Cześć dziewczyny. Nie sądziłam że kiedykolwiek będę prosić o pomoc w Internecie - zawsze wszystkie swoje problemy byłam w stanie rozwiązać sama, niestety tym razem jest inaczej.
Od ponad pół roku jestem w związku - zeszliśmy się ponownie z EX, z mojej inicjatywy (wcześniej ja z nim zerwałam). Te parę miesięcy temu byłam praktycznie pewna, że to jest to, że znowu chcę spróbować. Przeliczyłam się - sytuacja wygląda dokładnie tak samo jak przed kilkoma laty. Najbardziej przykre dla mnie jest to, że to we mnie jest problem. Mój chłopak jest dla mnie naprawdę bardzo dobry, zawsze był i wiem że bardzo mnie kocha. Naprawdę chciałam zawalczyć o ten związek, ale widzę że to nie jest to czego ja oczekuję od życia. Nie czuję w ogóle chemii, nie uprawiamy w ogóle seksu (bo ja nie chce) rozmawiamy o najzwyklejszych rzeczach, bo nie jestem w stanie złapać z nim takiego vibe’u, żeby porozmawiać na głębsze tematy (a ja uwielbiam takie rozmowy). On o mnie bardzo dba i ja to ogromnie doceniam, ale tak naprawdę na ten moment to jest dla mnie jedyny plus tego związku. Bardzo się boję zerwania - wiem, że nasze poprzednie rozstanie przeszedł bardzo ciężko i on traktuje mnie jak miłość życia. Ja też tak uważałam - natomiast boję się że to po prostu był sentyment (poznaliśmy się jako nastolatkowie).
Teraz najgorsza część: od pewnego czasu nie jestem w stanie przestać myśleć o chłopaku, z którym spotykałam się rok temu. Mieliśmy niesamowicie dobry kontakt, świetnie się dogadywaliśmy. Wiem, że on wciaz jest we mnie zakochany. W dodatku, co gorsza to dobry znajomy mojego chłopaka ze szkoły (nie mają kontaktu od paru lat, ale wciąż…)
Nie wiem co robić, czy zawalczyć o związek? Próbowałam się jakoś przekonać w ostatnim czasie, że nie warto kończyć tego związku, skoro już dużo razem przeszliśmy, skoro łączyło nas kiedyś olbrzymie uczucie, skoro on jest dla mnie taki dobry, skoro już pare miesiącu jesteśmy razem (a wcześniej byliśmy 3 lata) ale obecnie nawet zwykły pocałunek to dla mnie za dużo, traktuję go bardziej jako przyjaciela niż partnera, kochanka..
czuję, że jestem złą osobą (nie dość, że już raz go zostawiłam, to teraz znów sytuacja wygląda tak samo, a w dodatku mi podoba się ktoś inny). Tak bardzo nie chcę go zranić, ale też boję się takiego życia. Nie mieszkamy jeszcze razem, widzimy się 2 razy w tygodniu a ja po tych spotkaniach czuję się zmęczona.
Boje się też rekcji rodziny - dopytywali mnie czy na pewno jestem pewna powrotu, bo to nie takie hop siup wrócić do siebie. Mama mówiła żebym po kilku miesiącach się nie rozmyśliła. Wtedy jej mówiłam że na pewno nie, a teraz widzicie jak to wygląda… w dodatku moja rodzina bardzo lubi mojego chłopaka.
Dziewczyny, mam ogromny mętlik w głowie! Boję się że będę żałowała, niezależnie jaką decyzję podejmę.
Błagam o jakąś radę, pomoc. Może któraś z was była w podobnej sytuacji..
Dylemat związkowy
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- Echoidalia
- VlogmasEnjoyer
- Posty: 1402
- Rejestracja: śr paź 02, 2024 6:26 pm
Spytam teraz poważnie: czy często w różnych tematach masz takie podejście, że coś jest dobrze, to trzeba to rozwalić albo się szybko rozmyslasz, bo już doświadczyłas tego, na czym Ci zależało i złapałas króliczka, a ekscytuje Cię samo gonienie? Bo jeśli tak,to możesz cierpieć na zaburzenie i możesz sobie nawet tego nie uświadamiać,a lepiej się temu przyjrzeć,żeby na przyszłość nie psuć relacji oraz nie ranić ludzi.
