Temat studiow moje drogie.
Waszym zdaniem:
Na jakie studia dziś warto iść?
Na jakie wy byście dziś poszły jeśli jedynym czynnikiem wyboru byłyby zarobki.
Na jakie studia byście poszły dziś gdyby wasza matura i późniejsze zarobki nie miały znaczenia.
Czy ogólnie studia dziś mają sens czy może tylko wybrane kierunki?
Dla chętnych: jakie studia skończyłyście, czy było warto czy dziś byłby to ten sam kierunek. Jego plusy i minusy.
Studia
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- gunernialne
- TłinkiBoss
- Posty: 3137
- Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm
W mojej iluzoryczno-romantycznej bańce życzyłabym sobie, żeby studia odzyskały swoje pierwotne znaczenie, czyli znowu stały się miejscem gdzie naprawdę zainteresowane danym zagadnieniem osoby mogą zgłębiać tę wiedzę w otoczeniu sobie podobnych ludzi.
A tak wracając na ziemię to chyba ciężko powiedzieć jakie studia się opłacają. Jak czytam wypowiedzi w takich tematach to mam wrażenie, że na każdy wymieniony zawód/kierunek zawsze znajdzie się ktoś kto napisze, że już jest przesyt na rynku i nie warto xd
A tak wracając na ziemię to chyba ciężko powiedzieć jakie studia się opłacają. Jak czytam wypowiedzi w takich tematach to mam wrażenie, że na każdy wymieniony zawód/kierunek zawsze znajdzie się ktoś kto napisze, że już jest przesyt na rynku i nie warto xd
-
CiotkaRewelacja
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 202
- Rejestracja: wt wrz 29, 2026 4:47 pm
Zarabiam dużo a skończyłam moim zdaniem średnie studia. Tzn dały mi faktycznie jakąś wiedzę praktyczną której mogę użyć realnie i wpisać w cv że nabyłam umiejętność XYZ ale drugi raz bym na nie nie poszła. Miałam dużo farta i byłam po prostu uparta, psychicznie się nie złamałam a było dużo okazji. Nie ujawnię się z kierunkami bo są dość niszowe ale dobry uniwerek i studia z zawodem.
Poszłabym na prawo i tak, wiem, Blablabla jest mnóstwo absolwentów prawa. Ale jest mnóstwo absolwentów którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić albo to jakieś srednie prywatne szkoły. Poszłabym w podatki, prawo podatkowe i siedziałabym w papierkach. Prawo gospodarcze, prawo spółek. Zostałabym jakimś doradcą, jakiś consulting w dużym korpo w zakresu prawa w tej dziedzinie. To by było ciekawe i dochodowe.
Jakbym miała wybierać inne studia to prawdopodobnie coś okolomedycznego, w stylu pielęgniarki, ale elektrokardiologii.
Na te wszystkie kierunki bym poszła niezależnie od zarobków bo po prostu wydają mi się ciekawe i rozwojowe.
Poszłabym na prawo i tak, wiem, Blablabla jest mnóstwo absolwentów prawa. Ale jest mnóstwo absolwentów którzy nie wiedzą co ze sobą zrobić albo to jakieś srednie prywatne szkoły. Poszłabym w podatki, prawo podatkowe i siedziałabym w papierkach. Prawo gospodarcze, prawo spółek. Zostałabym jakimś doradcą, jakiś consulting w dużym korpo w zakresu prawa w tej dziedzinie. To by było ciekawe i dochodowe.
Jakbym miała wybierać inne studia to prawdopodobnie coś okolomedycznego, w stylu pielęgniarki, ale elektrokardiologii.
Na te wszystkie kierunki bym poszła niezależnie od zarobków bo po prostu wydają mi się ciekawe i rozwojowe.
Nie zawsze zarobki zależą od kierunku studiów, a zarobki to też nie powinien być jedyny motywator do podjęcia danego kierunku.
