Pytania do bezdzietnych...
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Pytania do bezdzietnych...
juz pomijając, że prosto po studiach to mało która kobieta teraz ma od razu pracę na stałą umowę i prawo do macierzyńskiego, a nawet jeśli, to często nie będzie miała do czego wracać albo w najlepszym wypadku będzie zaczynać od zera
Nawet jak masz pracę na stałą umowę to jest magiczny sposób który nazywa się "likwidacja stanowiska pracy" który właśnie się stosuje na osobach wracających z macierzyńskiego czy dłuższego l4. Jeszcze uzasadnią. ze przenoszą do innego kraju albo potrzebują osoby ze studiami o innym profilu i nawet sąd Ci nie pomoże.
Wioska to bezpłatna praca kobiet, szczególnie tych bezdzietnych bo one mają „tyle wolnego czasu” by zajmować się dzieciakami braci / sióstr / kuzynów/ itd itp ale niech nie oczekują, że ktoś się nimi zajmie (szczególnie na starość) bo powinny były sobie dzieci robić.rsong pisze: ↑sob sty 10, 2026 12:51 pm Ach, ta mityczna wioska xD. Kiedyś to było, teraz to nie ma. Ludzie tylko chyba zapominają o dwóch dość ważnych rzeczach:
1) Wioska zawsze była bezpłatną pracą kobiet. Jak któraś nie mogła pracować w polu, to zajmowała się dzieciakami. Kilkuletnie dziecko zajmowało się mniejszymi. W późniejszych latach babcie zajmowały się wnukami, często bez względu na to, czy tego chciały, czy nie. Nie oczekiwano tego samego od mężczyzn.
2) Wioska nie pojawi się, bo urodziło się dziecko. Wioskę tworzy się i pracuje na nią. A to wymaga wysiłku i czasem robienia rzeczy, na które nie zawsze ma się ochotę. I nie mówię tu o tym, żeby zmuszać się, żeby jechać przez pół Polski na wesele kuzyna, którego na oczy w życiu się nie widziało, bardziej o tym, żeby na przykład nie przykładać wiecznie spotkań ze znajomymi, bo "mężuś ma dziś mecz, a ja nie wychodzę bez niego z domu, bo tak go kocham" (a ów mężuś takich sentymentów nie podziela).
Czemu ktoś ma troszczyć się o ciebie, jeśli ty masz na tę osobę wyj*bane? Jest niestety sporo osób (głównie kobiet), które mówią, że im wystarczy mąż i dzieci, nikogo więcej nie potrzebują, a jednocześnie narzekają, że koleżanki się odsunęły, nikt nie chce przyjść w odwiedziny, nikt nie chce zostać z dzieckiem, żeby ona i mąż mogli gdzieś wyjść. I nie mówię, że trzeba co tydzień zapraszać znajomych na wystawne przyjęcia i kupować im torebki od Birkin: czasem naprawdę wystarczy SMS/pogadanie przez chwilę na Messengerze.
Tl;dr: wioska nie pojawi się sama z siebie, tylko wymaga pracy i pielęgnowania.
Mam 29 lat, narzeczony 35.
Nigdy nie chciałam mieć dzieci — dosłownie nigdy i nigdy się to nie zmieni. To też było moje pierwsze z „tych poważnych” pytań do partnera na początku znajomości - czy chce mieć dzieci. Jakby odpowiedział twierdząco, to byśmy się pożegnali. Jeśli by mu się odwidziało - rozstanie/rozwód. Na całe szczęście ma takie samo podejście jak ja.
Nie lubię dzieci całym sercem. Nienawidzę ich odgłosów.
Nie będę się bardziej rozpisywać co mi w nich nie pasuje, bo zaraz pewnie byłaby gó*no burza.
Co na to rodzina? Nie dociera
ale nie szkodzi. Moja odpowiedź jest zawsze taka sama: nie chce, nie zmieni się, nie będę rodzić bo ty chcesz mieć wnuka.
Znajomi? Mają takie samo podejście. Zresztą jakby któryś zdecydował się na założenie rodziny to niestety znajomość prędzej czy później by się rozpadła bo: inne tematy, inne priorytety, nikt nie chce słuchać o twoim dziecku i pierdołach z nim związanych więc sorry nara.
Nigdy nie chciałam mieć dzieci — dosłownie nigdy i nigdy się to nie zmieni. To też było moje pierwsze z „tych poważnych” pytań do partnera na początku znajomości - czy chce mieć dzieci. Jakby odpowiedział twierdząco, to byśmy się pożegnali. Jeśli by mu się odwidziało - rozstanie/rozwód. Na całe szczęście ma takie samo podejście jak ja.
Nie lubię dzieci całym sercem. Nienawidzę ich odgłosów.
Nie będę się bardziej rozpisywać co mi w nich nie pasuje, bo zaraz pewnie byłaby gó*no burza.
Co na to rodzina? Nie dociera
Znajomi? Mają takie samo podejście. Zresztą jakby któryś zdecydował się na założenie rodziny to niestety znajomość prędzej czy później by się rozpadła bo: inne tematy, inne priorytety, nikt nie chce słuchać o twoim dziecku i pierdołach z nim związanych więc sorry nara.
𖦹:・゚⋆。°⭒✩・:*:。°.•☆•.°。:*:・✩⭒°。⋆・゚:𖦹
Mam 32 lata, mąż 37, nigdy żadne z nas nie chciało mieć dzieci.
