Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

wasze true crime

Moderator: verysweetcherry
meskalina88
RóżowePolo
Posty: 13
Rejestracja: pt sty 10, 2025 10:15 pm

Re: wasze true crime

Post autor: meskalina88 »

yaxc pisze: ndz sty 04, 2026 9:15 am Piękna historia! To na pewno była Twoja babcia. Świat jest bardziej skomplikowany niż nam się wydaje. Na pogrzebie mojego kochanego dziadka, z którym łączyła mnie wyjątkowa więź, ciągle latała wokół mnie jedna pszczoła. Prawie za każdym razem kiedy jestem u niego na cmentarzu to przylatuje do mnie jedna pszczoła. Do nikogo innego, nikt tego nie zauważa, nie ma też żadnych uli blisko, to po prostu jedna “zagubiona” pszczółka. Nieważne czy jest lato, jesień czy zima, przelatuje mi obok ucha. Nie wiem jak to jest możliwe ale wiem, że to dziadek :)
To jest piękne i absolutnie wierzę, że to Twój Dziadek.
Pozdrawiam Cię serdecznie ❤️
Awatar użytkownika
sarenka.lesna
Mokra Włoszka
Posty: 63
Rejestracja: ndz cze 02, 2024 8:06 am

Post autor: sarenka.lesna »

meskalina88 pisze: ndz sty 11, 2026 3:35 pm Smutne, ale prawdziwe do bólu.
I pomyśleć, że użalałam się nad sobą, bo Mama trzymała mnie krótko i "nie miałam wolności": nieśmiertelne "inni mogą a ja nie". 🤦‍♀️
Niestety dzieci nie mają świadomości zagrożeń i pewne rzeczy zaczyna się rozumieć dopiero w dorosłości. Nie mam dzieci, ale wyobrażam sobie jak ciężko jest znaleźć równowagę między dbaniem o bezpieczeństwo dziecka a daniem mu na tyle wolności, żeby czuło się szczęśliwe.

Więc nie ma sensu teraz czuć się źle z powodu "użalania się" nad sobą, bo to chyba takie naturalne dla dziecka, które nie rozumie jeszcze, że istnieją ludzie ze złymi zamiarami, chorą psychiką itd.
meskalina88
RóżowePolo
Posty: 13
Rejestracja: pt sty 10, 2025 10:15 pm

Post autor: meskalina88 »

sarenka.lesna pisze: ndz sty 11, 2026 4:52 pm Niestety dzieci nie mają świadomości zagrożeń i pewne rzeczy zaczyna się rozumieć dopiero w dorosłości. Nie mam dzieci, ale wyobrażam sobie jak ciężko jest znaleźć równowagę między dbaniem o bezpieczeństwo dziecka a daniem mu na tyle wolności, żeby czuło się szczęśliwe.

Więc nie ma sensu teraz czuć się źle z powodu "użalania się" nad sobą, bo to chyba takie naturalne dla dziecka, które nie rozumie jeszcze, że istnieją ludzie ze złymi zamiarami, chorą psychiką itd.
Dokładnie!
Emiiiiilieee2000
Gacie z oceanu
Posty: 42
Rejestracja: pt kwie 26, 2024 6:49 pm

Post autor: Emiiiiilieee2000 »

sarenka.lesna pisze: ndz sty 11, 2026 4:52 pm Niestety dzieci nie mają świadomości zagrożeń i pewne rzeczy zaczyna się rozumieć dopiero w dorosłości. Nie mam dzieci, ale wyobrażam sobie jak ciężko jest znaleźć równowagę między dbaniem o bezpieczeństwo dziecka a daniem mu na tyle wolności, żeby czuło się szczęśliwe.

Więc nie ma sensu teraz czuć się źle z powodu "użalania się" nad sobą, bo to chyba takie naturalne dla dziecka, które nie rozumie jeszcze, że istnieją ludzie ze złymi zamiarami, chorą psychiką itd.
Dokładnie !!!
Wychu
Gacie z oceanu
Posty: 41
Rejestracja: sob lut 03, 2024 10:30 pm

Post autor: Wychu »

Czytając ten wątek przypomniała mi się też jedna historia i o ile będąc dzieckiem jakoś ją zbagatelizowałam, tak teraz jestem trochę przerażona sytuacją.

Miałam może z 7/8 lat, mama wysłała mnie do sklepu spożywczego. Przechodziłam obok pracy mojego taty, która jest obok mojego domu, wychodził od taty jakiś pan, podszedł do swojego busa i coś mówił do siebie. Nagle wyczułam że coś dość powoli jedzie za mną, więc nieco zboczyłam z drogi, weszłam kupić bodajże zdrapkę w totolotku. Gdy wyszłam zobaczyłam że ten samochód zakręcił i jedzie znowu za mną, totalnie jakby mnie gonił. I dogonił - pan z samochodu zapytał „czy chce zarobić”. Powiedziałam mu tylko „spieszę się” i odjechał. Na szczęście, ale mając 33 lata mam w głowie dużo gorsze scenariusze, jak to mogło się skończyć, a moja odmowa wcale nie musiała być wzięta pod uwagę 😩 żałuję też że na tyle się bałam tej sytuacji, że nikomu o niej nie powiedziałam, obstawiam że i tak mogło to być olane przez moich rodziców, ale dzięki temu wiadomo by było kim była ta osoba.
meskalina88
RóżowePolo
Posty: 13
Rejestracja: pt sty 10, 2025 10:15 pm

Post autor: meskalina88 »

Wychu pisze: pn sty 12, 2026 12:57 am Czytając ten wątek przypomniała mi się też jedna historia i o ile będąc dzieckiem jakoś ją zbagatelizowałam, tak teraz jestem trochę przerażona sytuacją.

