Wolontariat w hospicjum
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
Moniawogrodzie
- RoyalBaby
- Posty: 24
- Rejestracja: ndz paź 13, 2024 6:33 pm
Wolontariat w hospicjum
Cześć, od jakiegoś czasu chodzi za mną taki pomysł, żeby zostać wolontariuszką w hospicjum. Być może wynika to z faktu że nigdy nie miałam dziadków, babcie poumierały jak byłam mała, dodatkowo moi rodzice też już nie żyją i chyba potrzebuję kontaktu ze "starymi ludźmi". Jednak jestem osobą z wysoką wrażliwością i nie wiem czy to mnie psychicznie nie rozwali, ale mam w sobie bardzo dużą potrzebę być potrzebną i przydatną światu. Czy jest tu ktoś kto robił coś takiego? Czy jest bardzo ciężki kawałek chleba? Czy można się troszkę uodpornić na krzywdę i cierpnie drugiego człowieka?
Też mi się wydawało, że mam taką potrzebę jak ty, więc lata temu poszłam na pielęgniarstwo. Ta przygoda skończyła się po roku, w dużej mierze dzięki praktykom w hospicjum. Jeśli chcesz kontaktu ze starszymi ludźmi to celowałabym raczej w miejsca typu dom spokojnej starości. W hospicjum większość ludzi nie będzie w stanie zamienić z tobą nawet słowa. Albo mają demencję albo są już po prostu wyłączeni i głównie stękają/jęczą/płaczą, jak cokolwiek przy nich robisz. Jak szłam kogoś umyć, to czułam się, jakbym się nad nim znęcała. To są osoby, którym jest potrzebna po prostu fachowa opieka i ulga w bólu na koniec życia. Większość z nich leży w pieluchach i mimo, że są zadbani w miarę możliwości to czuć to już po wejściu do budynku. Jeśli jesteś tak wrażliwa, jak mówisz, to ja bym zaczęła raczej od kontaktu ze starszymi w wersji "light". Na hospicjum naprawdę trzeba być gotowym.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Nie robiłam wolontariatu, ale ze względu na bliska osobę bywałam. Moim zdaniem wolontariat to bardzo potrzebne zajęcie. Ci ludzie chcą normalnych interakcji, chcą żartować, pogadać z kimś innym niż osoba, która zmienia im pieluchę czy robi zastrzyk lub równie chory sąsiad z łóżka obok. Widziałam, że pacjenci nieleżący grają w szachy, żartują z jakimś młodym personelem. Pytanie czy psychicznie dasz radę. Dla mnie te wizyty były trudne. Jak się pewnie domyślasz ci ludzie często odchodzą / zmieniają się. Nie pachnie tam ładnie, czasem ktoś krzyczy, czasem jest brudno, wiadomo.
Sama zastanawiałam się na wolontariatem w dziennych oazach dla dzieci z trudnych rodzin. To tzw. ogniska. Czasem są przy domach kultury. Pomaga się przy odrabianiu lekcji / nadrabianiu zaległości, organizuje zajęcia, warsztaty, itp.
Sama zastanawiałam się na wolontariatem w dziennych oazach dla dzieci z trudnych rodzin. To tzw. ogniska. Czasem są przy domach kultury. Pomaga się przy odrabianiu lekcji / nadrabianiu zaległości, organizuje zajęcia, warsztaty, itp.
- Kalinamalina1997
- JaZapier***
- Posty: 1765
- Rejestracja: pn paź 27, 2025 2:33 pm
Przez to że sporo czasu spędziłam w hospicjum z moim bliskim poznałam wspaniałych pracowników tego miejsca. Była też tam wieloletnia Pani wolontariuszka. Miała swoje stałe dni na wizyty w tygodniu. Przychodziła po prostu pogadać. I tak były osoby, które tego chciały. Do hospicjum trafia też mnóstwo osób samotnych, które czasem nawet nie powinny się tam tak szybko znaleźć. Czasem chcą rozmowy o czymś innym niż o codziennych lekach i pielęgnacji. Jeśli chodzi o psychikę- to trudne miejsce, zapach, widok, ludzie się zmieniają co chwilę, czasem są w agonii, czasem majaczą, czasem są agresywni jak mają objawy neurologiczne. Jeśli chcesz spróbować warto po prostu pytać u źródła czyli w konkretnym miejscu jaka jest procedura przyjmowania wolontariuszy. Dobrym miejscem jest też dom spokojnej starości czy inne tego typu miejsca. Tam jest wiele ludzi, którzy chcą porozmawiać a ich stan często jest lepszy, bardziej łagodny dla psychiki.