Ale ja nie tkwię w nieudanym małżeństwie, ja jestem sama i dlatego sądzę, że wiem co mówię. Wściekłe reakcje są od młodych panienek tak do 32 albo 33 roku życia albo od singielek, które same siebie oszukują.PEONIA pisze: ↑ndz lut 01, 2026 10:06 am Pov - "ta jedna ciotka/kuzynka w każdej rodzinie tkwiącą w nieudanym małżeństwie z którego nie może odejść i żal dooopę ściska, ze ktoś ma lepiej" . Oczywiście zawsze przekonuje, ze jej Mireczek czy inny Danielek to cudowny facet i na rękach ją nosi tylko jakoś nie wie, ze prawda jaka jest każdy widzi![]()
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
- gunernialne
- ŚpięWRezydencji
- Posty: 1525
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
No ale jednak jest różnica w powiedzeniu, że udane związki przekładają się na jakieś wymierne pozytywy w porównaniu z samotnym życiem a mówienie, że takie życie to istna porażka xDmariaow pisze: ↑ndz lut 01, 2026 10:46 am Ludzie dają Ci wkurzone reakcje, ale prawda jest taka, że były nawet jakieś badania które to udowadniają - że ludzie żyjący w udanych (podkreślam że udanych, bo będzie zaraz znowu dyskusja o tym jak to lepiej być singielką niż z byle kim - co jest prawdą, wyluzujcie) związkach żyją dłużej i są zdrowsi, szczęśliwsi. Więc tak, tylko prawda jest trudna do zaakceptowania![]()
wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd
Dlatego napisałam, że brak KOCHAJACEGO partnera to porażka a nie ze brak partnera jako takiego. Panienki się spluly a nie doczytaly najwyraźniej.lalisa pisze: ↑ndz lut 01, 2026 10:55 am Ale to przecież oczywiste, że jak ktoś żyje w udanym związku to jest szczęśliwszy niż ktoś, kto jest w nieudanym związku. Jakby czego innego się spodziewać?
Bardziej chodzi o to, że to nie działa tak prosto, że związek = szczęście, singielstwo = brak szczęścia. Co więcej, myślę, że wiele osób deklaruje się jako szczęśliwe w nieudanych związkach. Szczęście to w ogóle coś trudnego do sklasyfikowania i zmierzenia. Tak samo kwestia dzieci. Ile kobiet powie wprost "nie jestem szczęśliwa jako matka"? Skrajnie mało. A jednak na forach, gdzie jest anonimowość, wylewa się wodospad bólu w tym temacie.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Dodaj jeszcze, ze państwowe sam wyposażasz, niektóre trzeba samodzielnie wyremontowac (sciany, podlogi, sprzęty i montaz). Prywatne - masz na ogól wszystko w cenie. Rzadko trzeba coś kosztownego dokupić. W Polsce jest pod tym względem zupełnie inaczej niż np. w Niemczech.Juliaturczyniak pisze: ↑ndz lut 01, 2026 9:43 am Prosta matematyka, państwowe mieszkanie kawalerka cena wynajmu lekko ponad 1000 zł, prywatnie od kogoś 2-3 tysiące. Chcesz wynajmować od prywaciarza to wynajmuj, tylko bądź świadom, że to nie jest warte tych pieniędzy i, że w tym momencie spłacasz jego kredyt, a nie swój,na który teoretycznie wg banku Cię nie stać...to jak to jest w końcu?![]()
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Ws. szczęście-związek-samotność.
Dużo osób jest teraz samych, bo im po prostu nie zależy na byciu w związku. I w tym sensie są szczęśliwi sami ze sobą. Jeśli ktoś nigdy nie chciał jechać np. na Bali, to nie będzie mu przykro, że tam nie był. Oczywiście mogłoby mu się tam podobać. A mogłoby być faralnie. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Czy to brak związku czy tkwienie w nieudanej relacji. A konsekwencje tych indywidualnych decyzji mają wpływ na całe społeczeństwo.
Mówi się, że to kobiety są bardzie wybredne. Moim zdaniem wcale nie. Mam w otoczeniu mężczyzn singli i są jak najbardziej wybredni, ale wbrew pozorom wcale nie chodzi tylko o urodę, wiek czy tuszę. Jeśli źle wspominają relacje z jakimiś kobietami, to w moim odczuciu, przeszkadza im u tych kobiet charakter, wartości czy po prostu, to jak się przy nich czuli.
