Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Pytania do bezdzietnych...

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Awatar użytkownika
Jennifer
Skarpeta Rakieta
Posty: 81
Rejestracja: śr lip 23, 2025 4:24 pm

Re: Pytania do bezdzietnych...

Post autor: Jennifer »

Magda0888 pisze: pn gru 08, 2025 8:37 am Raz nawet usłyszałam, gdy potrzebne było, w mój wolny dzień, zastępstwo, a ja odmówiłam: ,,Magda nie może? Przecież ona nie ma dzieci''. To zdanie dosłownie było definicją mojego prywatnego życia. Skoro nie mam dzieci, to mogę wszystko rzucić i przyjść do roboty. Mam mnóstwo wolnego czasu. Tak właściwie to jaki sens ma moje życie, jeżeli nie kręci się ono wokół dzieci?. Urlop mam wziąć albo z początkiem czerwca, albo pod koniec sierpnia. W mikołajki, Dzień dziecka, matki to ja muszę przyjść do pracy- to takie naturalne. Tego udupiania mnie na każdym kroku było mnóstwo. Oczywiście regułą to być nie musi, ale myślę, że większość kobiet bez dzieci doświadczyło takiego traktowania.
Mi tam generalnie nie zależy na urlopie w czasie wakacji - wolę pojechać gdzieś w maju lub we wrześniu, mniejsze tłumy, taniej. Ale nigdy nie zapomnę, jak kiedyś wzięłam urlop w sierpniu, by pojechać na wesele za granicą. wszystko miałam już przyklepane, nocleg, transport... i nagle przychodzi do mnie zakłopotany szef z pytaniem, czy mogę przełożyć ten urlop, bo jedna Karyna "musi koniecznie wziąć wolne, bo dziecko, bo coś tam". Myślałam, żee chodzi o coś poważnego, o jakiś, nie wiem, pobyt w szpitalu, a od słowa do słowa okazało się, że znalazła oferte last minute jakiejś wycieczki i ja muszę ustąpić, bo nie mam dzieci XD Była taka wojna, że mało co szyby z okien nie wyleciały. Ale postawiłam na swoim i tym stałam się bezdzietną lambadziarą, wrogiem matek numer jeden.
To jest coś, co mnie najbardziej dobija w tego typu dyskusjach. Tyraj całe święta, całe wakacje, "bo ty nie masz rodziny", a urlop to sobie możesz ewentualnie wziąć w listopadzie. Dobija mnie to, że matki, ale też ojcowie, w pracy traktowani są ulgowo i jako pierwsi wybierani są do wzięcia urlopu w sezonie letnim. Mój szef kręci nosem, kiedy chcę wyjść z pracy 15 minut wcześniej, by zdążyć na wizytę lekarską, ale Anetka wychodzi godzinę przed czasem, by odebrać bąbelka z przedszkola i nawet nie musi tego później odrabiać. I wiem, co w takiej sytuacji ktoś może powiedzieć - ale to trzeeba winić pracodawców, nie osoby mające dzieci - oczywiście. Ale niektórzy już tak perfidnie to wykorzystują na zasadzie, nie, że muszę wziąć wolne w tym i tym okresie, tylko wezmę sobie wolne, bo mogę, bo mam dzieci.
i am a god
chleb_ze_smalcem
SkrzydełkaZhooters
Posty: 207
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

Trzeba się po prostu stawiać terrorowi dzieciatych. Pójdziesz komuś na rękę raz i już po tobie, oni to będą wykorzystywać. Może 1% ludzi jest w porządku i cię nie wykorzysta ale reszta to zrobi bez oporu. Pocztą panflowa reszta się dowie, że ta to chodzi na ustępstwa i zapomnij o spokoju.
Co ciekawe miałam ten problem tylko w europejskim „postępowym” kraju, kiedy byłam żółtodziobem i to było „normalne” w tamtym czasie, że dzieciatym się „należy”. Tu gdzie mieszkam teraz nie mam tego problemu w ogole. Wprost przeciwnie zbytnie zobowiązania rodzinne i częste branie wolnego z powodu dzieci jest odbierane źle przez pracodawcę.
malloryknox
RoyalBaby
Posty: 17
Rejestracja: ndz paź 05, 2025 2:15 pm

Post autor: malloryknox »

Pracujący rodzice (niestety, ale w dużej mierze kobiety) same zapracowały sobie na to, że teraz pracodawcy niechętnie zatrudniają matki małych dzieci. Ostatnio na tiktoku wylano na mnie wiadro pomyj, kiedy napisałam, że nie dziwię się, że nikt nie chce ich zatrudniać - co mi po pracowniku, który co tydzień będzie brał wolne na dziecko? Znam wiele kobiet, które zaraz po zobaczeniu dwóch kresek na teście poleciały na L4 i codziennie chodzą sobie na zakupy i kawki z koleżankami. Takie osoby same szkodzą przedstawicielkom swojej płci.
lalisa
Drama Maker
Posty: 2354
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

