Przeprowadzka do innego kraju: oczekiwania VS rzeczywistość
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Przeprowadzka do innego kraju: oczekiwania VS rzeczywistość
Podzielcie się swoim doświadczeniem przeprowadzki do innego kraju. Co was zainspirowało? Z jakimi trudnościami się spotkaliście lub spotykacie? Jakie niuanse doświadczyliście, o których zazwyczaj się nie mówi otwarcie? I tak dalej
Nienawidzę forów, dlatego tu siedzę
Niemcy, stolica kraju. Generalnie na plus, nie planuję wyprowadzki. Dobrze mi tu
. Było jednak kilka negatywnych zaskoczeń:
1. Cyfryzacja - daleko w tyle w porównaniu z Polską. Gdy przeprowadziłam się tu 10 lat temu, standardem były płatności gotówką. Potrzebna była światowa pandemia, żeby płatności kartą stały się powszechne. Miny kasjerek, gdy płaciłam zegarkiem - bezcenne. Cały czas funkcjonuje mnóstwo restauracji, gdzie można płacić tylko gotówką albo w najlepszym przypadku kartą, ale od jakiejś minimalnej kwoty typu 10EUR.
2. Internet - centrum miasta i mamy światłowód od niedawna. Generalnie jak kupowałam kartę SIM 10 lat temu, najlepsze na co mogłam liczyć to 1GB internetu. Obecnie mam 15GB, które mi wystarczają. Max jaki oferuje moja sieć to 60GB.
3. To akurat lubię i nie lubię - brak kombinatorstwa. Nie wiem jak jest teraz w PL, ale "za moich czasów" nie lubiłam tego ciągłego uczucia, że każdy czycha, aby mnie oszukać - małe druczki w umowach, problemy przy zwrotach zamówień itp. Tutaj nie ma tego, albo przynajmniej się z tym nie spotkałam. Jest konkretne krok po kroku, algorytmy we wszystkich dziedzinach życia w DE, ale... nie daj Boże coś się zjawi spoza tego algorytmu. Niemcy często nie potrafią myśleć "out of the box". Przykład: zmieniałam adres zameldowania, okazało się, że w ich dokumentach był czeski błąd w mojej dacie urodzenia - zły miesiąc, dzień i rok się zgadzały. Urzędniczka mi o tym mówi, ja wzruszam ramionami "no ok, to proszę poprawić", a ta urzędniczka ma minę jak ze słynnego mema i stoi i widać jak w jej głowie pojawia się "error! alert!". Mijają sekundy, ona dalej stoi bezradna i myśli (albo i nie), a w mojej głowie pojawia się przerażenie, że mnie nie przemelduje (a terminy na meldunki trudno dostać). W końcu zapytała się koleżanki co robić i ta na szczęście wzruszyła tylko ramionami. Generalnie uważam, że Niemcy nie są wcale dokładni a skrupulatni.
4. I to chyba największy szok - usługi kosmetyczne! Wiele nowoczesnych usług kosmetycznych, które w PL są dostępne nawet w najmniejszym mieście, to tutaj albo ich nie ma wcale albo w pojedynczych miejscach i za zaporowe ceny. Fryzjerzy - mają bardzo szczegółowe cenniki, gdzie np. osobno naliczają opłatę, jeśli oni Tobie SUSZĄ WŁOSY (samemu wysuszyć włosy jest za darmo - tak, tak niemiecka skrupulatność) i wiele metod/usług w ogóle nie oferują. Dosłownie Helga otworzyła swój zakład 30 lat temu i oferuje i używa tych samych kosmetyków od 30 lat. Studia masażu - często bardzo zapyziałe i jeszcze nigdy nie spotkałam tutaj jednorazowych majtek do masażu. W jednym studiu, to masażystka zwróciła mi uwagę, żeby następnym razem przynieść własny ręcznik, bo ją nie stać na pranie... Jak chcesz zwyczajną usługę to ją znajdziesz, jak chcesz "treat yourself" to wymaga to długiego researchu a i tak na koniec wyszukuję miejsca, gdzie Polki pracują i to takie, które pracowały wcześniej w Polsce.
1. Cyfryzacja - daleko w tyle w porównaniu z Polską. Gdy przeprowadziłam się tu 10 lat temu, standardem były płatności gotówką. Potrzebna była światowa pandemia, żeby płatności kartą stały się powszechne. Miny kasjerek, gdy płaciłam zegarkiem - bezcenne. Cały czas funkcjonuje mnóstwo restauracji, gdzie można płacić tylko gotówką albo w najlepszym przypadku kartą, ale od jakiejś minimalnej kwoty typu 10EUR.