Dużo osób jest teraz samych, bo im po prostu nie zależy na byciu w związku. I w tym sensie są szczęśliwi sami ze sobą. Jeśli ktoś nigdy nie chciał jechać np. na Bali, to nie będzie mu przykro, że tam nie był. Oczywiście mogłoby mu się tam podobać. A mogłoby być faralnie. Każdy ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje. Czy to brak związku czy tkwienie w nieudanej relacji. A konsekwencje tych indywidualnych decyzji mają wpływ na całe społeczeństwo.
Mówi się, że to kobiety są bardzie wybredne. Moim zdaniem wcale nie. Mam w otoczeniu mężczyzn singli i są jak najbardziej wybredni, ale wbrew pozorom wcale nie chodzi tylko o urodę, wiek czy tuszę. Jeśli źle wspominają relacje z jakimiś kobietami, to w moim odczuciu, przeszkadza im u tych kobiet charakter, wartości czy po prostu, to jak się przy nich czuli.
Nie zrozumiałaś- chodziło o to, że ludzie będący w udanych związkach są szczęśliwsi niż ci, którzy w związkach nie są (wcale, nie że w nieudanych). Tego dotyczyły badania o których pisałam.lalisa pisze: ↑ndz lut 01, 2026 10:55 am Ale to przecież oczywiste, że jak ktoś żyje w udanym związku to jest szczęśliwszy niż ktoś, kto jest w nieudanym związku. Jakby czego innego się spodziewać?
Bardziej chodzi o to, że to nie działa tak prosto, że związek = szczęście, singielstwo = brak szczęścia. Co więcej, myślę, że wiele osób deklaruje się jako szczęśliwe w nieudanych związkach. Szczęście to w ogóle coś trudnego do sklasyfikowania i zmierzenia. Tak samo kwestia dzieci. Ile kobiet powie wprost "nie jestem szczęśliwa jako matka"? Skrajnie mało. A jednak na forach, gdzie jest anonimowość, wylewa się wodospad bólu w tym temacie.
Zgadzam się, że to nie działa tak prosto, nie jest czarno-białe i na pewno jest dość trudne do zbadania.
Przytoczyłam tylko coś o czym wyczytałam
Tak, myślę że porażka to już bardzo mocne słowo i pod tym bym się nie podpisała.gunernialne pisze: ↑ndz lut 01, 2026 10:56 am No ale jednak jest różnica w powiedzeniu, że udane związki przekładają się na jakieś wymierne pozytywy w porównaniu z samotnym życiem a mówienie, że takie życie to istna porażka xD
Przeraża mnie to, dokąd doszliśmy jako cały gatunek ludzki w temacie social mediów. A dokładnie - reakcje osób wokół mnie, kiedy po prostu usunęłam instagrama. To będzie dłuższy post, może najpierw wprowadzenie o tym, dlaczego usunęłam ig, już abstrahując od kwestii influ - słupów reklamowych na ig etc. 
Od pewnego czasu obserwowałam to, co moje koleżanki robią w życiu, a jak to pokazują na instagramie. Nazwałabym to "wystawy kuratorskie na temat ich życia". Jakoś tak dobitnie zobaczyłam, że wszyscy kłamią w socialach, pokazują tylko to, czym mogą się pochwalić, bo sociale skłaniają nas do porówywania się, a normalizowanie "normalnego" życia to jednak nie jest mainstream w socialach.
Przykładowo, jedna z moich koleżanek jest stewardessą, jest coraz mniej zadowolona z tej pracy, zaczęły męczyć ją zmiany czasu etc. ale jej instagram to seria estetycznych zdjęć z miejsc, do których poleciała w ramach pracy. No żyć nie umierać, chodząca reklama bycia stewardessą.
Z inną koleżanką byłam z rok temu na city break i wykończyło mnie psychicznie robienie jej ładnych zdjęć w kwadracie na ig. Jeszcze raz, żeby było widać napis. Jeszcze raz, żeby jej nogi wyglądały na dłuższe... Nie mogłam zacząć jeść po podaniu nam posiłku w restauracji, bo trzeba było zacząć od zrobienia zdjęcia talerzy na ig...
W ogóle cały instagram zaczął mnie strasznie męczyć, te zdjęcia żarcia etc. - na *uj mnie to obchodzi. Usunęłam konto. I tutaj wydarzyło się coś mega dziwnego.
Kilka osób pytało moich bliższych znajomych, czemu ich zablokowałam na ig - bo nikomu nie przyszło do głowy, że mogłam usunąć wszystkie sociale oprócz FB.
Dałam przyjaciółce na urodziny ręcznie wyszytą przeze mnie torbę - jedna z koleżanek na imprezie urodzinowej zapytała, czemu usunęłam ig, skoro umiem robić takie ładne rzeczy. Jakbym wyszywała nie igłą i muliną, a instagramem.
