Czy bycie jedynakiem i brak rodzeństwa jest złe?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryCzy bycie jedynakiem i brak rodzeństwa jest złe?
Mam ostatnio straszną rozkmine. Bo mamy dziecko - zawsze planowaliśmy mieć tylko jedno i tego się trzymamy.
Martwi mnie co będzie z nim w przyszłości, jak będziemy starzy i niedołężni. Ja wiem, że posiadanie rodzeństwa nie równa się z tym, że będzie się ono w przyszłości kochać czy wspierać. Ale czysto hipotetycznie tak, ze względu na to, że mamy naprawdę super relacje w rodzinie, dobre wzorce i przekazujemy je dalej. Sama mam dwóch braci i jestem za to wdzięczna. Mój narzeczony jest jedynakiem i kiedy patrzy na moje relacje z rodzeństwem, mówi że zazdrości.
Poród, połóg i wychowanie psychiczne bardzo mnie przetyralo psychicznie i nie chce się decydować na drugie dziecko. Z drugiej strony tak jak mówię - wszystko spadnie na barki jednego dziecka (o ile oczywiście będzie chciał, nic nam nie jest winien) - mówię tu o starości i tego typu sprawy.
Co Wy o tym sądzicie? Z chęcią poczytam Wasze historie
Martwi mnie co będzie z nim w przyszłości, jak będziemy starzy i niedołężni. Ja wiem, że posiadanie rodzeństwa nie równa się z tym, że będzie się ono w przyszłości kochać czy wspierać. Ale czysto hipotetycznie tak, ze względu na to, że mamy naprawdę super relacje w rodzinie, dobre wzorce i przekazujemy je dalej. Sama mam dwóch braci i jestem za to wdzięczna. Mój narzeczony jest jedynakiem i kiedy patrzy na moje relacje z rodzeństwem, mówi że zazdrości.
Poród, połóg i wychowanie psychiczne bardzo mnie przetyralo psychicznie i nie chce się decydować na drugie dziecko. Z drugiej strony tak jak mówię - wszystko spadnie na barki jednego dziecka (o ile oczywiście będzie chciał, nic nam nie jest winien) - mówię tu o starości i tego typu sprawy.
Co Wy o tym sądzicie? Z chęcią poczytam Wasze historie
-
Exrvuninyvtvuni
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: ndz lis 10, 2024 6:38 pm
Myślę, że patrząc na post sama znasz odpowiedź na to pytanie
Oczywiście przypadki są różne, może być tak, że rodzeństwo nie będzie trzymać się razem, ale sumarycznie myśle, że więcej jest plusów jego posiadania - nie mówiąc już nawet o przyszłości, to nawet dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej, dzięki mają w sobie wsparcie, mogą się razem bawić, uczą się relacji - oczywiście kłótnie i spory zawsze się pojawiają, ale w najgorszym wypadku skończą tak jak jedynacy. Dla mnie kluczowa jest różnica wieku, jeżeli jest zbyt duża to ciężko będzie znaleźć wspólny język.
Oczywiście przypadki są różne, może być tak, że rodzeństwo nie będzie trzymać się razem, ale sumarycznie myśle, że więcej jest plusów jego posiadania - nie mówiąc już nawet o przyszłości, to nawet dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej, dzięki mają w sobie wsparcie, mogą się razem bawić, uczą się relacji - oczywiście kłótnie i spory zawsze się pojawiają, ale w najgorszym wypadku skończą tak jak jedynacy. Dla mnie kluczowa jest różnica wieku, jeżeli jest zbyt duża to ciężko będzie znaleźć wspólny język.
Odpowiedź znam, pytanie czy mogłabym się poświęcić i zaryzykować znowu moje zdrowie psychiczne. Stąd pytanie do osób, które też mierzyły się z takim problememExrvuninyvtvuni pisze: ↑pt paź 31, 2025 11:23 am Myślę, że patrząc na post sama znasz odpowiedź na to pytanie![]()
Oczywiście przypadki są różne, może być tak, że rodzeństwo nie będzie trzymać się razem, ale sumarycznie myśle, że więcej jest plusów jego posiadania - nie mówiąc już nawet o przyszłości, to nawet dzieciństwo wygląda zupełnie inaczej, dzięki mają w sobie wsparcie, mogą się razem bawić, uczą się relacji - oczywiście kłótnie i spory zawsze się pojawiają, ale w najgorszym wypadku skończą tak jak jedynacy. Dla mnie kluczowa jest różnica wieku, jeżeli jest zbyt duża to ciężko będzie znaleźć wspólny język.