2. Internet - centrum miasta i mamy światłowód od niedawna. Generalnie jak kupowałam kartę SIM 10 lat temu, najlepsze na co mogłam liczyć to 1GB internetu. Obecnie mam 15GB, które mi wystarczają. Max jaki oferuje moja sieć to 60GB.
3. To akurat lubię i nie lubię - brak kombinatorstwa. Nie wiem jak jest teraz w PL, ale "za moich czasów" nie lubiłam tego ciągłego uczucia, że każdy czycha, aby mnie oszukać - małe druczki w umowach, problemy przy zwrotach zamówień itp. Tutaj nie ma tego, albo przynajmniej się z tym nie spotkałam. Jest konkretne krok po kroku, algorytmy we wszystkich dziedzinach życia w DE, ale... nie daj Boże coś się zjawi spoza tego algorytmu. Niemcy często nie potrafią myśleć "out of the box". Przykład: zmieniałam adres zameldowania, okazało się, że w ich dokumentach był czeski błąd w mojej dacie urodzenia - zły miesiąc, dzień i rok się zgadzały. Urzędniczka mi o tym mówi, ja wzruszam ramionami "no ok, to proszę poprawić", a ta urzędniczka ma minę jak ze słynnego mema i stoi i widać jak w jej głowie pojawia się "error! alert!". Mijają sekundy, ona dalej stoi bezradna i myśli (albo i nie), a w mojej głowie pojawia się przerażenie, że mnie nie przemelduje (a terminy na meldunki trudno dostać). W końcu zapytała się koleżanki co robić i ta na szczęście wzruszyła tylko ramionami. Generalnie uważam, że Niemcy nie są wcale dokładni a skrupulatni.
4. I to chyba największy szok - usługi kosmetyczne! Wiele nowoczesnych usług kosmetycznych, które w PL są dostępne nawet w najmniejszym mieście, to tutaj albo ich nie ma wcale albo w pojedynczych miejscach i za zaporowe ceny. Fryzjerzy - mają bardzo szczegółowe cenniki, gdzie np. osobno naliczają opłatę, jeśli oni Tobie SUSZĄ WŁOSY (samemu wysuszyć włosy jest za darmo - tak, tak niemiecka skrupulatność) i wiele metod/usług w ogóle nie oferują. Dosłownie Helga otworzyła swój zakład 30 lat temu i oferuje i używa tych samych kosmetyków od 30 lat. Studia masażu - często bardzo zapyziałe i jeszcze nigdy nie spotkałam tutaj jednorazowych majtek do masażu. W jednym studiu, to masażystka zwróciła mi uwagę, żeby następnym razem przynieść własny ręcznik, bo ją nie stać na pranie... Jak chcesz zwyczajną usługę to ją znajdziesz, jak chcesz "treat yourself" to wymaga to długiego researchu a i tak na koniec wyszukuję miejsca, gdzie Polki pracują i to takie, które pracowały wcześniej w Polsce.
Naprawdę mnie to nurtuje. Czy to prawda, że w Niemczech trzeba zawsze segregować śmieci, inaczej grozi kara? To znaczy, czy jakoś się sprawdza, kto to robi, a kto nie? Trochę nie rozumiem, jak to działaladygraza pisze: ↑czw sty 15, 2026 11:20 am Niemcy, stolica kraju. Generalnie na plus, nie planuję wyprowadzki. Dobrze mi tu. Było jednak kilka negatywnych zaskoczeń:
1. Cyfryzacja - daleko w tyle w porównaniu z Polską. Gdy przeprowadziłam się tu 10 lat temu, standardem były płatności gotówką. Potrzebna była światowa pandemia, żeby płatności kartą stały się powszechne. Miny kasjerek, gdy płaciłam zegarkiem - bezcenne. Cały czas funkcjonuje mnóstwo restauracji, gdzie można płacić tylko gotówką albo w najlepszym przypadku kartą, ale od jakiejś minimalnej kwoty typu 10EUR.
2. Internet - centrum miasta i mamy światłowód od niedawna. Generalnie jak kupowałam kartę SIM 10 lat temu, najlepsze na co mogłam liczyć to 1GB internetu. Obecnie mam 15GB, które mi wystarczają. Max jaki oferuje moja sieć to 60GB.