Jestem wyrozumiała wobec tego, że ktoś ma dzieci i potrzebuje wziąć wolne. Tak samo jestem wyrozumiała, że ktoś musi wyjść, bo źle się czuje albo chce zabrać psa do weterynarza (nie porównuję posiadania psa do trudu wychowania dzieci, jakby ktoś się chciał przyczepić). Powinniśmy być generalnie w porządku wobec siebie. Natomiast zdarzyło mi się pracować w środowisku, gdzie dzieci to był top temat i denerwowało mnie to. Ja miałam wtedy 24 lata, o dzieciach nie myślałam. A kobieta mająca 26 lat robiła z siebie wielką dorosłą, a ze mnie gówniarza, co nie zna życia, bo ona miała dziecko. Była to leserka, wiecznie nieprzygotowana do niczego. Ale "dorosła", bo dzieciata. Ja się nie znam, bo nie mam dzieci. Zrozumiesz, jak będziesz miała dzieci. Nie wyspałaś się? Ha, jak będziesz miała dzieci. Jesteś chora? Ha, a pomyśl jakbyś miała dziecko i musiała się nim jeszcze zająć, a nie leżeć sobie jak księżniczka. A spier... Dzisiaj chciałabym mieć dziecko, ale nie mam z kim, więc takie środowisko pracy byłoby jeszcze gorsze, bo byłoby mi zwyczajnie przykro tego słuchać codziennie.
Magda0888
BlondDoczep
Posty: 139
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

malloryknox pisze: wt gru 09, 2025 2:05 pm Pracujący rodzice (niestety, ale w dużej mierze kobiety) same zapracowały sobie na to, że teraz pracodawcy niechętnie zatrudniają matki małych dzieci. Ostatnio na tiktoku wylano na mnie wiadro pomyj, kiedy napisałam, że nie dziwię się, że nikt nie chce ich zatrudniać - co mi po pracowniku, który co tydzień będzie brał wolne na dziecko? Znam wiele kobiet, które zaraz po zobaczeniu dwóch kresek na teście poleciały na L4 i codziennie chodzą sobie na zakupy i kawki z koleżankami. Takie osoby same szkodzą przedstawicielkom swojej płci.
Powiem więcej, i na pewno się tutaj wielu narażę, ale kobiety, które zajmują się przez kilka lat domem (4-6) i wychowują tylko, ale dla nich AŻ dzieci, nie nadają się zwykle do pracy zawodowej w pełnym znaczeniu tego słowa. Mam tutaj na myśli dyscyplinę, szybkość, zorganizowanie, merytoryczne przygotowanie, umiejętność oddzielenia pracy od spraw zawodowych, itd. Wiem, co piszę, ponieważ dwukrotnie zostałam postawiona w obliczu pracy z ,,nową'', która miała doświadczenie w pracy na podobnym stanowisku, ale zrobiła sobie 6 lat przerwy na wychowanie dzieci. A czemu? Bo mogła, bo cały czas ciągła kasę od państwa...ha ha, czyli nas podatników- najpierw macierzyński, później wychowawczy, kolejny wychowawczy, 2 razy po 800+ miesięcznie, więc po co pracować? A no po to, że gdy po tych 6 latach wróciła do pracy, to z niczym nie potrafiła sobie poradzić. Ostatecznie zrezygnowała. No ale uprzednio została zatrudniona przez moją szefową, również matkę małych dzieci, która twierdziła, że takim kobietą należy dać szanse. Teraz dla odmiany moja przełożona twierdzi: 6 lat w domu? Przecież taka się do roboty nie nadaje! I niestety, ale mam kilka dowodów z życia, że bardziej się nie nadaje, niż odwrotnie. Więc wykarmić, odchować, posłać do żłobka, zaangażować 50/50 partnera w obowiązki rodzicielskie i zadbać o swoją karierę jakkolwiek skromna by ona nie była, bo to zawsze zaprocentuje, da niezależność, bezpieczeństwo finansowe i to też jest z myślą o tych dzieciach, a nie...ja nie pracuję, bo 4 rok karmię piersią, ale będę miała taką więź z dzieckiem i tak zdrowe dziecko jak żadna- pierdolety, dyrdymały, wymówki. Baby się same udupiają w macierzyństwie na dekadę, a potem już się do niczego nie nadają.
mariaow
ZdalnaFanka
Posty: 487
Rejestracja: ndz lip 07, 2024 10:39 am

Post autor: mariaow »