-
Exrvuninyvtvuni
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: ndz lis 10, 2024 6:38 pm
2,5
-
Exrvuninyvtvuni
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: ndz lis 10, 2024 6:38 pm
To jest jeszcze małe dziecko, więc spokojnie masz jeszcze czas na podjęcie decyzji - poczekaj aż dziecko pójdzie do przedszkola i będzie Ci łatwiej z opieką nad dwójką. Ostatecznie jeżeli się nie zdecydujesz, to też nie będzie koniec świata - masz jedno życie i nie ma sensu zmuszać się do posiadania kolejnego dziecka w imię idei. Może też adopcja wchodziłaby w grę?
Ja bym się zastanowiła, co konkretnie wpłynęło na Twoje negatywne postrzeganie macierzyństwa i czy jest to coś, co możesz zmienić - poród w znieczuleniu, inaczej zorganizowany połóg (niekoniecznie też odczucia mogą być takie same jak przy pierwszej ciąży), czy z czego wynikały trudy wychowania, teraz masz więcej doświadczenia, więc może do niektórych rzeczy podjedziesz inaczej.
Dzięki, na pewno Twoje słowa pomogłyExrvuninyvtvuni pisze: ↑pt paź 31, 2025 2:11 pm To jest jeszcze małe dziecko, więc spokojnie masz jeszcze czas na podjęcie decyzji - poczekaj aż dziecko pójdzie do przedszkola i będzie Ci łatwiej z opieką nad dwójką. Ostatecznie jeżeli się nie zdecydujesz, to też nie będzie koniec świata - masz jedno życie i nie ma sensu zmuszać się do posiadania kolejnego dziecka w imię idei. Może też adopcja wchodziłaby w grę?
Ja bym się zastanowiła, co konkretnie wpłynęło na Twoje negatywne postrzeganie macierzyństwa i czy jest to coś, co możesz zmienić - poród w znieczuleniu, inaczej zorganizowany połóg (niekoniecznie też odczucia mogą być takie same jak przy pierwszej ciąży), czy z czego wynikały trudy wychowania, teraz masz więcej doświadczenia, więc może do niektórych rzeczy podjedziesz inaczej.
Gdy syn miał tydzień, trafiłam na oddział zamknięty na 3 tygodnie, co wpłynęło na moje postrzeganie macierzyństwa. Nie wiem czy przy drugim to samo się nie powtórzy, więc nie wiem czy tym razem wyszłabym z tego żywa. Zostałam zdiagnozowana - w moim odczuciu błędnie. Jest ta niewiadoma, czy to się nie powtórzy. To chyba najbardziej blokuje
-
Exrvuninyvtvuni
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: ndz lis 10, 2024 6:38 pm
Rozumiem, że na oddział (psychiatryczny) trafiłaś z depresją poporodową?rockshoot pisze: ↑pt paź 31, 2025 2:32 pm Dzięki, na pewno Twoje słowa pomogły![]()
Gdy syn miał tydzień, trafiłam na oddział zamknięty na 3 tygodnie, co wpłynęło na moje postrzeganie macierzyństwa. Nie wiem czy przy drugim to samo się nie powtórzy, więc nie wiem czy tym razem wyszłabym z tego żywa. Zostałam zdiagnozowana - w moim odczuciu błędnie. Jest ta niewiadoma, czy to się nie powtórzy. To chyba najbardziej blokuje
-
nosferatu
