Lata 90 wiadomo jak wyglądały. Zabawy przed blokiem, wołanie mamooo mamooo rzuć picie i mama wołająaca na obiad. I mnie kiedyś tak na obiad zawołała, oznajmiłam znajomym, że muszę iść ale wrócę jak zjem. Pobiegłam do klatki a tam obok skrzynek pocztowych przy schodach do piwnicy spotkałam dyszacego faceta z opuszczonymi spodniami, jak to głupie dziecko wbiegłam na półpiętro ale za chwilę się wróciłam, wybiegłam z klatki by powiedzieć innym znajomym, że widziałam pana bawiącego się swoim ptakiem

wszyscy z ciekawością wróciliśmy, ale zobaczyliśmy tylko jak facet uciekał. Po powrocie opowiedziałam wszystko rodzicom, ojciec zebrał sąsiadów i poszli na obchód ale faceta już nie znaleźli.
Mieszkając ze swoim, teraz ex, facetem siedzieliśmy w nocy i piliśmy winko, wieczorem on dostał wiadomość, że zmarł jego ojciec. Wiadomo szok i dramat, cała noc przeplakana i nieprzespana. Ja miałam na rano do pracy, nie chciałam iść ale zmusił mnie bym szła, bo i tak nic to nie zmieni. Wyszłam z domu, jak zwykle o tej samej godzinie, na ten sam pierwszy nad ranem autobus. Wyjątkowo byłam sama na przystanku, podjechał bus, wsiadłam, oprócz kierowcy byłam sama, poszłam na górę, i jak już ruszaliśmy podbiegł jakiś koleś, wsiadł do autobusu, wszedł na górę i usiadł obok mnie. Było to dla mnie dziwne, że cały autobus wolny a on siada akurat obok mnie, ale nie miałam siły za bardzo o tym myśleć. Ja sobie popłakiwałam pod nosem, a on w trakcie jazdy cały czas się na mnie gapił, później zaczął na mnie nacierać kolanem. W chwilę się ocknelam, zeszłam na dół kilka przystanków wcześniej niż mój, koleś zszedł za mną. Wysiadłam na swoim przystanku, koleś wyszedł za mną. Ja przebiegłam na drugą stronę ulicy, koleś też przebiegł. Miałam szczęście, ze normalnie w kilka sekund pojawili się moi znajomi z pracy machając i krzyczący do mnie, bo nie wiem co koleś miał w głowie.
Kocham koncerty, moi znajomi niekoniecznie, nie przeszkadza mi to chodzić na nie sama. Kiedyś wracając z jednego spieszyłam się na jeden z ostatnich autobusów (jakoś przed północą). Udało mi się być przed czasem, więc na spokojnie odpaliłam sobie fajkę i czekałam. Na przystanku było kilkoro ludzi. Nagle podszedł do mnie jakiś starszy facet skomplementował jaka jestem piękną* i odszedł. Wrócił za chwilę z pytaniem o godzinę, odpowiedziałam, odszedł. Podszedł znowu z pytaniem o zapalniczke, powiedziałam, że nie mam, więc odburknal, że jak nie mam jak palę,ale machnął ręka i odszedł. Znowu wrócił mówiąc, że się zakochał, klęknął przede mną i że muszę za niego wyjść, obróciłam wszystko w żart pokazując mu palec z pierścionkiem mówiąc, że jestem już zaręczona. Ludzie na przystanku zaczęli się śmiać. Koleś się wkurwił, zaczął mnie ciągnąć za rękę, próbując ściągnąć mi pierścionek i krzyczeć, że jestem jego przeznaczeniem. Jakiś chłopak podszedł i powiedział by dał mi spokój, koleś się do niego rzucił z łapami, całe szczęście podjechał nasz autobus, chłopak mnie do niego wepchnął a facet został na kolanach na przystanku.
Kolejna historia około koncertowa taka trochę śmieszna trochę niekomfortowa. Pochodzę z zadupia, by dojechać do Krakowa musiałam przebyć długa droge. Dojechałam od siebie do Wrocławia, skąd miałam pociąg do Krakowa. Na koncert byłam umówiona ze znajomymi na miejscu. Chwilę przed wyjazdem okazało się, że koleżanka z Poznania może wyjechać wcześniej i będzie w tym pociągu, w który ja miałam wsiąść We Wrocku. I całe szczęście. Pociąg podjechał, ja wsiadłam i spotkałam się z koleżanką. Pociąg miał chyba z pół godziny postoju, byłyśmy same w przedziale więc się rozsiadlysmy i nadrabiałysmy plotki. Ja byłam w sukience, miałam na sobie rajstopy imitujące podwiązki, i wiem, że nie wypada, ale ściągnęłam buty i położyłam nogi na siedzeniu przede mną. I jak to w trakcie postoju, przechodziły większe grupy zaglądające czy jest miejsce, ludzie sprzedający piwo, i nagle wszedł koleś. Stanął i patrzy. Pytamy czy możemy pomóc, o co chodzi, i takie takie. Koleś mówi, że nie, że on na bilet zbiera do Katowic i tak chodzi po pociągach i może ktoś się dołoży, dałyśmy mu jakieś 5 złotych bo nie miałyśmy więcej drobnych i tyle, koleś podziękował i poszedł. Wrócił za kilka minut i zaczął pierdolić, że jestem piękna* i w ogóle, i że takie nogi to nie każdy powinien widzieć, że takie nogi to tylko za opłatą. Haha hihi, chłopie weź już idź. Dwie minuty wraca, pyta o numer, że może jednak jakaś kawa, coś i w ogóle. My dalej twardo, człowieku przeszkadzasz nam, on przepraszam ok ok. I znowu ku*wa wraca, ja już wkurwiona mówię człowieku, mamy babski weekend weź się odwal, a ten nagle odpala, że sorry, ja nigdy nie widziałem tak pięknej kobiety, a od kilku lat w ogóle nie widziałem kobiety, bo właśnie mnie z więzienia wypuścili, ale nie bój się, za gw**t nie siedziałem

Dopiero po kilku dniach do mnie doszło, że miałam tym pociągiem jechać sama.
*ja nawet ładna nie jestem.
A z takich naprawdę true crime, to u mnie w mieście zabili kolesia, który był z jakichs parabanków. To chyba provident był. Koleś poszedł odebrać ratę i zajebali go nogą od stołu i schowali w jakieś skrzyni, to było kilkanaście lat temu, rata wynosiła chyba z 20 złotych, a sprawa była w tvn a żona zamordowanego była chyba nawet w rozmowach w toku.
Who's in a bunker? Who's in a bunker? I have seen too much. I haven't seen enough.
Ice age coming. Ice age coming. Let me hear both sides. Let me hear both sides.
We're not scaremongering, this is really happening, happening.