Magda0888 pisze: pt gru 12, 2025 6:00 am Powiem więcej, i na pewno się tutaj wielu narażę, ale kobiety, które zajmują się przez kilka lat domem (4-6) i wychowują tylko, ale dla nich AŻ dzieci, nie nadają się zwykle do pracy zawodowej w pełnym znaczeniu tego słowa. Mam tutaj na myśli dyscyplinę, szybkość, zorganizowanie, merytoryczne przygotowanie, umiejętność oddzielenia pracy od spraw zawodowych, itd. Wiem, co piszę, ponieważ dwukrotnie zostałam postawiona w obliczu pracy z ,,nową'', która miała doświadczenie w pracy na podobnym stanowisku, ale zrobiła sobie 6 lat przerwy na wychowanie dzieci. A czemu? Bo mogła, bo cały czas ciągła kasę od państwa...ha ha, czyli nas podatników- najpierw macierzyński, później wychowawczy, kolejny wychowawczy, 2 razy po 800+ miesięcznie, więc po co pracować? A no po to, że gdy po tych 6 latach wróciła do pracy, to z niczym nie potrafiła sobie poradzić. Ostatecznie zrezygnowała. No ale uprzednio została zatrudniona przez moją szefową, również matkę małych dzieci, która twierdziła, że takim kobietą należy dać szanse. Teraz dla odmiany moja przełożona twierdzi: 6 lat w domu? Przecież taka się do roboty nie nadaje! I niestety, ale mam kilka dowodów z życia, że bardziej się nie nadaje, niż odwrotnie. Więc wykarmić, odchować, posłać do żłobka, zaangażować 50/50 partnera w obowiązki rodzicielskie i zadbać o swoją karierę jakkolwiek skromna by ona nie była, bo to zawsze zaprocentuje, da niezależność, bezpieczeństwo finansowe i to też jest z myślą o tych dzieciach, a nie...ja nie pracuję, bo 4 rok karmię piersią, ale będę miała taką więź z dzieckiem i tak zdrowe dziecko jak żadna- pierdolety, dyrdymały, wymówki. Baby się same udupiają w macierzyństwie na dekadę, a potem już się do niczego nie nadają.
Zgadzam sie, moze to brzmi brutalnie ale taka jest prawda. Jedyne co to chyba wychowawczy jest bezpłatny? Nie jestem pewna. Ale z mojego doświadczenia tak czy siak są to kobiety które np. zostawiają utrzymanie rodziny partnerowi. A później faktycznie przy powrocie do pracy jest klops, bo nie ogarniają nic. Wiem że wszyscy mówią że bycie z dzieckiem w domu jest ciężka praca itd., ale sorki, czym innym jest bycie we własnym domu na własnych zasadach w towarzystwie swojej rodziny która wiele wybacza, a czym innym zasuwanie w pracy z obcymi ludźmi gdzie musisz być cały czas na pełnych obrotach, działać dynamicznie i pod presją, realizować deadline i nikogo nie interesuje co Ci się dzieje w życiu prywatnym.
PEONIA
Forma życia
Posty: 3624
Rejestracja: wt sty 18, 2022 6:37 pm

Post autor: PEONIA »

Tak, zajmowanie się maluchem jest czasochłonne, trudne emocjonalne, wyczerpujące. Nie zaprzeczam ale denerwuje mnie jedno - równanie tego z pracą zawodową, szczególnie tą ambitniejszą.

Szczególnie w okolicach dnia matki zasypuje nam linkedin wysrywami jak to zajmowanie się dzieckiem uczy ludzi bycia lepszymi pracownikami i daje bezcenne umiejętności. Powtarzam zajjowaie się maluchem jest ciężkie ale serio uważacie, ze takie rzeczy jak zmiana pieluch, karmienie, itp równa się poziomiem trudności z pracą zawodową i uczy cennych umiejętności ;P jest to obciążające ale to nie jest fizyka kwantowa, każdy to ogarnie. Każda babka co sobie wpisuje w cv house manager jak to bycie mamą nauczyło ją organizacji, kreatywności itp się tylko ośmiesza.
Awatar użytkownika
ballerinacappuccina
Gacie z oceanu
Posty: 47
Rejestracja: pt kwie 25, 2025 11:53 am

Post autor: ballerinacappuccina »

Pracowałam w takim miejscu, w którym przełożeni, planując pracę na kolejny tydzień lub miesiąc mówili wprost, żeby pani A i pani B nie dawać jakichś ważniejszych projektów, bo mają małe dzieci, a my nie możemy pozwolić sobie na dłuższe nieobecności. I broń boże nie myślcie, że to była dla nich jakaś ujma na honorze, bo często taki projekt wiązał się z nadgodzinami, użeraniem się z klientami, robieniem żmudnych rzeczy, które i tak nie wychodziły i trzeba było tyrać od nowa. Nie były to zadania, które wiązałyby się z potencjalnym awansem. Nikt mi nie powie, że tego typu rzeczy poniekąd wiązały się z faworyzowaniem matek. Po powrocie z wolnego dostawały jakieś łatwe zadanko typu napisz maila z prośbą o informacje dotyczące tego i tego, a dostaniesz dodatkowe punkty na ocenie rocznej. I taka osoba zarabia później tyle co ktoś, kto siedzi przed komputerem do nocy. Daj im najłatwiejsze zadania, a cięższy kaliber zrzuć na barki osoby, która w praktyce ciągle siedzi w robocie i musi być w gotowości, bo być może będzie trzeba zastąpić kogoś, komu rozchorowało się dziecko.
Awatar użytkownika
Jennifer
Skarpeta Rakieta
Posty: 81
Rejestracja: śr lip 23, 2025 4:24 pm

Post autor: Jennifer »

Ania Gemma, z którą generalnie nie jest mi po drodze, wypuściła całkiem ciekawy film https://www.youtube.com/watch?v=LeBq0xYd08E Zachęcam do obejrzenia. Komentarze pod nim też niektóre niezłe...
i am a god
Majloooo777
Currently:home
Posty: 1148
Rejestracja: ndz kwie 14, 2024 2:54 pm

Post autor: Majloooo777 »