z perspektywy najmłodszej osoby w rodzeństwie (między mną a nimi jest 15 lat różnicy), to nie wyobrażam sobie, że miałabym być sama. wiem, że dla nich posiadanie siebie w podobnym wieku to wielkie wsparcie. mi też teraz robią trochę za „zapasowych rodziców” - życie pisze scenariusze, wiadomo, że nikt nikomu nie jest winien i tak dalej, wszystko różnie się układa, ale pojadę klasykiem - lepiej mieć niż nie mieć. ale też nie można patrzeć zerojedynkowo, bo jeżeli np kogoś nie stać na dwójkę dzieci lub wie, że będzie z nim krótko mówiąc źle, to też nie ma co na siłę kogoś uszczęśliwiać. to będzie subiektywne, ale jeżeli myślisz, że jesteś w stanie zapewnić mu godne życie, to moim zdaniem zrobisz swojemu 1 dziecku dużą przysługę. myślałaś może nad terapią? ze specjalista na pewno szybciej byś to przegadała, wypracowała i byście ocenili, czy jesteś w stanie coś zmienić aby być pewna tej decyzji
No właśnie nie. Generalnie przez tydzień nie zmrużyłam oka, co powodowało u mnie bardzo złe myśli. Myślałam, że to może depresja, tam mnie zdiagnozowali pod kątem osobowości narcystycznej co kompletnie nie jest prawdą. Także co mi było, do tej pory dokładnie nie wiem. Ale leki, które brałam rok pomogły, cokolwiek by to nie byłoExrvuninyvtvuni pisze: ↑pt paź 31, 2025 3:03 pm Rozumiem, że na oddział (psychiatryczny) trafiłaś z depresją poporodową?
To mógł być jakiś szok poporodowy. Mój maz ma siostrę i mają słaby kontakt, każde żyje swoim życiem, ja nie mam rodzeństwa a chciałabym mieć, większość ludzi w moim otoczeniu ma dobre relacje z siostrami i braćmi, oczywiście zdarzają się wyjątki ale w często był to efekt działań rodziców.rockshoot pisze: ↑pt paź 31, 2025 3:56 pm No właśnie nie. Generalnie przez tydzień nie zmrużyłam oka, co powodowało u mnie bardzo złe myśli. Myślałam, że to może depresja, tam mnie zdiagnozowali pod kątem osobowości narcystycznej co kompletnie nie jest prawdą. Także co mi było, do tej pory dokładnie nie wiem. Ale leki, które brałam rok pomogły, cokolwiek by to nie było
-
Exrvuninyvtvuni
- Mokra Włoszka
- Posty: 57
- Rejestracja: ndz lis 10, 2024 6:38 pm
Takie sytuacje są częstsze niż myślisz - znałam osobę, która po porodzie w wyniku stresu miała omamy i również znalazła się na oddziale zamkniętym. Nie jest to Twoja wina - hormony szaleją, poród to trauma. Teraz to wcale nie musi się wydarzyć - jesteś lepiej przygotowana, wiesz co będzie Cię czekać.rockshoot pisze: ↑pt paź 31, 2025 3:56 pm No właśnie nie. Generalnie przez tydzień nie zmrużyłam oka, co powodowało u mnie bardzo złe myśli. Myślałam, że to może depresja, tam mnie zdiagnozowali pod kątem osobowości narcystycznej co kompletnie nie jest prawdą. Także co mi było, do tej pory dokładnie nie wiem. Ale leki, które brałam rok pomogły, cokolwiek by to nie było
Tak, to mogło być to. Niestety ani psycholog, ani psychiatra mi o tym nie powiedzialNiu90 pisze: ↑pt paź 31, 2025 4:01 pm To mógł być jakiś szok poporodowy. Mój maz ma siostrę i mają słaby kontakt, każde żyje swoim życiem, ja nie mam rodzeństwa a chciałabym mieć, większość ludzi w moim otoczeniu ma dobre relacje z siostrami i braćmi, oczywiście zdarzają się wyjątki ale w często był to efekt działań rodziców.