Nie lubimy dzieci, nie lubimy hałasu, bałaganu, żadne z nas nie wierzy, że nam się odmieni i że bombelek nagle magicznie zmieni nasze podejście. Mówię wprost, nie umiałabym pokochać kogoś, kto ciągle generuje hałas, bałagan a do tego odebrał mi wolność. No bo nie oszukujmy się, nie da się z dzieckiem żyć tak samo jak przed tym jak się pojawiło i zawsze śmieszą mnie te wszystkie instagramowe profile, które próbują udowodnić, że z 2 miesięcznym niemowlakiem można robić backpacking po Tajlandii i wszystko jest tak samo i super i spoko - tak, może na zdjęciach... Tymczasem za kulisami widać wymęczonych rodziców, wieczny krzyk i płacz i dopasowywanie każdego planu pod dziecko. Teraz jak mam ochotę wstać o 11 to wstaję o 11, jak nagle mi się zachce jechać do lasu albo nad morze to zakładam buty, wsiadam i jadę, jak nie chce mi się robić śniadania to nie robię, dziecko wymusza rutynę i nie jest w stanie samo o siebie zadbać, polega na nas w 100%.
Finansowo na nic nam nie brakuje, ale nie jesteśmy aż tak bogaci żeby móc zapewnić dziecku mieszkanie i start w dorosłość z jakąś firmą/ciepłą posadą. Sama zostałam wystawiona za drzwi w wieku 18 lat przez rodziców i jedyne co dostałam to kop w dupsko, minęła ponad dekada a ja nadal pamiętam strach, szukanie pracy po nocach, ból brzucha przed rozmowami, strach przed zwolnieniem, depresję, stres związany z kredytem... Nie wyobrażam sobie mieć dziecka a potem po 18 powiedzieć mu no, witamy w dorosłości, radź sobie teraz sam, powodzenia z robotą i kredytem na 30 lat! Nie widzę sensu w produkowaniu kolejnego człowieka, który będzie żył w stresie i strachu kompletne zależny od jakiejś korporacyjnej roboty, z której mogą go wykopać z dnia na dzień.
No i temat, który dość rzadko jest poruszany, każdy z góry zakłada że ''dobre wychowanie'' odpłaci im się w postaci anielskiego dziecka, które na starość poprawi poduszkę i poda szklankę wody. Tymczasem istnieje nieskończony wachlarz możliwości co może pójść nie tak, możesz sobie żyły wypruwać i i tak skończyć z dzieckiem psychopatą, z narkomanem, alkoholikiem, dzieckiem chorym wymagającym opieki 24/7, albo po prostu chamem, dzieckiem skrajnie głupim i mało inteligentnym, osobą którą szczerze znienawidzisz, a będziesz musiała ją znosić w domu przez następne 18 lat. Nie jestem chętna, żeby brać udział w tej loterii co wyjdzie.
Nie lubimy dzieci, nie lubimy hałasu, bałaganu, żadne z nas nie wierzy, że nam się odmieni i że bombelek nagle magicznie zmieni nasze podejście. Mówię wprost, nie umiałabym pokochać kogoś, kto ciągle generuje hałas, bałagan a do tego odebrał mi wolność. No bo nie oszukujmy się, nie da się z dzieckiem żyć tak samo jak przed tym jak się pojawiło i zawsze śmieszą mnie te wszystkie instagramowe profile, które próbują udowodnić, że z 2 miesięcznym niemowlakiem można robić backpacking po Tajlandii i wszystko jest tak samo i super i spoko - tak, może na zdjęciach... Tymczasem za kulisami widać wymęczonych rodziców, wieczny krzyk i płacz i dopasowywanie każdego planu pod dziecko. Teraz jak mam ochotę wstać o 11 to wstaję o 11, jak nagle mi się zachce jechać do lasu albo nad morze to zakładam buty, wsiadam i jadę, jak nie chce mi się robić śniadania to nie robię, dziecko wymusza rutynę i nie jest w stanie samo o siebie zadbać, polega na nas w 100%.
Finansowo na nic nam nie brakuje, ale nie jesteśmy aż tak bogaci żeby móc zapewnić dziecku mieszkanie i start w dorosłość z jakąś firmą/ciepłą posadą. Sama zostałam wystawiona za drzwi w wieku 18 lat przez rodziców i jedyne co dostałam to kop w dupsko, minęła ponad dekada a ja nadal pamiętam strach, szukanie pracy po nocach, ból brzucha przed rozmowami, strach przed zwolnieniem, depresję, stres związany z kredytem... Nie wyobrażam sobie mieć dziecka a potem po 18 powiedzieć mu no, witamy w dorosłości, radź sobie teraz sam, powodzenia z robotą i kredytem na 30 lat! Nie widzę sensu w produkowaniu kolejnego człowieka, który będzie żył w stresie i strachu kompletne zależny od jakiejś korporacyjnej roboty, z której mogą go wykopać z dnia na dzień.
No i temat, który dość rzadko jest poruszany, każdy z góry zakłada że ''dobre wychowanie'' odpłaci im się w postaci anielskiego dziecka, które na starość poprawi poduszkę i poda szklankę wody. Tymczasem istnieje nieskończony wachlarz możliwości co może pójść nie tak, możesz sobie żyły wypruwać i i tak skończyć z dzieckiem psychopatą, z narkomanem, alkoholikiem, dzieckiem chorym wymagającym opieki 24/7, albo po prostu chamem, dzieckiem skrajnie głupim i mało inteligentnym, osobą którą szczerze znienawidzisz, a będziesz musiała ją znosić w domu przez następne 18 lat. Nie jestem chętna, żeby brać udział w tej loterii co wyjdzie.