3. To akurat lubię i nie lubię - brak kombinatorstwa. Nie wiem jak jest teraz w PL, ale "za moich czasów" nie lubiłam tego ciągłego uczucia, że każdy czycha, aby mnie oszukać - małe druczki w umowach, problemy przy zwrotach zamówień itp. Tutaj nie ma tego, albo przynajmniej się z tym nie spotkałam. Jest konkretne krok po kroku, algorytmy we wszystkich dziedzinach życia w DE, ale... nie daj Boże coś się zjawi spoza tego algorytmu. Niemcy często nie potrafią myśleć "out of the box". Przykład: zmieniałam adres zameldowania, okazało się, że w ich dokumentach był czeski błąd w mojej dacie urodzenia - zły miesiąc, dzień i rok się zgadzały. Urzędniczka mi o tym mówi, ja wzruszam ramionami "no ok, to proszę poprawić", a ta urzędniczka ma minę jak ze słynnego mema i stoi i widać jak w jej głowie pojawia się "error! alert!". Mijają sekundy, ona dalej stoi bezradna i myśli (albo i nie), a w mojej głowie pojawia się przerażenie, że mnie nie przemelduje (a terminy na meldunki trudno dostać). W końcu zapytała się koleżanki co robić i ta na szczęście wzruszyła tylko ramionami. Generalnie uważam, że Niemcy nie są wcale dokładni a skrupulatni.
4. I to chyba największy szok - usługi kosmetyczne! Wiele nowoczesnych usług kosmetycznych, które w PL są dostępne nawet w najmniejszym mieście, to tutaj albo ich nie ma wcale albo w pojedynczych miejscach i za zaporowe ceny. Fryzjerzy - mają bardzo szczegółowe cenniki, gdzie np. osobno naliczają opłatę, jeśli oni Tobie SUSZĄ WŁOSY (samemu wysuszyć włosy jest za darmo - tak, tak niemiecka skrupulatność) i wiele metod/usług w ogóle nie oferują. Dosłownie Helga otworzyła swój zakład 30 lat temu i oferuje i używa tych samych kosmetyków od 30 lat. Studia masażu - często bardzo zapyziałe i jeszcze nigdy nie spotkałam tutaj jednorazowych majtek do masażu. W jednym studiu, to masażystka zwróciła mi uwagę, żeby następnym razem przynieść własny ręcznik, bo ją nie stać na pranie... Jak chcesz zwyczajną usługę to ją znajdziesz, jak chcesz "treat yourself" to wymaga to długiego researchu a i tak na koniec wyszukuję miejsca, gdzie Polki pracują i to takie, które pracowały wcześniej w Polsce.
Nienawidzę forów, dlatego tu siedzę
Jeśli dobrze pamiętam mamy osobne kosze na papier, bio, opakowania i odpady zmieszane. Patrząc jak szybko i niedbale "śmieciarze" wynoszą kosze do śmieciarek trudno mi wyobrazić sobie, że sprawdzają te kosze, ale... myślę, że sąsiedzi sami siebie nawzajem kontrolująSangrielle pisze: ↑czw sty 15, 2026 2:14 pm Naprawdę mnie to nurtuje. Czy to prawda, że w Niemczech trzeba zawsze segregować śmieci, inaczej grozi kara? To znaczy, czy jakoś się sprawdza, kto to robi, a kto nie? Trochę nie rozumiem, jak to działa![]()
Hej!
Jest to ciekawy temat, bo np. w DE, a przynajmniej w Berlinie nie ma widocznych numerów mieszkań przy domofonie, a są nazwiska. Z drugiej strony monitoring na ulicy nie jest tak powszechny. Na Google street view wiele domów jest zamazanych. Upowszechnienie czyjegoś wizerunku, nagrania bez zgody jest niedopuszczalne (w Polsce pewnie też? Ale tutaj Ciebie wręcz spalą na stosie za to). Co ciekawe, kilka tygodni temu miałam na ten temat dyskusję z kolegą i przesłałam mu, co mi chatGPT wypluł. Sorry, że po niemiecku.
Datenschutzkultur in Deutschland und Polen – ein Vergleich
Historischer Hintergrund
• In der DDR war die Stasi ein allgegenwärtiges Überwachungsinstrument – fast jede sechste Person war in irgendeiner Form beteiligt.
→ Nach 1990 entwickelte sich daraus ein tiefes Misstrauen gegenüber staatlicher Kontrolle und eine starke Sensibilität für Privatsphäre.
• In Polen existierte zwar auch der Geheimdienst (SB), doch die Überwachung war weniger totalitär und weniger effektiv.