Bardzo lubię dzieci , uwielbiam się bawic z dziecmi mojej siostry . wymyślać jakieś kreatywne zajęcia ale swoich nie planuje .
Mam 28 lat , od czasów gimnazjum mówiłam , że nie chce mieć dzieci ( oczywiście wtedy wszyscy uważali mnie za gówniarę , której się odmieni ). No nie odmieniło się :)
Mam męża , mieszkanie , dość fajne zaplecze finansowe ale po prostu tego nie czuję . Bałabym się , że nie pokocham tego dziecka , że stracę tą wolności i brak odpowiedzialności .
Kocham psy i zawsze chciałam mieć stadko także mam nadzieje , że w przyszłości to marzenie się spełni 🐶
Moi rodzice nie pytają mnie o naszą decyzję , ponieważ
Mają już trójkę wnucząt więc wydaje mi sie , że to jest jeden z powodów
Teściowa na szczęście też już przestała pytać , ale bardzo długo nas męczyła .
monika_whiteman
SushiRoll
Posty: 226
Rejestracja: czw paź 10, 2024 3:08 pm

Post autor: monika_whiteman »

Jennifer pisze: sob gru 13, 2025 12:16 pm Ania Gemma, z którą generalnie nie jest mi po drodze, wypuściła całkiem ciekawy film https://www.youtube.com/watch?v=LeBq0xYd08E Zachęcam do obejrzenia. Komentarze pod nim też niektóre niezłe...
Temat niskiej dzietności i niechęci do posiadania dzieci jest już tak totalnie przer*chany przez wszystkie media, że dostaję alergii widząc kolejne materiały tego typu.

Żyjemy w epoce skrajnego turbo kapitalizmu, liczy się konsumpcjonizm a nie jakieś tam dziecko. Mam zrobić sobie dziecko i przez to nie móc latać na wakacje na Fuertaverturę co drugi weekend albo nie jeść w knajpach maczy i wajralowych jagodzianek? O nie, to wolę być bezdzietna, yebać cywilizację ludzką, lepiej żebyśmy wyginęli.
Awatar użytkownika
Jennifer
Skarpeta Rakieta
Posty: 81
Rejestracja: śr lip 23, 2025 4:24 pm

Post autor: Jennifer »

monika_whiteman pisze: pt sty 09, 2026 9:21 am Temat niskiej dzietności i niechęci do posiadania dzieci jest już tak totalnie przer*chany przez wszystkie media, że dostaję alergii widząc kolejne materiały tego typu.

Żyjemy w epoce skrajnego turbo kapitalizmu, liczy się konsumpcjonizm a nie jakieś tam dziecko. Mam zrobić sobie dziecko i przez to nie móc latać na wakacje na Fuertaverturę co drugi weekend albo nie jeść w knajpach maczy i wajralowych jagodzianek? O nie, to wolę być bezdzietna, yebać cywilizację ludzką, lepiej żebyśmy wyginęli.
Myślę, że temat jest dużo głębszy niż to, że ktoś chce jeść jagodzianki i latac na wakacje.
i am a god
123wiosna123
Licówka
Posty: 3208
Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am

Post autor: 123wiosna123 »

Jennifer pisze: pt sty 09, 2026 10:09 am Myślę, że temat jest dużo głębszy niż to, że ktoś chce jeść jagodzianki i latac na wakacje.
Temat jest taki ze według jakiejś grupy osób wlasnie powodem do tego zeby nie miec dziecka jest chec latania na wakacje. Mają do tego prawo. Nie wszystko musi byc super głębokie i miec drugie dno. Może wlasnie lepiej sobie zdać sprawę ze tak wygoda dla wielu osób jest najważniejsza i to tez jest ok
Weronka1303
Ciastko
Posty: 5
Rejestracja: pt wrz 06, 2024 5:22 pm

Post autor: Weronka1303 »

Mam 31 lat, od kiedy pamiętam mówiłam, że nie chce mieć dzieci. Zmieniło się to na chwilę jakoś po 25 roku życia, jednak aktualnie dziecko nie wchodzi w grę. Nie przepadam za dziećmi, nie mam do nich cierpliwości. Toleruję tylko te uśmiechnięte i w odległości pół metra. Jedyne dziecko z którym się pobawię to dziecko mojego brata. Lubię swoje aktualne życie, mam czas na wszystko, skupiam się na sobie, dbam o siebie, rozwijam swoje pasję, pokonuję kolejne bariery, rozwijam się zawodowo po latach szukania mojej drogi zawodowej. Dziecko zabrałoby moją wolność, zmieniło dosłownie wszystko. Jestem osobą niezależną, chodzącą swoimi ścieżkami, nie jestem w stanie zatracić siebie dla dziecka. Moje ciało też jest dla mnie ważne, walczyłam miesiącami, aby wyglądało tak jak teraz. Po ciąży niestety skóra byłaby nie do odratowana i żadne oliwki by tu nie pomogły, zwyczajnie znam swoje ciało i wiem do czego ma ono tendencję.
Znając historię z mojego otoczenia dziecko to wywrócenie życia do góry nogami. Problemy z ciałem, duszą, zdrowiem fizycznym i psychicznym, problemy w związku, terapie, psychiatrzy, psychologowie, psychotropy, wychodzenie w domu tylko do sklepu, wykluczenie zawodowe, przyjemności przestają istnieć, nawet zjeść się w spokoju nie da bo pierwsze zawsze jest dziecko. Nie jestem zwyczajnie gotowa na poświęcenie własnego życia.
Otoczenie kiedyś mówiło, że mi się odmieni. Nic takiego nie nastąpiło, rodzice rozumieją starsze pokolenie samo siebie oszukuje, że jeszcze kiedyś zmienię zdanie. W moim bliskim otoczeniu nie jest to temat tabu, wszyscy raczej rozumieją.
mariaow
ZdalnaFanka
Posty: 487
Rejestracja: ndz lip 07, 2024 10:39 am

