Moi dziadkowie:
Od strony mamy byli rozwiedzeni. Dziadek był wesoły, trochę cwaniak. Miał dramatyczne dzieciństwo - po Powstaniu Warszawskim jego matka z malutkimi dziećmi była wśród ludzi, których wygnano z Warszawy, przeszli przez obóz w Pruszkowie. Ojciec dziadka już wtedy nie żył, wpadł podczas łapanki. Dziadek przypomniał sobie pod koniec życia, że dwukrotnie był stawiany pod ścianą na rozstrzelanie (miał 7 lat), ale udało im się dostać na wieś, gdzie matka zostawiła dzieci pod opieką opłaconych ludzi. Dziadek dorósł, założył rodzinę, ale nie pykło, m.in. przez jego skoki w bok. Po rozwodzie związał się z kobietą, z którą spędził chyba ze 30 lat, aż do jej śmierci. Oboje w tym związku pili, kłócili się, ale przy tym mieli swoje wspólne życie np. jeździli w ulubione miejsca na wakacje. Był z nią do końca, opiekował się, gdy była już śmiertelnie chora.
Babcia również miała trudne dzieciństwo, naznaczone biedą - rodzinną i taką z lat 40 i 50. Była twarda i miała głowę do interesów. Umiała szyć na maszynie, robić manicure, prowadziła sklepik, jeździła za granicę na handel. Bliska rodzina wspomina ją jako jędzę i kawał cholery (zasłużenie), ale faktem jest, że po rozwodzie została sama z dwiema córkami, utrzymała je, nigdy biedy nie klepały, w latach 80 i 90 kupiła kilka nieruchomości i sporo jej potomków nie musi się martwić dzięki niej o byt. Nauczyła mnie szyć, gotować i wszelkie internetowe ekspertki od zero waste mogły jej buty czyścić
Dziadkowie od strony taty byli ze wsi i na wsi żyli. Dziadek był bardzo chudy, był alkoholikiem, ale nie pamiętam go, by się awanturował, co podobno robił wcześniej. Lubił się wygłupiać, żartować. Babcia była dość cicha, więcej o niej dowiedziałam się od rodziny. Bardzo nas,wnuczki, kochała, taka czuła babcia jak z powieści. Zaimponowało mi, gdy tata wspomniał, że w latach 60 i 70 prenumerowała książki (były takie wydania powieści ze świata, chyba Książka i Wiedza). Jako młoda dziewczyna jeździła na obozy "Służby Polsce", gdzie pracowała mniej niż w domu, za to wracała z dodatkowymi kilogramami - podobno dobrze karmili

i jej siostra wspominała, jak będąc podlotkiem paliła "papierosy" z liści wiśni