Miałam może z 7/8 lat, mama wysłała mnie do sklepu spożywczego. Przechodziłam obok pracy mojego taty, która jest obok mojego domu, wychodził od taty jakiś pan, podszedł do swojego busa i coś mówił do siebie. Nagle wyczułam że coś dość powoli jedzie za mną, więc nieco zboczyłam z drogi, weszłam kupić bodajże zdrapkę w totolotku. Gdy wyszłam zobaczyłam że ten samochód zakręcił i jedzie znowu za mną, totalnie jakby mnie gonił. I dogonił - pan z samochodu zapytał „czy chce zarobić”. Powiedziałam mu tylko „spieszę się” i odjechał. Na szczęście, ale mając 33 lata mam w głowie dużo gorsze scenariusze, jak to mogło się skończyć, a moja odmowa wcale nie musiała być wzięta pod uwagę 😩 żałuję też że na tyle się bałam tej sytuacji, że nikomu o niej nie powiedziałam, obstawiam że i tak mogło to być olane przez moich rodziców, ale dzięki temu wiadomo by było kim była ta osoba.
Masakra.
meskalina88
RóżowePolo
Posty: 13
Rejestracja: pt sty 10, 2025 10:15 pm

Post autor: meskalina88 »

To jest po prostu przerażające ilu dorosłych było chętnych do wykorzystania dzieci / nastolatek. Wasze historie porażają. Brak słów.
Lilipor
Mokra Włoszka
Posty: 53
Rejestracja: czw sie 08, 2024 12:02 am

Post autor: Lilipor »

Ja nie brałam bezpośrednio udziału w żadnej kryminalnej sytuacji, ale w mojej rodzinie mamy jedną mocną, kryminalną sprawę…
Mianowicie kuzynka mojej mamy mając lat naście popełniła sam…stwo w swoim domu. Przynajmniej taka jest oficjalna wersja, bo była wówczas w domu ze swoim bratem, który był podejrzany o jej m…stwo. Jednak ostatecznie nie było na to dowodów, więc przesiedział trochę w areszcie i go zwolnili. A czemu był podejrzany? Bo to on ją znalazł i… nie powiadomił nikogo. Ani rodziców, ani policji. Nikogo. Rodzice dowiedzieli się, gdy przyjechali do domu i znaleźli ją sami. Dodatkowo dziewczyna miała siniaki na rękach a on ugryzienie na ramieniu. On się tłumaczył tym, że oni się pokłócili, troszkę się poszarpali przy tym, jak to rodzeństwo. W sądzie rodzice go bronili, twierdzili że dziewczyna miała problemy z narkotykami… Jaka była prawda? Nigdy się już nie dowiemy. Jakieś 10 lat po tych wydarzeniach chłopak został znaleziony martwy w swoim mieszkaniu. W wieku niecałych 40 lat dostał ataku serca, taka była oficjalna wersja. Zabrał prawdę ze sobą do grobu, tak samo jak jego siostra.
Sprawa była głośna na całe nasze miasto, bo ich rodzice byli bardzo wpływowymi przedsiębiorcami wówczas. Po tej akcji życie im się totalnie posypało, rozwiedli się, chłopak sobie nigdy życia nie ułożył.
Zawsze ciarki mam gdy myślę o tej sprawie.
Kaniunia
Channelka
Posty: 38
Rejestracja: pn wrz 29, 2025 4:06 pm

Post autor: Kaniunia »

sarenka.lesna pisze: ndz sty 11, 2026 2:33 pm Nie, przestali się odzywać.. Chyba się przypomnę, choć to dziwne bo wydawali się zainteresowani spotkaniem, a później cisza.

Wiesz co, miałam na tyle zły kontakt z rodzicami, nawet w bardziej brutalnych sytuacjach (choć ciężko w to uwierzyć), że ta sytuacja więcej nie napsuła. Tak samo jeśli chodzi o wpływ na dzieciństwo, choć po tej sytuacji zrobiłam się na pewno bardziej wylękniona, długo bałam się wychodzić z domu. Byłam bardzo nie ufna, choć wydaje mi się, że nałożyły się na to również inne sytuację, już w domu, bo dzieciństwo miałam naprawdę koszmarne.. Dalej jestem bardzo ostrożna, jeśli kogoś poznaję i myślę, że ta sytuacja na pewno w jakimś stopniu się do tego przyczyniła. Nie miałam też nigdy takiego typowego nastoletniego życia, nigdy nie wychodziłam na żadne imprezy, bo miałam z tyłu głowy zawsze, że ktoś może mnie porwać, coś mi zrobić. Ale to chyba jedyny bezpośredni "objaw" tego jednego wydarzenia na moje życie.

Teraz tak naprawdę, wiedząc o tym, że mogłam coś zrobić wtedy, mając pewność, że to ta sama osoba z rysopisu, czuję złość i mam takie mocne poczucie niesprawiedliwości. Nawet teraz, czekając aż się odezwą z Archiwum X..
Bardzo mi przykro, że miałaś takie dzieciństwo. Mam nadzieje,że masz stabilną samoocenę, mimo wszystko i dobrze życie obecnie:) Wszystkiego dobrego rowniez w tym nowym roku!:)
Ja miałam sytuacja wczesniej opisana tutaj, jak śledził mnie facet na peronie. Tak długo mi się śnił... opisywałam to rownież tutaj. Wiec pojecia nie mam, co Ty musiałaś miec w glowie, widząc twarz tego ścierwa.
Ci do policji... kaszaniarze. Oczywiście, że sie orzypomnij! Jesteś bezpośrednim świadkiem wydarzenia! Dzieki Bogu, nie ofiarą.
Kaniunia
Channelka
Posty: 38
Rejestracja: pn wrz 29, 2025 4:06 pm

Post autor: Kaniunia »

ana_novicka pisze: ndz sty 04, 2026 12:12 am Czytam na bieżąco wątki kryminalne a dopiero dziś przewertowałam ten temat… i czuję się przytłoczona i smutna, że tyle tego zła wciąż jest dookoła nas.