Post autor: mariaow »

Weronka1303 pisze: pt sty 09, 2026 12:07 pm Mam 31 lat, od kiedy pamiętam mówiłam, że nie chce mieć dzieci. Zmieniło się to na chwilę jakoś po 25 roku życia, jednak aktualnie dziecko nie wchodzi w grę. Nie przepadam za dziećmi, nie mam do nich cierpliwości. Toleruję tylko te uśmiechnięte i w odległości pół metra. Jedyne dziecko z którym się pobawię to dziecko mojego brata. Lubię swoje aktualne życie, mam czas na wszystko, skupiam się na sobie, dbam o siebie, rozwijam swoje pasję, pokonuję kolejne bariery, rozwijam się zawodowo po latach szukania mojej drogi zawodowej. Dziecko zabrałoby moją wolność, zmieniło dosłownie wszystko. Jestem osobą niezależną, chodzącą swoimi ścieżkami, nie jestem w stanie zatracić siebie dla dziecka. Moje ciało też jest dla mnie ważne, walczyłam miesiącami, aby wyglądało tak jak teraz. Po ciąży niestety skóra byłaby nie do odratowana i żadne oliwki by tu nie pomogły, zwyczajnie znam swoje ciało i wiem do czego ma ono tendencję.
Znając historię z mojego otoczenia dziecko to wywrócenie życia do góry nogami. Problemy z ciałem, duszą, zdrowiem fizycznym i psychicznym, problemy w związku, terapie, psychiatrzy, psychologowie, psychotropy, wychodzenie w domu tylko do sklepu, wykluczenie zawodowe, przyjemności przestają istnieć, nawet zjeść się w spokoju nie da bo pierwsze zawsze jest dziecko. Nie jestem zwyczajnie gotowa na poświęcenie własnego życia.
Otoczenie kiedyś mówiło, że mi się odmieni. Nic takiego nie nastąpiło, rodzice rozumieją starsze pokolenie samo siebie oszukuje, że jeszcze kiedyś zmienię zdanie. W moim bliskim otoczeniu nie jest to temat tabu, wszyscy raczej rozumieją.
Myślę że sposób w jaki obecnie się „wychowuje” (czyt. Nie wychowuje wcale xD) dzieci powoduje takie wnioski. Ciągle wszyscy narzekają ze nasi rodzice/dziadkowie byli tacy źli i ojejku teraz dzieci absolutnie nie mają czuć żadnego dyskomfortu bo trauma, bla bla ciagle są ojojane. No tak, tylko nie wiem jak było u was, ale moi rodzice potrafili mi powiedzieć „zaczekaj, rozmawiamy” (w gronie dorosłych) i potrafiłam wysiedzieć, rozumiałam że mam nie przerywać, itd. I wiele dzieci podobnie. I nie uważam że działa się tym dzieciom krzywda - to nie jest żadna przemoc, traumy czy ignorowanie dziecka, tylko uczenie go ze nie jest pępkiem świata. Więc uważam że obecne matki same na siebie bat kręcą. Mam koleżanki które zawsze biorą ze soba dziecko gdy gdzies się spotykamy, zamiast np. zostawić je z ojcem (nie mówię o samotnych matkach). Dziecko ciągle przerywa rozmowy, wszystko kręci się wokół niego, nic mu nie można powiedzieć czy zwrócić uwagi. I wierzcie mi że takie wyjście działa na mnie jak najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny 😅
Weronka1303
Ciastko
Posty: 5
Rejestracja: pt wrz 06, 2024 5:22 pm

Post autor: Weronka1303 »

mariaow pisze: pt sty 09, 2026 12:15 pm Myślę że sposób w jaki obecnie się „wychowuje” (czyt. Nie wychowuje wcale xD) dzieci powoduje takie wnioski. Ciągle wszyscy narzekają ze nasi rodzice/dziadkowie byli tacy źli i ojejku teraz dzieci absolutnie nie mają czuć żadnego dyskomfortu bo trauma, bla bla ciagle są ojojane. No tak, tylko nie wiem jak było u was, ale moi rodzice potrafili mi powiedzieć „zaczekaj, rozmawiamy” (w gronie dorosłych) i potrafiłam wysiedzieć, rozumiałam że mam nie przerywać, itd. I wiele dzieci podobnie. I nie uważam że działa się tym dzieciom krzywda - to nie jest żadna przemoc, traumy czy ignorowanie dziecka, tylko uczenie go ze nie jest pępkiem świata. Więc uważam że obecne matki same na siebie bat kręcą. Mam koleżanki które zawsze biorą ze soba dziecko gdy gdzies się spotykamy, zamiast np. zostawić je z ojcem (nie mówię o samotnych matkach). Dziecko ciągle przerywa rozmowy, wszystko kręci się wokół niego, nic mu nie można powiedzieć czy zwrócić uwagi. I wierzcie mi że takie wyjście działa na mnie jak najskuteczniejszy środek antykoncepcyjny 😅
Zgadzam się w stu procentach, byłam świadkiem wielu akcji gdzie nóż mi się w kieszeni otwierał. Przykładowo: matka dwie córki, wpadłam na chwilę po jedną rzecz, widać było za laska chce sobie pogadać, więc chwilę przycupnęłam. Jednak nazwijmy ją Ania z dzieckiem na ręku walczyła z drugim dzieckiem, które co chwile ja szturchało mówiąc "zobacz mama co mam", "zobacz, no zobacz" lub "cicho teraz ja mówię" - to są słowa 5-latki. Byłam wręcz przerażona. Rozumiem, że dzieci są okropnie atencyjne, ale to już było za dużo. Mama dziecka nie upomniała, granice nie zostały wyznaczone.
Inna sytuacja gdzie opowiadając historię zmieniałam tonację głosu i gestykulowałam rękami, ponad roczne dziecko zaczęło płakać w niebogłosy, poproszono mnie o mówienie ciszej i ograniczenie gestykulacji, bo Kornelek się boi. Co z tego Kornelka wyrośnie nie wiem, kolejny płatek śniegu, który po pierwszej lepszej napotkanej przeszkodzie będzie chciał odebrać sobie życie.
malloryknox
RoyalBaby
Posty: 17
Rejestracja: ndz paź 05, 2025 2:15 pm

