Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Pociąg do innego zakończenia

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Pociąg do innego zakończenia

Post autor: Legat »

Witam
Jeśli ktoś byłby chętny na poczytanie opowiadania, to chciałbym coś tutaj wrzucić.
Mam nadzieje, że dobre miejsce. Jeśli nie, proszę je przerzucić w odpowiednie miejsce.
Jest ostatnio moda na różne wersje opowieści Lalka, ja też napisałem luźno powiązaną wersję.
Ostatnia informacja jest taka, że napisałem ją za pomocą AI.
Proszę o info tutaj.
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Legat pisze: ↑czw paź 22, 2026 6:17 pm Witam
Jeśli ktoś byłby chętny na poczytanie opowiadania, to chciałbym coś tutaj wrzucić.
Mam nadzieje, że dobre miejsce. Jeśli nie, proszę je przerzucić w odpowiednie miejsce.
Jest ostatnio moda na różne wersje opowieści Lalka, ja też napisałem luźno powiązaną wersję.
Ostatnia informacja jest taka, że napisałem ją za pomocą AI.
Proszę o info tutaj.
Nieskończone piekło. Nie dość, że kolejna wersja Lalki to jeszcze zaklęta w AI
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

gunernialne pisze: ↑czw paź 22, 2026 8:09 pm Nieskończone piekło. Nie dość, że kolejna wersja Lalki to jeszcze zaklęta w AI
Znaczy mamy jeden głos na nie. :)
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Legat pisze: ↑czw paź 22, 2026 8:12 pm Znaczy mamy jeden głos na nie. :)
Jeszcze jakbyś to sam napisał.. no ale stwierdzać w jednej wypowiedzi, że "napisałeś" i "za pomocą AI" no to...
Każdy sam może wpisać komendę polecającą przedstawienie jakiejś alternatywy dla znanej historii
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

gunernialne pisze: ↑czw paź 22, 2026 8:16 pm Jeszcze jakbyś to sam napisał.. no ale stwierdzać w jednej wypowiedzi, że "napisałeś" i "za pomocą AI" no to...
Każdy sam może wpisać komendę polecającą przedstawienie jakiejś alternatywy dla znanej historii
Niestety to tak nie działa. Ale ok, tak jak napisałem przyjmuję głos na nie.
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

W sumie to nikt nie wie do końca o czym to opowiadanie jest. :) Mimo negatywnego głosu, przedstawię 1 część z 3 opowiadania. Wtedy przynajmniej będzie wiadomo, o czym on gada. :) No to lecimy. :)

Pociąg do innego zakończenia - część I

Stałem na peronie, otulony gęstymi oparami parowozu. W powietrzu unosił się zapach węgla, a gdzieś w oddali rozlegał się gwizd lokomotywy. Ludzie w eleganckich płaszczach i kapeluszach mijali mnie w pośpiechu, jakby każdy z nich miał przed sobą ważny cel. Ja jednak nie wiedziałem, dokąd zmierzam ani jak właściwie znalazłem się w tym miejscu. Miałem na sobie staromodny surdut, a w kieszeni czułem zegarek na łańcuszku. Wszystko wyglądało tak, jakbym przeniósł się do innej epoki.

Wtedy ją zobaczyłem.

Stała kilka kroków ode mnie, przy krawędzi peronu. Jej jasna suknia delikatnie poruszała się na wietrze, a włosy opadały na ramiona. Była niezwykle piękna. Przez chwilę miałem wrażenie, że znam tę twarz, choć nie potrafiłem sobie przypomnieć, skąd. Dopiero po chwili zrozumiałem, że przypomina mi Izabelę Łęcką z Lalki, której historię niedawno oglądałem na ekranie.

Co dziwniejsze, sam czułem się jak Stanisław Wokulski. Nie potrafiłem jednak wyjaśnić, dlaczego. W głębi duszy nadal byłem sobą, człowiekiem, który znał historię bohatera i wiedział, jak nieszczęśliwie zakończyła się jego miłość. Mimo to stałem przed tą kobietą, jakbym naprawdę spotkał ją w dziewiętnastowiecznej Warszawie.

Podszedłem bliżej.

— Długo pani czeka? — zapytałem, próbując ukryć zakłopotanie.

Uśmiechnęła się delikatnie.

— Trochę. Ale teraz już nie muszę.

Jej odpowiedź wydała mi się dziwnie znajoma. Rozmawialiśmy przez chwilę o podróży, o pogodzie i o pociągu, który miał wkrótce odjechać. Nie pamiętałem dokładnie naszych słów, ale czułem, że łączy nas coś więcej niż zwykła znajomość. Patrzyła na mnie tak, jakbyśmy spotykali się od dawna, a ja coraz bardziej zapominałem, że przecież powinienem być jedynie widzem tej historii.

Nagle spoważniałem.

— Nie powinniśmy tego robić — powiedziałem cicho.

Kobieta spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

— Ale czego?

— Tego wszystkiego. Naszej znajomości, tej miłości, która może się między nami narodzić. Przecież wiem, jak to się skończy. Znam tę historię. Jestem Wokulskim, a pani... pani jest Izabelą. Nie możemy być razem. Nasza miłość musi zakończyć się tragicznie.

Przez chwilę milczała. Spodziewałem się, że odwróci wzrok albo odpowie mi chłodno, tak jak potrafiła odpowiadać bohaterka powieści. Ona jednak roześmiała się cicho i pokręciła głową.

— Głuptasie, przecież to sen. Tutaj będzie inaczej.

Jej słowa zabrzmiały tak zwyczajnie, że aż zabrakło mi odpowiedzi. Rzeczywiście, dlaczego miałbym przejmować się zakończeniem książki, skoro znajdowałem się we śnie? Przecież nic nie zmuszało nas do powtarzania historii, którą ktoś już napisał. Mogliśmy po prostu być razem, bez nieszczęść, rozczarowań i bolesnych pożegnań.

Spojrzałem jej w oczy. Uśmiechała się do mnie, jakby znała wszystkie moje obawy i uważała je za zupełnie niepotrzebne. Zrobiła krok w moją stronę, a ja delikatnie ująłem jej dłoń. Przez moment staliśmy bez słowa, wsłuchując się w stukot kół dobiegający z sąsiedniego toru.

Potem przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem.

Odwzajemniła pocałunek. Objąłem ją mocniej, a ona oparła dłonie na moich ramionach. Było w tym pocałunku coś niezwykłego, jakby na krótką chwilę zniknęły wszystkie granice między snem a rzeczywistością. Nie myślałem już o Wokulskim ani o Izabeli Łęckiej. Nie zastanawiałem się, co powinno wydarzyć się później. Liczyła się tylko ona i ta dziwna pewność, że tym razem wszystko może potoczyć się inaczej.

Wtedy rozległ się głośny gwizd lokomotywy.

Odsunęliśmy się od siebie. Pociąg stojący obok peronu powoli ruszył, wyrzucając z komina kłęby ciemnego dymu. Patrzyłem na jego wagony i nagle poczułem niepokój. Przypomniałem sobie historię, którą znałem. Podróż pociągiem, rozpacz Wokulskiego i wydarzenia, które mogły doprowadzić go do ostatecznego nieszczęścia. Wszystko zaczęło układać się w mojej głowie.

