdziwie wtedy wolny czas? I ja to rozumiem. Po prostu w taki system jesteśmy wtłoczeni, ale jest to naprawdę przykre.
Praca nie powinna być sama w sobie sensem i podstawą naszego życia. Może być narzędziem, dzięki którym w tym życiu operujemy. O ile tego właśnie chcemy. Czasami mamy inne pragnienia i inne możliwości
Jak dla mnie większość ludzi wymiernie traci nie mając normalnej pracy.
Podam przykład : blogerki, które zaczynały w internecie 15 lat temu. Super fajnie łatwa kasa, a z perspektywy lat widać, że tym dziewczynom po prostu się odkleja. Są dziecinne, nie umieją sobie poradzić z prostymi rzeczami, a złamany paznokieć jest dramatem wszech czasów. Relacje które wrzucają są po prostu płytkie. Jak chcą napisać coś głębszego o życiu wychodzi groteskowo.
Praca jest budująca, kształtuje charakter. Mnie praca ukształtowała w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Umiesz się wypowiedzieć, obracasz się wśród ludzi, stawiasz czoła wyzwaniom.
Schemat życia, do którego nie mamy dostępu ? Czyli jaki ? Jestem z osób, które spokojnie mogłyby siedzieć w domu i pisać dziennik wdzięczności na balkonie, popijając w spokoju matchę. Mój mąż spokojnie by mnie utrzymał, starczałoby nawet na wakacje w osławionym Dubaju. To kwestia mojego wyboru, że pracuję. Pracuję, bo mogę, nie bo muszę. Dlatego tym bardziej nie rozumiem tych śmiesznych zajęć, które pokazywane są w SM.
Nie jestem “wtłoczona w system”, uważam że jestem normalna.
Nadmierne skupienie na sobie i robienie tych śmiesznych rytuałów spłyca intelektualnie. Ci ludzie są dziecinni. Jakby nie przeżyli dobrze czasów dzieciństwa. Jakby w dzieciństwie nie rysowali na kartce mapy marzeń. Robią to teraz.
jaskana
Szarlotta
Posty: 448
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

w kontekście pracy polecam przeczytać "pracę bez sensu" - d. graebera
malloryknox
Gacie z oceanu
Posty: 49
Rejestracja: ndz paź 05, 2025 2:15 pm

Post autor: malloryknox »

Mówicie tutaj dużo o pracy i jej sensie, zewsząd też da się słyszeć argumenty, że "po co mam być przez 40h dziennie niewolnikiem jakiegoś janusza, skoro mogę poświęcić się dzieciom". A mi się wydaje, że jednak pierwotnym sensem jakiejkolwiek pracy jest zarabianie pieniędzy i średnio mnie osobiście interesuje, czy ma ona sens, czy nie. Oczywiście, to moja opinia, obecnie moja praca jest lekko nużąca momentami, ale ma też ciekawe aspekty, wiec nie wyobrażam sobie z niej zrezygnować. Najgłośniej o tej strasznej bezsensownej pracy w januszeksach krzyczą kobiety, które w życiu nie przepracowały ani minuty. I takie wartości będą przekazywać też swoim dzieciom - ale oczywiście tylko córkom, bo synowie muszą utrzymać rodzinę, więc oni już mogą chodzić do tej bezsensownej pracy.
Oakoak
GreckieWakacje
Posty: 295
Rejestracja: śr kwie 02, 2025 5:30 pm