Ktoś wcześniej napisał, że poszedł by na prawo i zgłębiał prawo podatkowe. Oczywiście, że jest to dochodowy kierunek. Ale ja bym się chyba załamała psychicznie, gdybym miała robić w tym na co dzień. Po prostu bym szybko z tego odpadła, albo byłabym w tym kiepska, więc i tak zarabiałabym kiepsko, ewentualnie pracowałabym w tym zawodzie, zarabiała dobrze, ale musiała wydać na psychotropy i psychiatrę połowę pensji, bo dla mnie ten temat jest przeokropnie frustrujący. Miałam na studiach prawo podatkowe, stąd wiem, że bym wolała robić za najniższą niż w tym.
Więc no... Wybierając kierunek po pierwsze wcale nie wybiera się stricte przyszłego zawodu, a po drugie - należy kierować się swoimi zainteresowaniami, ewentualnie predyspozycjami, żeby te 8h dziennie 5 dni w tygodniu przez wiele lat później nie było dla nas udręką.
Ktoś wcześniej napisał, że poszedł by na prawo i zgłębiał prawo podatkowe. Oczywiście, że jest to dochodowy kierunek. Ale ja bym się chyba załamała psychicznie, gdybym miała robić w tym na co dzień. Po prostu bym szybko z tego odpadła, albo byłabym w tym kiepska, więc i tak zarabiałabym kiepsko, ewentualnie pracowałabym w tym zawodzie, zarabiała dobrze, ale musiała wydać na psychotropy i psychiatrę połowę pensji, bo dla mnie ten temat jest przeokropnie frustrujący. Miałam na studiach prawo podatkowe, stąd wiem, że bym wolała robić za najniższą niż w tym.
Więc no... Wybierając kierunek po pierwsze wcale nie wybiera się stricte przyszłego zawodu, a po drugie - należy kierować się swoimi zainteresowaniami, ewentualnie predyspozycjami, żeby te 8h dziennie 5 dni w tygodniu przez wiele lat później nie było dla nas udręką.
-
CiotkaRewelacja
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 202
- Rejestracja: wt wrz 29, 2026 4:47 pm
Mi się właśnie tematyka bardzo podoba :D trzeba na bieżąco się szkolić, jest na to popyt, można załapać się do fajnej firmy oferującej szkolenia, generalnie też bezpieczna praca się wydaje w sensie że będzie zapotrzebowanie w przeciwieństwie do ITBarasia pisze: ↑pt paź 09, 2026 4:00 pm Nie zawsze zarobki zależą od kierunku studiów, a zarobki to też nie powinien być jedyny motywator do podjęcia danego kierunku.
Ktoś wcześniej napisał, że poszedł by na prawo i zgłębiał prawo podatkowe. Oczywiście, że jest to dochodowy kierunek. Ale ja bym się chyba załamała psychicznie, gdybym miała robić w tym na co dzień. Po prostu bym szybko z tego odpadła, albo byłabym w tym kiepska, więc i tak zarabiałabym kiepsko, ewentualnie pracowałabym w tym zawodzie, zarabiała dobrze, ale musiała wydać na psychotropy i psychiatrę połowę pensji, bo dla mnie ten temat jest przeokropnie frustrujący. Miałam na studiach prawo podatkowe, stąd wiem, że bym wolała robić za najniższą niż w tym.
Więc no... Wybierając kierunek po pierwsze wcale nie wybiera się stricte przyszłego zawodu, a po drugie - należy kierować się swoimi zainteresowaniami, ewentualnie predyspozycjami, żeby te 8h dziennie 5 dni w tygodniu przez wiele lat później nie było dla nas udręką.
1. Uważam, że nie ma studiów na które warto iść. Mam znajomych, którzy skończyli prawo i wycierają kąty w korpo klepiąc tabelki za małą kasę, jak i ludzi po filozofii czy socjologii, którzy mają bardzo dobre prace.Mualla pisze: ↑pt paź 09, 2026 9:49 am Temat studiow moje drogie.
Waszym zdaniem:
Na jakie studia dziś warto iść?
Na jakie wy byście dziś poszły jeśli jedynym czynnikiem wyboru byłyby zarobki.
Na jakie studia byście poszły dziś gdyby wasza matura i późniejsze zarobki nie miały znaczenia.
Czy ogólnie studia dziś mają sens czy może tylko wybrane kierunki?
Dla chętnych: jakie studia skończyłyście, czy było warto czy dziś byłby to ten sam kierunek. Jego plusy i minusy.