Przecież to właśnie ten pociąg miał nas zabrać.

A jednak nie wsiedliśmy do niego.

Dopiero teraz zauważyłem, że stoimy na peronie sami. Pasażerowie dawno zajęli swoje miejsca, konduktor dał sygnał do odjazdu, a pociąg oddalał się coraz bardziej. My natomiast pozostaliśmy na miejscu, trzymając się za ręce.

— Spójrz — powiedziałem, wskazując znikające w oddali wagony. — Gdybyśmy pojechali, wszystko mogłoby skończyć się tak, jak w tamtej historii.

Kobieta spojrzała na mnie spokojnie.

— Ale nie pojechaliśmy.

— Czyli... uniknęliśmy tego?

— A czy to takie ważne, co wydarzyłoby się, gdybyśmy wsiedli? — zapytała. — Przecież teraz jesteśmy tutaj.

Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. Patrzyłem na nią i zastanawiałem się, dlaczego wcześniej tak bardzo bałem się przyszłości. Przecież nie wiedziałem nawet, kim naprawdę była ta kobieta. Może tylko przypominała Izabelę, ponieważ wcześniej oglądałem film. Może mój umysł połączył jej twarz z historią, którą znałem, i stworzył opowieść, w której sam mogłem uczestniczyć.

Ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie?

Wziąłem ją za rękę. Ruszyliśmy wzdłuż peronu, oddalając się od torów. Opary parowozu powoli znikały, a światło latarni stawało się coraz bledsze. Nie wiedziałem, dokąd idziemy, ani co czeka nas za rogiem dworca. Po raz pierwszy jednak nie próbowałem przewidywać zakończenia.

— A jeśli to wszystko jednak skończy się źle? — zapytałem po chwili.

Kobieta zatrzymała się i spojrzała na mnie z rozbawieniem.

— To wtedy będziemy się tym martwić. Ale nie dzisiaj.

Uśmiechnąłem się. Miała rację. Nie musiałem być Wokulskim do samego końca. Nie musiałem kochać tak, jak kochał on, ani cierpieć dlatego, że cierpiał bohater powieści. Mogłem po prostu przeżywać własny sen.

Ruszyliśmy dalej, a ja poczułem, że jej dłoń powoli wymyka mi się z ręki. Chciałem coś powiedzieć, zatrzymać ją, zapytać o imię, którego przecież wciąż nie znałem. Nie zdążyłem jednak. Dworzec rozpłynął się w białej mgle, a jej twarz zaczęła oddalać się ode mnie.

Otworzyłem oczy.

Leżałem we własnym łóżku. W pokoju panowała cisza, a za oknem powoli budził się nowy dzień. Przez chwilę nie poruszałem się, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół snu. Pamiętałem parowóz, chłód peronu, jej uśmiech i pocałunek. Nie potrafiłem jednak odtworzyć jej twarzy. Nie wiedziałem nawet, czy rzeczywiście przypominała Izabelę, czy tylko tak ją zapamiętałem.

W końcu usiadłem na łóżku i uśmiechnąłem się do siebie.

Może to tylko sen. Może zwykła historia, którą mój umysł stworzył z obrazów zapamiętanych podczas oglądania filmu. A jednak pozostało we mnie dziwne uczucie, jakbym naprawdę spotkał kogoś wyjątkowego.

Pomyślałem o pociągu, który odjechał bez nas.

I wtedy zrozumiałem, że wcale nie musieliśmy zmieniać zakończenia Lalki. Wystarczyło, że nie wsiedliśmy do tego samego pociągu.

Nie wiedziałem, dokąd zaprowadziłaby nas dalsza droga. Nie wiedziałem też, czy kiedykolwiek jeszcze spotkam tę kobietę, choćby we śnie. Wiedziałem tylko, że przez krótką chwilę mogłem uwierzyć, że nie każda historia musi kończyć się tak, jak została napisana.
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Legat pisze: ↑czw paź 22, 2026 8:53 pm W sumie to nikt nie wie do końca o czym to opowiadanie jest. :) Mimo negatywnego głosu, przedstawię 1 część z 3 opowiadania. Wtedy przynajmniej będzie wiadomo, o czym on gada. :) No to lecimy. :)

Pociąg do innego zakończenia - część I

Stałem na peronie, otulony gęstymi oparami parowozu (gęste opary parowozu? xd). W powietrzu unosił się zapach węgla, a gdzieś w oddali rozlegał się gwizd lokomotywy (jakie gdzieś w oddali xd stoisz na peronie dosłownie). Ludzie w eleganckich płaszczach i kapeluszach mijali mnie w pośpiechu, jakby każdy z nich miał przed sobą ważny cel (no zapewne mają xd są na peronie, to podróżni xd). Ja jednak nie wiedziałem, dokąd zmierzam ani jak właściwie znalazłem się w tym miejscu. Miałem na sobie staromodny surdut, a w kieszeni czułem zegarek na łańcuszku. Wszystko wyglądało tak, jakbym przeniósł się do innej epoki.

Wtedy ją zobaczyłem.

Stała kilka kroków ode mnie, przy krawędzi peronu. Jej jasna suknia delikatnie poruszała się na wietrze, a włosy opadały na ramiona. Była niezwykle piękna. Przez chwilę miałem wrażenie, że znam tę twarz, choć nie potrafiłem sobie przypomnieć, skąd. Dopiero po chwili zrozumiałem, że przypomina mi Izabelę Łęcką z Lalki, której historię niedawno oglądałem na ekranie.

Co dziwniejsze, sam czułem się jak Stanisław Wokulski. Nie potrafiłem jednak wyjaśnić, dlaczego (ja też nie xd brakuje tu całego rozdziału bo skok logiczny wybił poza skalę xd). W głębi duszy nadal byłem sobą, człowiekiem, który znał historię bohatera i wiedział, jak nieszczęśliwie zakończyła się jego miłość. Mimo to stałem przed tą kobietą, jakbym naprawdę spotkał ją w dziewiętnastowiecznej Warszawie.

Podszedłem bliżej.

— Długo pani czeka? — zapytałem, próbując ukryć zakłopotanie.

Uśmiechnęła się delikatnie.

— Trochę. Ale teraz już nie muszę.

Jej odpowiedź wydała mi się dziwnie znajoma. Rozmawialiśmy przez chwilę o podróży, o pogodzie i o pociągu, który miał wkrótce odjechać. Nie pamiętałem dokładnie naszych słów, ale czułem, że łączy nas coś więcej niż zwykła znajomość. Patrzyła na mnie tak, jakbyśmy spotykali się od dawna, a ja coraz bardziej zapominałem, że przecież powinienem być jedynie widzem tej historii (skąd te "powinienem" xd w końcu tam było tylko odczuwanie tego co Wokulski mógł czuć a nie bycie nim xd).

Nagle spoważniałem (Głębokie przemyślenia, ale dopiero teraz powaga? A wcześniej co? Breakdance na schodach pociągu?).

— Nie powinniśmy tego robić — powiedziałem cicho.

Kobieta spojrzała na mnie ze zdziwieniem (same).

— Ale czego?