→ Nach dem Systemwechsel fehlte eine umfassende Aufarbeitung, und damit blieb das Thema Datenschutz weniger emotional aufgeladen.
⸻
Gesellschaftliche und kulturelle Unterschiede
• In Deutschland gilt Datenschutz als Teil der Menschenwürde und Bürgerfreiheit.
Es gibt starke Institutionen, gesetzliche Grundlagen und eine öffentliche Debatte über Überwachung.
• In Polen wird Privatsphäre eher als individuelle Angelegenheit verstanden, nicht als kollektiver Wert.
Praktische Bequemlichkeit (z. B. bei Apps, Überwachungskameras, Online-Diensten) steht oft über Datenschutz.
⸻
Generationenunterschiede
• Ältere Deutsche (DDR-Generation) sind besonders vorsichtig – sie vermeiden unnötige Datenteilung und misstrauen sozialen Medien.
• Jüngere Deutsche nutzen zwar moderne Technik, sind aber durch Bildung und gesellschaftliche Diskussion bewusst im Umgang mit Daten.
• In Polen sind junge Menschen meist offener und sorgloser – Datenschutz gilt oft als bürokratische Hürde, nicht als Bürgerrecht.
Erst langsam entsteht ein neues Bewusstsein (z. B. durch westliche Vorbilder oder digitale Minimalismusbewegungen).
⸻
Das Beispiel: Namensschilder an Klingeln
• Nach Einführung der DSGVO (RODO) 2018:
• Polen: Die Datenschutzbehörde (UODO) legte die Regeln sehr streng aus – Name = personenbezogenes Datum → viele Hausverwaltungen entfernten die Namen, um Bußgelder zu vermeiden.
• Deutschland: Die Datenschutzbehörden interpretierten die DSGVO pragmatisch – das Anbringen von Namen diene einem legitimen Zweck (Postzustellung, Besucherorientierung) → keine Änderung nötig.
⸻
Mentalitätsunterschiede
Aspekt Polen Deutschland
Rechtsverständnis Formalistisch, ängstlich, übervorsichtig Kontextbezogen, verhältnismäßig
Vertrauen in Behörden Niedrig Relativ hoch
Datenschutzverständnis Bürokratische Pflicht Gesellschaftlicher Wert
Tradition (z. B. Namensschild) Schwach Tief verwurzelt
Praktischer Umgang „Lieber zu streng“ „So viel wie nötig, so wenig wie möglich“
⸻
:jigsaw: Fazit
Deutschland schützt Privatsphäre aus historischer Erfahrung und bewusster Kultur.
Polen schützt sie oft aus formaler Vorsicht, nicht aus gesellschaftlicher Überzeugung.
Darum wirkt der Datenschutz in Deutschland überlegt und proportional, in Polen dagegen übervorsichtig und bürokratisch – obwohl das Ziel dasselbe ist.
5 lat temu przeprowadzilam sie do Francji do malego miasta.
Na poczatku denerwowalo mnie to, ze Fracuzi sa tak bardzo dumni ze wszystkiego co Fracuskie- kuchnia, jezyk, historia, kultura, moda itd.
Teraz to wlasnie mi imponuje. Kochaja swoj kraj i tradycje i absolutnie pod zadnym pozorem nie pozwalaja siebie krytykowac ;) (chyba, ze mowa o sytuacji politycznej, imigrantach i tego typu rzeczach).
Jesli chodzi o jezyk, moze byc ciezko bez znajomosci francuskiego, ale jak tylko zobacza, ze sie starasz to sa bardzo, bardzo pomocni i uznaja cie za przyjaciela
Ale to ty musisz pokazac, ze chcesz. Oni sami nie zrobia pierwszeg kroku. Nie daj boze odezwiesz sie do nich po angielsku...:D Trzeba najpierw po francusku, a potem jak uznaja, ze ci zalezy i sie starasz mimo ze z bledami i to beda chetni na kontynuacje rozmowy po angielsku 
A i jeszcze kultura la bise czyli calowanie sie na przywitanie nawet z osobami dopiero so poznanymi. Tego nie lubie. Na poczatku ciezko bylo mi sie oduczyc podawania reki
Wiele osob, ktore znam ma korzenie polskie. Wydaje mi sie, ze Polacy sa tu lubiani.
Na poczatku denerwowalo mnie to, ze Fracuzi sa tak bardzo dumni ze wszystkiego co Fracuskie- kuchnia, jezyk, historia, kultura, moda itd.
