Pytania do bezdzietnych...
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Pytania do bezdzietnych...
juz pomijając, że prosto po studiach to mało która kobieta teraz ma od razu pracę na stałą umowę i prawo do macierzyńskiego, a nawet jeśli, to często nie będzie miała do czego wracać albo w najlepszym wypadku będzie zaczynać od zera
Nawet jak masz pracę na stałą umowę to jest magiczny sposób który nazywa się "likwidacja stanowiska pracy" który właśnie się stosuje na osobach wracających z macierzyńskiego czy dłuższego l4. Jeszcze uzasadnią. ze przenoszą do innego kraju albo potrzebują osoby ze studiami o innym profilu i nawet sąd Ci nie pomoże.
Wioska to bezpłatna praca kobiet, szczególnie tych bezdzietnych bo one mają „tyle wolnego czasu” by zajmować się dzieciakami braci / sióstr / kuzynów/ itd itp ale niech nie oczekują, że ktoś się nimi zajmie (szczególnie na starość) bo powinny były sobie dzieci robić.rsong pisze: ↑sob sty 10, 2026 12:51 pm Ach, ta mityczna wioska xD. Kiedyś to było, teraz to nie ma. Ludzie tylko chyba zapominają o dwóch dość ważnych rzeczach:
1) Wioska zawsze była bezpłatną pracą kobiet. Jak któraś nie mogła pracować w polu, to zajmowała się dzieciakami. Kilkuletnie dziecko zajmowało się mniejszymi. W późniejszych latach babcie zajmowały się wnukami, często bez względu na to, czy tego chciały, czy nie. Nie oczekiwano tego samego od mężczyzn.
2) Wioska nie pojawi się, bo urodziło się dziecko. Wioskę tworzy się i pracuje na nią. A to wymaga wysiłku i czasem robienia rzeczy, na które nie zawsze ma się ochotę. I nie mówię tu o tym, żeby zmuszać się, żeby jechać przez pół Polski na wesele kuzyna, którego na oczy w życiu się nie widziało, bardziej o tym, żeby na przykład nie przykładać wiecznie spotkań ze znajomymi, bo "mężuś ma dziś mecz, a ja nie wychodzę bez niego z domu, bo tak go kocham" (a ów mężuś takich sentymentów nie podziela).
Czemu ktoś ma troszczyć się o ciebie, jeśli ty masz na tę osobę wyj*bane? Jest niestety sporo osób (głównie kobiet), które mówią, że im wystarczy mąż i dzieci, nikogo więcej nie potrzebują, a jednocześnie narzekają, że koleżanki się odsunęły, nikt nie chce przyjść w odwiedziny, nikt nie chce zostać z dzieckiem, żeby ona i mąż mogli gdzieś wyjść. I nie mówię, że trzeba co tydzień zapraszać znajomych na wystawne przyjęcia i kupować im torebki od Birkin: czasem naprawdę wystarczy SMS/pogadanie przez chwilę na Messengerze.
Tl;dr: wioska nie pojawi się sama z siebie, tylko wymaga pracy i pielęgnowania.
Mam 29 lat, narzeczony 35.
Nigdy nie chciałam mieć dzieci — dosłownie nigdy i nigdy się to nie zmieni. To też było moje pierwsze z „tych poważnych” pytań do partnera na początku znajomości - czy chce mieć dzieci. Jakby odpowiedział twierdząco, to byśmy się pożegnali. Jeśli by mu się odwidziało - rozstanie/rozwód. Na całe szczęście ma takie samo podejście jak ja.
Nie lubię dzieci całym sercem. Nienawidzę ich odgłosów.
Nie będę się bardziej rozpisywać co mi w nich nie pasuje, bo zaraz pewnie byłaby gó*no burza.
Co na to rodzina? Nie dociera
ale nie szkodzi. Moja odpowiedź jest zawsze taka sama: nie chce, nie zmieni się, nie będę rodzić bo ty chcesz mieć wnuka.
Znajomi? Mają takie samo podejście. Zresztą jakby któryś zdecydował się na założenie rodziny to niestety znajomość prędzej czy później by się rozpadła bo: inne tematy, inne priorytety, nikt nie chce słuchać o twoim dziecku i pierdołach z nim związanych więc sorry nara.
Nigdy nie chciałam mieć dzieci — dosłownie nigdy i nigdy się to nie zmieni. To też było moje pierwsze z „tych poważnych” pytań do partnera na początku znajomości - czy chce mieć dzieci. Jakby odpowiedział twierdząco, to byśmy się pożegnali. Jeśli by mu się odwidziało - rozstanie/rozwód. Na całe szczęście ma takie samo podejście jak ja.
Nie lubię dzieci całym sercem. Nienawidzę ich odgłosów.
Nie będę się bardziej rozpisywać co mi w nich nie pasuje, bo zaraz pewnie byłaby gó*no burza.
Co na to rodzina? Nie dociera
Znajomi? Mają takie samo podejście. Zresztą jakby któryś zdecydował się na założenie rodziny to niestety znajomość prędzej czy później by się rozpadła bo: inne tematy, inne priorytety, nikt nie chce słuchać o twoim dziecku i pierdołach z nim związanych więc sorry nara.
𖦹:・゚⋆。°⭒✩・:*:。°.•☆•.°。:*:・✩⭒°。⋆・゚:𖦹
Mam 32 lata, mąż 37, nigdy żadne z nas nie chciało mieć dzieci.