2. Gdyby chodziło o kasę to poszłabym na lek-dent lub lek. Po prostu.
3. Nie zmieniłabym swojego zdania i poszłabym na to co skończyłam - politologia i stosunki międzynarodowe. Poszłabym może na coś z orientalistyki: arabistyka/iranistyka/sinologia.
4. Studia zawsze mają sens.
Tak, tak, ja to przykładowo napisałam, konkretnie o sobie. Dla każdego co innego jest ciekawe, a co innego wydaje się wręcz nie do przejścia nużące.CiotkaRewelacja pisze: ↑pt paź 09, 2026 4:08 pm Mi się właśnie tematyka bardzo podoba :D trzeba na bieżąco się szkolić, jest na to popyt, można załapać się do fajnej firmy oferującej szkolenia, generalnie też bezpieczna praca się wydaje w sensie że będzie zapotrzebowanie w przeciwieństwie do IT
Bardzo się z tym zgadzam. Studia zawsze mają sens, jeżeli stoi za nimi pasja i świadomość, że się wie, co się w życiu chce robić. Nic gorszego od wybierania kierunku tylko z myślą o zarobkach, bo nawet jak się przez kierunek przebrnie w bólach, to niby jaki sukces finansowy osiągniesz, skoro skończyłeś np. prawo, ale dosłownie tego nienawidzisz.iri1979 pisze: ↑pt paź 09, 2026 4:14 pm 1. Uważam, że nie ma studiów na które warto iść. Mam znajomych, którzy skończyli prawo i wycierają kąty w korpo klepiąc tabelki za małą kasę, jak i ludzi po filozofii czy socjologii, którzy mają bardzo dobre prace.
2. Gdyby chodziło o kasę to poszłabym na lek-dent lub lek. Po prostu.
3. Nie zmieniłabym swojego zdania i poszłabym na to co skończyłam - politologia i stosunki międzynarodowe. Poszłabym może na coś z orientalistyki: arabistyka/iranistyka/sinologia.
4. Studia zawsze mają sens.
Podobnie jak Ty, nie zmieniłabym tego, co skończyłam: kulturoznawstwo i historia sztuki, i również dorzuciłabym obecnie do tego jakiś ,,egzotyczny'' język
Z perspektywy osoby, która swoją karierę zawodową związała z branżą HR, sporo osób rekrutowała, organizowała dla nich programy rozwojowe i niestety również zwalniała, mam takie wnioski:
1. Na studia warto iść przede wszystkim, jeśli dla zawodu, który chcesz wykonywać, są one obligatoryjne i nie ma drogi na skróty (np. prawnik, lekarz) lub jeśli wiążesz swoją karierę z pracą w korporacji (pracowałam w kilku firmach z listy Fortune 500 i w każdej z nich wymogiem było posiadanie wyższego wykształcenia, kierunek był drugorzędny. Zdarzało mi się zatrudniać osoby np. po politologii czy kulturoznawstwie, jeśli ich poziom znajomości języka obcego był wystarczający do swobodnej komunikacji z klientem). Korporacje w dużej większości mają dość skostniałe struktury i spowolnione procesy decyzyjne - gdy zdarzał się nam dobry kandydat, który spełniał kryteria merytoryczne, ale np. był tylko po liceum czy technikum, trzeba było pozyskiwać dodatkowe zgody (tzw. approvale) od osób wysoko w strukturach. Czasy się zmieniają i korporacje również, ale ze względu na duże rozmiary i rozproszenie odpowiedzialności, reagują na zmiany (np. te związane z podejściem społeczeństwa, różnicami pokoleniowymi) z dużym opóźnieniem.
2. O ile nie chcesz wykonywać zawodu, w którym studia są obowiązkowe (jak wspomniany w punkcie pierwszym lekarz czy prawnik), ale jednak czujesz, że chcesz mieć tego magistra, wybierz kierunek, który naprawdę Cię interesuje i którego nauka da Ci satysfakcję, bo jest wielce prawdopodobne, że i tak nie będziesz pracować w wyuczonym zawodzie. Jeszcze niedawno jednym z top kierunków, gwarantujących dobrą pracę, była informatyka - dzisiaj juniorzy mają wysoki próg wejścia na rynek pracy, a rozwijająca się sztuczna inteligencja powoli staje się zagrożeniem również dla midów, a wkrótce również pewnie dla seniorów. Sam dyplom nie jest gwarancją otwartych drzwi.