Teraz to wlasnie mi imponuje. Kochaja swoj kraj i tradycje i absolutnie pod zadnym pozorem nie pozwalaja siebie krytykowac ;) (chyba, ze mowa o sytuacji politycznej, imigrantach i tego typu rzeczach).
Jesli chodzi o jezyk, moze byc ciezko bez znajomosci francuskiego, ale jak tylko zobacza, ze sie starasz to sa bardzo, bardzo pomocni i uznaja cie za przyjaciela
A i jeszcze kultura la bise czyli calowanie sie na przywitanie nawet z osobami dopiero so poznanymi. Tego nie lubie. Na poczatku ciezko bylo mi sie oduczyc podawania reki
Wiele osob, ktore znam ma korzenie polskie. Wydaje mi sie, ze Polacy sa tu lubiani.
Oj jak z tym wszystkim się zgadzam! Dodam jeszcze od siebie, że oni nie potrafią myśleć 'poza upartym torem', jak u Ciebie sytuacja z tym meldunkiem - jak coś robią i działa to działa, ale jak nie daj Boże coś trzeba zrobić inaczej, albo samemu na to wpaść, to nie ma szans, że sami do tego dojdą. Dla mnie są dość mocno 'ograniczeni' myśleniowo.ladygraza pisze: ↑czw sty 15, 2026 11:20 am Niemcy, stolica kraju. Generalnie na plus, nie planuję wyprowadzki. Dobrze mi tu. Było jednak kilka negatywnych zaskoczeń:
1. Cyfryzacja - daleko w tyle w porównaniu z Polską. Gdy przeprowadziłam się tu 10 lat temu, standardem były płatności gotówką. Potrzebna była światowa pandemia, żeby płatności kartą stały się powszechne. Miny kasjerek, gdy płaciłam zegarkiem - bezcenne. Cały czas funkcjonuje mnóstwo restauracji, gdzie można płacić tylko gotówką albo w najlepszym przypadku kartą, ale od jakiejś minimalnej kwoty typu 10EUR.
2. Internet - centrum miasta i mamy światłowód od niedawna. Generalnie jak kupowałam kartę SIM 10 lat temu, najlepsze na co mogłam liczyć to 1GB internetu. Obecnie mam 15GB, które mi wystarczają. Max jaki oferuje moja sieć to 60GB.
3. To akurat lubię i nie lubię - brak kombinatorstwa. Nie wiem jak jest teraz w PL, ale "za moich czasów" nie lubiłam tego ciągłego uczucia, że każdy czycha, aby mnie oszukać - małe druczki w umowach, problemy przy zwrotach zamówień itp. Tutaj nie ma tego, albo przynajmniej się z tym nie spotkałam. Jest konkretne krok po kroku, algorytmy we wszystkich dziedzinach życia w DE, ale... nie daj Boże coś się zjawi spoza tego algorytmu. Niemcy często nie potrafią myśleć "out of the box". Przykład: zmieniałam adres zameldowania, okazało się, że w ich dokumentach był czeski błąd w mojej dacie urodzenia - zły miesiąc, dzień i rok się zgadzały. Urzędniczka mi o tym mówi, ja wzruszam ramionami "no ok, to proszę poprawić", a ta urzędniczka ma minę jak ze słynnego mema i stoi i widać jak w jej głowie pojawia się "error! alert!". Mijają sekundy, ona dalej stoi bezradna i myśli (albo i nie), a w mojej głowie pojawia się przerażenie, że mnie nie przemelduje (a terminy na meldunki trudno dostać). W końcu zapytała się koleżanki co robić i ta na szczęście wzruszyła tylko ramionami. Generalnie uważam, że Niemcy nie są wcale dokładni a skrupulatni.
4. I to chyba największy szok - usługi kosmetyczne! Wiele nowoczesnych usług kosmetycznych, które w PL są dostępne nawet w najmniejszym mieście, to tutaj albo ich nie ma wcale albo w pojedynczych miejscach i za zaporowe ceny. Fryzjerzy - mają bardzo szczegółowe cenniki, gdzie np. osobno naliczają opłatę, jeśli oni Tobie SUSZĄ WŁOSY (samemu wysuszyć włosy jest za darmo - tak, tak niemiecka skrupulatność) i wiele metod/usług w ogóle nie oferują. Dosłownie Helga otworzyła swój zakład 30 lat temu i oferuje i używa tych samych kosmetyków od 30 lat. Studia masażu - często bardzo zapyziałe i jeszcze nigdy nie spotkałam tutaj jednorazowych majtek do masażu. W jednym studiu, to masażystka zwróciła mi uwagę, żeby następnym razem przynieść własny ręcznik, bo ją nie stać na pranie... Jak chcesz zwyczajną usługę to ją znajdziesz, jak chcesz "treat yourself" to wymaga to długiego researchu a i tak na koniec wyszukuję miejsca, gdzie Polki pracują i to takie, które pracowały wcześniej w Polsce.