-
Kasix1
Z perspektywy jedynaczki, której rodzice po 60. roku życia zaczęli się straszliwie sypać zdrowotnie, jeśli martwisz się, co wtedy zrobi dziecko, dbaj o siebie jak najlepiej potrafisz na wszystkich polach – diety, aktywności fizycznej, psychiki. Serio. Myślę, że gdybym miała rodzeństwo, być może – bo na przyklad nie musielibyśmy utrzymywać kontaktu albo rodzeństwo miałoby własne ważne problemy – byłoby lżej finansowo i pod kątem pomocy osobistej czy na odległość, ale pewnych błędów już się naprawić nie da, pozostaje opóźniać konsekwencje. Dlatego moim zdaniem bardzo ważnym przejawem troski o dziecko jest troska o siebie, żeby na te stare lata nie być niedołężnym, tylko cieszyć się wspólnym czasem. Oczywiście nie wszystkie dolegliwości i choroby da się wykluczyć, ale można ograniczać ryzyko ich wystąpienia.
-
LauraBacha3
- Tritonotti
- Posty: 178
- Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am
Jestem jedynaczką i nigdy nie chciałam mieć rodzeństwa, nigdy nie zazdrościłam koleżankom, które miały rodzeństwo
Mój mąż ma brata i mają świetny kontakt. Moja koleżanka ma siostrę i nie widziały się od lat. Wysyłają wiadomość na urodziny i to tyle. Nie ma reguły.
Mam jedno dziecko
Mój mąż ma brata i mają świetny kontakt. Moja koleżanka ma siostrę i nie widziały się od lat. Wysyłają wiadomość na urodziny i to tyle. Nie ma reguły.
Mam jedno dziecko
Dzięki za odpowiedźLauraBacha3 pisze: ↑śr lis 05, 2025 10:27 pm Jestem jedynaczką i nigdy nie chciałam mieć rodzeństwa, nigdy nie zazdrościłam koleżankom, które miały rodzeństwo
Mój mąż ma brata i mają świetny kontakt. Moja koleżanka ma siostrę i nie widziały się od lat. Wysyłają wiadomość na urodziny i to tyle. Nie ma reguły.
Mam jedno dziecko
I co, nie martwisz się o przyszłość? O rodziców, jak dasz sobie radę z pomaganiem im sama (jeśli oczywiście macie dobry kontakt)?
Nie masz takich obaw o swoje dziecko jakie mam ja?
-
LauraBacha3
- Tritonotti
- Posty: 178
- Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am
Nie, zupełnie nie. Mam milion różnych leków ale takich akurat nie.
Moja mama ma w naszym domu zapewniony pokój na parterze, za rok przechodzi na emeryturę i zobaczymy co dalej, czy się wprowadzi czy będzie jeszcze w swoim mieszkaniu w innym mieście. Zawsze do pomocy jest mój mąż.
Gdy babcia mojej kuzynki miała udar wypiął się na nią syn, który wcześniej blisko 20 lat mieszkał w jej domu ze swoją rodziną zanim wyprowadził się do siebie. Babcia trafiła do jego siostry a jego wkład jest zerowy. Naprawdę to nie ma reguły, są cudowne rodziny wspierające się jak w filmach ale są też tacy, dla których to nic nie znaczy
Z perspektywy jedynaczki:
Zawsze marzyłam o rodzeństwie. Byłam dzieckiem dość zapracowanych rodziców, często w domu byłam sama. Czułam się samotna. Przełożyło się to, że zabiegałam o koleżanki, redukując moje potrzeby i nie zawsze właściwie dobierając towarzystwo. Byle nie być sama. Zawsze mówiłam, że nigdy jedynaka. Mam dwójkę. Jakiś czas temu bardzo pochorowała się moja mama. Oj jak bardzo brakowało mi choćby wspólnego ustalania planu postępowania z tej samej pozycji. Mogłam rozmawiać z mężem czy dalszymi członkami rodziny ale dziecko nawet dorosłe postrzega swoją mamę inaczej. Finansowo też trzeba było wysiłku, może rodzeństwo partycypowałoby? Może i nie. Ale mogłoby tak być.
Reasumując - dla mnie rodzeństwo to wartość.