Również jestem dzieckiem lat 90. z małej wsi, jednak - i ta myśł pojawiła się w momencie pisania tego komentarza- jestem wdzięczna w szczególności matce, że trzymała mnie „krótko” w porównaniu do rówieśników- którzy mieli więcej swobody niż ja - latali gdzie chcieli, całe dnie. Ja zawsze musiałam pytać czy mogę gdzieś iść, gdzie, z kim i o której mam wrócić.
Ale teraz przypominam sobie wiele wiele sytuacji gdzie mimo nadopiekuńczości matki mogło coś się stać. Normą było samotne jeżdżenie rowerem lub 5 km piesze wędrówki przy trasie albo drugą polną drogą przy lesie.

Dziś sama zajmuje się sprawami karnymi (jednak bardziej karno gospodarcze), mam rodzinę i kilkuletnie dziecko i w życiu bym go nigdzie nie wypuściła. Ostatnio właśnie będąc u matki dowiedziałam się, że puścila moje dziecko do kolegi w ciągu dnia SAME bo to przecież tylko trzy domy dalej obok nas i nie musi przechodzić przez ulicę.

I przykro mi się czytało Wasze historie o dosypywaniu czegoś. Niestety syndrom wyparcia jest bardzo silny bo i ja byłam „ofiarą” dosypania mi czegoś trzykrotnie ale przez mojego byłego narzeczonego. I dopiero za trzecim razem zrozumiałam, że nie mogę się oszukiwać. Byłam z nim wiele lat, był typem bardzo chorobliwie zazdrosnym i chyba narcyzem.

Pierwsze dwa razy - pamiętam że piłam wino w naszym mieszkaniu i dwa razy pod rząd traciłam chyba świadomość i budziłam się rano. Nie miałam żadnego przejściowego stanu jak niektóre z Was- nie pamiętam ani pogorszenia samopoczucia, zawrotów głowy. Nic. Całkowite odcięcie. Po pierwszej nocy - żartował, że nieźle mnie ścięło. Powiedziałam mu, że dziwne że przecież wypiłam kieliszek wina, ale że może to ze zmęczenia. Zapytałam go wtedy też czy uprawialiśmy keks - bo zobaczyłam moją se*y bieliznę - na co on radośnie mi odpowiedział- no tak i to za*ebisty- nie mów że nie pamiętasz.
Tego samego wieczora ten sam schemat - namówił mnie na wspólne obejrzenie filmu z Netflixa którego miałam na iphone. Zapytałam czemu nie możemy w salonie na TV- odpowiedziałnże wygodniej będzie się przytulić nam w łóżku. Czaicie - to był mój kilkuletni partner, narzeczony - nie miałam wtedy powodu aby coś podejrzewać.
I znowu to samo. Obudziłam się rano sama. Nic - kompletne odcięcie. Ale on już był inny. Zaczął mi robić pretensje, wyrzuty i cytować praktycznie moje wiadomości z przyjaciółką. Pamiętam że do niej napisałam, czy się z nim kontaktowała ( co zacząl sugerować) i że chyba dorzucił mi coś do wina.
Wielka awantura była i to było nasze pierwszy wielkie rozstanie wraz z moją wyprowadzką. Wtedy znalazłam opakowanie leku NASEN gdzie z blistra 10tab zostały dwie. Poczytałam o tym leku, skutki uboczne to niepamięc następcza.

Przyznał się, przepraszał, chciał dostać się do mojej komórki bo podejrzewał że go zdradzam i szukał na mnie dowodów a jedyne co znalazł to prywatną korespondencję gdzie żaliłam się na niego i nasze problemy z przyjaciółką.
I co? I wybaczyłam mu.

Jednak - sytuacja powtórzyła się po 3 latach znowu ale nie użył już tego leku tylko ketaminy. Nie piłam nawet alkoholu - odcięło mnie jak po narkozie - obudziłam się rano w łóżku na piętrze naszego ówczesnego domu - i obok mnie leżała moja rozblokowana komórka. Wtedy mimo tego że czułam się bardzo zdezorientowana- wyskoczyłam do niego, zaczęłam się ubierać i napisałam do tej samej - mojej jedynej kilkunastoletniej przyjaciółki - że znowu to zrobił i że wychodzę i potrzebuję by po mnie przyjechał i zabrała mnie do siebie. Potem odsypiałam u niej chyba 24h.
Ponieważ byłam już w trakcie aplikacji adwokackiej, miałam już trochę więcej stażu w pracy i zajmowałam się karnymi sprawami - przeanalizowałam pewne rzeczy i doszłam że zdobył ketaminę. Oczywiście skonfrontowałam go z tym - napisałam mu wiadomość że wiem że użył ketaminy i naraził moje zdrowie ( przyjmuje leki przeciwpadaczkowe na stałe ) i nawet nie zaprzeczył.

I wiecie co się okazało? Że zdradzał mnie praktycznie cały nasz związek - i przez to że zdradzał - w swoich urojeniach uważał że ja też muszę go zdradzać. Przerzucał to na mnie w swej głowie - i szukał na to dowodów i „haków” których ostatecznie nie znalazł. Jedyne co go najbardziej bolało to jak pisałam i płakałam do przyjaciółki.


Czytając dzisiaj wasze historie przypomniały mi się tamte wydarzenia, te poczucie bezradności, ta straszna niepamięć, nawet poczucie wstydu że uprawiałam keks z moim narzeczonym i nic nie pamiętam i tak naprawdę nie wiem co ze mną robił.
Gdyby nie ta jedna przyjaciólka - u której wtedy zamieszkałam - która mnie odcięła od niego - nie wiem w jakim miejscu bym teraz była.
Dlatego zresztą - przeszłam do działu karno-gospo bo nie dałabym rady mierzyć się z tymi tragediami kobiet, dzieci… i dobrze zrobiłam bo mój były szef dziś jest obrońcą oskarżonego dosyć głośnej sprawy kryminalnej w Polsce z tego roku… i byłam w jego zespole i gdybym miała np razem z nim bronić tego człowieka - wiem że nie byłabym dobrym obrońcą. Pewne wydarzenia, ukryta trauma, PTSD wykluczają Cię a przynajmniej uważam że powinny wykluczać z pewnych zawodów.