My mamy akurat kosze na śmieci swoje i sąsiadów nie interesuje czy segregujemy, ale koleżance sąsiadka zwróciła uwagę, że ma butelkę plastikową w worku ze zmieszanymi śmieciami (a była to butelka ,z Polski, więc nie mogła jej oddać w sklepie) a nie powinna tam być
- patryktarachon
- Mokra Włoszka
- Posty: 66
- Rejestracja: pt sty 30, 2026 9:49 pm
- Instagram: patryktarachon
Przyznaję, że nie mam odwagi wyprowadzić się do innego kraju, a tym bardziej samotnie. Mam ogromny szacunek do osób, które odważyły się na wyjazd za granicę w pojedynkę.
To smutno słyszeć, rozumiem Państwa. 12 lat temu wyjechałem sam z Polski do Rosji, żeby studiować tłumaczenia. Był to trudny okres i przełomowy krok w moim życiu. Musiałem szybko dorosnąć i nauczyć się radzić sobie z samotnością oraz niepewnością, ale to właśnie to doświadczenie w dużej mierze ukształtowało mnie takim, jakim jestem dziś. Czasem takie trudne decyzje dają największy wewnętrzny rozwój, nawet jeśli w danym momencie prawie się tego nie odczuwa. Niedawno razem z żoną i córką wyjechaliśmy do Kazachstanu, gdzie dziś mam dobrą pracę biurową i stabilne życiepatryktarachon pisze: ↑pt sty 30, 2026 10:16 pm Przyznaję, że nie mam odwagi wyprowadzić się do innego kraju, a tym bardziej samotnie. Mam ogromny szacunek do osób, które odważyły się na wyjazd za granicę w pojedynkę.
Nienawidzę forów, dlatego tu siedzę
U mnie są niby kosze do segregacji, ale nie powiedziałbym że jakoś specjalnie ludzie je segregują. U mnie w bloku mieszkają tylko Niemcy, a to ja przykładam do tego większą uwagę
Chociaż fakt, we wcześniejszym mieszkaniu raz się zdarzyło że nie zabrali któregoś kosza bo coś źle posegregowane było. Zostawili worek przy drzwiach z kartką żeby dobrze posegregować, ale tylko raz się z tym spotkałam.
ladygraza pisze: ↑czw sty 15, 2026 11:20 am Niemcy, stolica kraju. Generalnie na plus, nie planuję wyprowadzki. Dobrze mi tu. Było jednak kilka negatywnych zaskoczeń:
1. Cyfryzacja - daleko w tyle w porównaniu z Polską. Gdy przeprowadziłam się tu 10 lat temu, standardem były płatności gotówką. Potrzebna była światowa pandemia, żeby płatności kartą stały się powszechne. Miny kasjerek, gdy płaciłam zegarkiem - bezcenne. Cały czas funkcjonuje mnóstwo restauracji, gdzie można płacić tylko gotówką albo w najlepszym przypadku kartą, ale od jakiejś minimalnej kwoty typu 10EUR.
2. Internet - centrum miasta i mamy światłowód od niedawna. Generalnie jak kupowałam kartę SIM 10 lat temu, najlepsze na co mogłam liczyć to 1GB internetu. Obecnie mam 15GB, które mi wystarczają. Max jaki oferuje moja sieć to 60GB.
3. To akurat lubię i nie lubię - brak kombinatorstwa. Nie wiem jak jest teraz w PL, ale "za moich czasów" nie lubiłam tego ciągłego uczucia, że każdy czycha, aby mnie oszukać - małe druczki w umowach, problemy przy zwrotach zamówień itp. Tutaj nie ma tego, albo przynajmniej się z tym nie spotkałam. Jest konkretne krok po kroku, algorytmy we wszystkich dziedzinach życia w DE, ale... nie daj Boże coś się zjawi spoza tego algorytmu. Niemcy często nie potrafią myśleć "out of the box". Przykład: zmieniałam adres zameldowania, okazało się, że w ich dokumentach był czeski błąd w mojej dacie urodzenia - zły miesiąc, dzień i rok się zgadzały. Urzędniczka mi o tym mówi, ja wzruszam ramionami "no ok, to proszę poprawić", a ta urzędniczka ma minę jak ze słynnego mema i stoi i widać jak w jej głowie pojawia się "error! alert!". Mijają sekundy, ona dalej stoi bezradna i myśli (albo i nie), a w mojej głowie pojawia się przerażenie, że mnie nie przemelduje (a terminy na meldunki trudno dostać). W końcu zapytała się koleżanki co robić i ta na szczęście wzruszyła tylko ramionami. Generalnie uważam, że Niemcy nie są wcale dokładni a skrupulatni.