Byłam na koncercie z koleżanką - żałowała, że nie może mnie oznaczyć na relacji z tego koncertu, bo wygląda to tak, jakby przyszła na ten koncert sama.
Ja nie wiem, może większość moich znajomych to po prostu banda uzależnionych od instagrama zetek, ale po usunięciu ig uświadomiłam sobie, że chyba umarłam, bo jak nie ma cię na ig to nie żyjesz. Czy jeśli poszłam z koleżanką na kawę, a nie wstawiłam zdjęcia kwy na ig to to się nie wydarzyło? Czy byłam na koncercie, jeśli nie wstawiłam z niego relacji na ig?
Od pewnego czasu obserwowałam to, co moje koleżanki robią w życiu, a jak to pokazują na instagramie. Nazwałabym to "wystawy kuratorskie na temat ich życia". Jakoś tak dobitnie zobaczyłam, że wszyscy kłamią w socialach, pokazują tylko to, czym mogą się pochwalić, bo sociale skłaniają nas do porówywania się, a normalizowanie "normalnego" życia to jednak nie jest mainstream w socialach.
Przykładowo, jedna z moich koleżanek jest stewardessą, jest coraz mniej zadowolona z tej pracy, zaczęły męczyć ją zmiany czasu etc. ale jej instagram to seria estetycznych zdjęć z miejsc, do których poleciała w ramach pracy. No żyć nie umierać, chodząca reklama bycia stewardessą.
Z inną koleżanką byłam z rok temu na city break i wykończyło mnie psychicznie robienie jej ładnych zdjęć w kwadracie na ig. Jeszcze raz, żeby było widać napis. Jeszcze raz, żeby jej nogi wyglądały na dłuższe... Nie mogłam zacząć jeść po podaniu nam posiłku w restauracji, bo trzeba było zacząć od zrobienia zdjęcia talerzy na ig...
W ogóle cały instagram zaczął mnie strasznie męczyć, te zdjęcia żarcia etc. - na *uj mnie to obchodzi. Usunęłam konto. I tutaj wydarzyło się coś mega dziwnego.
Kilka osób pytało moich bliższych znajomych, czemu ich zablokowałam na ig - bo nikomu nie przyszło do głowy, że mogłam usunąć wszystkie sociale oprócz FB.
Dałam przyjaciółce na urodziny ręcznie wyszytą przeze mnie torbę - jedna z koleżanek na imprezie urodzinowej zapytała, czemu usunęłam ig, skoro umiem robić takie ładne rzeczy. Jakbym wyszywała nie igłą i muliną, a instagramem.
Byłam na koncercie z koleżanką - żałowała, że nie może mnie oznaczyć na relacji z tego koncertu, bo wygląda to tak, jakby przyszła na ten koncert sama.
Ja nie wiem, może większość moich znajomych to po prostu banda uzależnionych od instagrama zetek, ale po usunięciu ig uświadomiłam sobie, że chyba umarłam, bo jak nie ma cię na ig to nie żyjesz. Czy jeśli poszłam z koleżanką na kawę, a nie wstawiłam zdjęcia kwy na ig to to się nie wydarzyło? Czy byłam na koncercie, jeśli nie wstawiłam z niego relacji na ig?
mam taką koleżankę na studiach (a w sumie to miałam xd) - na instagramie przeszczęśliwa, a prywatnie wyżywa się na innych bo jest niezadowolona z życia i w dodatku zawistna. też się cieszę, że nie uczestniczę w tym cyrku, chociaż mam ig do pisania z niektórymi znajomymi i czasem ktoś mi podeśle jakiegoś mema. niestety nie da się zaprzeczyć, że wszyscy mamy zrytą banię, nie tylko zetkiClarion pisze: ↑ndz lut 01, 2026 12:16 pm Przeraża mnie to, dokąd doszliśmy jako cały gatunek ludzki w temacie social mediów. A dokładnie - reakcje osób wokół mnie, kiedy po prostu usunęłam instagrama. To będzie dłuższy post, może najpierw wprowadzenie o tym, dlaczego usunęłam ig, już abstrahując od kwestii influ - słupów reklamowych na ig etc.
Od pewnego czasu obserwowałam to, co moje koleżanki robią w życiu, a jak to pokazują na instagramie. Nazwałabym to "wystawy kuratorskie na temat ich życia". Jakoś tak dobitnie zobaczyłam, że wszyscy kłamią w socialach, pokazują tylko to, czym mogą się pochwalić, bo sociale skłaniają nas do porówywania się, a normalizowanie "normalnego" życia to jednak nie jest mainstream w socialach.
