Rozdzieliłabym biedę od ograniczonych możliwości, bo inaczej "bieda" będzie oznaczać wszystko, od braku pieniędzy na chleb po brak wyjazdu na zagraniczne wakacje. Koleżanki uznawane za bogate w mojej szkole w porównaniu do tych, które poznałam po wyjeździe na studia, to były "biedaki".Marti37 pisze: ↑ndz cze 28, 2026 11:17 am Zalezy natomiast co definiujemy jako biedę- czy rodzinę jak wyzej wspomniana czy moze taką gdzie jest nawet i tylko 2 dzieci ktore co prawda nigdy nie sa glodne i mają przysłowiowe buty ale juz za "zbytki" typu zajęcia dodatkowe czy wyjście do kina pieniędzy brak.
Ten drugi przykład niby nie wpisuje się w klasyczną definicje biedy ale na pewno takie dzieci czują się gorsze od rówieśników bo nie stać ich na jakiekolwiek hobby czy fajne spędzanie czasu i to też nie jest fair.
Ja nie jestem z biednej rodziny, oboje rodzicow pracowało ale nigdy nie chodzilam na żadne zajęcia dodatkowe, nie byłam na wakacjach czy chociażby koloniach, ciuchy miałam ale nie takie jakie byly modne i ktore bym chciała tylko po prostu aby były-pamietam że odczuwałam to jako dziecko i obiecałam sobie że moje dzieci nigdy nie usłysza że na coś co potrzebują "szkoda pieniedzy"
Wracając do definicji biedy- taką rodzinę która była książkowym przykładem znałam tylko jedną w swojej okolicy natomiast takich rodzin jak moja było wiele-gdzie dzieci nie chodziły głodne ani obdarte ale jednoczesnie nie bylo pieniedzy na fajne dzieciństwo, wyjazdy, fajne spędzanie weekendów czy hobby
Istnieje bieda skrajna, czyli wszystko co poniżej minimum egzystencji, a potem:
Minimum egzystencji (tylko żeby przeżyć) = dziecko nie głoduje, ma dach nad głową, ma podstawowe ubrania (niekoniecznie świeże), może się umyć, chodzi do szkoły i korzysta z darmowych rzeczy, nie uczestniczy w kulturze i rekreacji, nie ma spełnionych potrzeb rozwojowych
Minimum socjalne = zróżnicowana i normalna dieta, normalne warunki i miejsce do odpoczynku, komplet czystych i nieznoszonych ubrań, normalny zakres leczenia (profilaktyka, higiena), edukacja uwzględniająca potrzeby dziecka, udział w kulturze, możliwość rozwoju
Wracając do wątku, osobiście uważam, że lepiej powstrzymać się od powoływania dzieci na świat, kiedy jest się na minimum egzystencjalnym. Ja żyłam na tym poziomie i wykluczenie przez rówieśników to jest wtedy najmniejszy problem. Nie chodzi o to, czy czujesz się gorszy od innych, bo to jest subiektywne. Chodzi o to, że jesteś gorszy i nie da się tego wybronić, że nie. Wstyd jest realny. Problemy są realne, np. nieleczone zęby.