Możliwe jest jednak też to,że po prostu w głowie napisałaś sobie scenariusz z romantycznymi chwilami popartymi pewnie dobrymi wspomnieniami z chłopakiem i chciałaś do tego wrócić,tylko na nowych zasadach. Nie wyszło. Scenariusz z głowy nie przełożył się na życie i dopadło Cię rozczarowanie. Zatem klin klinem - teraz układasz scenariusz z innym kolesiem, ktory też jakoś tam miło się zapisał w Twoim życiu. Tylko czy tym razem ten potencjalny koleś to jest na pewno miłość,a nie kolejny facet do romansu i motyli w brzuchu,a gdy przyjdzie zwykła rzeczywistość, to też okaże się,że zrobiło się nudno i mdło?
Na Twoim miejscu nie karmiłabym złudzeniami obecnego partnera,bo to niesprawiedliwe względem niego. Mógłby sobie też jeszcze ułożyć życie z kimś innym,kto byłby pewien związku z nim na 100%
Możliwe jest jednak też to,że po prostu w głowie napisałaś sobie scenariusz z romantycznymi chwilami popartymi pewnie dobrymi wspomnieniami z chłopakiem i chciałaś do tego wrócić,tylko na nowych zasadach. Nie wyszło. Scenariusz z głowy nie przełożył się na życie i dopadło Cię rozczarowanie. Zatem klin klinem - teraz układasz scenariusz z innym kolesiem, ktory też jakoś tam miło się zapisał w Twoim życiu. Tylko czy tym razem ten potencjalny koleś to jest na pewno miłość,a nie kolejny facet do romansu i motyli w brzuchu,a gdy przyjdzie zwykła rzeczywistość, to też okaże się,że zrobiło się nudno i mdło?
Na Twoim miejscu nie karmiłabym złudzeniami obecnego partnera,bo to niesprawiedliwe względem niego. Mógłby sobie też jeszcze ułożyć życie z kimś innym,kto byłby pewien związku z nim na 100%
Jest w tym na pewno racja, że lubię początki związków, ekscytację, motylki w brzuchu. Tylko że byłam w jeszcze jednym związku w swoim życiu - bardzo zależało mi na tym chłopaku, byliśmy ponad 3 lata razem, chciałam żeby nam wyszło i zaakceptowałam jego wiele wad. Rozstaliśmy się bo on nie dawał z siebie nic żeby popracować nad tym związkiem. Więc z niego nie chciałam zrezygnować bo mi się znudziło.Echoidalia pisze: ↑ndz paź 25, 2026 8:19 pm Spytam teraz poważnie: czy często w różnych tematach masz takie podejście, że coś jest dobrze, to trzeba to rozwalić albo się szybko rozmyslasz, bo już doświadczyłas tego, na czym Ci zależało i złapałas króliczka, a ekscytuje Cię samo gonienie? Bo jeśli tak,to możesz cierpieć na zaburzenie i możesz sobie nawet tego nie uświadamiać,a lepiej się temu przyjrzeć,żeby na przyszłość nie psuć relacji oraz nie ranić ludzi.
Możliwe jest jednak też to,że po prostu w głowie napisałaś sobie scenariusz z romantycznymi chwilami popartymi pewnie dobrymi wspomnieniami z chłopakiem i chciałaś do tego wrócić,tylko na nowych zasadach. Nie wyszło. Scenariusz z głowy nie przełożył się na życie i dopadło Cię rozczarowanie. Zatem klin klinem - teraz układasz scenariusz z innym kolesiem, ktory też jakoś tam miło się zapisał w Twoim życiu. Tylko czy tym razem ten potencjalny koleś to jest na pewno miłość,a nie kolejny facet do romansu i motyli w brzuchu,a gdy przyjdzie zwykła rzeczywistość, to też okaże się,że zrobiło się nudno i mdło?
Na Twoim miejscu nie karmiłabym złudzeniami obecnego partnera,bo to niesprawiedliwe względem niego. Mógłby sobie też jeszcze ułożyć życie z kimś innym,kto byłby pewien związku z nim na 100%
Teraz tłumaczę sobie że ten chłopak o którym ciągle myślę ma swoje wady i jeśli byłabym z nim w związku to też pojawiłyby się problemy, dopadłaby nas codzienność. Jednak zastanawiam się czy z każdym ta codzienność wyglądałby tak samo? Z obecnym chłopakiem spotykamy się te dwa razy w tygodniu tak jak wspominałam, a czasami one męczą mnie tak, że ciężko wyobrazić mi sobie wspólne zamieszkanie. Tylko, ze łudzę się że będzie lepiej. Bo chciałabym mieć już ułożone życie. Chciałabym być szczęśliwa, być narzeczoną, żoną. Tu też dochodzi to koleżanki już się zaręczają, wychodzą za mąż. No i problemem jest dla mnie podejście mojego chłopaka - widzę że jemu zależy i niedobrze mi na samą myśl że znów go zranię (chociaż wiem że już to robię trzymając go na dystans)
Trochę jakbym przeczytała o sobie z młodości i o mojej miłości do pierwszego chłopaka.stjernrev pisze: ↑ndz paź 25, 2026 7:06 pm Cześć dziewczyny. Nie sądziłam że kiedykolwiek będę prosić o pomoc w Internecie - zawsze wszystkie swoje problemy byłam w stanie rozwiązać sama, niestety tym razem jest inaczej.