Nie lubimy dzieci, nie lubimy hałasu, bałaganu, żadne z nas nie wierzy, że nam się odmieni i że bombelek nagle magicznie zmieni nasze podejście. Mówię wprost, nie umiałabym pokochać kogoś, kto ciągle generuje hałas, bałagan a do tego odebrał mi wolność. No bo nie oszukujmy się, nie da się z dzieckiem żyć tak samo jak przed tym jak się pojawiło i zawsze śmieszą mnie te wszystkie instagramowe profile, które próbują udowodnić, że z 2 miesięcznym niemowlakiem można robić backpacking po Tajlandii i wszystko jest tak samo i super i spoko - tak, może na zdjęciach... Tymczasem za kulisami widać wymęczonych rodziców, wieczny krzyk i płacz i dopasowywanie każdego planu pod dziecko. Teraz jak mam ochotę wstać o 11 to wstaję o 11, jak nagle mi się zachce jechać do lasu albo nad morze to zakładam buty, wsiadam i jadę, jak nie chce mi się robić śniadania to nie robię, dziecko wymusza rutynę i nie jest w stanie samo o siebie zadbać, polega na nas w 100%.
Finansowo na nic nam nie brakuje, ale nie jesteśmy aż tak bogaci żeby móc zapewnić dziecku mieszkanie i start w dorosłość z jakąś firmą/ciepłą posadą. Sama zostałam wystawiona za drzwi w wieku 18 lat przez rodziców i jedyne co dostałam to kop w dupsko, minęła ponad dekada a ja nadal pamiętam strach, szukanie pracy po nocach, ból brzucha przed rozmowami, strach przed zwolnieniem, depresję, stres związany z kredytem... Nie wyobrażam sobie mieć dziecka a potem po 18 powiedzieć mu no, witamy w dorosłości, radź sobie teraz sam, powodzenia z robotą i kredytem na 30 lat! Nie widzę sensu w produkowaniu kolejnego człowieka, który będzie żył w stresie i strachu kompletne zależny od jakiejś korporacyjnej roboty, z której mogą go wykopać z dnia na dzień.
No i temat, który dość rzadko jest poruszany, każdy z góry zakłada że ''dobre wychowanie'' odpłaci im się w postaci anielskiego dziecka, które na starość poprawi poduszkę i poda szklankę wody. Tymczasem istnieje nieskończony wachlarz możliwości co może pójść nie tak, możesz sobie żyły wypruwać i i tak skończyć z dzieckiem psychopatą, z narkomanem, alkoholikiem, dzieckiem chorym wymagającym opieki 24/7, albo po prostu chamem, dzieckiem skrajnie głupim i mało inteligentnym, osobą którą szczerze znienawidzisz, a będziesz musiała ją znosić w domu przez następne 18 lat. Nie jestem chętna, żeby brać udział w tej loterii co wyjdzie.
Nie lubimy dzieci, nie lubimy hałasu, bałaganu, żadne z nas nie wierzy, że nam się odmieni i że bombelek nagle magicznie zmieni nasze podejście. Mówię wprost, nie umiałabym pokochać kogoś, kto ciągle generuje hałas, bałagan a do tego odebrał mi wolność. No bo nie oszukujmy się, nie da się z dzieckiem żyć tak samo jak przed tym jak się pojawiło i zawsze śmieszą mnie te wszystkie instagramowe profile, które próbują udowodnić, że z 2 miesięcznym niemowlakiem można robić backpacking po Tajlandii i wszystko jest tak samo i super i spoko - tak, może na zdjęciach... Tymczasem za kulisami widać wymęczonych rodziców, wieczny krzyk i płacz i dopasowywanie każdego planu pod dziecko. Teraz jak mam ochotę wstać o 11 to wstaję o 11, jak nagle mi się zachce jechać do lasu albo nad morze to zakładam buty, wsiadam i jadę, jak nie chce mi się robić śniadania to nie robię, dziecko wymusza rutynę i nie jest w stanie samo o siebie zadbać, polega na nas w 100%.
Finansowo na nic nam nie brakuje, ale nie jesteśmy aż tak bogaci żeby móc zapewnić dziecku mieszkanie i start w dorosłość z jakąś firmą/ciepłą posadą. Sama zostałam wystawiona za drzwi w wieku 18 lat przez rodziców i jedyne co dostałam to kop w dupsko, minęła ponad dekada a ja nadal pamiętam strach, szukanie pracy po nocach, ból brzucha przed rozmowami, strach przed zwolnieniem, depresję, stres związany z kredytem... Nie wyobrażam sobie mieć dziecka a potem po 18 powiedzieć mu no, witamy w dorosłości, radź sobie teraz sam, powodzenia z robotą i kredytem na 30 lat! Nie widzę sensu w produkowaniu kolejnego człowieka, który będzie żył w stresie i strachu kompletne zależny od jakiejś korporacyjnej roboty, z której mogą go wykopać z dnia na dzień.
No i temat, który dość rzadko jest poruszany, każdy z góry zakłada że ''dobre wychowanie'' odpłaci im się w postaci anielskiego dziecka, które na starość poprawi poduszkę i poda szklankę wody. Tymczasem istnieje nieskończony wachlarz możliwości co może pójść nie tak, możesz sobie żyły wypruwać i i tak skończyć z dzieckiem psychopatą, z narkomanem, alkoholikiem, dzieckiem chorym wymagającym opieki 24/7, albo po prostu chamem, dzieckiem skrajnie głupim i mało inteligentnym, osobą którą szczerze znienawidzisz, a będziesz musiała ją znosić w domu przez następne 18 lat. Nie jestem chętna, żeby brać udział w tej loterii co wyjdzie.
Mam ponad 30 lat i mam po prostu fajne życie. Nie ma w nim żadnej pustki do zapełnienia, otaczają mnie cudowni ludzie i nie mam aż czasu na robienie wszystkiego co bym chciała. Nie ma we mnie pragnienia posiadania potomstwa chociaż kiedyś było. Ale w momencie jak zobaczyłam jakie życie i świat są piękne i ciekawe to od razu mi przeszło. Otoczenie reaguje ok, oprócz rodziny otaczają mnie w większości też bezdzietni znajomi.