— Tego wszystkiego. Naszej znajomości, tej miłości, która może się między nami narodzić. Przecież wiem, jak to się skończy. Znam tę historię. Jestem Wokulskim, a pani... pani jest Izabelą. Nie możemy być razem. Nasza miłość musi zakończyć się tragicznie (no to chyba żeby miała się zakończyć tragicznie właśnie muszą być razem xd).

Przez chwilę milczała (popaliło jej styki tak jak i mi). Spodziewałem się, że odwróci wzrok albo odpowie mi chłodno, tak jak potrafiła odpowiadać bohaterka powieści. Ona jednak roześmiała się cicho i pokręciła głową.

— Głuptasie, przecież to sen. Tutaj będzie inaczej (skąd ona wie, skoro to jego sen? xd chyba bardziej "może być inaczej").

Jej słowa zabrzmiały tak zwyczajnie, że aż zabrakło mi odpowiedzi (zupełnie jakby powiedziała coś zwyczajnego xd). Rzeczywiście, dlaczego miałbym przejmować się zakończeniem książki, skoro znajdowałem się we śnie? Przecież nic nie zmuszało nas do powtarzania historii, którą ktoś już napisał. Mogliśmy po prostu być razem, bez nieszczęść, rozczarowań i bolesnych pożegnań.

Spojrzałem jej w oczy. Uśmiechała się do mnie, jakby znała wszystkie moje obawy i uważała je za zupełnie niepotrzebne. Zrobiła krok w moją stronę, a ja delikatnie ująłem jej dłoń. Przez moment staliśmy bez słowa, wsłuchując się w stukot kół dobiegający z sąsiedniego toru.

Potem przyciągnąłem ją do siebie i pocałowałem.

Odwzajemniła pocałunek. Objąłem ją mocniej, a ona oparła dłonie na moich ramionach. Było w tym pocałunku coś niezwykłego, jakby na krótką chwilę zniknęły wszystkie granice między snem a rzeczywistością (keine grenzen). Nie myślałem już o Wokulskim ani o Izabeli Łęckiej. Nie zastanawiałem się, co powinno wydarzyć się później. Liczyła się tylko ona i ta dziwna pewność, że tym razem wszystko może potoczyć się inaczej. (no to nie myślałem czy myślałem o tej historii skoro miałem pewność, że tym razem potoczy się inaczej xd)

Wtedy rozległ się głośny gwizd lokomotywy.

Odsunęliśmy się od siebie. Pociąg stojący obok peronu powoli ruszył, wyrzucając z komina kłęby ciemnego dymu. Patrzyłem na jego wagony i nagle poczułem niepokój. Przypomniałem sobie historię, którą znałem. Podróż pociągiem, rozpacz Wokulskiego i wydarzenia, które mogły doprowadzić go do ostatecznego nieszczęścia. Wszystko zaczęło układać się w mojej głowie.

Przecież to właśnie ten pociąg miał nas zabrać.

A jednak nie wsiedliśmy do niego.

Dopiero teraz zauważyłem, że stoimy na peronie sami. Pasażerowie dawno zajęli swoje miejsca, konduktor dał sygnał do odjazdu, a pociąg oddalał się coraz bardziej. My natomiast pozostaliśmy na miejscu, trzymając się za ręce.

— Spójrz — powiedziałem, wskazując znikające w oddali wagony. — Gdybyśmy pojechali, wszystko mogłoby skończyć się tak, jak w tamtej historii.

Kobieta spojrzała na mnie spokojnie.

— Ale nie pojechaliśmy.

— Czyli... uniknęliśmy tego?

— A czy to takie ważne, co wydarzyłoby się, gdybyśmy wsiedli? — zapytała. — Przecież teraz jesteśmy tutaj.

Nie potrafiłem znaleźć odpowiedzi. Patrzyłem na nią i zastanawiałem się, dlaczego wcześniej tak bardzo bałem się przyszłości. Przecież nie wiedziałem nawet, kim naprawdę była ta kobieta. Może tylko przypominała Izabelę, ponieważ wcześniej oglądałem film. Może mój umysł połączył jej twarz z historią, którą znałem, i stworzył opowieść, w której sam mogłem uczestniczyć.

Ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie?

Wziąłem ją za rękę. Ruszyliśmy wzdłuż peronu, oddalając się od torów. Opary parowozu powoli znikały, a światło latarni stawało się coraz bledsze (chyba powinno stawać się coraz ostrzejsze skoro nie ma żadnych dymów xd). Nie wiedziałem, dokąd idziemy, ani co czeka nas za rogiem dworca. Po raz pierwszy jednak nie próbowałem przewidywać zakończenia.

— A jeśli to wszystko jednak skończy się źle? — zapytałem po chwili (długo wytrzymałeś z tym brakiem przewidywania xd).

Kobieta zatrzymała się i spojrzała na mnie z rozbawieniem.

— To wtedy będziemy się tym martwić. Ale nie dzisiaj.

Uśmiechnąłem się. Miała rację. Nie musiałem być Wokulskim do samego końca. Nie musiałem kochać tak, jak kochał on, ani cierpieć dlatego, że cierpiał bohater powieści. Mogłem po prostu przeżywać własny sen.

Ruszyliśmy dalej, a ja poczułem, że jej dłoń powoli wymyka mi się z ręki. Chciałem coś powiedzieć, zatrzymać ją, zapytać o imię, którego przecież wciąż nie znałem. Nie zdążyłem jednak. Dworzec rozpłynął się w białej mgle (znowu jakieś opary? xd jak nie czarne, to białe, może to Rzym i papieża wybrali xd no i wyszliście już z dworca, halo, został za rogiem), a jej twarz zaczęła oddalać się ode mnie.

Otworzyłem oczy.

Leżałem we własnym łóżku. W pokoju panowała cisza, a za oknem powoli budził się nowy dzień. Przez chwilę nie poruszałem się, próbując przypomnieć sobie każdy szczegół snu. Pamiętałem parowóz, chłód peronu, jej uśmiech i pocałunek. Nie potrafiłem jednak odtworzyć jej twarzy. Nie wiedziałem nawet, czy rzeczywiście przypominała Izabelę, czy tylko tak ją zapamiętałem.

W końcu usiadłem na łóżku i uśmiechnąłem się do siebie.

Może to tylko sen. Może zwykła historia, którą mój umysł stworzył z obrazów zapamiętanych podczas oglądania filmu. A jednak pozostało we mnie dziwne uczucie, jakbym naprawdę spotkał kogoś wyjątkowego.

Pomyślałem o pociągu, który odjechał bez nas.

I wtedy zrozumiałem, że wcale nie musieliśmy zmieniać zakończenia Lalki. Wystarczyło, że nie wsiedliśmy do tego samego pociągu (tu coś się zadziało dziwnego xd chyba miało być coś na zasadzie "... wcale nie musieliśmy usilnie dążyć do zmiany zakończenia Lalki), aronoł).