Przykładowo, jedna z moich koleżanek jest stewardessą, jest coraz mniej zadowolona z tej pracy, zaczęły męczyć ją zmiany czasu etc. ale jej instagram to seria estetycznych zdjęć z miejsc, do których poleciała w ramach pracy. No żyć nie umierać, chodząca reklama bycia stewardessą.
Z inną koleżanką byłam z rok temu na city break i wykończyło mnie psychicznie robienie jej ładnych zdjęć w kwadracie na ig. Jeszcze raz, żeby było widać napis. Jeszcze raz, żeby jej nogi wyglądały na dłuższe... Nie mogłam zacząć jeść po podaniu nam posiłku w restauracji, bo trzeba było zacząć od zrobienia zdjęcia talerzy na ig...
W ogóle cały instagram zaczął mnie strasznie męczyć, te zdjęcia żarcia etc. - na *uj mnie to obchodzi. Usunęłam konto. I tutaj wydarzyło się coś mega dziwnego.
Kilka osób pytało moich bliższych znajomych, czemu ich zablokowałam na ig - bo nikomu nie przyszło do głowy, że mogłam usunąć wszystkie sociale oprócz FB.
Dałam przyjaciółce na urodziny ręcznie wyszytą przeze mnie torbę - jedna z koleżanek na imprezie urodzinowej zapytała, czemu usunęłam ig, skoro umiem robić takie ładne rzeczy. Jakbym wyszywała nie igłą i muliną, a instagramem.
Byłam na koncercie z koleżanką - żałowała, że nie może mnie oznaczyć na relacji z tego koncertu, bo wygląda to tak, jakby przyszła na ten koncert sama.
Ja nie wiem, może większość moich znajomych to po prostu banda uzależnionych od instagrama zetek, ale po usunięciu ig uświadomiłam sobie, że chyba umarłam, bo jak nie ma cię na ig to nie żyjesz. Czy jeśli poszłam z koleżanką na kawę, a nie wstawiłam zdjęcia kwy na ig to to się nie wydarzyło? Czy byłam na koncercie, jeśli nie wstawiłam z niego relacji na ig?
Współczuję serio. Oszalałam jakbym miala robic koleżankom zdjęcia na Instagram. Ja jestem już stara i moi znajomi w większości nawet nie mają Instagrama, ale serio nie dałabym rady tak jak Ty mialas , uciekłabym od takich znajomychClarion pisze: ↑ndz lut 01, 2026 12:16 pm Przeraża mnie to, dokąd doszliśmy jako cały gatunek ludzki w temacie social mediów. A dokładnie - reakcje osób wokół mnie, kiedy po prostu usunęłam instagrama. To będzie dłuższy post, może najpierw wprowadzenie o tym, dlaczego usunęłam ig, już abstrahując od kwestii influ - słupów reklamowych na ig etc.
Od pewnego czasu obserwowałam to, co moje koleżanki robią w życiu, a jak to pokazują na instagramie. Nazwałabym to "wystawy kuratorskie na temat ich życia". Jakoś tak dobitnie zobaczyłam, że wszyscy kłamią w socialach, pokazują tylko to, czym mogą się pochwalić, bo sociale skłaniają nas do porówywania się, a normalizowanie "normalnego" życia to jednak nie jest mainstream w socialach.
Przykładowo, jedna z moich koleżanek jest stewardessą, jest coraz mniej zadowolona z tej pracy, zaczęły męczyć ją zmiany czasu etc. ale jej instagram to seria estetycznych zdjęć z miejsc, do których poleciała w ramach pracy. No żyć nie umierać, chodząca reklama bycia stewardessą.
Z inną koleżanką byłam z rok temu na city break i wykończyło mnie psychicznie robienie jej ładnych zdjęć w kwadracie na ig. Jeszcze raz, żeby było widać napis. Jeszcze raz, żeby jej nogi wyglądały na dłuższe... Nie mogłam zacząć jeść po podaniu nam posiłku w restauracji, bo trzeba było zacząć od zrobienia zdjęcia talerzy na ig...
W ogóle cały instagram zaczął mnie strasznie męczyć, te zdjęcia żarcia etc. - na *uj mnie to obchodzi. Usunęłam konto. I tutaj wydarzyło się coś mega dziwnego.
Kilka osób pytało moich bliższych znajomych, czemu ich zablokowałam na ig - bo nikomu nie przyszło do głowy, że mogłam usunąć wszystkie sociale oprócz FB.