Post autor: Oakoak »

malloryknox pisze: wt lut 03, 2026 11:08 am Mówicie tutaj dużo o pracy i jej sensie, zewsząd też da się słyszeć argumenty, że "po co mam być przez 40h dziennie niewolnikiem jakiegoś janusza, skoro mogę poświęcić się dzieciom". A mi się wydaje, że jednak pierwotnym sensem jakiejkolwiek pracy jest zarabianie pieniędzy i średnio mnie osobiście interesuje, czy ma ona sens, czy nie. Oczywiście, to moja opinia, obecnie moja praca jest lekko nużąca momentami, ale ma też ciekawe aspekty, wiec nie wyobrażam sobie z niej zrezygnować. Najgłośniej o tej strasznej bezsensownej pracy w januszeksach krzyczą kobiety, które w życiu nie przepracowały ani minuty. I takie wartości będą przekazywać też swoim dzieciom - ale oczywiście tylko córkom, bo synowie muszą utrzymać rodzinę, więc oni już mogą chodzić do tej bezsensownej pracy.
Pewnie, że zarabianie pieniędzy jest pierwotnym sensem chodzenia do pracy. Dla mnie wtórnym sensem jest kontakt z ludźmi i utrzymywanie siebie na przyzwoitym poziomie intelektualnym.
Mam wrażenie, że dla wielu osób tutaj idealną sytuacją jest jednak mieć męża, który na wszystko zarobi i nie pracować.
Znam kobiety w tej “idealnej” sytuacji i jakoś nie są w dłuższej perspektywie zadowolone ze swojego życia, bo nie wiedzą już co zrobić z nadmiarem wolnego czasu.
mariaow
Currently:Top
Posty: 702
Rejestracja: ndz lip 07, 2024 10:39 am

Post autor: mariaow »

mokryziemniak pisze: wt lut 03, 2026 9:56 am Uważam, że nie powinno się puszczać psa luzem na osiedlach, w miejscach gdzie możemy spotkać inne psy. Mam psa z problemami neurologicznymi, który nie poradzi sobie z ewentualnym atakiem dużego psa. Nie zliczę ile było sytuacji z podbiegaczami i ile razy słyszałam "on chce się tylko przywitać". Raz dostał zębem, kilka razy było o włos od pogryzienia. Niestety trudno dyskutować z osobami mało ogarniętymi w tej kwestii. Zaopatrzyłam się w paralizator dla świętego spokoju, już sam dźwięk odstrasza.
Ja bym chciała, żeby ludzie nie puszczali luzem psa, nad którym nie panują i którego reakcji nie są w stanie przewidzieć. Nie przeszkadza mi jeśli luzem idzie pies który faktycznie słucha właściciela i np. potrafi ignorować inne psy. I mam na myśli wszędzie, również na wybiegach dla psów - gdzie wydawałoby się, że ludzie mają świadomość. No nie mają. Pogryzienia mają miejsce też tam. Lubię psy, nigdy nie mam pretensji do samych zwierząt, ale to właściciel powinien obiektywnie ogarniac czy jego zwierz nadaje się do biegania luzem czy nie. Po prostu dla bezpieczeństwa wszystkich - jego psa, cudzego psa, ludzi.
Mualla
Tritonotti
Posty: 197
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