Post autor: malloryknox »

Bardzo dużo matek (ale nie-matek także) komentuje, że kiedyś to dziecko wychowywała cała wioska, a teraz jak dziecko płacze, to ludzie zamiast się do tego dziecka uśmiechnąć czy zagadać, to piorunują wzrokiem. Tylko że te "wychowywanie" przez wioskę to nie zawsze były same pochwały i głaskanie po główce. Podam wam przykład: kiedyś mama zabrała mnie do koleżanki, która poczęstowała nas ciastem. Siedziałyśmy na kanapie i jadłyśmy je, trzymając talerzyki w powietrzu. Mi jako kilkuletniej dziewczynce było trochę ciężko kroić ciasto bez rozwalania okruchów dookoła, na co moja mama kazała mi usiąść do stołu. Ja odmówiłam, a wtedy jej koleżanka kategorycznym tonem powiedziała "nie dyskutuj i usiądź do stołu". Wyobrażacie sobie dziś coś takiego powiedzieć do obcego dziecka? Kiedyś mam wrażenie że gdy ktoś obcy zwrócił dziecku uwagę, to rodzicom było wstyd i jeszcze dziękowali, a dziś taka osoba jeszcze za to oberwie, bo jak tak można mówić do mojego dziecka! Jednocześnie wymaga się od tych samych osób tego, by ustępowały dzieciom miejsca w autobusie, przepuszczały je w kolejce i traktowały jak dobro narodowe. Pokolenie dzisiejszych młodych rodziców jest bardzo roszczeniowe (tak, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki) i stanowczo za często stosuje wymówki, że "to tylko dziecko".
chleb_ze_smalcem
SkrzydełkaZhooters
Posty: 207
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

monika_whiteman pisze: pt sty 09, 2026 9:21 am Temat niskiej dzietności i niechęci do posiadania dzieci jest już tak totalnie przer*chany przez wszystkie media, że dostaję alergii widząc kolejne materiały tego typu.

Żyjemy w epoce skrajnego turbo kapitalizmu, liczy się konsumpcjonizm a nie jakieś tam dziecko. Mam zrobić sobie dziecko i przez to nie móc latać na wakacje na Fuertaverturę co drugi weekend albo nie jeść w knajpach maczy i wajralowych jagodzianek? O nie, to wolę być bezdzietna, yebać cywilizację ludzką, lepiej żebyśmy wyginęli.
No dokładnie, wolę wydawać kasę na przyjemności niż na dzieci i nie obchodzi mnie czy ludzie wyginą czy nie wyginą. Zresztą sądząc po tempie rozmnażania się tych mniej rozgarniętych, to wyginięcie ludziom akurat nie grozi.
evonla
RealDiamond
Posty: 773
Rejestracja: pt mar 15, 2024 10:37 am

Post autor: evonla »

malloryknox pisze: pt sty 09, 2026 1:09 pm Bardzo dużo matek (ale nie-matek także) komentuje, że kiedyś to dziecko wychowywała cała wioska, a teraz jak dziecko płacze, to ludzie zamiast się do tego dziecka uśmiechnąć czy zagadać, to piorunują wzrokiem. Tylko że te "wychowywanie" przez wioskę to nie zawsze były same pochwały i głaskanie po główce. Podam wam przykład: kiedyś mama zabrała mnie do koleżanki, która poczęstowała nas ciastem. Siedziałyśmy na kanapie i jadłyśmy je, trzymając talerzyki w powietrzu. Mi jako kilkuletniej dziewczynce było trochę ciężko kroić ciasto bez rozwalania okruchów dookoła, na co moja mama kazała mi usiąść do stołu. Ja odmówiłam, a wtedy jej koleżanka kategorycznym tonem powiedziała "nie dyskutuj i usiądź do stołu". Wyobrażacie sobie dziś coś takiego powiedzieć do obcego dziecka? Kiedyś mam wrażenie że gdy ktoś obcy zwrócił dziecku uwagę, to rodzicom było wstyd i jeszcze dziękowali, a dziś taka osoba jeszcze za to oberwie, bo jak tak można mówić do mojego dziecka! Jednocześnie wymaga się od tych samych osób tego, by ustępowały dzieciom miejsca w autobusie, przepuszczały je w kolejce i traktowały jak dobro narodowe. Pokolenie dzisiejszych młodych rodziców jest bardzo roszczeniowe (tak, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki) i stanowczo za często stosuje wymówki, że "to tylko dziecko".
Niestety role się odwróciły. Te matki to chyba nawet nie są świadome tego jak bardzo kaleczą własne dzieci, nie myślą długofalowo, liczy się tu i teraz. Uczą egocentryzmu i egoizmu. Nie raz i nie dwa byłam/jestem/będę świadkiem sytuacji, gdy tylko w towarzystwie pojawia się para z dzieckiem, to każdy musi tańczyć jak ten bąbelek zagra i zechce, inaczej foch i płacz. Ponadto dzieciak może nabrudzić jak świnia i nikt sobie z tego nic nie robi. Rodzice są winni takiego zachowania, pozwalając na to wszystko, ale kiedyś i oni będą zbierać adekwatne do tego plony 😀
Awatar użytkownika
rsong
Drama Maker
Posty: 2434
Rejestracja: sob gru 23, 2023 1:32 pm