Mam jeszcze wiele historii, włącznie z byciem śledzoną przez „detektywa” kryminalistę - ale to już chyba za duży offtop.

Ściskam Was wszystkie drogie kobietki, które kiedyś były być może niezaopiekowanymi małymi dziewczynkami - którym dorośli nie dali wsparcia.
Włosy stają dęba na głowie.
Bardzo przykre... to jakiś psychol. Fajnie, że masz taką prawdziwą przyjaciółkę.
Opisuje tego detektywa! To żaden offtop!:)
Edy
LouiBag
Posty: 325
Rejestracja: sob paź 21, 2023 11:56 am

Post autor: Edy »

Kiedyś miałam nieciekawą sytuację, może to był głupi żart, ale w końcu trochę się wystraszyłam.

Ponad 10 lat temu, w lipcu 2015 roku wracałam wieczorem od koleżanki do domu. Było to jakoś przed 21, a że była lato, to jeszcze jasno. Akurat szłam chodnikiem wzdłuż obwodnicy, na ulicy ani w pobliżu akurat nie było ludzi i zaraz za chodnikiem było rondo, przed rondem przejście dla pieszych, a za rondem wjazd do sklepu z meblami używanymi i firmy.

Akurat dochodzę do ronda, podjeżdża do pasów auto na niemieckich blachach i mnie przepuszcza, przechodzę przez pasy, a tak z okna auta wychyla się koleś w wieku 30-40 lat ( a w aucie jeszcze dwóch innych kolesi) No i ten koleś za kierownicą wali mi wątpliwe komplementy, jaka to ładna, jakie mam to a tamto, że mój facet musi być ze mnie zadowolony.

Olałam te teksty jestem już za rondem i słyszę z tego auta głos ,,dawaj ją do auta'' i kolo objeżdza rondo i podjeżdzają do mnie, a tam był taki niższy krawężnik przy wjeździe do sklepu, podjeżdża mi prawie pod nogi.

i z głupimi tekstami, że co teraz zrobię, że zaraz mnie wciągną do auta i po sprawie

Ja na to mówię ,,weź gościu spi***laj!!!!'

a ten dalej mi zajeżdża drogę i mówi: ,, No i co teraz , nic nie zrobisz'' a ci dwaj mu wtórują.

Kuźwa rozglądam się, nikogo w koło.

Niewiele myśląc wyjmuję telefon i udaję, że wybieram numer.

A oni jak to zobaczyli, tylko mówią: Nieeeee, nie dzwoń nigdzie, my żartujemy i wjechali w te drogę do sklepu, zawrócili i z piskiem opon odjechali.
Proseczko, wineczko
Edy
LouiBag
Posty: 325
Rejestracja: sob paź 21, 2023 11:56 am

Post autor: Edy »

A jeszcze inna sytuacja, która mi się wydarzyła jak miałam 15 lat.

Moja mama całe życie ogólnie pracowała w księgowości, kadrach, płacach itp. ale był taki czas, że było bardzo ciężko z pracą, to przez kilka miesięcy pracowała jako dozorca w firmie na portierni.

Było to w czerwcu z dwa tygodnie przed wakacjami. Wróciłam do domu ze szkoły, zjadłam obiad i po obiedzie tata zapakował mi obiad dla mamy, bo była wtedy w pracy i miałam jechać jej zawieść i ogólnie potem na rower, bo dużo wtedy jeździłam.

No i oczywiście lato, upał więc założyłam krótki rękaawek, krótkie spodenki, wbibiłam dwa warkoczyki, czapeczka i wyjechałam z tym obiadem z domu.

Droga do firmy, gdzie stróżowała moja mama biegła wśród pól, łąk i domów, a miejscami nie było żadnego domu, droga główna była asfaltowa i ja nią jechałam rowerem, a z boku prostopadle odchodziły drogi i dróżki gruntowe nieutwardzane.

I przy takiej drodze gruntowej stało auto, a przy aucie stał jakiś gości i sikał. No to co, pewnie gościa przycisnęło.

jadę dalej a po 2-3 minutach od tyłu podjeżdża do mnie auto i się zatrzymuje.

Patrzę, a to ten gościu co sikał, miał tak około 45-55 lat na oko.

No i on się mnie pyta, czy tu w pobliżu jest jakaś firma, ja mówię mu, że tylko taka i taka (ta gdzie moa mama pracowała), on na to, że to nie ta i mi dziękuje, że będziw szukał dalej i zawraca i odjeżdża.

No to ja jadę dalej, ale za chwilę gościu znów od tyłu podjeżdża, ja znów zeskakuje z roweru a on do mnie:

- A słuchaj, bo ja nie jestem stąd, a jest strasznie gorąco, czy jest tu jakieś jezioro, by się wykąpać?

Wtedy ja mu zaczynam mówić, że tak i tłumaczę mu drogę i widzę, że ten osioł mierzy mnie od góry do dołu, z obleśnym uśmieszkiem zboka. Aż przerwałam to tłuaczenie mu drogi i patrzę na niego, a ten do mnie:

- tak patrzę, fajnie ubrana jesteś.

Ja na to wtf i już mi się zaczyna coraz bardziej nie podobać ta sytuacja a ten ciągnie głupią gadkę i pyta:

- a bo ja tam przedtem siusiałem, widziałaś?

ja na to , że tak, a on takim ożywionym tonem:

-WIDZIAŁAŚ COŚ??????!!!!!

Ja na to:

- nie coś, tylko widziałam, że pan sikał

a on do mnie, ,,a bo ty młoda jeszcze jesteś''

no kuzwa.

Pojechał, a ja wsiadam na rower i jadę dalej z tym odiadem.

Podjeżdża znowu trzeci raz, ja schodzę znów z rowera (głupia ja)

A znów pyta o coś, ALE.

Tym razem okno otwarte na fulla, dziwnie wygięty do tyłu.