Dałam przyjaciółce na urodziny ręcznie wyszytą przeze mnie torbę - jedna z koleżanek na imprezie urodzinowej zapytała, czemu usunęłam ig, skoro umiem robić takie ładne rzeczy. Jakbym wyszywała nie igłą i muliną, a instagramem.
Byłam na koncercie z koleżanką - żałowała, że nie może mnie oznaczyć na relacji z tego koncertu, bo wygląda to tak, jakby przyszła na ten koncert sama.
Ja nie wiem, może większość moich znajomych to po prostu banda uzależnionych od instagrama zetek, ale po usunięciu ig uświadomiłam sobie, że chyba umarłam, bo jak nie ma cię na ig to nie żyjesz. Czy jeśli poszłam z koleżanką na kawę, a nie wstawiłam zdjęcia kwy na ig to to się nie wydarzyło? Czy byłam na koncercie, jeśli nie wstawiłam z niego relacji na ig?
Tak mi się przypomniało przy czytaniu książek, bo ostatnio w grupach czytelniczych widzę najbardziej ten trend. Wkurza mnie to licytowanie się na na przykład czytanie. Jakby to były jakieś zawody. Kto co zrobi więcej, lepiej, szybciej.maildonewsletterow pisze: ↑pn sty 05, 2026 9:28 am
Moja opinia na temat ogladania seriali: wkurza mnie, jak ktos smieje sie, ze inni ogladaja w tv np. Codzienne seriale albo nawet, ze po prostu ogladaja zwykla telewizje. I jednoczesnie te "lepsze" osoby katuja kazde nawet g*** na Netflixie, bo Netflix to cos lepszego i trzeba to ogladac. Nie wiem, w czym jest lepsze obejrzenie setnego serialu na N. od zerkniecia 4 razy w tygodniu przez 20min na np. Na Wspolnej (pomijam, ze mozna tez obejrzec bez reklam na playerze).
I dodam jeszcze, ze wkurza mnie, jak niektorzy uwazaja, ze TRZEBA czytac ksiazki. Nie, nie trzeba i mowie to, jako osoba czytajaca duzo ksiazek (glownie kryminaly). I czytanie wcale nie sprawia, ze mam wiekszy zasob slownictwa (bo duzo osob uzywa tego argumentu). Mam w otoczeniu osobe, ktora wypowiada sie przepieknie, mimo ze nic nie czyta, wiec to nie od tego zalezy. A no i jeszcze trend na ksiazki dot rozwoju itd, jakby nie mozba bylo sobie po prostu przeczytac romansu lub kryminalu, a nawet zwyklej obyczajowki.
To tworzenie takiej niezdrowej presji
-
dziwnerzeczy
- Srebrna Kropeczka
- Posty: 153
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Mam podobnie. Kiedyś poszłam na spacer i przyłączył się do mnie znajomy, który zaczął robić mi zdjęcia, gdy stałam do niego tyłem, bo chciał mnie oznaczyć na Instagramie jako kogoś, z kim (być może) poszedł na randkę. Kazałam mu usunąć te zdjęcia. Po jakimś czasie dodał coś podobnego, ale z jakąś inną osobą na zdjęciu.Clarion pisze: ↑ndz lut 01, 2026 12:16 pm
Od pewnego czasu obserwowałam to, co moje koleżanki robią w życiu, a jak to pokazują na instagramie. Nazwałabym to "wystawy kuratorskie na temat ich życia". Jakoś tak dobitnie zobaczyłam, że wszyscy kłamią w socialach, pokazują tylko to, czym mogą się pochwalić, bo sociale skłaniają nas do porówywania się, a normalizowanie "normalnego" życia to jednak nie jest mainstream w socialach.
Inny znajomy był w listopadzie na dwutygodniowym urlopie i do dziś dodaje stamtąd zdjęcia. Z opisu pod nimi wynikałoby, że nadal tam jest.
Na swoim profilu na Instagramie umieszczałam tylko zdjęcia ładnych widoków z podróży albo spacerów po okolicy i niektórzy dziwili się, że w ogóle nie robię sobie zdjęć. Nawet nie przyszło im do głowy, że robię ale po prostu ich tam nie publikuję.
O tak, to też zauważyłam - dodawanie zdjęć z tygodniowego wyjazdu przez dwa miesiące jako zakrzywianie czasoprzestrzeni.dziwnerzeczy pisze: ↑ndz lut 01, 2026 12:42 pm
Inny znajomy był w listopadzie na dwutygodniowym urlopie i do dziś dodaje stamtąd zdjęcia. Z opisu pod nimi wynikałoby, że nadal tam jest.