3. Dla rekrutera najważniejsze jest to, co naprawdę umiesz. Nie wystarczy tylko studiować. Jeśli tylko masz możliwość, idź na praktyki, staże, wolontariaty, aby na rozmowie o pracę móc się pochwalić konkretnymi umiejętnościami - pracą w grupie, efektywnością pod presją (jedna z kompetencji przyszłości: resilience) czy umiejętnością rozumienia danych i wyciągania z nich wniosków (modne ostatnio "data-driven decision making"). Rekrutera nie będzie interesować, że masz same piątki w indeksie. Coraz więcej rozmów rekrutacyjnych uwzględnia pytanie o doświadczenie, w którym oczekuje odpowiedzi w modelu STAR (czyli: trudna sytuacja, zadania, zadanie do wykonania, podjęte działania, rezultat). Aby być w stanie odpowiedzieć na takie pytanie, musisz robić coś poza uczeniem się do sesji
To, że w wieku 18-19 lat nie wiesz jeszcze, co chcesz robić, jest normalne i w porządku. Jest naprawdę mało osób, które w szkole średniej odkryło swoje powołanie. Ja tak naprawdę swoje studia (zarządzanie zasobami ludzkimi) wybrałam spontanicznie w okresie pomiędzy napisaniem matury a czekaniem na jej wyniki
I szczerze? Mimo, że pracuję w zawodzie (jestem HR Business Partnerem i moja praca skupia się wokół wsparcia menedżerów w zarządzaniu ludźmi), to drugi raz bym tych samych studiów nie wybrała, bo nie dały mi żadnych praktycznych kompetencji. Z ręką na sercu: nie miałam ani jednej sytuacji, w której mogłabym powiedzieć: "ooo, uczyłam się tego na studiach, mogę zrobić tak i tak". Mój dyplom traktuję tylko i wyłącznie jako dowód dla rekruterów, że posiadam wykształcenie spójne z doświadczeniem, ale dla zdecydowanej większości rekruterów doświadczenie jest ważniejsze. Mogłabym skończyć paleontologię, a nie wpłynęłoby to na moją ocenę przez firmę, do której bym aplikowała, jeśli tylko spełniałabym wymagania związane z doświadczeniem 
Nie wpadaj proszę w pułapkę wpisywania do google: "po jakich studiach jest praca", "jakie zawody dają najwyższe zarobki", bo żyjemy w dynamicznie zmieniających się czasach i np. programiści, którzy jeszcze 5-6 lat temu mieli eldorado, dzisiaj szukają pracy ładnych parę miesięcy. Pomyśl o tym, co Cię interesuje, co naprawdę lubisz i rób, co w Twojej mocy, aby zdobywać doświadczenie. Nie słuchaj opinii rzucanych w ciemno, że najlepiej pójść na kierunek X lub Y i nie uzależniaj kolejnych lat swojego życia od czegoś takiego, bo świat zmienia się tak szybko, że nikt nie da Ci opinii, na której możesz polegać w 100%.
Zamiast dobierać kierunek studiów pod niepewne prognozy, skup się na tym, co Cię interesuje i doczytaj sobie nie o kierunkach przyszłości, ale o kompetencjach przyszłości, które możesz rozwijać niezależnie od tego, czy wybierzesz kulturoznawstwo czy fizykę. Rekrutera nie będzie interesować, że masz same piątki. Bądź gotów na opowiedzenie o konkretnych umiejętnościach zdobytych w praktyce
1. Na studia warto iść przede wszystkim, jeśli dla zawodu, który chcesz wykonywać, są one obligatoryjne i nie ma drogi na skróty (np. prawnik, lekarz) lub jeśli wiążesz swoją karierę z pracą w korporacji (pracowałam w kilku firmach z listy Fortune 500 i w każdej z nich wymogiem było posiadanie wyższego wykształcenia, kierunek był drugorzędny. Zdarzało mi się zatrudniać osoby np. po politologii czy kulturoznawstwie, jeśli ich poziom znajomości języka obcego był wystarczający do swobodnej komunikacji z klientem). Korporacje w dużej większości mają dość skostniałe struktury i spowolnione procesy decyzyjne - gdy zdarzał się nam dobry kandydat, który spełniał kryteria merytoryczne, ale np. był tylko po liceum czy technikum, trzeba było pozyskiwać dodatkowe zgody (tzw. approvale) od osób wysoko w strukturach. Czasy się zmieniają i korporacje również, ale ze względu na duże rozmiary i rozproszenie odpowiedzialności, reagują na zmiany (np. te związane z podejściem społeczeństwa, różnicami pokoleniowymi) z dużym opóźnieniem.