Rozporek rozpięty i wiadomo co mu wystaje


Ja odwróciłam wzrok i ten uj dobrze wiedział, że tym razem widziałam. Odjechał z obleśnym uśmiechem na mordzie.

A ja zipiąc szybko zapierdzielał na rowerze i klnę, ,,ty uju, ty stary zboku''

Wpadam do mamy, a ta pyta co się stało.

powiedziałam jej tylko, że jakiś stary uj mnie zaczepiał.

Dopiero pół roku później powiedziałam całą prawdę.
Proseczko, wineczko
Awatar użytkownika
sarenka.lesna
Mokra Włoszka
Posty: 63
Rejestracja: ndz cze 02, 2024 8:06 am

Post autor: sarenka.lesna »

Kaniunia pisze: pn sty 12, 2026 12:00 pm Bardzo mi przykro, że miałaś takie dzieciństwo. Mam nadzieje,że masz stabilną samoocenę, mimo wszystko i dobrze życie obecnie:) Wszystkiego dobrego rowniez w tym nowym roku!:)
Ja miałam sytuacja wczesniej opisana tutaj, jak śledził mnie facet na peronie. Tak długo mi się śnił... opisywałam to rownież tutaj. Wiec pojecia nie mam, co Ty musiałaś miec w glowie, widząc twarz tego ścierwa.
Ci do policji... kaszaniarze. Oczywiście, że sie orzypomnij! Jesteś bezpośrednim świadkiem wydarzenia! Dzieki Bogu, nie ofiarą.
Dziękuję ❤️ tak, na szczęście mam teraz dobre życie, choć wymagało to dużo pracy, ale teraz można powiedzieć, że żyję życiem o jakim marzyłam.
Mam nadzieję, że nie śni Ci się żaden padalec i nigdy on, ani nikt podobny jemu nie wróci w żadnej formie. Do Ciebie i do każdego tutaj, bo strasznie czytać ile jest takich sytuacji, i jak często ocieramy się nawet o śmierć.

Policja pisała, że mają dużo pracy teraz, bo jest dużo spraw i to dlatego. Ale nie wiem.. Nie wiem jakie mają priorytety, więc nie mogę oceniać ich zachowania. Ale mam nadzieję, że ten facet zdąży odpowiedzieć za to co zrobił.
Aruszka
Bransoletka50k
Posty: 545
Rejestracja: sob wrz 16, 2023 1:20 am

Post autor: Aruszka »

Historia nie moja, ale mojej około 30-letniej wtedy babci (gdzieś na przełomie lat 60. I 70.) Była na cmentarzu, przy którym kręcili się ekshibicjoniści. Trafiła na jednego z nich, który zaczął do niej machać (nie ręką). Babcia powiedziała, że nie ma się co chwalić taką krewetką, a chłop zdębiał i zwiał. Babcia mistrz ❤️ i potwierdza to poruszony tutaj kiedyś wątek, że takie osoby czekają na zawstydzenie i speszenie drugiej osoby.
Edy
LouiBag
Posty: 325
Rejestracja: sob paź 21, 2023 11:56 am

Post autor: Edy »

Tak ponoć trzeba mówić, tyle, że ja wtedy miałam 15 lat i mnie zatkało :P na widok tego zboka. A trzeba było mu pocisnąć. Tfu
Proseczko, wineczko
Limonene
SushiAddict
Posty: 834
Rejestracja: ndz cze 30, 2024 2:41 pm

Post autor: Limonene »

Aruszka pisze: pn sty 12, 2026 9:12 pm Historia nie moja, ale mojej około 30-letniej wtedy babci (gdzieś na przełomie lat 60. I 70.) Była na cmentarzu, przy którym kręcili się ekshibicjoniści. Trafiła na jednego z nich, który zaczął do niej machać (nie ręką). Babcia powiedziała, że nie ma się co chwalić taką krewetką, a chłop zdębiał i zwiał. Babcia mistrz ❤️ i potwierdza to poruszony tutaj kiedyś wątek, że takie osoby czekają na zawstydzenie i speszenie drugiej osoby.
To mi przypomniało taką w sumie zabawno-niezabawną historię mojego taty. Jest mechanikiem, kiedyś został na nadgodzinach w pracy, normalnie pracuje do 15, ale że miał zostać do 18, to pojechał koło tej 15 do sklepu po fajki i coś do jedzenia. I chwilę przed 18 do warsztatu wchodzą policjanci, pytają, czy jest tu właściciel takiego i takiego auta. Mój tata się zgłasza, pytają go, czyja kurtka leży na siedzeniu. No jego. A co pan robił koło 15? Akurat pan wyjechał na chwilę? No to zapraszamy do radiowozu.
Okazało się, że na ogródkach działkowych w okolicy warsztatu akurat około godziny 15 jakiś mężczyzna chodził cały nagi jedynie w takiej samej kurtce jak ma mój tata i obnażał się przed kobietami. Oskarżenie było na tyle poważne, że nie wystarczył sam paragon ze sklepu, przeglądali monitoring miejski i sklepowy, tata spędził kilka godzin na komendzie. Ale jak sam twierdzi, nie ma tego nikomu za złe, dobrze, że policja szukała tego człowieka, tym bardziej że mimo zatrzymania taty, patrol dalej przeszukiwał okolice. Ostatecznie udało się zatrzymać odpowiednią osobę kolejnego dnia.
Awatar użytkownika
sarenka.lesna
Mokra Włoszka
Posty: 63
Rejestracja: ndz cze 02, 2024 8:06 am

Post autor: sarenka.lesna »