No i co z tego, że była dzieckiem? Co to zmienia? To najglupszy argument w calej dyskusji. „Bo autorka tez byla dzieckiem”. Ok, ale juz jest dorosla. Jej rodzice chcieli dziecka to mieli, ale ona wcale nie musi i może sądzić o dzieciach co tylko chce. Dzieci nie są dla każdego. I tak, wiele dzieci jest takich jak napisała autorka komentarza ktorego sie czepiasz.nocotyniepowiesz pisze: ↑pn maja 25, 2026 8:52 am Ale autorka tego posta sama była dzieckiem. Ciekawe czy chciałaby być oddana do okna życia, bo jej rodzice pewnie też się z nią męczyli. I ciekawe czy teraz odwdzięcza się swoim rodzicom. Bazuję tylko na tym, co napisała w komentarzu: "Dzieci są głośne, brudne, absorbujące, pochłaniają ogrom zdrowia, sił i pieniędzy, bardzo często nie dając nic w zamian. Jak widzę jak potrafią pyskować, nie słuchać, zachowywać się jak zwierzęta, to naprawdę się zastanawiam czemu do okna życia można oddawać tylko niemowlaki xD"
Wiecie myślałam, że ta moja bezdzietność to już taka normalna sprawa. Nie mówię o niej za dużo wśród rodziny i znajomych, ale nie jest to żadna tajemnica. Mój najlepszy przyjaciel ma dziecko od pół roku, rzadko się widujemy, ponieważ pracuje za granicą. W czasie rozmowy zapytałam grzecznościowo o dziecko.
Zaczęło się omawianie wszystkiego, ale tego się spodziewałam. W którymś momencie zaczął mi pisać, że poleca posiadanie dziecka. Coś podobnego napisał mi tuż po urodzeniu się pół roku temu. Wtedy olałam, ale powtórzył, więc napisałam jasno, że cieszę się, że jest zadowolony, ale ja i mój mąż nie planujemy dzieci. I się zaczęło.
Ubzdurał sobie, że nie chcę dzieci, ponieważ myślę, że będą złą matką. To nie jest powód, wiem, że byłabym dobrą matką, ale po prostu nie widzę się w takiej roli. Mój mąż też nie marzy o dzieciach. Napisałam, że wolę być fajną ciotką niż matką, że i tak pracuję z dziećmi i mam ich czasami dość. No i dalej przekonuje, że po urodzeniu to by się zmieniło, że też nie byli przekonani itd.
No to się odpaliłam, bo dla mnie przekroczył granicę. Stwierdziłam, że gdybym była z mężem na ich miejscu to dziecku nigdy by się nie urodziło, bo sam przyznał, że nie planowali go, zawiodła antykoncepcja. To, że z mężem mamy uzgodnione, że sama podejmuję decyzję w takiej sytuacji, a on mnie wspiera niezależnie od tego, jaka będzie (wybrałabym aborcję z różnych względów). W końcu temat się skończył, ale zabolało mnie, bo akurat tutaj czegoś takiego się nie spodziewałam.
Mam ponad 30 lat, od wielu lat jestem mężatką i wiem, czego chcę, a czego nie. Mam szczęście, że mam przy sobie męża, który ma takie samo podejście. I nikomu nic do tego.
Długo, ale musiałam to wyrzucić z siebie.
Zaczęło się omawianie wszystkiego, ale tego się spodziewałam. W którymś momencie zaczął mi pisać, że poleca posiadanie dziecka. Coś podobnego napisał mi tuż po urodzeniu się pół roku temu. Wtedy olałam, ale powtórzył, więc napisałam jasno, że cieszę się, że jest zadowolony, ale ja i mój mąż nie planujemy dzieci. I się zaczęło.
Ubzdurał sobie, że nie chcę dzieci, ponieważ myślę, że będą złą matką. To nie jest powód, wiem, że byłabym dobrą matką, ale po prostu nie widzę się w takiej roli. Mój mąż też nie marzy o dzieciach. Napisałam, że wolę być fajną ciotką niż matką, że i tak pracuję z dziećmi i mam ich czasami dość. No i dalej przekonuje, że po urodzeniu to by się zmieniło, że też nie byli przekonani itd.
No to się odpaliłam, bo dla mnie przekroczył granicę. Stwierdziłam, że gdybym była z mężem na ich miejscu to dziecku nigdy by się nie urodziło, bo sam przyznał, że nie planowali go, zawiodła antykoncepcja. To, że z mężem mamy uzgodnione, że sama podejmuję decyzję w takiej sytuacji, a on mnie wspiera niezależnie od tego, jaka będzie (wybrałabym aborcję z różnych względów). W końcu temat się skończył, ale zabolało mnie, bo akurat tutaj czegoś takiego się nie spodziewałam.
Mam ponad 30 lat, od wielu lat jestem mężatką i wiem, czego chcę, a czego nie. Mam szczęście, że mam przy sobie męża, który ma takie samo podejście. I nikomu nic do tego.
Długo, ale musiałam to wyrzucić z siebie.
Nie rozumiem co kieruje ludźmi namawiającymi innych do takiego czegoś, jak posiadanie dziecka. Chcą za wszelką cenę udowodnić, że są szczęśliwi, tym że innych do tego namawiają? Jak by się czuli, gdyby bezdzietni zaczęli im wmawiać, że to jest błąd i na przykład po ogłoszeniu, że ktoś jest w ciąży, bezdzietny zacząłby namawiać na jej zakończenie? Albo jakby po urodzeniu zaczął przekonywać ze współczuciem, że jeszcze może zrzec się praw rodzicielskich i na pewno ktoś to dziecko adoptuje?Lillak pisze: ↑śr wrz 30, 2026 9:38 am Wiecie myślałam, że ta moja bezdzietność to już taka normalna sprawa. Nie mówię o niej za dużo wśród rodziny i znajomych, ale nie jest to żadna tajemnica. Mój najlepszy przyjaciel ma dziecko od pół roku, rzadko się widujemy, ponieważ pracuje za granicą. W czasie rozmowy zapytałam grzecznościowo o dziecko.