Nie wiedziałem, dokąd zaprowadziłaby nas dalsza droga. Nie wiedziałem też, czy kiedykolwiek jeszcze spotkam tę kobietę, choćby we śnie (te zdania powinny się zamienić miejscami). Wiedziałem tylko, że przez krótką chwilę mogłem uwierzyć, że nie każda historia musi kończyć się tak, jak została napisana (Koniec i bomba. A kto czytał ten trąba).
Nie ma co tu dużo mówić. Za moich czasów pisało się na lekcjach opowiadania. I tak to się właśnie kończyło. Zwłaszcza jak ktoś coś tam czytał bo waliło się dużo wszystkiego, żeby zrobić wrażenie, ale ostatecznie pustka. Wszystko rozmyło się w tej mgle i innych wyziewach.
Oklepane i pretensjonalne do bólu. Tu ręka, tam pocałunek, tu mgła. Nielogiczne okrutnie. W połowie dowiadujemy się, że to sen, ale w sumie sam bohater nie jest pewny czy to sen. Niby to Izabela na peronie, ale równie dobrze może jakaś przypadkowa laska pod żabką. Niby ona prowadzi całą akcję i mówi, że tym razem będzie inaczej, ale... jest tak samo.
Brawa dla nas, starych bab i dziadów, że pisaliśmy utwory tego typu bez ai
Awatar użytkownika
O Matyldo!
Zdalna zemsta
Posty: 1942
Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am

Post autor: O Matyldo! »

gunernialne pisze: ↑pt paź 23, 2026 1:17 am Nie ma co tu dużo mówić. Za moich czasów pisało się na lekcjach opowiadania. I tak to się właśnie kończyło. Zwłaszcza jak ktoś coś tam czytał bo waliło się dużo wszystkiego, żeby zrobić wrażenie, ale ostatecznie pustka. Wszystko rozmyło się w tej mgle i innych wyziewach.
Oklepane i pretensjonalne do bólu. Tu ręka, tam pocałunek, tu mgła. Nielogiczne okrutnie. W połowie dowiadujemy się, że to sen, ale w sumie sam bohater nie jest pewny czy to sen. Niby to Izabela na peronie, ale równie dobrze może jakaś przypadkowa laska pod żabką. Niby ona prowadzi całą akcję i mówi, że tym razem będzie inaczej, ale... jest tak samo.
Brawa dla nas, starych bab i dziadów, że pisaliśmy utwory tego typu bez ai
Coś czuję, że przez Ciebie otrzymamy drugą część!!
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

O Matyldo! pisze: ↑pt paź 23, 2026 2:15 am Coś czuję, że przez Ciebie otrzymamy drugą część!!
No właśnie nasz krytyk forumowy już opowiadanie zakończył. :) Z resztą trudno się spodziewać czegoś innego po kimś, kto od początku nastawiony jest negatywnie.
Czy chcemy czy nie w każdej swojej wypowiedzi sporo mówimy o sobie. Nasz krytyk o swoim podejściu do nowoczesności. Czyli jak stereotypowym powiedzeniu - kiedyś to było lepiej.
A prawda jest taka, że AI mamy wszędzie, nawet wybitni poeci, czy pisarze przyznają, że korzystają.
Co do drugiej części. Nic na siłę. Mamy jeden głos od początku negatywny, traktujący AI jako zło wcielone.
Z resztą ludzie tu przychodzą pogadać, poplotkować, a nie czytać opowiadanie, które umyślał sobie jakiś random i kazał AI napisać. :)
Zobaczymy jakie będą głosy z sali. :)
Awatar użytkownika
O Matyldo!
Zdalna zemsta
Posty: 1942
Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am

Post autor: O Matyldo! »

Legat pisze: ↑pt paź 23, 2026 8:16 am No właśnie nasz krytyk forumowy już opowiadanie zakończył. :) Z resztą trudno się spodziewać czegoś innego po kimś, kto od początku nastawiony jest negatywnie.
Czy chcemy czy nie w każdej swojej wypowiedzi sporo mówimy o sobie. Nasz krytyk o swoim podejściu do nowoczesności. Czyli jak stereotypowym powiedzeniu - kiedyś to było lepiej.
A prawda jest taka, że AI mamy wszędzie, nawet wybitni poeci, czy pisarze przyznają, że korzystają.
Co do drugiej części. Nic na siłę. Mamy jeden głos od początku negatywny, traktujący AI jako zło wcielone.
Z resztą ludzie tu przychodzą pogadać, poplotkować, a nie czytać opowiadanie, które umyślał sobie jakiś random i kazał AI napisać. :)
Zobaczymy jakie będą głosy z sali. :)
Oj już się tak nie obrażaj! 😉
G może i jest Łobuziarą ale nie dość, że przeczytała w całości to co wrzuciłeś to jeszcze zwróciła (słusznie) uwagę na błędy stylistyczne jakie popełniliście wraz z kolegą GPT 😉
Nie wiem jakich wybitnych pisarzy masz na myśli.. ale czy napisanie prostego opowiadania na podstawie lektury szkolnej naprawdę musi być posiłkowane sztuczną inteligencją? Nie masz własnej wyobraźni? Zwłaszcza, że w ostatnim czasie jesteśmy otoczeni Lalką w różnym wydaniu..
IMO spaliłeś na wstępie wrażenie.
I żeby nie było- dokonałam próby przeczytania tej części, którą wrzuciłeś, jednak po zdaniu "Stałem na peronie, otulony gęstymi oparami parowozu." zakończyłam.
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

O Matyldo! pisze: ↑pt paź 23, 2026 11:56 am I żeby nie było- dokonałam próby przeczytania tej części, którą wrzuciłeś, jednak po zdaniu "Stałem na peronie, otulony gęstymi oparami parowozu." zakończyłam.
O, to ciekawe. Dlaczego?
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Legat pisze: ↑pt paź 23, 2026 8:16 am No właśnie nasz krytyk forumowy już opowiadanie zakończył. :) Z resztą trudno się spodziewać czegoś innego po kimś, kto od początku nastawiony jest negatywnie.
Czy chcemy czy nie w każdej swojej wypowiedzi sporo mówimy o sobie. Nasz krytyk o swoim podejściu do nowoczesności. Czyli jak stereotypowym powiedzeniu - kiedyś to było lepiej.
A prawda jest taka, że AI mamy wszędzie, nawet wybitni poeci, czy pisarze przyznają, że korzystają.
Co do drugiej części. Nic na siłę. Mamy jeden głos od początku negatywny, traktujący AI jako zło wcielone.
Z resztą ludzie tu przychodzą pogadać, poplotkować, a nie czytać opowiadanie, które umyślał sobie jakiś random i kazał AI napisać. :)
Zobaczymy jakie będą głosy z sali. :)
Oceniając (żeby nie było - jako czytelniczka a nie jakaś ekspertka od literatury) odnosiłam się tylko do tego co miałam podane w tekście. Szczerze mówiąc tyle zajęło mi czytanie tego przez ilość dygresji, które musiałam edytować na telefonie, że zupełnie zapomniałam, że było to współtworzone przez AI. Dosłownie chyba z ponad godzinę nad tym siedziałam (i tak skończyłam o 1 w nocy 😭). Dlatego moja krytyka nie przechodziłam przez jakiś filtr nienawiści do sztucznej inteligencji xd