Post autor: rsong »

Ach, ta mityczna wioska xD. Kiedyś to było, teraz to nie ma. Ludzie tylko chyba zapominają o dwóch dość ważnych rzeczach:
1) Wioska zawsze była bezpłatną pracą kobiet. Jak któraś nie mogła pracować w polu, to zajmowała się dzieciakami. Kilkuletnie dziecko zajmowało się mniejszymi. W późniejszych latach babcie zajmowały się wnukami, często bez względu na to, czy tego chciały, czy nie. Nie oczekiwano tego samego od mężczyzn.
2) Wioska nie pojawi się, bo urodziło się dziecko. Wioskę tworzy się i pracuje na nią. A to wymaga wysiłku i czasem robienia rzeczy, na które nie zawsze ma się ochotę. I nie mówię tu o tym, żeby zmuszać się, żeby jechać przez pół Polski na wesele kuzyna, którego na oczy w życiu się nie widziało, bardziej o tym, żeby na przykład nie przykładać wiecznie spotkań ze znajomymi, bo "mężuś ma dziś mecz, a ja nie wychodzę bez niego z domu, bo tak go kocham" (a ów mężuś takich sentymentów nie podziela).
Czemu ktoś ma troszczyć się o ciebie, jeśli ty masz na tę osobę wyj*bane? Jest niestety sporo osób (głównie kobiet), które mówią, że im wystarczy mąż i dzieci, nikogo więcej nie potrzebują, a jednocześnie narzekają, że koleżanki się odsunęły, nikt nie chce przyjść w odwiedziny, nikt nie chce zostać z dzieckiem, żeby ona i mąż mogli gdzieś wyjść. I nie mówię, że trzeba co tydzień zapraszać znajomych na wystawne przyjęcia i kupować im torebki od Birkin: czasem naprawdę wystarczy SMS/pogadanie przez chwilę na Messengerze.
Tl;dr: wioska nie pojawi się sama z siebie, tylko wymaga pracy i pielęgnowania.
🐔
Pampuszek
WhiteParty
Posty: 1095
Rejestracja: sob paź 09, 2021 1:27 pm

Post autor: Pampuszek »

Oj tak,patrzenie na dzisiejsze "wychowanie" działa jak najlepsza antykoncepcja. Sama wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, które tu opisujecie, czyli potrzeby, a raczej kaprysy dziecka w centrum uwagi, broń Boże, żeby zwrócić uwagę, poprosić, żeby było ciszej. Dorzucę jeszcze przykład taki z życia w bloku: jak dziecko biega po mieszkaniu, wali zabawkami o podłogę, o ściany, krzyczy (z radości), to słowa nie można powiedzieć, ile to razy widziałam w necie jak rodzice się żalili, że jakiś sąsiad co jakiś czas przychodzi i zwraca uwagę, żeby dziecko się tak nie tłukło pół dnia, to 80% komentujących oburzone było, że jak można DZIECKU zabraniać być dzieckiem, że przecież nie wolno go ograniczać. Kurczę, jak ja byłam dzieckiem (wychowanym w bloku), to do głowy mi nie przyszło się drzeć, rzucać zabawkami, biegać, a jak coś mi odwaliło, to wystarczyło, że dorośli powiedzieli, że nie mieszkamy sami i że jak chcę się głośniej bawić to wyjść na dwór do koleżanek.
Pamiętam też jak wyjechaliśmy z mężem na urlop i nad nami mieszkała para z dwójką dzieci. Sam obiekt noclegowy naprawdę fajny dla rodzin z dziećmi: duży plac zabaw, trampolina, rowerki, hulajnogi, na parterze mini sala zabaw, no było co robić. Ta para nad nami wolała jednak sobie siedzieć na balkonie, a dzieci miały samowolkę w postaci biegania po całym apartamencie... Tupały tak, że trzeba było głośniej oglądać tv, żeby cokolwiek słyszeć, a jak raz (raz na cały pobyt) mąż miał migrenę i poszedł poprosić czy mogłyby tak nie biegać, to facet strzelił focha i powiedział, że chyba żartuje.
Moja bliska koleżanka uważa, że dziecko to mały człowiek i ma prawo do poznawania świata po swojemu, nie wolno go ograniczać. I tak na przykład jak idą na obiad we trójkę z mężem, to jedno karmi córkę, drugie szybko je, potem się zmieniają, a jak córka uzna, że koniec posiłku i teraz plac zabaw, to w popłochu się ewakuują, bo dla nich to niepojęte, że oni będą jeść, a córka będzie się nudzić i nie wysiedzi i że to nieludzkie.
Tych sytuacji można mnożyć. Plus oczywiście roszczeniowe podejście- ta sama koleżanka rodząc dziecko była przekonana, że cała rodzina łącznie z ich rodzeństwem rzuci się do pomocy, że będą się bić kto kiedy będzie się zajmował- o jak strasznie była rozczarowana, że opieka spadła na nią i poza mężem i jej mamą nikt się nie wyrywa.
Ręce opadają.
jaskana
MiamiBicz
Posty: 398
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

