Ostatnio z bratem wspominaliśmy naszych nieżyjących już dziadków. Pełna nostalgii postanowiłam założyć ten wątek, może się przyjmie.
Powspominamy naszych seniorów i ich czasem dziwne a czasem zabawne historie czy przyzwyczajenia.
Mój dziadek np. w zimę mógł wyjść na dwór w koszulce na ramiączka ale zawsze musiał mieć czapkę. Co by nie jadł na obiad musiała być do tego pajda chleba, bo "bez chliba to się nie najisz". Babcia w przerwie na reklamy na Polsacie potrafiła po prostu wstać z fotela, pójść do kuchni, ukręcić ciasto i wstawić do pieczenia Miała ze dwadzieścia nieotwartych kompletów pościeli czy obrusów - bo się przyda. Zmarła nie używszy nigdy specjalnej zastawy na odpowiednią okazję, zostawiając biżuterię jeszcze z metkami czy nigdy nie zalożone sukienki. Wszystko miało być na kiedyś.
Drugi dziadek był od cholery, za kołnierz nie wylewał ale był przy tym tak kochany, że był ulubieńcem całej rodziny i miłością życia drugiej babci. A wy jak wspominacie swoich dziadków?
Dziadka od strony ojca nie poznałam, ponieważ umarł nagle dokładnie miesiąc przed moim urodzeniem, tzn. on zmarł 18 maja, a ja 18 czerwca przyszłam na świat. Całe życie miałam z tego powodu coś w rodzaju wyrzutów sumienia, że w jakiś dziwny sposób posłałam go na drugą stronę i że jestem z tego powodu przeklętym dzieckiem. Wiem, że dziadek był despotą, zapalonym zwolennikiem PZPR i antyklerykałem. Jego żona, czyli moja babcia była kobietą bardzo pracowitą, zamknięta w sobie, miała specyficzne poczucie humoru, lubiła taki czarny humor. Miała bardzo trudne życie, bo straciła 4 dzieci po porodzie przez konflikt serologiczny, przeżył tylko mój ojciec. To była złota kobieta, bardzo schorowana a nigdy nie skarżyła się na swój los, pracowała pomimo bólu i była zupełną odwrotnością takiego stereotypowego obrazu emerytki, która uwielbia wyliczać swoje choroby i opowiadać o operacjach, które przeszła. Uwielbiała swój ogród i kwiaty, szyła, robiła na drutach. Jak byłam mała to nosiłam w kółko zrobione przez nią swetry, uszyte dla mnie spódnice itp.
Babcia od strony mamy uwielbiała mnie, chyba dlatego, że byłam jej jedyną wnuczką. Od zawsze będzie mi się kojarzyć z lalką Barbie, którą dostałam od niej w 1991. W tamtych czasach mieć lalkę Barbie to było coś, wszystkie koleżanki w przedszkolu mi jej zazdrościły bo na wsi, gdzie mieszkałam mało kto miał takie ekskluzywne zabawki. Babcia zawsze miała nienaganny porządek w domu, piękne suszone kwiaty w wazonach, mnóstwo starych pocztówek, które przeglądałam godzinami, tandetnej ale kolorowej biżuterii w drewnianej szkatule, ktorą się bawiłam i kolekcję prlowskich mydeł, których nikt nie używał, bo chyba zostały tylko na pamiątkę po starych czasach a ja uwielbiałam je wąchać i sortować. U babci wisiała w kuchni taka makatka, na której litera ,,g" była tak fantazyjnie wyhaftowana, że wyglądała jak ,,s" i każdy odczytywał z rozbawieniem napis ,, sraj strajku, sraj, to tu będzie raj". Dziadek był szewcem i zgodnie z przyslowiem za kołnierz nie wylewał ale nie był alkoholikiem awanturujacym się. Dziadek miał 16 lat jak skończyła się wojna i wiem, że miał wielką traumę przez to czego był świadkiem, widział m.in. egzekucję na Żydach, dzieciach i sam prawie przypłacił to życiem. Nosił nazwisko jak pewna polska postać historyczna, co było problematyczne w czasach komuny. Był namawiany przez lokalne władze do zmiany nazwiska ale nie zgodził się, bo uważał, że byłoby to brakiem szacunku dla jego przodków.