Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Wolontariat w hospicjum

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Moniawogrodzie
RoyalBaby
Posty: 18
Rejestracja: ndz paź 13, 2024 6:33 pm

Wolontariat w hospicjum

Post autor: Moniawogrodzie »

Cześć, od jakiegoś czasu chodzi za mną taki pomysł, żeby zostać wolontariuszką w hospicjum. Być może wynika to z faktu że nigdy nie miałam dziadków, babcie poumierały jak byłam mała, dodatkowo moi rodzice też już nie żyją i chyba potrzebuję kontaktu ze "starymi ludźmi". Jednak jestem osobą z wysoką wrażliwością i nie wiem czy to mnie psychicznie nie rozwali, ale mam w sobie bardzo dużą potrzebę być potrzebną i przydatną światu. Czy jest tu ktoś kto robił coś takiego? Czy jest bardzo ciężki kawałek chleba? Czy można się troszkę uodpornić na krzywdę i cierpnie drugiego człowieka?
janinka
Ciastko
Posty: 7
Rejestracja: wt mar 28, 2023 8:27 pm

Post autor: janinka »

Też mi się wydawało, że mam taką potrzebę jak ty, więc lata temu poszłam na pielęgniarstwo. Ta przygoda skończyła się po roku, w dużej mierze dzięki praktykom w hospicjum. Jeśli chcesz kontaktu ze starszymi ludźmi to celowałabym raczej w miejsca typu dom spokojnej starości. W hospicjum większość ludzi nie będzie w stanie zamienić z tobą nawet słowa. Albo mają demencję albo są już po prostu wyłączeni i głównie stękają/jęczą/płaczą, jak cokolwiek przy nich robisz. Jak szłam kogoś umyć, to czułam się, jakbym się nad nim znęcała. To są osoby, którym jest potrzebna po prostu fachowa opieka i ulga w bólu na koniec życia. Większość z nich leży w pieluchach i mimo, że są zadbani w miarę możliwości to czuć to już po wejściu do budynku. Jeśli jesteś tak wrażliwa, jak mówisz, to ja bym zaczęła raczej od kontaktu ze starszymi w wersji "light". Na hospicjum naprawdę trzeba być gotowym.
Rzeka.chaosu
Currently:Greece
Posty: 1258
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Nie robiłam wolontariatu, ale ze względu na bliska osobę bywałam. Moim zdaniem wolontariat to bardzo potrzebne zajęcie. Ci ludzie chcą normalnych interakcji, chcą żartować, pogadać z kimś innym niż osoba, która zmienia im pieluchę czy robi zastrzyk lub równie chory sąsiad z łóżka obok. Widziałam, że pacjenci nieleżący grają w szachy, żartują z jakimś młodym personelem. Pytanie czy psychicznie dasz radę. Dla mnie te wizyty były trudne. Jak się pewnie domyślasz ci ludzie często odchodzą / zmieniają się. Nie pachnie tam ładnie, czasem ktoś krzyczy, czasem jest brudno, wiadomo.

Sama zastanawiałam się na wolontariatem w dziennych oazach dla dzieci z trudnych rodzin. To tzw. ogniska. Czasem są przy domach kultury. Pomaga się przy odrabianiu lekcji / nadrabianiu zaległości, organizuje zajęcia, warsztaty, itp.