Praca daje przede wszystkim kobiecie niezależność. Nieważne jaka to praca, czy ma ona sens czy nie. Każda z nich nas czegoś uczy, ale co najważniejsze, daje nam niezależność. Nie wierzę w jakiekolwiek układy między kobietą i mężczyzną, że on będzie zarabiał a ona będzie w domu. Jesli to sytuacja przejściowa, to ok, ale jeśli jest to układ na stałe- to uważam, że prędzej czy później mężczyzna może wykorzystywać swoją pozycję, a kobieta może czuć się ta gorszą w związku, nawet jeśli nie powie tego na głos. Oczywiście dochodzi do tego ryzyko, że z dnia na dzień można zostać bez środków do życia. Nie chce uogólniać, bo na pewno są wyjątki, ale raczej powątpiewam w to, żeby facet zabezpieczył kobietę w postaci darowania jej na przykład nieruchomości. „Przecież Cię kocham i możesz mi zaufać, że Cię nie zostawię” tymczasem wiecie jak życie może zweryfikować.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Mualla pisze: wt lut 03, 2026 12:18 pm Praca daje przede wszystkim kobiecie niezależność. Nieważne jaka to praca, czy ma ona sens czy nie. Każda z nich nas czegoś uczy, ale co najważniejsze, daje nam niezależność. Nie wierzę w jakiekolwiek układy między kobietą i mężczyzną, że on będzie zarabiał a ona będzie w domu. Jesli to sytuacja przejściowa, to ok, ale jeśli jest to układ na stałe- to uważam, że prędzej czy później mężczyzna może wykorzystywać swoją pozycję, a kobieta może czuć się ta gorszą w związku, nawet jeśli nie powie tego na głos. Oczywiście dochodzi do tego ryzyko, że z dnia na dzień można zostać bez środków do życia. Nie chce uogólniać, bo na pewno są wyjątki, ale raczej powątpiewam w to, żeby facet zabezpieczył kobietę w postaci darowania jej na przykład nieruchomości. „Przecież Cię kocham i możesz mi zaufać, że Cię nie zostawię” tymczasem wiecie jak życie może zweryfikować.
Obecnie takich wyjątków moim otoczeniu jest mało. Ale kiedy byłam dzieckiem, zazdrościłam dzieciom, które miały mamę w domu. Moja pracowała. Żadne z tych małżeństw z tego co wiem się nie posypało, co wiecej w mojej ocenie były to szczęśliwe rodziny. W rodzinie też mam takie przykłady, choćby jedna z babć. Nie pracowała zawodowo, ale dorabiała, pomagała dziadkowi w jego pracy, opiekowała się wnukami. Z obecnego pokolenia - tez mam taką dziewczynę w rodzinie. Skończyła bardzo dobre studia, zaliczyła etacik w korpo, ale jest rodzinna i woli poświęcić się 3 dzieci. Dorabia sobie w wolnej chwili zleceniami. Do tego potrzeba dobrego męża, a nie duże dziecko, któremu szkoda kasy na żonę, bo woli na gry czy auto.
jaskana
Szarlotta
Posty: 448
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 03, 2026 12:31 pm Obecnie takich wyjątków moim otoczeniu jest mało. Ale kiedy byłam dzieckiem, zazdrościłam dzieciom, które miały mamę w domu. Moja pracowała. Żadne z tych małżeństw z tego co wiem się nie posypało, co wiecej w mojej ocenie były to szczęśliwe rodziny. W rodzinie też mam takie przykłady, choćby jedna z babć. Nie pracowała zawodowo, ale dorabiała, pomagała dziadkowi w jego pracy, opiekowała się wnukami. Z obecnego pokolenia - tez mam taką dziewczynę w rodzinie. Skończyła bardzo dobre studia, zaliczyła etacik w korpo, ale jest rodzinna i woli poświęcić się 3 dzieci. Dorabia sobie w wolnej chwili zleceniami. Do tego potrzeba dobrego męża, a nie duże dziecko, któremu szkoda kasy na żonę, bo woli na gry czy auto.
może właśnie to jest klucz - nie pracowały na pełen etat, ale miały coś swojego na boku i dzięki temu czuły się lepiej ze swoją rolą w domu
ballerinacappuccina
Skarpeta Rakieta
Posty: 76
Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am

Post autor: ballerinacappuccina »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 03, 2026 12:31 pm Obecnie takich wyjątków moim otoczeniu jest mało. Ale kiedy byłam dzieckiem, zazdrościłam dzieciom, które miały mamę w domu. Moja pracowała. Żadne z tych małżeństw z tego co wiem się nie posypało, co wiecej w mojej ocenie były to szczęśliwe rodziny. W rodzinie też mam takie przykłady, choćby jedna z babć. Nie pracowała zawodowo, ale dorabiała, pomagała dziadkowi w jego pracy, opiekowała się wnukami. Z obecnego pokolenia - tez mam taką dziewczynę w rodzinie. Skończyła bardzo dobre studia, zaliczyła etacik w korpo, ale jest rodzinna i woli poświęcić się 3 dzieci. Dorabia sobie w wolnej chwili zleceniami. Do tego potrzeba dobrego męża, a nie duże dziecko, któremu szkoda kasy na żonę, bo woli na gry czy auto.
Dobrze by było też patrzeć troche szerzej niż na swoje własne podwórko.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