Nie wiem, rozkminiałam to też pod kątem symbolu statusu - czy kapitalizm doprowadził nas do momentu, kiedy udajemy, że jesteśmy na wyjeździe dłużej, żeby inni mieli wrażenie, że nas stać? Albo czy dodawanie zdjęcia z każdego wyjścia do knajpy / kina / na koncert - czy to też jest na zasadzie - patrzcie, mnie stać? Bo ja jakoś nie rozumiem sensu wstawiania zdjęcia swojego naleśnika z Manekina na relację, co to ma komunikować osobom, które tę relację wyświetlą?
Tak albo wyjazd na dwa - trzy dni i narobione setki zdjęć by potem przez rok udawać, że jeździsz tam co 2 miesiąceClarion pisze: ↑ndz lut 01, 2026 1:04 pm O tak, to też zauważyłam - dodawanie zdjęć z tygodniowego wyjazdu przez dwa miesiące jako zakrzywianie czasoprzestrzeni.
Nie wiem, rozkminiałam to też pod kątem symbolu statusu - czy kapitalizm doprowadził nas do momentu, kiedy udajemy, że jesteśmy na wyjeździe dłużej, żeby inni mieli wrażenie, że nas stać? Albo czy dodawanie zdjęcia z każdego wyjścia do knajpy / kina / na koncert - czy to też jest na zasadzie - patrzcie, mnie stać? Bo ja jakoś nie rozumiem sensu wstawiania zdjęcia swojego naleśnika z Manekina na relację, co to ma komunikować osobom, które tę relację wyświetlą?
Ja też tego nie rozumiem wstawiania obiadów z restauracji. W sensie jakieś urodziny czy z koleżanka ale - jedzenie. Serio kojarzy mi się to z Jolantą co nigdy nigdzie nie była i nigdzie nie chodzi i musi pokazać ludziom i przezywa jak mrówka okres, ze gdzieś wyszła....
- iksde12345
- MoetGlass
- Posty: 265
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:18 pm
Gdybym miała guzik usunięcia dowolnego SM to Instagram byłby drugi zaraz po tiktokuClarion pisze: ↑ndz lut 01, 2026 12:16 pm Przeraża mnie to, dokąd doszliśmy jako cały gatunek ludzki w temacie social mediów. A dokładnie - reakcje osób wokół mnie, kiedy po prostu usunęłam instagrama. To będzie dłuższy post, może najpierw wprowadzenie o tym, dlaczego usunęłam ig, już abstrahując od kwestii influ - słupów reklamowych na ig etc.
Od pewnego czasu obserwowałam to, co moje koleżanki robią w życiu, a jak to pokazują na instagramie. Nazwałabym to "wystawy kuratorskie na temat ich życia". Jakoś tak dobitnie zobaczyłam, że wszyscy kłamią w socialach, pokazują tylko to, czym mogą się pochwalić, bo sociale skłaniają nas do porówywania się, a normalizowanie "normalnego" życia to jednak nie jest mainstream w socialach.
Przykładowo, jedna z moich koleżanek jest stewardessą, jest coraz mniej zadowolona z tej pracy, zaczęły męczyć ją zmiany czasu etc. ale jej instagram to seria estetycznych zdjęć z miejsc, do których poleciała w ramach pracy. No żyć nie umierać, chodząca reklama bycia stewardessą.
Z inną koleżanką byłam z rok temu na city break i wykończyło mnie psychicznie robienie jej ładnych zdjęć w kwadracie na ig. Jeszcze raz, żeby było widać napis. Jeszcze raz, żeby jej nogi wyglądały na dłuższe... Nie mogłam zacząć jeść po podaniu nam posiłku w restauracji, bo trzeba było zacząć od zrobienia zdjęcia talerzy na ig...
W ogóle cały instagram zaczął mnie strasznie męczyć, te zdjęcia żarcia etc. - na *uj mnie to obchodzi. Usunęłam konto. I tutaj wydarzyło się coś mega dziwnego.
Kilka osób pytało moich bliższych znajomych, czemu ich zablokowałam na ig - bo nikomu nie przyszło do głowy, że mogłam usunąć wszystkie sociale oprócz FB.
Dałam przyjaciółce na urodziny ręcznie wyszytą przeze mnie torbę - jedna z koleżanek na imprezie urodzinowej zapytała, czemu usunęłam ig, skoro umiem robić takie ładne rzeczy. Jakbym wyszywała nie igłą i muliną, a instagramem.