Zawsze marzyłam o rodzeństwie. Byłam dzieckiem dość zapracowanych rodziców, często w domu byłam sama. Czułam się samotna. Przełożyło się to, że zabiegałam o koleżanki, redukując moje potrzeby i nie zawsze właściwie dobierając towarzystwo. Byle nie być sama. Zawsze mówiłam, że nigdy jedynaka. Mam dwójkę. Jakiś czas temu bardzo pochorowała się moja mama. Oj jak bardzo brakowało mi choćby wspólnego ustalania planu postępowania z tej samej pozycji. Mogłam rozmawiać z mężem czy dalszymi członkami rodziny ale dziecko nawet dorosłe postrzega swoją mamę inaczej. Finansowo też trzeba było wysiłku, może rodzeństwo partycypowałoby? Może i nie. Ale mogłoby tak być.
Reasumując - dla mnie rodzeństwo to wartość.
- Oliwkowa888
- Mokra Włoszka
- Posty: 64
- Rejestracja: sob paź 12, 2024 12:54 pm
Dzieci nie mam, ale sama jestem jedynaczką. Nigdy tego nie żałowałam. Nie myślałam jak to jest mieć rodzeństwo i czy chciałbym lub nie. Było mi dobrze i nadal jest. Mój partner też jest jedynakiem i mówi to samo, co ja. Wręcz uważa, że bycie jedynakiem nauczyło go samodzielności i bycia samemu ze sobą. Ja chyba mam podobnie. Moim zdaniem nie ma reguły. Mam kuzynostwo i tam są same rodzeństwa. Kontakt mają różny. Niektórzy świetny a inni taki, że widują się tylko na rodzinnych spotkaniach.
- sleep token
- Bagietka z szarlott
- Posty: 164
- Rejestracja: ndz cze 22, 2025 11:32 am
Jestem jedynaczką, ale mam 3 przyrodnie siostry. Nie miałam jednak dzieciństwa w samotności, bo raz, że byłam dość kontaktowym dzieckiem i szybko znajdowałam sobie towarzystwo (jesli chciałam, bo jednak częściej preferowałam osobną zabawę) a dwa, że mialam dużo kuzynostwa i generalnie rodzina była dość zżyta. Siostrom, jeśli już, zazdrościłam naszego ojca;) I to było powodem niesnasek z rówieśnikami, jak się dowiedzieli o sytuacji i zaczęli szyderę cisnąć. Nie uważam, że bycie jedynakiem jest złe, bo nic mi nie brakowało. Tak, mama była przepracowana i wiele razy wolałabym być w domu z nią, niż z babcią, ale mama starała się, jak mogła, żeby czas odrobić później. Natomiast, jeśli ktoś by wcześniej miał dziecko (przed 30) to starałabym się o kolejne. Ale to jedynie z mojej perspektywy, jako mamy w wieku 34 lat (pierwsze i ost. dziecko) - to gdybym była młodsza, pewnie rozmawiałabym z mężem o drugim dziecku. A tak, mając tyle lat ile mam, nie chcę. Plus końcówkę ciąży miałam dość dramatyczną, choć całość wspominam bardzo dobrze.
Podsumowując, to wszystko zależy, jakich ma się rodziców. Można mieć rodzenstwo i być samotnym, a można nie mieć i być bardzo aktywnym społecznie dzieckiem.
Podsumowując, to wszystko zależy, jakich ma się rodziców. Można mieć rodzenstwo i być samotnym, a można nie mieć i być bardzo aktywnym społecznie dzieckiem.
Bardzo pomocna odpowiedź, dzięki!sleep token pisze: ↑sob gru 13, 2025 12:45 pm Jestem jedynaczką, ale mam 3 przyrodnie siostry. Nie miałam jednak dzieciństwa w samotności, bo raz, że byłam dość kontaktowym dzieckiem i szybko znajdowałam sobie towarzystwo (jesli chciałam, bo jednak częściej preferowałam osobną zabawę) a dwa, że mialam dużo kuzynostwa i generalnie rodzina była dość zżyta. Siostrom, jeśli już, zazdrościłam naszego ojca;) I to było powodem niesnasek z rówieśnikami, jak się dowiedzieli o sytuacji i zaczęli szyderę cisnąć. Nie uważam, że bycie jedynakiem jest złe, bo nic mi nie brakowało. Tak, mama była przepracowana i wiele razy wolałabym być w domu z nią, niż z babcią, ale mama starała się, jak mogła, żeby czas odrobić później. Natomiast, jeśli ktoś by wcześniej miał dziecko (przed 30) to starałabym się o kolejne. Ale to jedynie z mojej perspektywy, jako mamy w wieku 34 lat (pierwsze i ost. dziecko) - to gdybym była młodsza, pewnie rozmawiałabym z mężem o drugim dziecku. A tak, mając tyle lat ile mam, nie chcę. Plus końcówkę ciąży miałam dość dramatyczną, choć całość wspominam bardzo dobrze.