właśnie dlatego, że dziecko jest małym człowiekiem powinno być od początku uczone empatii i funkcjonowania w społeczeństwie. kilkulatek naprawdę jest w stanie wiele zrozumieć tylko trzeba poświęcić czas na wytłumaczenie dziecku
Pampuszek
WhiteParty
Posty: 1095
Rejestracja: sob paź 09, 2021 1:27 pm

Post autor: Pampuszek »

jaskana pisze: wt sty 13, 2026 3:02 pm właśnie dlatego, że dziecko jest małym człowiekiem powinno być od początku uczone empatii i funkcjonowania w społeczeństwie. kilkulatek naprawdę jest w stanie wiele zrozumieć tylko trzeba poświęcić czas na wytłumaczenie dziecku
Oczywiście, że tak. Potem zaskoczenie, że lata mijają, a potomek coraz większą samowolkę odstawia, bo od małego nie było zakazów, tłumaczenia.
evonla
RealDiamond
Posty: 773
Rejestracja: pt mar 15, 2024 10:37 am

Post autor: evonla »

jaskana pisze: wt sty 13, 2026 3:02 pm właśnie dlatego, że dziecko jest małym człowiekiem powinno być od początku uczone empatii i funkcjonowania w społeczeństwie. kilkulatek naprawdę jest w stanie wiele zrozumieć tylko trzeba poświęcić czas na wytłumaczenie dziecku
Czym skorupka za młodu nasiąknie…
Rzeka.chaosu
Currently:Greece
Posty: 1258
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

malloryknox pisze: pt sty 09, 2026 1:09 pm Bardzo dużo matek (ale nie-matek także) komentuje, że kiedyś to dziecko wychowywała cała wioska, a teraz jak dziecko płacze, to ludzie zamiast się do tego dziecka uśmiechnąć czy zagadać, to piorunują wzrokiem. Tylko że te "wychowywanie" przez wioskę to nie zawsze były same pochwały i głaskanie po główce. Podam wam przykład: kiedyś mama zabrała mnie do koleżanki, która poczęstowała nas ciastem. Siedziałyśmy na kanapie i jadłyśmy je, trzymając talerzyki w powietrzu. Mi jako kilkuletniej dziewczynce było trochę ciężko kroić ciasto bez rozwalania okruchów dookoła, na co moja mama kazała mi usiąść do stołu. Ja odmówiłam, a wtedy jej koleżanka kategorycznym tonem powiedziała "nie dyskutuj i usiądź do stołu". Wyobrażacie sobie dziś coś takiego powiedzieć do obcego dziecka? Kiedyś mam wrażenie że gdy ktoś obcy zwrócił dziecku uwagę, to rodzicom było wstyd i jeszcze dziękowali, a dziś taka osoba jeszcze za to oberwie, bo jak tak można mówić do mojego dziecka! Jednocześnie wymaga się od tych samych osób tego, by ustępowały dzieciom miejsca w autobusie, przepuszczały je w kolejce i traktowały jak dobro narodowe. Pokolenie dzisiejszych młodych rodziców jest bardzo roszczeniowe (tak, zdaję sobie sprawę, że są wyjątki) i stanowczo za często stosuje wymówki, że "to tylko dziecko".
Myślę, że obecnie pomoc między rodzicami też m.in. na tym polega. Szczególnie jak się kogoś blizej zna, bo obcy co innego. Naprawdę nie raz jakaś sąsiadka musiała się wydrzeć na dzieciaki, żeby się opanowały. Nikt nie miał pretensji - liczy się bezpieczeństwo. Moje dziecko też jest dyscyplinowane przez ciocie, babcie, sąsiadki. Sama nie raz ratowałm sprawę u kogoś. Tak to działa, działalo i będzie działać. Na pewno jest dużo mniej tzw. darcia ryja bez powodu. Ale nie oznacza to, że nie można krzyknąć, żeby dzieciaki się ogaręły. Oczywiście zależy jaki kto ma temperament. Ja jestem z tych, co zamiast krzyku wolą zajęcie ich czymś bezpieczniejszym.

Poza tym uważam, że całkiem sporo ludzi intuicyjnie rozumie jak to działa. W moim bloku na ochronie jest młody chlopak - swoich dzieci nie ma, a ogarnia ekipę podwórkową bezbłędnie. Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś miał pretensji, że się wtrąca.