Cześć wszystkim, to mój pierwszy post tutaj po przeczytaniu całego wątku i jego 89 stron
O sprawie usłyszałam przez podcast Herring na Spotify, będąc w szoku, że taka historia zdarzyła się (i to stosunkowo niedawno) i obeszła bez mocnego nagłośnienia w kraju. Dopiero zapoznając się z historiami na tym forum i „csi” na fb- skłaniam się ku wersji jakichś 95% osób tutaj czyli wersji, że przyczyną było niestety przedawkowanie, a nie yacht i mafia.
Jest tylko kilka wcześniej wspomnianych wątków, które gryzły mnie czytając wcześniejsze wypowiedzi, więc je poruszę:
„Po co milionerowi na yachcie kobieta i to z mężem skoro może mieć każdą modelkę za pieniądze” <- niestety, ale świat jest brutalny, a zepsutym ludziom i to jeszcze bogatym mogą nie wystarczać emocje, które można kupić. Śmiem twierdzić, że po świecie chodzą bestie, które kręci przemoc, agresja czy świadomość, że krzywdzą ludzi, więc uważam, że kogoś może podniecać fakt, że robi krzywdę kobiecie na oczach jej męża. Znam niestety przypadki ludzi, którzy np. czerpią satysfakcję z romansu z kimś zajętym, więc akurat taka możliwość w teorii czyli porwanie pary byłaby realna, co nie zmienia faktu, że i tak w tą wersję nie wierzę, chciałam tylko w odpowiedzi na dyskusję podnieść fakt, że byłoby na to jakieś psychologiczne wytłumaczenie.
Druga sprawa, która w teorii mnie nurtuje i mogłaby podważyć wersję z przedawkowaniem bez udziału osób trzecich- może ktoś zna na to racjonalne wytłumaczenie- ciała małżonków bodajże znaleziono obok siebie, moje pytanie: czy w sytuacji kiedy człowiek i jego organizm walczy o życie itp. nie byłoby w praktyce logiczniejsze, że są od siebie oddaleni, bo np. Dawid próbowałby znaleźć pomoc czy w napadzie ostatniej świadomości oddalić się ze względu na jakąś próbę walki o życie/ panikę. Nie znam się na kwestiach działania danych narkotyków i utraty świadomości, bo możliwe też, że położyli się tam świadomie, a po czasie ich coś uderzyło i nie dało możliwości przemieszczania się. To mnie jednak zastanawia- czy np.na miejscu zdarzenia nie powinni zabezpieczyć śladów stóp, które świadczyłyby, że nie zostali przeniesieni tylko sami tam dotarli (poprawcie mnie jeśli się mylę, bo może wyolbrzymiam fakt, że np. wiatr takie ślady zaciera i byłoby to nierealne do zbadania)
Sama postać Oli przypomina mi bardzo postać mojej ex znajomej- dziewczyny ze szkoły, które znęcała się nad innymi. Nawet wizualnie są podobne. Dziewczyna ta była jedynaczką, przekonaną o swojej wyjątkowości i utwierdzana w tym przez rodzicow, którzy wychowali ją w duchu, że wszystko jej wolno. Pamiętam jak upiła się na imprezie i wszyscy dookoła byli winni tylko nie ona. Nawet nauczyciele się jej bali, bo wiedzieli, że każde wejście w dyskusję to tłumaczenie się później przed jej rodzicami. Znaczenie wyrażenia „ponoszenie konsekwencji za własne czyny” było jej obce, a przez to, że nigdy nie ponosiła kar za swoje wykroczenia sprawiało, że z każdym występkiem czuła się tylko bardziej bezkarna. To trochę jak nieśmiertelność, bo „wszystkich może coś spotkać złego, ale nie mnie”.
Analizując tą sytuację, może matce ciężko jest pogodzić się z wersją, że śmierć córki nastąpiła na skutek jej własnych decyzji i nieodpowiedzialności przez co podświadomie obwinia za to siebie, więc na siłę szuka rozwiązań wskazujących na udział osób trzecich.