Podsumowując, to wszystko zależy, jakich ma się rodziców. Można mieć rodzenstwo i być samotnym, a można nie mieć i być bardzo aktywnym społecznie dzieckiem.
Jestem jedynaczką, w dodatku mama urodziła mnie będąc po 40stce.
Jako dziecko nie przeszkadzało mi bycie jedynaczką. Była to dla mnie naturalna kolej rzeczy. W sumie cieszyłam się, że nie muszę się niczym dzielić i jestem w centrum uwagi rodziców. Koleżanki zawsze też jakieś miałam. Brakowało mi conajwyżej partnera do zabaw czy gier planszowych.
Wszystko zmieniło się, gdy stałam się dorosła i mam dzieci. Jest mi zwyczajnie ciężko psychicznie i fizycznie. Wiele rzeczy dopiero teraz zauważam. Moi rodzice byli odludkami i mimo, że mieli rodzeństwo, to gości w domu mieliśmy bardzo rzadko. Dodatkowo, ciągle mnie ostrzegali przed koleżankami, kolegami na zasadzie "umiesz liczyć, licz na siebie". Przez to przez całe życie nie zawarłam głębokich przyjaźni ani też nie mam bliskich relacji z licznym kuzynostwem. Teraz jako dorosła osoba mimo stworzenia własnej rodziny, boli mnie, że nie mam do kogo zadzwonić i po prostu pogadać o codziennych radościach i troskach. Znajomym nie chcę się zwierzać z problemów, skoro oni mi się też nie zwierzają. Znajomości z dzieciństwa się rozpadły a to z powodu wyprowadzek do innych miast lub też mojej ostrożności w kontaktach - jak ktoś mnie zranił, zrywałam zazwyczaj taką znajomość.
Moje całe kuzynostwo jest sobie bardzo bliskie i jest mi po prostu smutno, że moje dzieci wychowują się bez ciotek i wujków. Z jedną parą kuzynów wydawało mi się, że jesteśmy bliscy sobie, ale w pewnym momencie przestałam być zapraszana na wszelkie uroczystości. Na moje wiadomości co u nich odpowiadają zdawkowo. Nigdy nie zapytają co u mnie. Nawet ciąży mi nie pogratulowali, kiedy ja przy ich ciążach regularnie dzwoniłam, pytałam o samopoczucie, a po porodach regularnie prosiłam o zdjęcia i dopytywałam się jak się czują. Nie wiem naprawdę co zrobiłam źle, więc może oni po prostu nie czują tej bliskości ze mną.
Ostatnio odwiedziliśmy jedną moją ciocię i moje kuzynki, które tam były, na chwilę przejęły moje dzieci, żebym z mężem mogła zjeść spokojnie obiad. Po raz kolejny poczułam jakby to byłoby wspaniale mieć rodzeństwo, które wspiera w takich momentach.
Kwestia wieku moich rodziców i ich przyszłości, gdy ja sobie ulożyłam życie za granicą spędza mi sen z powiek.