Zaczęło się omawianie wszystkiego, ale tego się spodziewałam. W którymś momencie zaczął mi pisać, że poleca posiadanie dziecka. Coś podobnego napisał mi tuż po urodzeniu się pół roku temu. Wtedy olałam, ale powtórzył, więc napisałam jasno, że cieszę się, że jest zadowolony, ale ja i mój mąż nie planujemy dzieci. I się zaczęło.
Ubzdurał sobie, że nie chcę dzieci, ponieważ myślę, że będą złą matką. To nie jest powód, wiem, że byłabym dobrą matką, ale po prostu nie widzę się w takiej roli. Mój mąż też nie marzy o dzieciach. Napisałam, że wolę być fajną ciotką niż matką, że i tak pracuję z dziećmi i mam ich czasami dość. No i dalej przekonuje, że po urodzeniu to by się zmieniło, że też nie byli przekonani itd.
No to się odpaliłam, bo dla mnie przekroczył granicę. Stwierdziłam, że gdybym była z mężem na ich miejscu to dziecku nigdy by się nie urodziło, bo sam przyznał, że nie planowali go, zawiodła antykoncepcja. To, że z mężem mamy uzgodnione, że sama podejmuję decyzję w takiej sytuacji, a on mnie wspiera niezależnie od tego, jaka będzie (wybrałabym aborcję z różnych względów). W końcu temat się skończył, ale zabolało mnie, bo akurat tutaj czegoś takiego się nie spodziewałam.
Mam ponad 30 lat, od wielu lat jestem mężatką i wiem, czego chcę, a czego nie. Mam szczęście, że mam przy sobie męża, który ma takie samo podejście. I nikomu nic do tego.
Długo, ale musiałam to wyrzucić z siebie.
Wkurza mnie niezmiernie podważanie decyzji innych ludzi, Twój znajomy jest jakiś dziwny poza tym, bo sam został po prostu ojcem. Nie chodził 9 mcy w ciąży, nie ryzykowała zdrowia i życia, nie ma uwieszonego teraz u cyca noworodka, i on śmie namawiać Ciebie do macierzyństwa, o którym tak naprawdę gówno wie?
No właśnie! Pamiętam, że jak mi w zeszłym roku o tej ciąży powiedział to przekazałam to mojemu mężowi. To jego pierwsze pytanie: czy X zamierza zmienić pracę i wrócić do Polski? Bardzo trafne. On pracuje na kontraktach za granicą, dajmy na to 2 miesiące za granicą, 2-3 tygodnie w Polsce (jako przykład, bo różnie bywa). Partnerka jest w Polsce cały czas.Barasia pisze: ↑śr wrz 30, 2026 10:03 am Nie rozumiem co kieruje ludźmi namawiającymi innych do takiego czegoś, jak posiadanie dziecka. Chcą za wszelką cenę udowodnić, że są szczęśliwi, tym że innych do tego namawiają? Jak by się czuli, gdyby bezdzietni zaczęli im wmawiać, że to jest błąd i na przykład po ogłoszeniu, że ktoś jest w ciąży, bezdzietny zacząłby namawiać na jej zakończenie? Albo jakby po urodzeniu zaczął przekonywać ze współczuciem, że jeszcze może zrzec się praw rodzicielskich i na pewno ktoś to dziecko adoptuje?
Wkurza mnie niezmiernie podważanie decyzji innych ludzi, Twój znajomy jest jakiś dziwny poza tym, bo sam został po prostu ojcem. Nie chodził 9 mcy w ciąży, nie ryzykowała zdrowia i życia, nie ma uwieszonego teraz u cyca noworodka, i on śmie namawiać Ciebie do macierzyństwa, o którym tak naprawdę gówno wie?
No i nic się nie zmieniło. Zapytałam się czy się coś zmieniło po urodzeniu dziecka, czy jego partnerka miała baby blues. To nie wiedział, co to jest. W moim otoczeniu widziałam przypadki depresji poporodowej, więc byłam zdziwiona, że młody ojciec nie zna takiego pojęcia. Stwierdził, że nie zauważył, ale kiedy miał zauważyć? Przecież ona sama jest z tym dzieckiem, czasem rodzina jej pomaga. On bywa. I chwali mi się, że wtedy zajmuje się domem, a co przez pozostałe miesiące?
Ja nie wiem nic o byciu w ciąży, nie byłam, nie twierdzę, że wiem jak to jest. Widziałam tylko inne kobiety i znam to z opowieści. Ale takiego odklejenia się nie spodziewałam.
Haha, dobry. Myślałam, że oni razem za granicą mieszkają. Tak to nawet ja, zatwardziała bezdzietna lambadziara, mogłabym "mieć" dziecko - zero większych zmian w życiu, żadnej ciąży, porodu, zarwanych nocek, można jedynie rzucać w towarzystwie "mam dziecko", jak akurat można tym jakieś punkty zgarnąć (bo w niektórych kręgach to jest ciągle postrzegane jako osiągnięcie, wejście na jakiś etap i inaczej traktuje się bezdzietnych i dzieciatych)Lillak pisze: ↑śr wrz 30, 2026 10:14 am No właśnie! Pamiętam, że jak mi w zeszłym roku o tej ciąży powiedział to przekazałam to mojemu mężowi. To jego pierwsze pytanie: czy X zamierza zmienić pracę i wrócić do Polski? Bardzo trafne. On pracuje na kontraktach za granicą, dajmy na to 2 miesiące za granicą, 2-3 tygodnie w Polsce (jako przykład, bo różnie bywa). Partnerka jest w Polsce cały czas.