4. I to chyba największy szok - usługi kosmetyczne! Wiele nowoczesnych usług kosmetycznych, które w PL są dostępne nawet w najmniejszym mieście, to tutaj albo ich nie ma wcale albo w pojedynczych miejscach i za zaporowe ceny. Fryzjerzy - mają bardzo szczegółowe cenniki, gdzie np. osobno naliczają opłatę, jeśli oni Tobie SUSZĄ WŁOSY (samemu wysuszyć włosy jest za darmo - tak, tak niemiecka skrupulatność) i wiele metod/usług w ogóle nie oferują. Dosłownie Helga otworzyła swój zakład 30 lat temu i oferuje i używa tych samych kosmetyków od 30 lat. Studia masażu - często bardzo zapyziałe i jeszcze nigdy nie spotkałam tutaj jednorazowych majtek do masażu. W jednym studiu, to masażystka zwróciła mi uwagę, żeby następnym razem przynieść własny ręcznik, bo ją nie stać na pranie... Jak chcesz zwyczajną usługę to ją znajdziesz, jak chcesz "treat yourself" to wymaga to długiego researchu a i tak na koniec wyszukuję miejsca, gdzie Polki pracują i to takie, które pracowały wcześniej w Polsce.
Ooo tak, bardzo się zgadzam z punktem o usługach kosmetycznych - w Niemczech te wszystkie salony są po prostu zapyziałe, masażu kobido nie uświadczysz w całym landzie, a do tego ceny ze dwa razy takie jak w Polsce.
Z gastronomią jest tak samo. Większość knajp jest na poziomie baru mlecznego (z cenami restauracyjnymi), nie trafiłam jeszcze na restaurację, do której bym chętnie wróciła. Jak oglądacie "Kuchenne rewolucje" to odcinki tak z 2014-15 oddają vibe współczesnej niemieckiej gastronomii.
Ogólnie nie lubię tego kraju, uważam go za nudny do bólu, kultura chlania ma się dużo lepiej niż w Polsce (nigdy nie zapomnę, gdy w Wigilię o 14 jechałam przez centrum, a tam tłum Niemców "świętuje" pijąc). Nienawidzę obowiązkowego abonamentu w kwocie ponad 200€.
- unfaithfully
- PrinTu
- Posty: 953
- Rejestracja: czw maja 30, 2024 10:27 am
Abonament radiowo-telewizyjny. Obowiązkowy dla kazdego gospodarstwa domowego, nawet gdy nie masz telewizora, bo POTENCJALNIE możesz go posiadać.unfaithfully pisze: ↑wt lut 17, 2026 9:29 am Opowiesz cos wiecej o tym abonamencie? Na co to jest abonament?
List z obowiązkiem zapłaty przychodzi szybciej niż niektóre podstawowe dane z urzędu niezbędne do rozpoczęcia pracy. Jest to o tyle kontrowersyjne, że w tak dbającym o dane osobowe społeczeństwie, jeden z organów otrzymuje dane wrażliwe nowo zamieszkałych w kraju osób praktycznie od ręki.
Ta przyjemność kosztuje 18,36€. Finansuje się tym całą masę bzdurnych materiałów, także tych publikowanych na yt.