Od ponad pół roku jestem w związku - zeszliśmy się ponownie z EX, z mojej inicjatywy (wcześniej ja z nim zerwałam). Te parę miesięcy temu byłam praktycznie pewna, że to jest to, że znowu chcę spróbować. Przeliczyłam się - sytuacja wygląda dokładnie tak samo jak przed kilkoma laty. Najbardziej przykre dla mnie jest to, że to we mnie jest problem. Mój chłopak jest dla mnie naprawdę bardzo dobry, zawsze był i wiem że bardzo mnie kocha. Naprawdę chciałam zawalczyć o ten związek, ale widzę że to nie jest to czego ja oczekuję od życia. Nie czuję w ogóle chemii, nie uprawiamy w ogóle seksu (bo ja nie chce) rozmawiamy o najzwyklejszych rzeczach, bo nie jestem w stanie złapać z nim takiego vibe’u, żeby porozmawiać na głębsze tematy (a ja uwielbiam takie rozmowy). On o mnie bardzo dba i ja to ogromnie doceniam, ale tak naprawdę na ten moment to jest dla mnie jedyny plus tego związku. Bardzo się boję zerwania - wiem, że nasze poprzednie rozstanie przeszedł bardzo ciężko i on traktuje mnie jak miłość życia. Ja też tak uważałam - natomiast boję się że to po prostu był sentyment (poznaliśmy się jako nastolatkowie).
Teraz najgorsza część: od pewnego czasu nie jestem w stanie przestać myśleć o chłopaku, z którym spotykałam się rok temu. Mieliśmy niesamowicie dobry kontakt, świetnie się dogadywaliśmy. Wiem, że on wciaz jest we mnie zakochany. W dodatku, co gorsza to dobry znajomy mojego chłopaka ze szkoły (nie mają kontaktu od paru lat, ale wciąż…)
Nie wiem co robić, czy zawalczyć o związek? Próbowałam się jakoś przekonać w ostatnim czasie, że nie warto kończyć tego związku, skoro już dużo razem przeszliśmy, skoro łączyło nas kiedyś olbrzymie uczucie, skoro on jest dla mnie taki dobry, skoro już pare miesiącu jesteśmy razem (a wcześniej byliśmy 3 lata) ale obecnie nawet zwykły pocałunek to dla mnie za dużo, traktuję go bardziej jako przyjaciela niż partnera, kochanka..
czuję, że jestem złą osobą (nie dość, że już raz go zostawiłam, to teraz znów sytuacja wygląda tak samo, a w dodatku mi podoba się ktoś inny). Tak bardzo nie chcę go zranić, ale też boję się takiego życia. Nie mieszkamy jeszcze razem, widzimy się 2 razy w tygodniu a ja po tych spotkaniach czuję się zmęczona.
Boje się też rekcji rodziny - dopytywali mnie czy na pewno jestem pewna powrotu, bo to nie takie hop siup wrócić do siebie. Mama mówiła żebym po kilku miesiącach się nie rozmyśliła. Wtedy jej mówiłam że na pewno nie, a teraz widzicie jak to wygląda… w dodatku moja rodzina bardzo lubi mojego chłopaka.
Dziewczyny, mam ogromny mętlik w głowie! Boję się że będę żałowała, niezależnie jaką decyzję podejmę.
Błagam o jakąś radę, pomoc. Może któraś z was była w podobnej sytuacji..
To nie Twoja wina, że tak czujesz, a właściwie nie czujesz nic poza sentymentem i przyjaźnią- chociaż to bardzo ważne w związku, ale bez chemii, wzajemnej fascynacji związek nie będzie związkiem, a do tego nawet nie wiem jak bardzo byś się starała być fair, wierna i uczciwa, to zawsze pojawi się ktoś na horyzoncie, kto tak Cię zafascynuje, że w końcu ulegniesz- i Ty to wiesz, bo już teraz myślisz o kimś innym.