No i nic się nie zmieniło. Zapytałam się czy się coś zmieniło po urodzeniu dziecka, czy jego partnerka miała baby blues. To nie wiedział, co to jest. W moim otoczeniu widziałam przypadki depresji poporodowej, więc byłam zdziwiona, że młody ojciec nie zna takiego pojęcia. Stwierdził, że nie zauważył, ale kiedy miał zauważyć? Przecież ona sama jest z tym dzieckiem, czasem rodzina jej pomaga. On bywa. I chwali mi się, że wtedy zajmuje się domem, a co przez pozostałe miesiące?
Ja nie wiem nic o byciu w ciąży, nie byłam, nie twierdzę, że wiem jak to jest. Widziałam tylko inne kobiety i znam to z opowieści. Ale takiego odklejenia się nie spodziewałam.
I my się znamy naprawdę dobrze właściwie całą dekadę. Nigdy jakichś większych zgrzytów, aż do teraz. Widziałam na jakiejś grupie cytat, że "gdybym miała być ojcem to też chciałabym mieć dziecko" i on tu idealnie pasuje.Barasia pisze: ↑śr wrz 30, 2026 10:34 am Haha, dobry. Myślałam, że oni razem za granicą mieszkają. Tak to nawet ja, zatwardziała bezdzietna lambadziara, mogłabym "mieć" dziecko - zero większych zmian w życiu, żadnej ciąży, porodu, zarwanych nocek, można jedynie rzucać w towarzystwie "mam dziecko", jak akurat można tym jakieś punkty zgarnąć (bo w niektórych kręgach to jest ciągle postrzegane jako osiągnięcie, wejście na jakiś etap i inaczej traktuje się bezdzietnych i dzieciatych)
Mnie osobiście przeraża taka wizja samodzielnego macierzyństwa, bo to w tym przypadku tak wygląda.
-
123wiosna123
- Tysiąc róż
- Posty: 5016
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Chyba wiekszosc opinii jest o tym jak to nie chcecie mieć dzieci i jesteście zadowoleni. No I fajnie ale ja będę po przeciwnej stronie.
Od dziecku marzę od wielu lat. I to nie o dziecku ale o dzieciach. Chciałam mieć 3 albo 4. Na to sie umówiliśmy z mężem przed ślubem. No I nie wyszło.
To on chciał zaczekać I pozyc, to nie był gotowy, jak byl gotowy to był chory, pracowal w delegacji, później sie staraliśmy I nie wychodziło. Teraz sie rozwodzę. Jestem w takim wieku ze nie mam już o czym marzyć I dobija mnie to strasznie. Marzyłam o pełnej rodzinie, o takiej jaka sama miałam w dzieciństwie. Kończę jako rozwódka I w wieku w którym szansa na to jest mała ze jeszcze poznam kogos I będę miala dzieci. Także no cóż. Życie. Jeszcze niedawno nie wierzyłam w to ze kiedykolwiek sie rozwiódł. No teraz żadne z moich marzeń sie nie spełni. I mam gdzieś orace, majątki, wygodne zycie itd. Chciałam mieć dziecko i mieć już nie będę ale zyc trzeba dalej.
Od dziecku marzę od wielu lat. I to nie o dziecku ale o dzieciach. Chciałam mieć 3 albo 4. Na to sie umówiliśmy z mężem przed ślubem. No I nie wyszło.
To on chciał zaczekać I pozyc, to nie był gotowy, jak byl gotowy to był chory, pracowal w delegacji, później sie staraliśmy I nie wychodziło. Teraz sie rozwodzę. Jestem w takim wieku ze nie mam już o czym marzyć I dobija mnie to strasznie. Marzyłam o pełnej rodzinie, o takiej jaka sama miałam w dzieciństwie. Kończę jako rozwódka I w wieku w którym szansa na to jest mała ze jeszcze poznam kogos I będę miala dzieci. Także no cóż. Życie. Jeszcze niedawno nie wierzyłam w to ze kiedykolwiek sie rozwiódł. No teraz żadne z moich marzeń sie nie spełni. I mam gdzieś orace, majątki, wygodne zycie itd. Chciałam mieć dziecko i mieć już nie będę ale zyc trzeba dalej.
No, niestety i tak bywa. Przykro, jak nie można mieć tego, o czym się marzyło.123wiosna123 pisze: ↑śr wrz 30, 2026 1:31 pm Chyba wiekszosc opinii jest o tym jak to nie chcecie mieć dzieci i jesteście zadowoleni. No I fajnie ale ja będę po przeciwnej stronie.
Od dziecku marzę od wielu lat. I to nie o dziecku ale o dzieciach. Chciałam mieć 3 albo 4. Na to sie umówiliśmy z mężem przed ślubem. No I nie wyszło.
To on chciał zaczekać I pozyc, to nie był gotowy, jak byl gotowy to był chory, pracowal w delegacji, później sie staraliśmy I nie wychodziło. Teraz sie rozwodzę. Jestem w takim wieku ze nie mam już o czym marzyć I dobija mnie to strasznie. Marzyłam o pełnej rodzinie, o takiej jaka sama miałam w dzieciństwie. Kończę jako rozwódka I w wieku w którym szansa na to jest mała ze jeszcze poznam kogos I będę miala dzieci. Także no cóż. Życie. Jeszcze niedawno nie wierzyłam w to ze kiedykolwiek sie rozwiódł. No teraz żadne z moich marzeń sie nie spełni. I mam gdzieś orace, majątki, wygodne zycie itd. Chciałam mieć dziecko i mieć już nie będę ale zyc trzeba dalej.