jaskana pisze: wt lut 03, 2026 12:34 pm może właśnie to jest klucz - nie pracowały na pełen etat, ale miały coś swojego na boku i dzięki temu czuły się lepiej ze swoją rolą w domu
Oczywiście, że tak. To nawet nie muszą być duże pieniądze. Nawet pomoc w buznesie męża - zamówienia, kadty, księgowość to już jest coś. Obecnie dużo kobiet zarabia w sieci.
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
Tritonotti
Posty: 185
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

Wypowiedzi o przymusie pracy dla samej idei bycia sponiewieranym mają vibe starych bab nakazującym robienie dzieci żeby poznać życie.
Skoro nikt ma kobietom nie wkładać dzieci do brzucha, przymuszać do rodzenia, to może zaakceptujmy też fakt że mogą rozwijać się na innych polach niż stanie za ladą przez 8h. Zazdroszczę blogerkom że mogą pracować z domu bez użerania się z ludźmi. Blogerki kulinarne cały czas się muszą rozwijać żeby oferować atrakcyjne treści i ich praca jest bardziej satysfakcjonująca niż większość prac na etacie, dlaczego niektórym to w ogóle przeszkadza?
Mualla
Tritonotti
Posty: 197
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

Rzeka.chaosu pisze: wt lut 03, 2026 12:31 pm Obecnie takich wyjątków moim otoczeniu jest mało. Ale kiedy byłam dzieckiem, zazdrościłam dzieciom, które miały mamę w domu. Moja pracowała. Żadne z tych małżeństw z tego co wiem się nie posypało, co wiecej w mojej ocenie były to szczęśliwe rodziny. W rodzinie też mam takie przykłady, choćby jedna z babć. Nie pracowała zawodowo, ale dorabiała, pomagała dziadkowi w jego pracy, opiekowała się wnukami. Z obecnego pokolenia - tez mam taką dziewczynę w rodzinie. Skończyła bardzo dobre studia, zaliczyła etacik w korpo, ale jest rodzinna i woli poświęcić się 3 dzieci. Dorabia sobie w wolnej chwili zleceniami. Do tego potrzeba dobrego męża, a nie duże dziecko, któremu szkoda kasy na żonę, bo woli na gry czy auto.
Jako dziecko też zazdrościłam koleżankom, których mamy nie pracowały. Do dzisiaj mama się śmieje, że chciałam ją przebranżowić na nauczycielkę, żeby chociaż wakacje spędzała w domu. Niemniej teraz uważam, że moja mama miała racje idąc do pracy. Jak na te czasy, ma bardzo dobrą emeryturę, jest niezależna od taty, ma prawa do całego majątku. U mnie niektóre ciocie też nie pracowały, tkwiły w małżeństwach po kilkanaście/kilkadziesiat lat i na kopnięć się okazywało, że jednak rozwód, bo dzieci dorosłe a po rozwodzie nie miały nic.

Nie porownywalabym lat naszego dzieciństwa to obecnych czasów, bo wtedy kobiety miały mniej możliwości a i też nie do końca wiemy jakie dramaty rozgrywały się w czterech ścianach. Wiele małżeństw przerwało, bo o rozwod nie było łatwo czy to z punktu etycznego czy majątkowego. Myśle, że obecne małżeństwa 60+ by nie przetrwały w naszych czasach, a teraz rozwód się już po prostu nie opłaca, bo już ludzie nauczyli się żyć obok siebie a i koszty utrzymania przy marnych emeryturach są bardziej znośne.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Mualla pisze: wt lut 03, 2026 12:48 pm Jako dziecko też zazdrościłam koleżankom, których mamy nie pracowały. Do dzisiaj mama się śmieje, że chciałam ją przebranżowić na nauczycielkę, żeby chociaż wakacje spędzała w domu. Niemniej teraz uważam, że moja mama miała racje idąc do pracy. Jak na te czasy, ma bardzo dobrą emeryturę, jest niezależna od taty, ma prawa do całego majątku. U mnie niektóre ciocie też nie pracowały, tkwiły w małżeństwach po kilkanaście/kilkadziesiat lat i na kopnięć się okazywało, że jednak rozwód, bo dzieci dorosłe a po rozwodzie nie miały nic.