Aruszka pisze: pn sty 12, 2026 9:12 pm Historia nie moja, ale mojej około 30-letniej wtedy babci (gdzieś na przełomie lat 60. I 70.) Była na cmentarzu, przy którym kręcili się ekshibicjoniści. Trafiła na jednego z nich, który zaczął do niej machać (nie ręką). Babcia powiedziała, że nie ma się co chwalić taką krewetką, a chłop zdębiał i zwiał. Babcia mistrz ❤️ i potwierdza to poruszony tutaj kiedyś wątek, że takie osoby czekają na zawstydzenie i speszenie drugiej osoby.
Teraz mi się przypomniało, że w szkole średniej byłam na wagarach z koleżanką. Był już czerwiec, gorąco, opalałyśmy się (bez butów) na popularnej wagarowej polanie, niedaleko szpitala psychiatrycznego. W pewnej chwili widzimy, że ktoś stoi za krzakiem i się nam przygląda, spojrzałyśmy na siebie i zaczęłyśmy się ubierać. Wtedy ten typ wyszedł zza krzaka, z fiflakiem na wierzchu i wypalił do nas tekstem czy "damy mu popatrzeć". Mnie zamurowało. Na szczęście koleżanka zareagowała i powiedziała mu, że my nie jesteśmy zainteresowane, ale za następną górką są inne dziewczyny, które na pewno będą chciały i żeby tam poszedł. Oczywiście nikogo tam nie było, ale on chyba miał jakieś upośledzenie i jej uwierzył. Podziękował i tam poszedł. My w sekundę zabrałyśmy buty i na boso biegłyśmy po szyszkach aż do głównej ulicy. Od razu stamtąd pojechałyśmy pod komisariat, żeby powiedzieć co się stało i żeby nikomu nic nie zrobił.. Nie wiem czy go po tym znaleźli, czy nie.
jaskana
MiamiBicz
Posty: 398
Rejestracja: ndz mar 06, 2022 11:10 am

Post autor: jaskana »

u mnie sąsiadka po zgłoszeniu ekshibicjonisty została wyśmiana przez policję, bo "hahaha pokazał pani pałę"
Awatar użytkownika
berry blast
Currently:revenge
Posty: 1194
Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm

Post autor: berry blast »

Edy pisze: pn sty 12, 2026 10:51 pm Tak ponoć trzeba mówić, tyle, że ja wtedy miałam 15 lat i mnie zatkało :P na widok tego zboka. A trzeba było mu pocisnąć. Tfu
nie, nie trzeba mu było pocisnąć tylko odjechać a już na pewno nie zatrzymywać się trzy razy na pogawędkę 😬
Edy
LouiBag
Posty: 325
Rejestracja: sob paź 21, 2023 11:56 am

Post autor: Edy »

berry blast pisze: wt sty 13, 2026 1:58 pm nie, nie trzeba mu było pocisnąć tylko odjechać a już na pewno nie zatrzymywać się trzy razy na pogawędkę 😬
teraz to też jestem taka madra
Proseczko, wineczko
Awatar użytkownika
Idiotka
Collagen z chlorellą
Posty: 3751
Rejestracja: śr lip 03, 2024 9:30 pm

Post autor: Idiotka »

Lata 90 wiadomo jak wyglądały. Zabawy przed blokiem, wołanie mamooo mamooo rzuć picie i mama wołająaca na obiad. I mnie kiedyś tak na obiad zawołała, oznajmiłam znajomym, że muszę iść ale wrócę jak zjem. Pobiegłam do klatki a tam obok skrzynek pocztowych przy schodach do piwnicy spotkałam dyszacego faceta z opuszczonymi spodniami, jak to głupie dziecko wbiegłam na półpiętro ale za chwilę się wróciłam, wybiegłam z klatki by powiedzieć innym znajomym, że widziałam pana bawiącego się swoim ptakiem 🤦‍♀️ wszyscy z ciekawością wróciliśmy, ale zobaczyliśmy tylko jak facet uciekał. Po powrocie opowiedziałam wszystko rodzicom, ojciec zebrał sąsiadów i poszli na obchód ale faceta już nie znaleźli.


Mieszkając ze swoim, teraz ex, facetem siedzieliśmy w nocy i piliśmy winko, wieczorem on dostał wiadomość, że zmarł jego ojciec. Wiadomo szok i dramat, cała noc przeplakana i nieprzespana. Ja miałam na rano do pracy, nie chciałam iść ale zmusił mnie bym szła, bo i tak nic to nie zmieni. Wyszłam z domu, jak zwykle o tej samej godzinie, na ten sam pierwszy nad ranem autobus. Wyjątkowo byłam sama na przystanku, podjechał bus, wsiadłam, oprócz kierowcy byłam sama, poszłam na górę, i jak już ruszaliśmy podbiegł jakiś koleś, wsiadł do autobusu, wszedł na górę i usiadł obok mnie. Było to dla mnie dziwne, że cały autobus wolny a on siada akurat obok mnie, ale nie miałam siły za bardzo o tym myśleć. Ja sobie popłakiwałam pod nosem, a on w trakcie jazdy cały czas się na mnie gapił, później zaczął na mnie nacierać kolanem. W chwilę się ocknelam, zeszłam na dół kilka przystanków wcześniej niż mój, koleś zszedł za mną. Wysiadłam na swoim przystanku, koleś wyszedł za mną. Ja przebiegłam na drugą stronę ulicy, koleś też przebiegł. Miałam szczęście, ze normalnie w kilka sekund pojawili się moi znajomi z pracy machając i krzyczący do mnie, bo nie wiem co koleś miał w głowie.

Kocham koncerty, moi znajomi niekoniecznie, nie przeszkadza mi to chodzić na nie sama. Kiedyś wracając z jednego spieszyłam się na jeden z ostatnich autobusów (jakoś przed północą). Udało mi się być przed czasem, więc na spokojnie odpaliłam sobie fajkę i czekałam. Na przystanku było kilkoro ludzi. Nagle podszedł do mnie jakiś starszy facet skomplementował jaka jestem piękną* i odszedł. Wrócił za chwilę z pytaniem o godzinę, odpowiedziałam, odszedł. Podszedł znowu z pytaniem o zapalniczke, powiedziałam, że nie mam, więc odburknal, że jak nie mam jak palę,ale machnął ręka i odszedł. Znowu wrócił mówiąc, że się zakochał, klęknął przede mną i że muszę za niego wyjść, obróciłam wszystko w żart pokazując mu palec z pierścionkiem mówiąc, że jestem już zaręczona. Ludzie na przystanku zaczęli się śmiać. Koleś się wkurwił, zaczął mnie ciągnąć za rękę, próbując ściągnąć mi pierścionek i krzyczeć, że jestem jego przeznaczeniem. Jakiś chłopak podszedł i powiedział by dał mi spokój, koleś się do niego rzucił z łapami, całe szczęście podjechał nasz autobus, chłopak mnie do niego wepchnął a facet został na kolanach na przystanku.