Odnosząc się tylko do tego, co pogrubiłam - ja akurat nie rezygnuje z dziecka dla wygody ani żeby mieć więcej hajsu dla siebie. Więc też mam te rzeczy w nosie. Tak samo jak ty chciałaś od zawsze mieć dzieci, to ja ich od zawsze nie chciałam mieć.
-
catavas541
Też zetknęłam się w robocie z takim typem faceta, oni traktują dzieci przede wszystkim jako wizerunkowe narzędzie i kolejny korpoprojekt do odhaczenia, który świadczy o ich sukcesie, dlatego tyle o tym mówią, chwalą się zdjęciami itd., a niewiele robią, bo w realu 90% „brudnej” roboty przy sprzątaniu, gotowaniu, wstawaniu w nocy, pamiętaniu o wizytach u lekarza itd. wykonują ich żony. Jeden taki namawiacz regularnie zgłaszał się do robienia niepłatnych (!) nadgodzin, byle tylko nie siedzieć w domu, potem był wielce zdziwiony, że żona wystawiła mu walizki za drzwi, bo miała dosyć samotnej harówki. Ale był pierwszy do wpychania ciąż bezdzietnym (i sporo młodszym) koleżankom i wywyższania się, jak to tacierzyńsywo zapełniło pustkę w jego życiu. Oczywiście nie wszyscy tacy są, na szczęście jest też sporo zaangażowanych, jakby zaraz ktoś tu na mnie naskoczył ;) Ale opisany typ istnieje i nie ja jedna to obserwuję.Lillak pisze: ↑śr wrz 30, 2026 10:14 am No właśnie! Pamiętam, że jak mi w zeszłym roku o tej ciąży powiedział to przekazałam to mojemu mężowi. To jego pierwsze pytanie: czy X zamierza zmienić pracę i wrócić do Polski? Bardzo trafne. On pracuje na kontraktach za granicą, dajmy na to 2 miesiące za granicą, 2-3 tygodnie w Polsce (jako przykład, bo różnie bywa). Partnerka jest w Polsce cały czas.
No i nic się nie zmieniło. Zapytałam się czy się coś zmieniło po urodzeniu dziecka, czy jego partnerka miała baby blues. To nie wiedział, co to jest. W moim otoczeniu widziałam przypadki depresji poporodowej, więc byłam zdziwiona, że młody ojciec nie zna takiego pojęcia. Stwierdził, że nie zauważył, ale kiedy miał zauważyć? Przecież ona sama jest z tym dzieckiem, czasem rodzina jej pomaga. On bywa. I chwali mi się, że wtedy zajmuje się domem, a co przez pozostałe miesiące?
Ja nie wiem nic o byciu w ciąży, nie byłam, nie twierdzę, że wiem jak to jest. Widziałam tylko inne kobiety i znam to z opowieści. Ale takiego odklejenia się nie spodziewałam.
-
CiotkaRewelacja
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 201
- Rejestracja: wt wrz 29, 2026 4:47 pm
Ale w jakim wieku jesteś? Dużo Polek jeździ do Danii Czech czy na Łotwę i mają dziecko z anonimowym dawcą, bierzesz to pod uwagę? Ja absolutnie brałam123wiosna123 pisze: ↑śr wrz 30, 2026 1:31 pm Chyba wiekszosc opinii jest o tym jak to nie chcecie mieć dzieci i jesteście zadowoleni. No I fajnie ale ja będę po przeciwnej stronie.
Od dziecku marzę od wielu lat. I to nie o dziecku ale o dzieciach. Chciałam mieć 3 albo 4. Na to sie umówiliśmy z mężem przed ślubem. No I nie wyszło.
To on chciał zaczekać I pozyc, to nie był gotowy, jak byl gotowy to był chory, pracowal w delegacji, później sie staraliśmy I nie wychodziło. Teraz sie rozwodzę. Jestem w takim wieku ze nie mam już o czym marzyć I dobija mnie to strasznie. Marzyłam o pełnej rodzinie, o takiej jaka sama miałam w dzieciństwie. Kończę jako rozwódka I w wieku w którym szansa na to jest mała ze jeszcze poznam kogos I będę miala dzieci. Także no cóż. Życie. Jeszcze niedawno nie wierzyłam w to ze kiedykolwiek sie rozwiódł. No teraz żadne z moich marzeń sie nie spełni. I mam gdzieś orace, majątki, wygodne zycie itd. Chciałam mieć dziecko i mieć już nie będę ale zyc trzeba dalej.
-
CiotkaRewelacja
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 201
- Rejestracja: wt wrz 29, 2026 4:47 pm
Spaliłabym gościa po prostu, przysięgam.Lillak pisze: ↑śr wrz 30, 2026 9:38 am Wiecie myślałam, że ta moja bezdzietność to już taka normalna sprawa. Nie mówię o niej za dużo wśród rodziny i znajomych, ale nie jest to żadna tajemnica. Mój najlepszy przyjaciel ma dziecko od pół roku, rzadko się widujemy, ponieważ pracuje za granicą. W czasie rozmowy zapytałam grzecznościowo o dziecko.
Zaczęło się omawianie wszystkiego, ale tego się spodziewałam. W którymś momencie zaczął mi pisać, że poleca posiadanie dziecka. Coś podobnego napisał mi tuż po urodzeniu się pół roku temu. Wtedy olałam, ale powtórzył, więc napisałam jasno, że cieszę się, że jest zadowolony, ale ja i mój mąż nie planujemy dzieci. I się zaczęło.