Byłam na koncercie z koleżanką - żałowała, że nie może mnie oznaczyć na relacji z tego koncertu, bo wygląda to tak, jakby przyszła na ten koncert sama.
Ja nie wiem, może większość moich znajomych to po prostu banda uzależnionych od instagrama zetek, ale po usunięciu ig uświadomiłam sobie, że chyba umarłam, bo jak nie ma cię na ig to nie żyjesz. Czy jeśli poszłam z koleżanką na kawę, a nie wstawiłam zdjęcia kwy na ig to to się nie wydarzyło? Czy byłam na koncercie, jeśli nie wstawiłam z niego relacji na ig?
A dla mnie największy rak to linkedin. Serio. Insta i tik tok to jest pikuś przy tym co się tam odwala.iksde12345 pisze: ↑ndz lut 01, 2026 1:11 pm Gdybym miała guzik usunięcia dowolnego SM to Instagram byłby drugi zaraz po tiktoku
- iksde12345
- MoetGlass
- Posty: 265
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:18 pm
A i jeszcze najbardziej jaskrawy przykład jaki znam. Też znam byłą stewardessę. I ona już nie pracuje w zawodzie od covida bo skończyła studia i poszła do pracy. Do dziś za to na instagram wrzuca ciągle zdjęcia z miejsc które odwiedziła jako stewardessa, - LA, Nowy York, Sinagpur, Szanghaj, Rio, Malediwy itp. . Wygląda jakby laska regularnie jeździła w egzotyczne miejsca i miała worek kasy. A to są wszystko stare zdjęcia....PEONIA pisze: ↑ndz lut 01, 2026 1:09 pm Tak albo wyjazd na dwa - trzy dni i narobione setki zdjęć by potem przez rok udawać, że jeździsz tam co 2 miesiąceznam takie przypadki. Miałam współlokatorkę co pojechała do Paryża na tydzień i wstawiała foty przez cały rok w różnych ciuchach - wyglądało to jakby regularnie tam jeździła.
Ja też tego nie rozumiem wstawiania obiadów z restauracji. W sensie jakieś urodziny czy z koleżanka ale - jedzenie. Serio kojarzy mi się to z Jolantą co nigdy nigdzie nie była i nigdzie nie chodzi i musi pokazać ludziom i przezywa jak mrówka okres, ze gdzieś wyszła....
I ja się też zastanawiam co takie osoby myślą - bo obcy ludzie się nabiorą ale przecież osoby z otoczenia wiedzą...
Jest takie magiczne zdanie na takich: wygoogluj sobie, albo w wersji bardziej nowoczesnej: zapytaj chatadziwnerzeczy pisze: ↑czw sty 29, 2026 4:23 pm Tak, tak znienacka. Wytrzymałam już parę miesięcy, ale powoli mam dość czucia się jak na kartkówce, to bardziej stresujące niż się wydaje. "Wyciągamy karteczki!"
Hahaha, to mogłabym być jaaustralijska pisze: ↑pt sty 30, 2026 6:29 am Dałam Ci dwie reakcje, bo raz mówię a raz nie mówię, zależy jaki mam humor![]()
BTW ostatnio jakaś starsza pani oburzyła się, że nie jesteśmy koleżankami, aby sobie mówić "cześć" (ktoś wszedł do szatni i automatycznie się przywitał) i zaczęła wszystkich strofować, że mówi się "dzień dobry".
Bardzo protestuję przeciwko byciu wciąganym do "tymczasowej wspólnoty" i tego typu filozofiiSeyyy pisze: ↑pt sty 30, 2026 9:56 am Mam pytanie do osób chodzących na siłownię - czemu ten temat witania się w szatni stał się kontrowersyjny?Czemu w ogóle pojawiła się jakaś dyskusja społeczna na temat tego, czy mówić dzień dobry czy nie? Czy my się cofamy w rozwoju?
Z perspektywy osoby niechodzącej na siłownie - prawie zawsze jak wchodzimy do pomieszczenia, w którym są inni (szczególnie jeśli planujemy przebywać w tym pomieszczeniu nieco dłużej, tj. stworzymy jakąś tymczasową "wspólnotę"), np. przychodnia u lekarza, sklep, przedział w wagonie, winda, czy też szatnia - witamy się.