Trochę rozpisałam się o moich problemach, ale przez to właśnie uparłam się, że choćby skały sr... moja córka będzie miała rodzeństwo i udało się
. Jest oczywiście zazdrosna, jest często bardzo ciężko (w szczególności, że starsza była high need baby i nadal wymaga często więcej uwagi niż jej młodszy brat) i wcale nie mam gwarancji, że będą oni sobie bliscy, ale jako matka chcę zrobić wszystko, żeby nie mieli tych rozsterek co ja mam teraz. Staram się zapraszać znajomych z dziećmi do nas, kumplować się z rodzicami z przedszkola, chodzimy na wiele zajęć, gdzie najbardziej zależy mi, aby zawierali przyjaźnie i uczyli się, że inni ludzie wcale nie są źli. Marzy mi się, by tak jak u wszystkich moich ciotek, mój dom stał się miejscem spotkań moich dzieci i wnuków.
Sorry, że mój komentarz niestety jest pesymistyczny. Nie chcę też żebyście odebrali mnie jako osobę, która chcę mieć rodzeństwo po to, aby mnie odciążyło z obowiązków. Chciałam po prostu dodać inną perspektywę, skoro większość tutejszych komentarzy odbiera bycie jedynakiem jako coś pozytywnego.
Jako dziecko nie przeszkadzało mi bycie jedynaczką. Była to dla mnie naturalna kolej rzeczy. W sumie cieszyłam się, że nie muszę się niczym dzielić i jestem w centrum uwagi rodziców. Koleżanki zawsze też jakieś miałam. Brakowało mi conajwyżej partnera do zabaw czy gier planszowych.
Wszystko zmieniło się, gdy stałam się dorosła i mam dzieci. Jest mi zwyczajnie ciężko psychicznie i fizycznie. Wiele rzeczy dopiero teraz zauważam. Moi rodzice byli odludkami i mimo, że mieli rodzeństwo, to gości w domu mieliśmy bardzo rzadko. Dodatkowo, ciągle mnie ostrzegali przed koleżankami, kolegami na zasadzie "umiesz liczyć, licz na siebie". Przez to przez całe życie nie zawarłam głębokich przyjaźni ani też nie mam bliskich relacji z licznym kuzynostwem. Teraz jako dorosła osoba mimo stworzenia własnej rodziny, boli mnie, że nie mam do kogo zadzwonić i po prostu pogadać o codziennych radościach i troskach. Znajomym nie chcę się zwierzać z problemów, skoro oni mi się też nie zwierzają. Znajomości z dzieciństwa się rozpadły a to z powodu wyprowadzek do innych miast lub też mojej ostrożności w kontaktach - jak ktoś mnie zranił, zrywałam zazwyczaj taką znajomość.
Moje całe kuzynostwo jest sobie bardzo bliskie i jest mi po prostu smutno, że moje dzieci wychowują się bez ciotek i wujków. Z jedną parą kuzynów wydawało mi się, że jesteśmy bliscy sobie, ale w pewnym momencie przestałam być zapraszana na wszelkie uroczystości. Na moje wiadomości co u nich odpowiadają zdawkowo. Nigdy nie zapytają co u mnie. Nawet ciąży mi nie pogratulowali, kiedy ja przy ich ciążach regularnie dzwoniłam, pytałam o samopoczucie, a po porodach regularnie prosiłam o zdjęcia i dopytywałam się jak się czują. Nie wiem naprawdę co zrobiłam źle, więc może oni po prostu nie czują tej bliskości ze mną.
Ostatnio odwiedziliśmy jedną moją ciocię i moje kuzynki, które tam były, na chwilę przejęły moje dzieci, żebym z mężem mogła zjeść spokojnie obiad. Po raz kolejny poczułam jakby to byłoby wspaniale mieć rodzeństwo, które wspiera w takich momentach.
Kwestia wieku moich rodziców i ich przyszłości, gdy ja sobie ulożyłam życie za granicą spędza mi sen z powiek.
Trochę rozpisałam się o moich problemach, ale przez to właśnie uparłam się, że choćby skały sr... moja córka będzie miała rodzeństwo i udało się
Sorry, że mój komentarz niestety jest pesymistyczny. Nie chcę też żebyście odebrali mnie jako osobę, która chcę mieć rodzeństwo po to, aby mnie odciążyło z obowiązków. Chciałam po prostu dodać inną perspektywę, skoro większość tutejszych komentarzy odbiera bycie jedynakiem jako coś pozytywnego.