Nie porownywalabym lat naszego dzieciństwa to obecnych czasów, bo wtedy kobiety miały mniej możliwości a i też nie do końca wiemy jakie dramaty rozgrywały się w czterech ścianach. Wiele małżeństw przerwało, bo o rozwod nie było łatwo czy to z punktu etycznego czy majątkowego. Myśle, że obecne małżeństwa 60+ by nie przetrwały w naszych czasach, a teraz rozwód się już po prostu nie opłaca, bo już ludzie nauczyli się żyć obok siebie a i koszty utrzymania przy marnych emeryturach są bardziej znośne.
Ja sama też bałabym się nie pracować. Chcę tylko wspomnieć o tych wyjątkach - po prostu, że są i byli ludzie, którym tak dobrze. Nie u każdego w rodzinie są dramaty. Każdy pewnie się kłóci czy wątpi, ale można dobrać sobie partnera, który trzyma poziom i takich kłótni jest mało.

Dziewczyna, o której wspominałam jest albo na mecierzyńskim, albo na wychowawczym (zależy jak odstępy między dziećmi) i jak najbardziej ma opłacane składki. Dom na pewno jest jej współwłasnością i męża też ma rodzinnego i na poziomie. Więc ja jej się nie dziwię, że wybiera rodzinę i trzymam za nich kciuki. Jeszcze ma czas na kolejne bobasy, bo do 40 ma kilka lat. :D
stonkabiedry
Bagietka z szarlott
Posty: 165
Rejestracja: pn paź 14, 2024 10:20 am

Post autor: stonkabiedry »

dwabambosze pisze: wt lut 03, 2026 4:28 am Sharenting powinien być bardzo surowo karany nawet więzieniem
Ooo to łącząc ten temat z tym o którym były dyskusje wyżej ja osobiście uważam, że sharenting w niektórych wersjach (typu pierogi z kimchi, florydzianka) mogłby wpłynąć pozytywnie na birth rate.
Chodzi mi o pokazywanie macierzyństwa w taki sposób gdzie widać, że ono te dziewczyny cieszy, nie nachalne wmawianie że są szczęśliwe a "wy bezdzietne lambadziary jeszcze nie wiecie co to prawdziwa miłość i prawdziwe problemy".
Awatar użytkownika
Slavvsherx
SushiRoll
Posty: 243
Rejestracja: ndz wrz 29, 2024 6:13 pm

Post autor: Slavvsherx »

Herbatazmiodem pisze: ndz sty 04, 2026 9:21 pm Nie jestem prawicowa ani wierząca nawet, ale wkurza mnie to wyzwolenie seksualne.
Dziś z tym/tą, jutro z kimś innym.

Strasznie spłyca to relacje między ludźmi, sprawia, że traktuje się drugiego człowieka bardzo protekcjonalnie, a w dodatku czy mnie ominął news, że ludzkość wynalazła lek na wszelkie choroby weneryczne? No chyba nie.
no czyli jednak masz w jakims stopniu "tradycyjne" podjescie do relacji jesli jednak wybory zupelnie obcych ludzi cie wkurzaja i od razu kojazysz przygodne relacje z chobami wenerycznymi tak jakby antykoncepcja nie istniala, nie rozumiem po co udajesz, ze to nie sa przekonania mocno wywodzace sie z religijnosci Xd
࣪ ִֶָ ִֶℛoadkill phenomen†ִֶָ. ..𓂃 ࣪𝐴men. ִֶָ་༘࿐