Uważam że pod względem kultury osobistej zdecydowanie następuje regres w społeczeństwie
Ja raczej introwertyk, ale z takim bardziej ekstrawertyczno - gadatliwym trybem, więc doskonale pana boltowca rozumiemxoseraphina pisze: ↑pt sty 30, 2026 5:07 pm Mnóstwo ekstrawertyków to osoby egoistyczne i mające problem z uznaniem czyichś granic. Mowa tu oczywiście o osobach, które mają absolutną potrzebę zagadywania każdej napotkanej osoby, z którą choć przez chwilę mają do czynienia. Szczególnie denerwujące staje się to, gdy taka osoba jest bolciarzem, stylistką paznokci, fryzjerką czy innym usługodawcą. Bo z takiej sytuacji nie jest łatwo wyjść i chcąc nie chcąc człowiek jest wciągnięty w rozmowę. Rozumiem, że ktoś może być otwarty i mieć chęć na rozmowę, ale w dobrym tonie jest wycofanie się, gdy widzi się sygnały wskazujące na to, że druga osoba nie jest chętna na luźne pogaduszki. Skrajni ekstrawertycy nie posiadają w ogóle umiejętności wyłapywania takich sygnałów, albo mają po prostu to w d*pie i kierują się podejściem: mam potrzebę mówić, więc mówię, a reszta świata się dostosuje. Dla mnie idealną sytuacją jest to, gdy jadę boltem czy jestem u kosmetyczki i cała usługa przebiega we względnej ciszy, bez wymuszonego small-talku. Ale czasami źle trafię i staje się to wtedy dla mnie męczarnią. Jeden bolciarz w moim mieście, którego boję się już wylosować, bo nawija jak katarynka nie patrząc na mój brak zainteresowania rozmową, żalił mi się któregoś razu, że niektórych wozi to oni nosy w telefonie i ANI POGADAĆ Z TAKIMI ANI NIC, a ja sobie wtedy pomyślałam "kiedy ekstrawertycy zrozumieją, że nie każdy musi chcieć z nimi gadać i to nie jest nic złego?" Kiedy?![]()
- gunernialne
- ŚpięWRezydencji
- Posty: 1525
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
Moją niepopularną opinią jest to, że chyba fikołka zrobię jak jeszcze raz gdzieś zobaczę tekst w stylu "no i gdzie te globalne ocieplenie" bo pierwszy raz od lat mamy prawdziwą zimę
wierzę, iż źdźbło trawy nie mniej znaczy niż rzemiosło gwiazd
Sama jestem ekstrawertyczna, ale przyznaję rację. Moje najgorsze doświadczenie tego rodzaju to jak poszłam na masaż, bo byłam po tygodniowym wyjeździe na narty i byłam obolała. Chciałam się zrelaksować. A masażystka cały czas gadała. Po prostu myślałam, że oszaleję i odpowiadałam zdawkowo np. "mhm możliwe" mając nadzieję, że się domyśli. Nie domyśliła się. Chwila ciszy, a za chwilę znowu "a dokąd pani idzie na sylwestra?".xoseraphina pisze: ↑pt sty 30, 2026 5:07 pm Mnóstwo ekstrawertyków to osoby egoistyczne i mające problem z uznaniem czyichś granic. Mowa tu oczywiście o osobach, które mają absolutną potrzebę zagadywania każdej napotkanej osoby, z którą choć przez chwilę mają do czynienia. Szczególnie denerwujące staje się to, gdy taka osoba jest bolciarzem, stylistką paznokci, fryzjerką czy innym usługodawcą. Bo z takiej sytuacji nie jest łatwo wyjść i chcąc nie chcąc człowiek jest wciągnięty w rozmowę. Rozumiem, że ktoś może być otwarty i mieć chęć na rozmowę, ale w dobrym tonie jest wycofanie się, gdy widzi się sygnały wskazujące na to, że druga osoba nie jest chętna na luźne pogaduszki. Skrajni ekstrawertycy nie posiadają w ogóle umiejętności wyłapywania takich sygnałów, albo mają po prostu to w d*pie i kierują się podejściem: mam potrzebę mówić, więc mówię, a reszta świata się dostosuje. Dla mnie idealną sytuacją jest to, gdy jadę boltem czy jestem u kosmetyczki i cała usługa przebiega we względnej ciszy, bez wymuszonego small-talku. Ale czasami źle trafię i staje się to wtedy dla mnie męczarnią. Jeden bolciarz w moim mieście, którego boję się już wylosować, bo nawija jak katarynka nie patrząc na mój brak zainteresowania rozmową, żalił mi się któregoś razu, że niektórych wozi to oni nosy w telefonie i ANI POGADAĆ Z TAKIMI ANI NIC, a ja sobie wtedy pomyślałam "kiedy ekstrawertycy zrozumieją, że nie każdy musi chcieć z nimi gadać i to nie jest nic złego?" Kiedy?![]()