Ubzdurał sobie, że nie chcę dzieci, ponieważ myślę, że będą złą matką. To nie jest powód, wiem, że byłabym dobrą matką, ale po prostu nie widzę się w takiej roli. Mój mąż też nie marzy o dzieciach. Napisałam, że wolę być fajną ciotką niż matką, że i tak pracuję z dziećmi i mam ich czasami dość. No i dalej przekonuje, że po urodzeniu to by się zmieniło, że też nie byli przekonani itd.
No to się odpaliłam, bo dla mnie przekroczył granicę. Stwierdziłam, że gdybym była z mężem na ich miejscu to dziecku nigdy by się nie urodziło, bo sam przyznał, że nie planowali go, zawiodła antykoncepcja. To, że z mężem mamy uzgodnione, że sama podejmuję decyzję w takiej sytuacji, a on mnie wspiera niezależnie od tego, jaka będzie (wybrałabym aborcję z różnych względów). W końcu temat się skończył, ale zabolało mnie, bo akurat tutaj czegoś takiego się nie spodziewałam.
Mam ponad 30 lat, od wielu lat jestem mężatką i wiem, czego chcę, a czego nie. Mam szczęście, że mam przy sobie męża, który ma takie samo podejście. I nikomu nic do tego.
Długo, ale musiałam to wyrzucić z siebie.
U mnie się bardzo wiele w życiu zmieniło. Do 30 nie chciałam dzieci i to by była tragedia, ba, ja dzieci nie znosiłam po prostu. Po 30 przyszła chęć przestrzeń czas miejsce na dzieci i zaczęliśmy się starać ale nie wychodziło. Zeszło bardzo dużo czasu i leczenia i oszczędzę wam szczegółów. Do czego zmierzam. Kiedyś dzieci nie znosiłam, nudziły mnie rozmowy i gadki o dzieciach, a takie teksty drażniły po prostu. Natomiast podczas leczenia i terapii (bo do tego doszła depresja przy leczeniu), byłam przewrażliwiona na temat dzieci i ciąż do tego stopnia że zdarzyło mi się w pracy wyjść i popłakać. Po tym całym doświadczeniu wiem jedno, nie ma większego sk…stwa niż komuś takie teksty fundować. Po pierwsze jedni po prostu nie chcą dzieci jak ja kiedyś nie chciałam i te teksty będą denerwować ich jak mnie kiedyś. Po drugie inni nie mogą mieć dzieci jak ja kiedyś nie mogłam i przez takie teksty mogą przepłakać tygodnie. I obiecałam sobie jedno. Moje dziecko będzie moje. Będę dalej utrzymywać relacje wolne od tematu dziecka. Podczas terapii terapeutka zaleciła mi zbudowanie wioski bezdzietnych bo na tematy dzieciowe reagowałam płaczem takim że sobie nie wyobrażacie, z resztą byłam po stratach i na takich hormonach że szok, nikomu nie mówiłam o poronieniu i ciężko było mi słuchać że koleżanka która zaszła od razu w zdrową ciążę kupuje nową sukienkę dla bombelka. Czyli po prostu chodził i o utworzenie grup znajomych i znajomości child-free i rozluźnienie relacji z ludźmi co dzieci mają i mieli je bez problemów, żebym raczej szukała odskoczni od tematu dzieci ciąż i poronień niż w to brnęła. I mimo że się udało z ciążą, to dalej te znajomosci utrzymuje a temat dziecka wśród nich nie istnieje i on nigdy nie zaistnieje. Jeśli pewnego dnia w pracy zacznę pleść o dziecku to proszę zastrzelcie mnie, bo to nie czas i miejsce do tego tematu i wiem doskonale że to może jednych irytować a drugim sprawiać ból. Więc bym eksplodowała przed 30 ze złości a po 30 z żalu gdyby mi ktoś wyskoczył z czymś takim. U mnie dużo znajomych dzieci nie ma, a to ludzie 35-45 i raczej dzieci mieć nie będą. Jednej koleżance tylko powiedziałam że jestem w ciąży i raz się spytała czy wszystko ok z ciążą odpowiedziałam że tak. I tyle. Nie ma aktualizacji nie ma ubranek nie ma gadania o tym. Tym bardziej że ci ludzie byli dla mnie największym oparciem przez lata cierpienia, nie wyobrażam sobie nagle zacząć po prostu o tym gadać bo ich to nie obchodzi kompletnie.
Też sorry ale musiałam to z siebie wyrzucić. Tak czy inaczej, nic mnie tak nie irytuje jak takie gadki, przysięgam. Byłam po obu stronach, tych co nie chcą i tych co chcą bardzo, w obu przypadkach wywoływało równie negatywne emocje, inne, ale negatywne.
Ten argument "Ty też byłaś/eś dzieckiem" to jest ostateczny dowód, że ktoś nie ma merytorycznych argumentów w rozmowie. Nie zapraszam do dyskusji.Neoonna pisze: ↑śr wrz 30, 2026 9:10 am No i co z tego, że była dzieckiem? Co to zmienia? To najglupszy argument w calej dyskusji. „Bo autorka tez byla dzieckiem”. Ok, ale juz jest dorosla. Jej rodzice chcieli dziecka to mieli, ale ona wcale nie musi i może sądzić o dzieciach co tylko chce. Dzieci nie są dla każdego. I tak, wiele dzieci jest takich jak napisała autorka komentarza ktorego sie czepiasz.