Po prostu. Błędy błędami, ale potrzeba tu dłuższej formy moim zdaniem. Zaczynamy powiedzmy, że powoli - tu zegarek, tu surdut, tam chłód. Małe detale, fajnie. No ale później już pędzimy. Ledwie bohaterowie się poznają - już są w jakimś uczuciu. A dopiero co rozmawiali o pogodzie. I tempo nie zwalnia. Ledwo wychodzą z peronu, ona znika. Zaraz on się budzi.
Za szybko przeleciały wszystkie wydarzenia. Za szybko bohaterowie dochodzili do swoich "pewności" (żeby jeszcze szybciej poddać je w wątpliwość).
Dłuższa forma dałaby oddech, żeby zastanowić się nad logicznym ciągiem bo momentami było naprawdę absurdalnie.
Za dużo, za szybko, za płytko w moim odczuciu. Bez znaczenia czy z wykorzystaniem AI czy nie.
Awatar użytkownika
O Matyldo!
Zdalna zemsta
Posty: 1942
Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am

Post autor: O Matyldo! »

Legat pisze: ↑pt paź 23, 2026 12:18 pm O, to ciekawe. Dlaczego?
Uznałam, że będzie to jakieś wypracowanie szkolne, styl grafomański. Poza tym czuję duży przesyt Lalką.
Może i dobrze, że nie przeczytałam bo pewnie zarwałabym noc jak Gumnie 😉
Na bank przyczepiłabym się tych samych rzeczy.
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

gunernialne pisze: ↑pt paź 23, 2026 12:49 pm Szczerze mówiąc tyle zajęło mi czytanie tego przez ilość dygresji, które musiałam edytować na telefonie, że zupełnie zapomniałam, że było to współtworzone przez AI. Dosłownie chyba z ponad godzinę nad tym siedziałam (i tak skończyłam o 1 w nocy 😭).
:covid: A to podziwiam za wytrwałość.
gunernialne pisze: ↑pt paź 23, 2026 12:49 pm Po prostu. Błędy błędami, ale potrzeba tu dłuższej formy moim zdaniem. Zaczynamy powiedzmy, że powoli - tu zegarek, tu surdut, tam chłód. Małe detale, fajnie. No ale później już pędzimy. Ledwie bohaterowie się poznają - już są w jakimś uczuciu. A dopiero co rozmawiali o pogodzie. I tempo nie zwalnia. Ledwo wychodzą z peronu, ona znika. Zaraz on się budzi.
Za szybko przeleciały wszystkie wydarzenia. Za szybko bohaterowie dochodzili do swoich "pewności" (żeby jeszcze szybciej poddać je w wątpliwość).
Bo bohater wyszedł z innego założenia. Sen to odbicie jego stanu emocjonalnego. Pociąg to przyszłość, której nie zna i jej się obawia (opary, dym, węgiel). Jest spragniony miłości, namiętności.
W opowiadaniu nie chodzi o pewność, wręcz odwrotnie. Pociąg czeka, za chwile odjedzie i można rzec wszystko się dokona, on tę miłość straci. Ucieka od tego co ma się stać.
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

gunernialne pisze: ↑pt paź 23, 2026 12:49 pm Oceniając (żeby nie było - jako czytelniczka a nie jakaś ekspertka od literatury) odnosiłam się tylko do tego co miałam podane w tekście. Szczerze mówiąc tyle zajęło mi czytanie tego przez ilość dygresji, które musiałam edytować na telefonie, że zupełnie zapomniałam, że było to współtworzone przez AI. Dosłownie chyba z ponad godzinę nad tym siedziałam (i tak skończyłam o 1 w nocy 😭). Dlatego moja krytyka nie przechodziłam przez jakiś filtr nienawiści do sztucznej inteligencji xd

Po prostu. Błędy błędami, ale potrzeba tu dłuższej formy moim zdaniem. Zaczynamy powiedzmy, że powoli - tu zegarek, tu surdut, tam chłód. Małe detale, fajnie. No ale później już pędzimy. Ledwie bohaterowie się poznają - już są w jakimś uczuciu. A dopiero co rozmawiali o pogodzie. I tempo nie zwalnia. Ledwo wychodzą z peronu, ona znika. Zaraz on się budzi.
Za szybko przeleciały wszystkie wydarzenia. Za szybko bohaterowie dochodzili do swoich "pewności" (żeby jeszcze szybciej poddać je w wątpliwość).
Dłuższa forma dałaby oddech, żeby zastanowić się nad logicznym ciągiem bo momentami było naprawdę absurdalnie.
Za dużo, za szybko, za płytko w moim odczuciu. Bez znaczenia czy z wykorzystaniem AI czy nie.
W sumie usiadłam i pomyślałam jeszcze raz.
Nie rozumiem czemu odpowiadasz mi w takim tonie, który sugeruje, że moja opinia jest skutkiem jakiejś awersji do AI.
Przecież całość moich uwag odnosi się do stylu, błędów w treści, nielogiczności. Nic o AI.
Nawet w podsumowaniu napisałam, że opowiadania o takim poziomie pisało się kiedyś w 45 minut z głowy na lekcji.
A napisałam tak dlatego, że nie widzę właśnie tu wykorzystania tego AI. No bo gdzie? Zdania są tak krótkie a sama akcja tak szybko się zakończyła, że nie widzę pola ani żadnego fragmentu gdzie AI mogło faktycznie zostać użyte.
Wiem, że autorzy wykorzystują modele do researchu. No ale znowu. Tu nie było nic do sprawdzania bo ta cała sytuacja była tak pusta i płaska... może jedyną sposobnością było wyszukanie czy do surdutu w XIX wieku nosiło się kieszonkowy zegarek. No ale co więcej...
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Legat pisze: ↑pt paź 23, 2026 1:10 pm :covid: A to podziwiam za wytrwałość.


Bo bohater wyszedł z innego założenia. Sen to odbicie jego stanu emocjonalnego. Pociąg to przyszłość, której nie zna i jej się obawia (opary, dym, węgiel). Jest spragniony miłości, namiętności.
W opowiadaniu nie chodzi o pewność, wręcz odwrotnie. Pociąg czeka, za chwile odjedzie i można rzec wszystko się dokona, on tę miłość straci. Ucieka od tego co ma się stać.
Nie no.. strasznie to grafomańskie niestety. Z jednej strony jest pewien, że jest Wokulskim. Wie dokąd pociąg jedzie. Wie, żeby do niego nie wsiadać. A nagle nie chodzi o tą pewność.. nagle to ona jest narratorką i kieruje sytuacją, nagle założenie, że może nie jest Izabelą.
Trochę takie łapanie obu srok. Raz tak a raz tak.
I wszystko osadzone w motywie snu, żeby ukryć braki w logice
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

O Matyldo! pisze: ↑pt paź 23, 2026 1:02 pm Może i dobrze, że nie przeczytałam bo pewnie zarwałabym noc jak Gumnie 😉
Czasami lepiej czegoś nie robić w obawie, że się coś straci. :)
Awatar użytkownika
O Matyldo!
Zdalna zemsta
Posty: 1942
Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am

Post autor: O Matyldo! »

Legat pisze: ↑pt paź 23, 2026 1:45 pm Czasami lepiej czegoś nie robić w obawie, że się coś straci. :)
Nie ma co się przekomarzać, na Wandzie jest kilka tysięcy Użytkowników więc poczekaj cierpliwie na inne recenzje.
Może to my jesteśmy w błędzie.
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

Dopisujesz mi ciągle coś, czego u mnie nie ma. :)
Cytowanie przez ciebie zdanie dotyczy opowiadania.
Przyszłość otula nas oparami niepewności, lęku, obawy, że przyniesie stratę np. czasu, czy zawodu choćby miłosnego. :)
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

Widzę, że ostatnio robi się moda na opowiadania AI.
Dlaczego ludzie boją się wypowiadać, tylko dlatego, że ktoś inny skrytykował. :)

Pociąg do innego zakończenia — część II

Bilet, którego nie powinno być

Przez cały dzień nie mogłem przestać myśleć o kobiecie ze snu. Podczas śniadania wracałem myślami do jej uśmiechu, a kiedy wychodziłem z domu, miałem dziwne wrażenie, że zaraz zobaczę ją na ulicy. Oczywiście nigdzie jej nie było. Mijałem zwyczajnych przechodniów, samochody i zatłoczone przystanki, a świat wyglądał dokładnie tak, jak powinien.