Kolejna historia około koncertowa taka trochę śmieszna trochę niekomfortowa. Pochodzę z zadupia, by dojechać do Krakowa musiałam przebyć długa droge. Dojechałam od siebie do Wrocławia, skąd miałam pociąg do Krakowa. Na koncert byłam umówiona ze znajomymi na miejscu. Chwilę przed wyjazdem okazało się, że koleżanka z Poznania może wyjechać wcześniej i będzie w tym pociągu, w który ja miałam wsiąść We Wrocku. I całe szczęście. Pociąg podjechał, ja wsiadłam i spotkałam się z koleżanką. Pociąg miał chyba z pół godziny postoju, byłyśmy same w przedziale więc się rozsiadlysmy i nadrabiałysmy plotki. Ja byłam w sukience, miałam na sobie rajstopy imitujące podwiązki, i wiem, że nie wypada, ale ściągnęłam buty i położyłam nogi na siedzeniu przede mną. I jak to w trakcie postoju, przechodziły większe grupy zaglądające czy jest miejsce, ludzie sprzedający piwo, i nagle wszedł koleś. Stanął i patrzy. Pytamy czy możemy pomóc, o co chodzi, i takie takie. Koleś mówi, że nie, że on na bilet zbiera do Katowic i tak chodzi po pociągach i może ktoś się dołoży, dałyśmy mu jakieś 5 złotych bo nie miałyśmy więcej drobnych i tyle, koleś podziękował i poszedł. Wrócił za kilka minut i zaczął pierdolić, że jestem piękna* i w ogóle, i że takie nogi to nie każdy powinien widzieć, że takie nogi to tylko za opłatą. Haha hihi, chłopie weź już idź. Dwie minuty wraca, pyta o numer, że może jednak jakaś kawa, coś i w ogóle. My dalej twardo, człowieku przeszkadzasz nam, on przepraszam ok ok. I znowu ku*wa wraca, ja już wkurwiona mówię człowieku, mamy babski weekend weź się odwal, a ten nagle odpala, że sorry, ja nigdy nie widziałem tak pięknej kobiety, a od kilku lat w ogóle nie widziałem kobiety, bo właśnie mnie z więzienia wypuścili, ale nie bój się, za gw**t nie siedziałem 🤡 Dopiero po kilku dniach do mnie doszło, że miałam tym pociągiem jechać sama.

*ja nawet ładna nie jestem.


A z takich naprawdę true crime, to u mnie w mieście zabili kolesia, który był z jakichs parabanków. To chyba provident był. Koleś poszedł odebrać ratę i zajebali go nogą od stołu i schowali w jakieś skrzyni, to było kilkanaście lat temu, rata wynosiła chyba z 20 złotych, a sprawa była w tvn a żona zamordowanego była chyba nawet w rozmowach w toku.
Who's in a bunker? Who's in a bunker? I have seen too much. I haven't seen enough.
Ice age coming. Ice age coming. Let me hear both sides. Let me hear both sides.
We're not scaremongering, this is really happening, happening.
Awatar użytkownika
Galileo
Channelka
Posty: 39
Rejestracja: wt lip 23, 2024 2:22 pm

Post autor: Galileo »

Jeśli chodzi o ekshibicjonistów, to też miałam taką wątpliwej fajności przygodę. Miałam może ze 12 czy 13 lat i razem z koleżanką z klasy bawiłyśmy się piłką przed jej blokiem. Biały dzień, środek osiedla. Ona stała tyłem do jednej z klatek (nie tej, w której mieszkała, tylko sąsiedniej), a ja przodem, więc zobaczyłam, jak do tej klatki wchodzi jakiś tłusty, wąsaty facet, około 40, w typie Cygana. Wszedł, stanął w drzwiach i ciągle się gapił w naszą stronę. Ja do koleżanki półgębkiem: "Ty, tam stoi jakiś dziwny typ, gapi się na nas". Ona na to: "To zaraz uciekamy do mnie do domu". Rychło w czas, bo facet już zdążył zdjąć gacie i wystawić to i owo 🥴. Uciekłyśmy do jej mieszkania. Ona zasapana do ojca: "Tato, a w tamtej klatce stoi jakiś facet, zdjął spodnie i pokazał się (tu moje imię) goły". Reakcja tatusia? Chamsko wyburknięte "To po co się patrzy?!" i spojrzenie bykiem w moją stronę, jakbym mu dziadka harmonią na weselu zabiła ☹️. No tak, bo przecież dwunastolatka o niczym tak nie marzy, jak o tym, żeby jakiś oblech pokazywał jej swoje klejnoty rodowe. I przypuszczam, że gdyby tamten facet w klatce okazał się nie tylko ekshibicjonistą, ale i gwałcicielem i zrobił mi krzywdę, to według pier...lniętego tatuńcia też byłaby to wyłącznie moja wina 😢, bo po co tam się bawiłam.
There's a universal daddy for everyone
From universal kingdom number one
He sends his universal angels through the air
To universal dreamers everywhere.
Edy
LouiBag
Posty: 325
Rejestracja: sob paź 21, 2023 11:56 am

Post autor: Edy »

Niestety niektórzy uwielbiają zwalać winę na dzieci, tak jak było w przypadku dziewczyny, co tu pisała, że w podstawówce dostała anonim, wyzywający ją od dzi*ek. I rodzice się darli, że pewnie się źle zachowuje i to dlatego. No tak, bo na pewno dziewczynka winna i prowokuje,
Proseczko, wineczko
Awatar użytkownika
Galileo
Channelka
Posty: 39
Rejestracja: wt lip 23, 2024 2:22 pm