-
stanislaw.staszic
- RóżowePolo
- Posty: 12
- Rejestracja: śr kwie 22, 2026 5:28 pm
Chciałabym mieć dziecko, ale póki co od ponad dwóch lat bezskutecznie. Zbadaliśmy się z mężem, wyniki są z grubsza ok. Niemniej, nie chcemy mieć dziecka za wszelką cenę, tj. cenę życia podporządkowanego lekarzom i kalendarzowi, nie wspominając o ivf (nie jesteśmy religijni). Mamy z tym luz, życie z dzieckiem i bez dziecka jest dobre. To budzi zdziwienie w otoczeniu - „nie chcecie zawalczyć???”, „może zbadajcie jeszcze xyz”, „będziecie żałować”, „teraz ivf jest za darmo” (ZA DARMO lol). Oczywiście takie rzeczy gadają ludzie, którzy nie mają pojęcia na czym polega choćby monitoring cyklu
-
CiotkaRewelacja
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 201
- Rejestracja: wt wrz 29, 2026 4:47 pm
Tym bardziej że ludzie myślą trochę że IVF to jak sklep z dziećmi. Że zrobisz i będzie. A jak nie to zrobisz drugi i trzeci raz. I wyjdzie. Znam kobiety które przez 5 lat przeszły kilka procedur i 9 transferów zakończonych poronieniami albo brakiem ciąży w ogole a potem zaszły naturalnie. Bo tak. Bo to loteria. Bo w życiu i niepłodności nie ma żadnej gwarancji. Plus masz rację to ogromne obciążenie logistyczne i finansowe. I nie ma żadnej gwarancji. Zwiększa szanse ale nie daje gwarancji, plus obciąża bardzo organizm. Więc jak najbardziej rozumiem.stanislaw.staszic pisze: ↑czw paź 01, 2026 9:25 am Chciałabym mieć dziecko, ale póki co od ponad dwóch lat bezskutecznie. Zbadaliśmy się z mężem, wyniki są z grubsza ok. Niemniej, nie chcemy mieć dziecka za wszelką cenę, tj. cenę życia podporządkowanego lekarzom i kalendarzowi, nie wspominając o ivf (nie jesteśmy religijni). Mamy z tym luz, życie z dzieckiem i bez dziecka jest dobre. To budzi zdziwienie w otoczeniu - „nie chcecie zawalczyć???”, „może zbadajcie jeszcze xyz”, „będziecie żałować”, „teraz ivf jest za darmo” (ZA DARMO lol). Oczywiście takie rzeczy gadają ludzie, którzy nie mają pojęcia na czym polega choćby monitoring cyklu
Koleżanka z pracy mojego męża z 10 lat starała się o dziecko z mężem, majątek na to poszedł - wszystkie badania, w końcu udało się z IVF, ale nie wiem, za którym razem. W końcu się udało, gdy oboje byli już blisko 40tki. Wiem, jak bardzo im zależało i cieszę się, że w końcu mają córkę.CiotkaRewelacja pisze: ↑czw paź 01, 2026 11:02 am Tym bardziej że ludzie myślą trochę że IVF to jak sklep z dziećmi. Że zrobisz i będzie. A jak nie to zrobisz drugi i trzeci raz. I wyjdzie. Znam kobiety które przez 5 lat przeszły kilka procedur i 9 transferów zakończonych poronieniami albo brakiem ciąży w ogole a potem zaszły naturalnie. Bo tak. Bo to loteria. Bo w życiu i niepłodności nie ma żadnej gwarancji. Plus masz rację to ogromne obciążenie logistyczne i finansowe. I nie ma żadnej gwarancji. Zwiększa szanse ale nie daje gwarancji, plus obciąża bardzo organizm. Więc jak najbardziej rozumiem.
-
stanislaw.staszic
- RóżowePolo
- Posty: 12
- Rejestracja: śr kwie 22, 2026 5:28 pm
To nie dla mnie zdecydowanieLillak pisze: ↑czw paź 01, 2026 11:30 am Koleżanka z pracy mojego męża z 10 lat starała się o dziecko z mężem, majątek na to poszedł - wszystkie badania, w końcu udało się z IVF, ale nie wiem, za którym razem. W końcu się udało, gdy oboje byli już blisko 40tki. Wiem, jak bardzo im zależało i cieszę się, że w końcu mają córkę.
Nie kierowałam tego wpisu do ciebie, ogólnie dzieliłam się sytuacją. Nie każda metoda jest dla każdego.
-
stanislaw.staszic
- RóżowePolo
- Posty: 12
- Rejestracja: śr kwie 22, 2026 5:28 pm
-
stanislaw.staszic
- RóżowePolo
- Posty: 12
- Rejestracja: śr kwie 22, 2026 5:28 pm
Jeszcze dodam, że mam wrażenie, że dla niektórych moje podejście jest trudne.
Otwarcie mówię jeśli ktoś pyta (akurat nie mam do czynienia ze wścibstwem, to bliscy ludzie) i te osoby przejmują się bardziej, niż ja sama. Oprócz porad jest „młodsi nie będziecie” (no shit sherlock) i te osoby zawsze kończą swoje wypowiedzi: „ale nie możecie się stresować”. Yyyy ale ty dzwonisz, ja się nie stresuję. Jednak zastosowanie porad o poświęcaniu kolejnych wielu godzin na badania i procedury wyklucza brak stresu.
Napisałam w tym wątku, bo czuję się niezrozumiana i napastowana obowiązkiem ivf.
Otwarcie mówię jeśli ktoś pyta (akurat nie mam do czynienia ze wścibstwem, to bliscy ludzie) i te osoby przejmują się bardziej, niż ja sama. Oprócz porad jest „młodsi nie będziecie” (no shit sherlock) i te osoby zawsze kończą swoje wypowiedzi: „ale nie możecie się stresować”. Yyyy ale ty dzwonisz, ja się nie stresuję. Jednak zastosowanie porad o poświęcaniu kolejnych wielu godzin na badania i procedury wyklucza brak stresu.
Napisałam w tym wątku, bo czuję się niezrozumiana i napastowana obowiązkiem ivf.