Mimo to coś się zmieniło.

Dopiero wieczorem, kiedy sięgałem do kieszeni płaszcza, żeby wyjąć klucze, natrafiłem na przedmiot, którego wcześniej tam nie było.

Był to bilet kolejowy.

Znieruchomiałem.

Papier był pożółkły, brzegi miał lekko postrzępione, a nadruk wykonano starannymi, czarnymi literami. Przez chwilę obracałem go w palcach, próbując znaleźć jakiekolwiek wyjaśnienie. Nie pamiętałem, żebym kupował bilet, a już na pewno nie taki, który wyglądał, jakby pochodził sprzed ponad stu lat.

Na jego przedniej stronie widniała nazwa stacji, której nigdy wcześniej nie słyszałem: Warszawa — Stacja Końcowa.

Poniżej znajdowała się data.

Jutrzejszy dzień.

Poczułem nieprzyjemny dreszcz. Odwróciłem bilet i wtedy zauważyłem odręczny napis, wykonany delikatnym, kobiecym pismem.

„Tym razem nie pozwól mi odejść”.

Nie musiałem się zastanawiać, kto go napisał.

Tej nocy długo nie mogłem zasnąć. Przewracałem się z boku na bok, aż w końcu zmęczenie wzięło górę. Kiedy zamknąłem oczy, usłyszałem znajomy gwizd lokomotywy.

Znów stałem na peronie.

Tym razem nie było jednak mgły ani tłumu podróżnych. Dworzec tonął w półmroku, a nad torami wisiał ciężki, czarny dym. Na zegarze zawieszonym pod dachem widniała godzina za pięć dwunasta.

W dłoni ściskałem bilet.

— Wiedziałam, że przyjdziesz.

Odwróciłem się gwałtownie.

Stała kilka kroków dalej, ubrana w tę samą jasną suknię. Jej twarz wydawała się jeszcze piękniejsza niż poprzednio, ale tym razem nie uśmiechała się. W jej oczach dostrzegłem smutek, którego wcześniej nie zauważyłem.

— Kim ty właściwie jesteś? — zapytałem. — Naprawdę Izabelą Łęcką?

Przez chwilę patrzyła na mnie w milczeniu.

— A czy to ma znaczenie?

— Ma. Jeśli jesteś tylko postacią z książki, nie możesz przecież...

— Nie mogę czego? — przerwała mi. — Czuć? Bać się? Pragnąć czegoś innego niż tego, co dla mnie napisano?

Nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

W oddali rozległ się gwizd. Na sąsiedni tor wjechał parowóz, ciągnąc za sobą długi sznur ciemnych wagonów. Zatrzymał się z przeciągłym zgrzytem, a z pierwszego wagonu wysiadł konduktor w czarnym mundurze.

Spojrzał na mnie, potem na kobietę.

— Bilety do kontroli.

Podałem mu swój. Przyjrzał mu się uważnie, po czym jego twarz nagle spoważniała.

— Ten bilet nie jest dla pana.

— Jak to?

Konduktor wskazał kobietę.

— Jest wystawiony na pannę Izabelę Łęcką.

Spojrzałem na bilet. Rzeczywiście. Pod nazwą stacji, której wcześniej nie zauważyłem, znajdowało się jej imię i nazwisko.

— W takim razie ona powinna jechać — powiedziałem.

— Owszem — odparł konduktor. — Ale tylko jeśli pan pozwoli.

Poczułem, jak serce zaczyna mi szybciej bić.

— Co to znaczy?

Mężczyzna poprawił rękawiczki.

— Każda historia ma swój koniec. Niektóre kończą się szczęśliwie, inne tragicznie. Ten pociąg przewozi tych, którzy chcą dotrzeć do zakończenia, jakie zostało im przeznaczone. Jeśli panna Łęcka wsiądzie, wszystko potoczy się tak, jak powinno. Jeśli jednak pozostanie tutaj...

Nie dokończył.

— Co wtedy? — zapytałem.

— Wtedy ktoś inny będzie musiał zająć jej miejsce.

Spojrzałem na kobietę. Stała nieruchomo, a jej dłonie drżały.

— Nie chcę już tam wracać — wyszeptała. — Nie chcę ponownie przeżywać tej samej historii. Nie chcę, żeby ktoś decydował za mnie, kogo mam kochać i jak mam skończyć.

Przypomniałem sobie jej słowa z poprzedniego snu: „Tutaj będzie inaczej”.

Wtedy wydawały mi się tylko pocieszeniem. Teraz zrozumiałem, że była to prośba.

— A jeśli nie wsiądziemy? — zapytałem konduktora.

Mężczyzna spojrzał na zegar.

— Macie czas do północy.

W tej samej chwili wszystkie światła na peronie zamigotały. Zegar przesunął wskazówki o jedną minutę, choć nie usłyszałem żadnego tykania.

Za minutę miało wydarzyć się coś, czego nie potrafiłem przewidzieć.

Ująłem kobietę za rękę.

— Chodźmy — powiedziałem.

— Dokąd?

Spojrzałem na tory, potem na ciemne przejście prowadzące poza dworzec.

— Nie wiem. Ale tym razem nie pozwolę, żeby ktoś napisał za nas zakończenie.

Ruszyliśmy przed siebie.

Za plecami usłyszałem głos konduktora:

— Jeśli przekroczycie granicę tego dworca, nie będzie już powrotu!

Nie zatrzymałem się.

Biegliśmy przez pusty peron, mijając stare ławki i żeliwne latarnie. Kobieta trzymała mnie mocno za rękę. Po chwili dobiegliśmy do niewielkich drzwi ukrytych za kolumną. Były uchylone, a zza nich sączyło się blade światło.

Otworzyłem je.

Po drugiej stronie nie było ulicy ani kolejnego peronu.

Była biblioteka.

Ogromna, cicha sala, wypełniona regałami sięgającymi sufitu. Na półkach stały tysiące książek, a na każdej widniało nazwisko innego człowieka. Wokulski. Rzecki. Łęcka. Prus. Obok nich dostrzegłem również własne nazwisko.

Podszedłem do regału i wyciągnąłem książkę.

Na okładce widniał tytuł: „Pociąg do innego zakończenia”.

Otworzyłem ją na ostatniej stronie.

Widniało tam jedno zdanie:

„O świcie bohater obudzi się i zapomni o wszystkim”.