- unfaithfully
- PrinTu
- Posty: 953
- Rejestracja: czw maja 30, 2024 10:27 am
Aaaa, ok. To w UK jest cos podobnego, nazywa sie tv license i z tego ida pieniadze na fundowanie BBC, dzieki czemu nie ma tam reklam w programach, serialach itp., tak jak w TVP. Natomiast jest to bardzo kontrowersyjne, wydaje mi sie ze szczegolnie ostatnio. Jest tak, ze jesli nie ogladasz telewizji na zywo, albo nie nagrywasz programow zeby obejrzec pozniej, nie korzystasz z BBC iPlayer, to nie musisz za to placic. No ale kto ma tv satelitarna to musi. Licencja nie jest na Netflix ani inne programy streamingowe, ani YT, ale TV Licensing kombinuje jak moze zeby ludzi w bambuko zrobic i przekonac ich, ze potrzebuja licencji. Wysylaja listy z ostrzezeniami, ze musisz zadeklarowac czy potrzebujesz license czy jej nie potrzebujesz, a jak wchodzisz na strone licensing zeby wypelnic ten formularz ze nie potrzebujesz (kaza go odnawiac co dwa lata i jak sie czas zbliza, to wysylaja listy i strasza, ze kare dadza jesli ogladasz tv a nie masz tv license), to najpierw musisz wypelnic swoje dane, wiec juz wiedza jak masz na imie i gdzie mieszkasz- ja podalam jako imie "property" a jako nazwisko "occupier", bo nie bede im podawac jak sie nazywam, zeby mnie pozniej straszyli niewiadomo czym, a pozniej trzeba odpowiedziec na pytania tak skonstruowane, ze starsza osoba, czy osoba slabo znajaca angielski albo po prostu taka ktora nie czyta dokladnie moze sie zakrecic i wyjdzie jej, ze potrzebuje license kiedy jej tak naprawde nie potrzebuje.wodnyklan pisze: ↑wt lut 17, 2026 12:33 pm Abonament radiowo-telewizyjny. Obowiązkowy dla kazdego gospodarstwa domowego, nawet gdy nie masz telewizora, bo POTENCJALNIE możesz go posiadać.
List z obowiązkiem zapłaty przychodzi szybciej niż niektóre podstawowe dane z urzędu niezbędne do rozpoczęcia pracy. Jest to o tyle kontrowersyjne, że w tak dbającym o dane osobowe społeczeństwie, jeden z organów otrzymuje dane wrażliwe nowo zamieszkałych w kraju osób praktycznie od ręki.
Ta przyjemność kosztuje 18,36€. Finansuje się tym całą masę bzdurnych materiałów, także tych publikowanych na yt.
Licensing probuje wyludzic od ludzi pieniadze, wmowic im, ze potrzebuja license do ogladanie Netflixa i YT, czasem ich officers chodza po domach randomowo i wkrecaja ludzi, ze potrzebuja license jak ich dzieci ogladaja youtube kids (czytalam takie rzeczy na wielu grupach facebookowych). Na cale szczescie, legalnie nie moga wejsc do domu i sprawdzic czy faktycznie korzystasz z telewizji czy ogladasz tylko programy streamingowe, wiec nawet nie trzeba im drzwi otwierac jak przyjda bo np. wyslali list, ze przyjda, bo nie wypelnilas formularza zglaszajacego ze nie potrzebujesz tv license i oni musza to sprawdzic czy ogladasz. W 99% przypadkow jest tak, ze te listy co wysylaja, ze oni przyjda wtedy i wtedy, bo musza sprawdzic, to i tak nikt nie przychodzi, a to jest tylko ich taktyka, zeby ludzi wystraszyc i zeby zaplacili za tv license, bo zly officer przyjdzie i ich zje.
Tu podam teraz pytania, ktore sa w tym formularzu do wypelnienia, ze nie potrzebuje sie licencji. I patrz jak one sa sformulowane.
W pierwszym pytaniu specjalnie dodali Netflixa i Youtuba, a pytanie jest o tv channels na streaming services (gdzie kuzwa na Netflix sa normalne programy telewizyjne na zywo?). Drugie pytanie ok, jasne i klarowne. Trzecie pytanie tez jasne i klarowne. I przechodzimy do czwartego pytania na ktorym najwiecej osob sie wyklada, bo czytaja Youtube i Amazon Prime i juz maja zawal serca, no bo przeciez ogladaja. A nie widza, ze np. jest slowo "live" przed tymi serwisami streamingowymi. Chodzi o eventy live typu np. walki bokserskie.
Poza tym, jest jeszcze jedno cos, o ktorym teraz sobie przypomnialam. Na koncu deklaracji sa dwa pytania na ktore trzeba zaznaczyc "yes/no". O takie:
5. Can you confirm that you and your household never watch BBC iPlayer*?
6. Can you confirm that you and your household never record TV? For example, on:
I tu trzeba odpowiedziec "yes", bo te pytania sa przeczace. I to jest wlasnie specjalnie tak zrobione, zebvy naciagac ludzi. CHORE.
- Załączniki
-
- fw_1771329850095.jpg (38.45 KiB) Przejrzano 201 razy