Kylie pisze: ↑pt sty 30, 2026 2:19 pm
Dodam jeszcze kilka moich niepopularnych opinii:
- osoby mówiące do swoich zwierząt per "synek/córka" a o sobie "matka" mają odzwierzakowe zapalenie mózgu i nie kupuję tej teorii, że to dla żartów. Nie, po prostu nie, to jest cringe na maksa, skręca mnie jak to słyszę i wcale nie świadczy o jakiejś wyjątkowej relacji z tym zwierzakiem. Nie wiem w czym uwłacza nazywanie siebie panią/opiekunką zamiast tej żenady
- picie alkoholu jest obecnie traktowane jako największe zło a według mnie wpadamy z jednej skrajności w drugą i napicie się wina nawet co weekend nie jest oznaką żadnej patologii jak niektórzy próbują wmówić
- wiele osób podróżuje nie dlatego że sprawia im to przyjemność tylko po to by dobrze wypaść przed innymi a zamiast tego nieraz woleli by zostać w domu albo pojechać tylko gdzieś pod miasto na urlop zamiast gdzieś daleko. W niektórych środowiskach, bardziej ekskluzywnych jak lekarze, prawnicy jest to wręcz źle widziane jeśli ktoś dwa razy w roku nie wyjedzie zagranicę na wakacje i to jest chore
- sto razy bardziej wolę w przestrzeni publicznej słyszeć płacz czy nawet krzyk dziecka niż stać koło kogoś śmierdzącego - i nie mówię niestety tylko o menelach, to mnie dobija, że nie można takiej osoby wyprosić z jakiegoś miejsca mimo że swoją osobą dręczy innych ludzi
- prawo jazdy jest obecnie traktowane jako "must have" do życia, ludzie są wręcz zmuszani do jeżdżenia samochodem a nie powinno tak być, niektórzy nie powinni jeździć bo się do tego nie nadają, nie czują się na siłach i są zagrożeniem na drodze
- nie uważam, żeby nazywane swojego zwierzaka w taki sposób było czymś negatywnym. Tak naprawdę co kogo obchodzi jak ktoś zwraca się do swojego zwierzęcia przecież nikogo to nie rani. Wydaje mi się że największy problem mają do tego rodzice bo mając dzieci nie wyobrażają sobie jak OBCY CZLOWIEK może nazywać w ten sam sposób swojego pupila.
- uważam, że bardzo dobrze że coraz częściej mówi się o szkodliwości alkoholu i coraz więcej osób ogranicza lub całkowicie rezygnuje z picia. W naszym społeczeństwie niestety alkohol został zbyt znormalizowany i powszechny - kultura "a ze mną się nie napijesz?". Ostatnio zobaczyłam jakiś post, że gen z pije o ileś procent mniej alkoholu niż poprzednie generacje, a w komentarzach boomerzy się srali, że "oj co z tą młodzieża" "a bo teraz cpaja a nie piją" "a bo nie mają głowy do picia z lamusy". Oczywiście nie uważam żeby wypicie alkoholu od czasu do czasu było czymś złym - wszystko z umiarem. Ale problem pojawia się wtedy gdy alkohol staje się rutyna, nawet jak ktoś piję tylko w weekendy ale robi to regularnie i jest to "must have" - jest to już problem i jakieś uzależnienie. Ja palę jedną paczkę fajek na tydzień i wiem, że to nie jest dużo w porównaniu do innych palaczy, ale czy to oznacza że nie jestem uzależniona tylko dlatego że palę mniej? No nie, uzależnienie to uzależnienie. Jak ktoś wciąga kreskę na tydzień to też oznacza że nie ma problemu?
- nigdy nie spotkałam takiej osoby w swoim otoczeniu, mam wielu podróżujących znajomych, którzy robią to z pasji. Mam wrażenie, że jak ktoś ma jakieś popularne hobby ( w tym wypadku podróżowanie) to często jest to odbierane negatywnie, umniejsza się tej osobie albo sugeruje się że "robi to bo jest modne". Co do środowisk prawników czy lekarzy to się nie wypowiem bo nie mam nikogo takiego w swoim otoczeniu.
- jestem osobą w spektrum autyzmu i jestem bardzo przewrażliwiona na dźwięki. Zwłaszcza na głośne rozmowy, płacz czy głośny śmiech dziecka itp. Ale rozumiem, że często nie jest to zależne od rodziców że dziecko płacze, często są to małe dzieci, które mają pełne prawo wyrażać swoje emocje za pomocą płaczu bo nie mają innego wyjścia - dlatego noszę słuchawki które trochę wygluszaja te dzwieki i jest znosnie. Co do smrodu to popieram, zwłaszcza latem jest tragedia, tak samo nie popieram jedzenia CZEGOKOLWIEK w transporcie miejskim. Raz gościu jadł obok mnie chrupki serowe i myślałam że zwymiotuje.
- zgadzam się, sama nie mam prawka i stale słyszę pytania kiedy je zrobię i ja jak funkcjonuje X.D Uważam, że żyjąc w mieście z dobrze działająca komunikacja miejsca prawko jest zbędne. Poza tym prowadzenie samochodu to duża odpowiedzialność i nie każdy się do tego nadaje. Ja zacząłem kurs i zrezygnowałam w połowie bo strasznie się balam, czułam się niekomfortowo i miałam problem z najprostszymi manewrami więc stwierdziłam że bezpieczniejsze będzie nie kończenie tego kursu