Zamarłem.

Przecież dokładnie tak zakończył się mój poprzedni sen.

— To znaczy, że ktoś nas obserwuje? — wyszeptałem.

Kobieta pokręciła głową.

— Nie. Ktoś próbuje zdecydować, co stanie się dalej.

Wtedy zauważyłem, że ostatnia strona zaczyna się zmieniać. Litery znikały jedna po drugiej, a na ich miejscu pojawiały się nowe słowa.

„O świcie bohater obudzi się, ale tym razem nie będzie sam”.

Odwróciłem się w stronę kobiety.

Nie było jej.

Na podłodze leżał tylko stary bilet kolejowy. Podniosłem go drżącymi palcami i zobaczyłem, że na odwrocie pojawił się kolejny napis.

„Jeśli chcesz mnie odnaleźć, nie budź się”.

W oddali rozległ się dźwięk budzika.

Zamknąłem oczy i zacisnąłem dłonie na bilecie.

Po raz pierwszy w życiu bałem się nie tego, że sen się skończy.

Bałem się, że kiedy się obudzę, ona naprawdę przestanie istnieć.

A gdzieś za regałami, wśród tysięcy zapisanych historii, ktoś właśnie przewracał stronę.
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

Ciekawostka: jednym z pomysłów na 3 część, miało się okazać, że bilet w rzeczywistości jest pozwem rozwodowym. Ale Autor uznał, że to zbyt dramatyczne rozwiązanie.
Awatar użytkownika
Anastazja_smietana
LemonkowaCola
Posty: 531
Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm

Post autor: Anastazja_smietana »

Dlaczego temat tego wątku zasugerował mi, że będą tu zwierzenia osoby homokeksualnej?
Awatar użytkownika
O Matyldo!
Zdalna zemsta
Posty: 1942
Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am

Post autor: O Matyldo! »

Anastazja_smietana pisze: ↑sob paź 24, 2026 7:56 pm Dlaczego temat tego wątku zasugerował mi, że będą tu zwierzenia osoby homokeksualnej?
Cóż za rozczarowanie xDD
Legat
RoyalBaby
Posty: 15
Rejestracja: śr cze 24, 2026 6:52 pm

Post autor: Legat »

Pociąg do innego zakończenia — część III

Uciekaj przed nią

Przez całą noc nie mogłem przestać myśleć o kobiecie, którą spotkałem we śnie. Pamiętałem jej twarz, jasną suknię i słowa, które pojawiły się na bilecie: „Jeśli chcesz mnie odnaleźć, nie budź się”. Nie wiedziałem, czy powinienem potraktować je jako ostrzeżenie, czy raczej jako obietnicę kolejnego spotkania. Jedno było pewne — chciałem ją zobaczyć jeszcze raz.

Kiedy w końcu zasnąłem, usłyszałem znajomy gwizd lokomotywy.

Znów stałem na starym dworcu.

Wokół mnie unosił się gęsty dym, a na peronie migotały żółte światła lamp. Zegar wskazywał za pięć dwunasta. Wszystko wyglądało dokładnie tak jak poprzednio, z tą różnicą, że tym razem nie musiałem długo czekać.

Stała przy jednej z żeliwnych kolumn. Jej jasna suknia odcinała się od ciemnego tła, a na twarzy miała ten sam delikatny uśmiech, który tak dobrze zapamiętałem.

— Wiedziałam, że wrócisz! — powiedziała radośnie.

Podszedłem do niej i ująłem jej dłoń.

— Nie mogłem przestać o tobie myśleć.

— Ja też o tobie myślałam. To znaczy, moja koleżanka powiedziała, że jeśli ktoś nie może przestać o kimś myśleć, to znaczy, że jest zakochany. Więc chyba jestem zakochana!

Przez chwilę nie wiedziałem, co odpowiedzieć.

— A ty sama tak uważasz?

Spojrzała na mnie ze zdziwieniem.

— Ale co?

— No, czy jesteś zakochana. Czy naprawdę tak czujesz?

Uśmiechnęła się szeroko.

— Oczywiście! Moja koleżanka mówi, że takie rzeczy się po prostu wie.

Przytaknąłem, choć w głębi duszy poczułem pierwsze ukłucie niepokoju. Postanowiłem jednak nie wyciągać pochopnych wniosków. Może po prostu była nieśmiała. Może potrzebowała czasu, żeby otworzyć się przede mną.

Usiedliśmy na drewnianej ławce. Z oddali dobiegał stukot kół, a parowóz stojący na sąsiednim torze wypuszczał kolejne kłęby pary.

— Powiedz mi coś o sobie — poprosiłem. — Co lubisz? Jakie masz zainteresowania? Co sprawia ci przyjemność?

Kobieta zamyśliła się na moment.

— Lubię to, co lubi moja koleżanka.

— A co ona lubi?

— Podróże, dobre książki, ciekawe rozmowy i ludzi z pasją. No i kawę bez cukru.

— A ty lubisz kawę bez cukru?

— Oczywiście!

— Próbowałaś kiedyś?

— Nie, ale moja koleżanka mówi, że cukier jest niezdrowy.

Zacząłem podejrzewać, że nasza rozmowa nie potoczy się tak, jak sobie wyobrażałem.

— A co z książkami? Czytasz coś ciekawego?

— Ostatnio moja koleżanka poleciła mi pewien artykuł. Podobno był bardzo interesujący.

— Przeczytałaś go?

— Próbowałam, ale po kilku zdaniach nie wiedziałam już, o co chodzi. Był taki długi! Koleżanka powiedziała mi później, że najważniejsze jest to, żeby mieć własne zdanie, więc od tamtej pory staram się mieć własne zdanie.

— I jakie jest twoje zdanie?

Uśmiechnęła się z dumą.

— Takie jak mojej koleżanki.

Poczułem, że coś we mnie powoli gaśnie. Jeszcze przed chwilą wydawała mi się tajemniczą kobietą, która skrywa w sobie nieodkryty świat. Teraz zaczynałem rozumieć, że ten świat może w ogóle nie istnieć.

Postanowiłem sprawdzić ją jeszcze raz.

— Wiesz, ja uważam, że książki są stratą czasu. Lepiej oglądać filmy, bo nie trzeba się tak męczyć czytaniem.

Jej twarz natychmiast się rozjaśniła.

— Dokładnie! Zawsze tak uważałam. Czytanie jest strasznie męczące.

— Ale przed chwilą powiedziałaś, że lubisz dobre książki.

— Bo moja koleżanka je lubi.

— A gdyby twoja koleżanka powiedziała, że czytanie jest najgorszą rzeczą na świecie?

— To pewnie miałaby rację.

— A gdyby powiedziała, że najlepszym sposobem na życie jest zamieszkanie w lesie i rozmawianie wyłącznie z drzewami?

Kobieta zastanowiła się przez chwilę.

— Wiesz co? To nawet brzmi ciekawie. Może powinnam spróbować.

Patrzyłem na nią w milczeniu. Nie wiedziałem, czy śmiać się, czy uciekać. Przypomniałem sobie Izabelę Łęcką, którą tak bardzo chciałem w niej zobaczyć. Wydawało mi się, że spotkałem kobietę pełną tajemnic, a tymczasem odkrywałem, że nie potrafi samodzielnie odpowiedzieć nawet na najprostsze pytanie.