Post autor: Galileo »

Edy pisze: pt sty 16, 2026 3:01 pm Niestety niektórzy uwielbiają zwalać winę na dzieci, tak jak było w przypadku dziewczyny, co tu pisała, że w podstawówce dostała anonim, wyzywający ją od dzi*ek. I rodzice się darli, że pewnie się źle zachowuje i to dlatego. No tak, bo na pewno dziewczynka winna i prowokuje,
Ja nie wymagam, żeby on wybiegł z domu i szukał tego zboka, bo pewnie i tak by go nie znalazł, ale żeby choć zapytał, czy nic mi się nie stało, czy nie odprowadzić mnie do domu - cokolwiek. To było dawno temu, pod koniec lat 80tych, ale już wtedy było wiadomo, że należy chronić dzieci przed takimi ludźmi. Cóż, niektórzy mają we łbie tylko sznurek, żeby uszy nie odpadły, a poza tym pustkę doskonałą.
There's a universal daddy for everyone
From universal kingdom number one
He sends his universal angels through the air
To universal dreamers everywhere.
Robalka12090
RóżowePolo
Posty: 10
Rejestracja: ndz lis 24, 2024 10:01 pm

Post autor: Robalka12090 »

Pięć lat temu wynajmowałam niewielką kawalerkę od starszej pani. Na początku wydawała się zupełnie niegroźna, wręcz budziła współczucie. Opowiadała, że jest samotna, bezdzietna, że po śmierci rodziców przeprowadziła się do ich mieszkania, a kawalerkę wynajmuje tylko po to, żeby mieć z czego żyć.
Czynsz płaciłam gotówką. Początkowo przychodziła po pieniądze osobiście, ale wizyty zawsze się przeciągały, bo potrafiła siedzieć kilka godzin, opowiadając w kółko te same historie. Z czasem zaczęło mnie to męczyć, więc ustaliłyśmy, że będę zostawiać pieniądze w kopercie w skrzynce na listy. Ona miała je odbierać tego samego dnia.

Żeby wejść na klatkę, trzeba było wpisać kod, a domofon w moim mieszkaniu wydawał charakterystyczny dźwięk. Dzięki temu zawsze wiedziałam, kiedy przychodzi. I właśnie wtedy zaczęło mnie coś niepokoić.
Kobieta pojawiała się o absurdalnych porach - drugiej, trzeciej w nocy. Czasem domofon dzwonił nawet wtedy, gdy żadnej koperty nie zostawiałam. Zaspana tłumaczyłam to sobie racjonalnie: może kody do drzwi są podobne, może ktoś się pomylił.

Mieszkanie było na ostatnim piętrze. Od klatki schodowej oddzielała je dodatkowa krata zamykana na klucz, zapewne dla bezpieczeństwa. Pewnej nocy siedziałam do późna nad magisterką, więc byłam w pełni przytomna, kiedy znów usłyszałam dźwięk domofonu. Tym razem nie zignorowałam go. Po kilku minutach poczułam dziwne wrażenie, że ktoś jest na piętrze. Podeszłam do drzwi i spojrzałam przez wizjer, myśląc, że to może sąsiad wracający z imprezy albo z nocnej zmiany.

Zobaczyłam ją. Stała przy kracie. Nieruchomo. Patrzyła w przestrzeń. Stała tak dobre trzydzieści minut. Potem po prostu wyszła.

Ta sytuacja powtórzyła się jeszcze kilka razy. Za każdym razem mój niepokój rósł. Zapytałam ją o to przy pierwszym osobistym spotkaniu, ale zaprzeczyła żeby to ona przychodziła. Później tłumaczyła to problemami ze snem i nocnymi spacerami dla zabicia czasu oraz że przychodzi w nocy do piwnicy posprzątać, a na piętro zagląda czy wszystko jest w porządku z mieszkaniem. Wydawało mi się to dziwne, ale wiele razy wcześniej wręcz maniakalnie wypytywała czy wszystko z mieszkaniem jest w porządku, więc machnęłam na to ręką. Pomyślałam, że może przychodzi do bloku licząc na to, że wpadnie na stare znajome i nie będzie czuć się tak samotnie w tej bezsenności.

W tym samym okresie zaczęłam nowy związek, więc postanowiłam wypowiedzieć mieszkanie i zamieszkać z partnerem. Właścicielka była wyraźnie smutna, ale lokalizacja była świetna. Byłam pewna, że szybko znajdzie nową najemczynię. Chcąc jej pomóc, wrzuciłam ogłoszenie na lokalne grupy. Odezwała się młoda dziewczyna, studentka. Podałam jej numer właścicielki, uprzedziłam o jej dziwnym zachowaniu i na tym temat się dla mnie zamknął. Cena mieszkania i lokalizacja były zbyt atrakcyjne, żeby ktokolwiek przejmował się dziwnymi nocnymi odwiedzinami tej kobiety.

Niecały rok później odebrałam telefon z policji. Powiedziano mi, że jestem wzywana na świadka w sprawie o morderstwo. Byłam przekonana, że to jakaś pomyłka. Na przesłuchaniu dowiedziałam się, że kilka dni wcześniej właścicielka weszła nocą do mieszkania i zabiła nożem tę dziewczynę. Później wyszło na jaw, że chorowała na schizofrenię. Że wbrew temu, co mówiła, miała córkę - ale córka bała się matki i rzadko ją odwiedzała. Biegli stwierdzili, że była to kwestia czasu jak kogoś zaatakuje w swoich epizodach manii.

Do dziś noszę w sobie poczucie winy. Że podałam tamtej dziewczynie numer telefonu. Że pomogłam w znalezieniu mieszkania. I ciągle wraca do mnie jedno pytanie, którego nie da się już sprawdzić: co by było, gdybym została tam dłużej?