Na pewno nie warto przejmować się ,,co ludzie powiedzą''. Niech mówią, co chcą. Nikt nie przeżyje życia za Ciebie. Kolejna rzecz, 3 lata to i dużo, i mało równocześnie. Obecnie wygląda na to, że bardziej jesteś z tym chłopakiem z jakiegoś sentymentu i litości. Niestety, ale nie da się przejść przez życie nie raniąc innych ludzi. Wiesz, ja tak wracałam i odchodziłam od chłopaka przez 10 lat. I zawsze ten powrót był fascynacją i nadzieją na coś lepszego, ale niestety, kończyło się u mnie tym samym co u Ciebie. Czułam przywiązanie i miałam w tym człowieku przyjaciela, ale za nic w świecie nie potrafiłam wyobrazić sobie, że np. jesteśmy małżeństwem, mamy rodzinę. Za czasem te nasze ,,przerwy'' doprowadziły do tego, że zarówno ja, jak i on, zaczęliśmy spotykać się z innymi ludźmi i szczęśliwie tak się skończyło, że były poznał swoją obecną żonę i...gdy o niej opowiedział, to wcale nie było mi przykro. Zero emocji, pomyślałam ,,spoko''. Ale do sedna. Co z tego, że chłopak Cię kocha i jest dla Ciebie dobry? Wiesz, jakkolwiek cynicznie to nie zabrzmi, to bycie dobrym dla kogoś w związku to minimum- podobnie jak szanowanie drugiego człowieka. Każdy facet powinien być dla Ciebie dobry od początku- podstawa. O! Wiesz, jaką ja miałam fazę? Fascynacja bad boyami. Z racji tej, że ten pierwszy był taki dobry i zapatrzony we mnie bez reszty, to robiło się nudne, a ja potrzebowałam adrenaliny. Na szczęście szybko mi to przeszło. Co mogę Ci powiedzieć? Przemyśl sprawę raz jeszcze, ale jeżeli nawet pocałunek dla Ciebie to szczyt erotycznych możliwości, to z tego nic nie będzie. Może lepiej po prostu porozmawiać szczerze i spróbować zachować to, co macie naprawdę cenne, czyli przyjaźń. Aha, dobrymi radami jest piekło wybrukowane, ale wiesz co jest dobre, żeby lepiej zrozumieć siebie i swoje potrzeby? Pobycie samej ze sobą bez wchodzenia w kolejny związek. Będziesz wiedziała, jak się czujesz i czego tak naprawdę potrzebujesz. I nie kieruj się samą chemią przy wchodzeniu w następną relację, bo to najszybciej przemija.
Też o tym pomyślałam. Schemat "mój partner jest dla mnie super, ale na horyzoncie nadal jest inny chłop do którego mogę poczuć efemeryczne amory" to jest prosta droga do pisania za rok, że po zejściu się z tym na horyzoncie jednak nie jest super i co robić. Autorka sama zauważa, że problem leży głównie w niej a nie partnerze (nie ma seksu bo ona nie chce, a jednoczesnie jest to dla niej problem - dlaczego czegoś z tym nie zrobi?), na jej miejscu postawiłabym sprawę uczciwie i albo zapracowała nad tym, albo nie trzymała biedaka w związku w którym nie może być pewien niczego z winy autorki.Echoidalia pisze: ↑ndz paź 25, 2026 8:19 pm Spytam teraz poważnie: czy często w różnych tematach masz takie podejście, że coś jest dobrze, to trzeba to rozwalić albo się szybko rozmyslasz, bo już doświadczyłas tego, na czym Ci zależało i złapałas króliczka, a ekscytuje Cię samo gonienie? Bo jeśli tak,to możesz cierpieć na zaburzenie i możesz sobie nawet tego nie uświadamiać,a lepiej się temu przyjrzeć,żeby na przyszłość nie psuć relacji oraz nie ranić ludzi.
Możliwe jest jednak też to,że po prostu w głowie napisałaś sobie scenariusz z romantycznymi chwilami popartymi pewnie dobrymi wspomnieniami z chłopakiem i chciałaś do tego wrócić,tylko na nowych zasadach. Nie wyszło. Scenariusz z głowy nie przełożył się na życie i dopadło Cię rozczarowanie. Zatem klin klinem - teraz układasz scenariusz z innym kolesiem, ktory też jakoś tam miło się zapisał w Twoim życiu. Tylko czy tym razem ten potencjalny koleś to jest na pewno miłość,a nie kolejny facet do romansu i motyli w brzuchu,a gdy przyjdzie zwykła rzeczywistość, to też okaże się,że zrobiło się nudno i mdło?
Na Twoim miejscu nie karmiłabym złudzeniami obecnego partnera,bo to niesprawiedliwe względem niego. Mógłby sobie też jeszcze ułożyć życie z kimś innym,kto byłby pewien związku z nim na 100%