— A gdybym powiedział ci, że twoja koleżanka nie ma racji? — zapytałem.

— W jakiej sprawie?

— W żadnej konkretnej. Po prostu nie ma racji.

Przytaknęła bez wahania.

— No tak, skoro tak mówisz, to pewnie nie ma.

Wtedy poczułem prawdziwy niepokój.

— Przecież nawet nie wiesz, o co ją oskarżam!

— Ale ty brzmisz, jakbyś wiedział, co mówisz.

Wstałem z ławki.

— Muszę się przejść.

— Dobrze! Moja koleżanka mówi, że ruch jest bardzo zdrowy. Sama ostatnio zaczęła chodzić na spacery, więc ja też planuję.

Nie odpowiedziałem. Ruszyłem w stronę końca peronu, próbując uporządkować myśli. W mojej głowie wciąż rozbrzmiewały jej słowa. Każda opinia pochodziła od koleżanki. Każda odpowiedź była tylko odbiciem cudzych przekonań. Nawet własne uczucia zdawała się poznawać z czyichś opowieści.

A przecież jeszcze niedawno byłem przekonany, że spotkałem kogoś wyjątkowego.

Nagle kobieta pojawiła się obok mnie.

— Wiesz, moja koleżanka mówi, że powinniśmy spędzać razem więcej czasu.

— A ty czego chcesz?

— No właśnie tego, co ona mówi.

— Ale czego TY chcesz? — powtórzyłem, tym razem głośniej.

Zamrugała ze zdziwieniem.

— Nie rozumiem.

— Czy masz jakiekolwiek własne zdanie? Cokolwiek, co nie pochodzi od twojej koleżanki?

Jej uśmiech zniknął na moment. Po raz pierwszy zobaczyłem na jej twarzy coś przypominającego pustkę. Nie smutek, nie złość, nie zakłopotanie. Po prostu brak jakiejkolwiek reakcji.

Po chwili znów się uśmiechnęła.

— Moja koleżanka mówi, że nie warto zadawać takich trudnych pytań. Ludzie powinni się wspierać, a nie ciągle kogoś krytykować.

Cofnąłem się o krok.

— Czy ty w ogóle rozumiesz, co do ciebie mówię?

— Oczywiście! Moja koleżanka zawsze powtarza, że komunikacja jest najważniejsza.

W tym momencie poczułem, że nie mogę już znieść ani jednego jej słowa.

Odwróciłem się i ruszyłem w stronę stojącego na torze pociągu.

— Dokąd idziesz? — zawołała.

Nie odpowiedziałem.

— Przecież jeszcze nie skończyłam! Chciałam ci opowiedzieć o tym, co moja koleżanka sądzi o związkach!

Przyspieszyłem.

— Uważa, że najważniejsze jest zaufanie! I wspólne zainteresowania! I szczerość! A poza tym powiedziała, że jeśli mężczyzna odchodzi bez słowa, to znaczy, że nie potrafi rozmawiać o emocjach!

Zacząłem biec.

Wtedy zrozumiałem, że nie chodzi już o to, czy ją kocham, czy nie. Chodziło o to, że jeśli zostanę choćby minutę dłużej, będę musiał wysłuchać całej listy poglądów jej koleżanki, które ona sama uzna za swoje.

A tego nie byłem w stanie przeżyć.

Przy wejściu do wagonu stał konduktor w czarnym mundurze. Wyglądał tak, jakby na kogoś czekał. Kiedy mnie zobaczył, wyciągnął rękę.

— Bilet, proszę.

Drżącymi palcami wyjąłem z kieszeni stary kartonik. Nie pamiętałem, żebym zabierał go ze sobą, ale był tam, jakby od początku czekał na tę chwilę.

Podałem go konduktorowi.

Mężczyzna spojrzał na przednią stronę, a następnie odwrócił bilet. Jego twarz natychmiast spoważniała.

— A więc jednak — mruknął.

— Co się stało?

Pokazał mi kartonik.

Na odwrocie widniał napis wykonany czarnym atramentem:

„UCIEKAJ PRZED NIĄ”.

Poczułem, jak krew odpływa mi z twarzy.

— Co to znaczy?

Konduktor spojrzał na mnie z powagą.

— Dokładnie to, co pan przeczytał. Niech pan wsiada. Natychmiast.

— Ale kim ona jest?

Mężczyzna zerknął w stronę peronu, gdzie kobieta wciąż biegła za mną, wymachując rękami.

— Nie wiem, jak ją nazwać. Wiem tylko, że wielu pasażerów popełniło ten sam błąd. Zobaczyli piękną twarz i pomyśleli, że za nią musi kryć się coś niezwykłego.

— I co się z nimi stało?

Konduktor westchnął.

— Niektórzy do dziś wysłuchują opowieści o tym, co powiedziała koleżanka.

Nie potrzebowałem dalszych wyjaśnień.

Wskoczyłem do wagonu.

Konduktor zatrzasnął drzwi i dał sygnał do odjazdu. Pociąg szarpnął, a koła zaczęły powoli toczyć się po torach. Podbiegłem do okna i zobaczyłem kobietę stojącą na peronie.

Nie wyglądała na smutną. Nie wyglądała nawet na zaskoczoną.

Po prostu mówiła.

Nawet kiedy pociąg nabierał prędkości, poruszała ustami, jakby nadal próbowała przekonać mnie do swoich racji. W pewnym momencie uniosła rękę i krzyknęła:

— Ale moja koleżanka mówiła, że jesteśmy dla siebie stworzeni!

Zamknąłem oczy.

Nie chciałem już niczego słyszeć.

Kiedy ponownie je otworzyłem, siedziałem w pustym przedziale. Naprzeciwko mnie znajdował się konduktor, który spokojnie poprawiał rękawiczki.

— Czy to już koniec? — zapytałem.

— Dla pana być może — odpowiedział. — Wszystko zależy od tego, czy zrozumiał pan ostrzeżenie.

Spojrzałem na bilet.

Napis zaczął powoli znikać. Litery rozpływały się w papierze, aż w końcu pozostało tylko jedno zdanie:

„OBUDŹ SIĘ”.

W tej samej chwili pociąg gwałtownie zahamował. Światła zamigotały, a z końca korytarza dobiegł znajomy głos.

— Wiesz, moja koleżanka mówi, że sny mają bardzo głębokie znaczenie...

Zerwałem się z miejsca.

— NIE! — krzyknąłem. — TYLKO NIE TO!

Otworzyłem oczy.

Leżałem we własnym łóżku, zlany potem, z kołdrą zwiniętą wokół nóg. Przez okno wpadało poranne światło, a w pokoju panowała absolutna cisza.

Przez chwilę nie ruszałem się z miejsca. Potem powoli usiadłem i rozejrzałem się dookoła.

Nie było dworca. Nie było pociągu. Nie było konduktora.

I przede wszystkim nie było jej.

Westchnąłem z taką ulgą, jakiej nie czułem od dawna.

:)
Awatar użytkownika
gunernialne
Licówka
Posty: 3369
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Damn. Tu już trzecia część. Muszę dzisiaj nadrobić 😺