2. O ile nie chcesz wykonywać zawodu, w którym studia są obowiązkowe (jak wspomniany w punkcie pierwszym lekarz czy prawnik), ale jednak czujesz, że chcesz mieć tego magistra, wybierz kierunek, który naprawdę Cię interesuje i którego nauka da Ci satysfakcję, bo jest wielce prawdopodobne, że i tak nie będziesz pracować w wyuczonym zawodzie. Jeszcze niedawno jednym z top kierunków, gwarantujących dobrą pracę, była informatyka - dzisiaj juniorzy mają wysoki próg wejścia na rynek pracy, a rozwijająca się sztuczna inteligencja powoli staje się zagrożeniem również dla midów, a wkrótce również pewnie dla seniorów. Sam dyplom nie jest gwarancją otwartych drzwi.
3. Dla rekrutera najważniejsze jest to, co naprawdę umiesz. Nie wystarczy tylko studiować. Jeśli tylko masz możliwość, idź na praktyki, staże, wolontariaty, aby na rozmowie o pracę móc się pochwalić konkretnymi umiejętnościami - pracą w grupie, efektywnością pod presją (jedna z kompetencji przyszłości: resilience) czy umiejętnością rozumienia danych i wyciągania z nich wniosków (modne ostatnio "data-driven decision making"). Rekrutera nie będzie interesować, że masz same piątki w indeksie. Coraz więcej rozmów rekrutacyjnych uwzględnia pytanie o doświadczenie, w którym oczekuje odpowiedzi w modelu STAR (czyli: trudna sytuacja, zadania, zadanie do wykonania, podjęte działania, rezultat). Aby być w stanie odpowiedzieć na takie pytanie, musisz robić coś poza uczeniem się do sesji
To, że w wieku 18-19 lat nie wiesz jeszcze, co chcesz robić, jest normalne i w porządku. Jest naprawdę mało osób, które w szkole średniej odkryło swoje powołanie. Ja tak naprawdę swoje studia (zarządzanie zasobami ludzkimi) wybrałam spontanicznie w okresie pomiędzy napisaniem matury a czekaniem na jej wyniki
Nie wpadaj proszę w pułapkę wpisywania do google: "po jakich studiach jest praca", "jakie zawody dają najwyższe zarobki", bo żyjemy w dynamicznie zmieniających się czasach i np. programiści, którzy jeszcze 5-6 lat temu mieli eldorado, dzisiaj szukają pracy ładnych parę miesięcy. Pomyśl o tym, co Cię interesuje, co naprawdę lubisz i rób, co w Twojej mocy, aby zdobywać doświadczenie. Nie słuchaj opinii rzucanych w ciemno, że najlepiej pójść na kierunek X lub Y i nie uzależniaj kolejnych lat swojego życia od czegoś takiego, bo świat zmienia się tak szybko, że nikt nie da Ci opinii, na której możesz polegać w 100%.
Zamiast dobierać kierunek studiów pod niepewne prognozy, skup się na tym, co Cię interesuje i doczytaj sobie nie o kierunkach przyszłości, ale o kompetencjach przyszłości, które możesz rozwijać niezależnie od tego, czy wybierzesz kulturoznawstwo czy fizykę. Rekrutera nie będzie interesować, że masz same piątki. Bądź gotów na opowiedzenie o konkretnych umiejętnościach zdobytych w praktyce
- Maciejewsky
- Bagietka z szarlott
- Posty: 169
- Rejestracja: śr lut 05, 2025 10:18 pm
Cały Twój post ma dużo sensu, ale to jest chyba najważniejszy punkt. Używając słownictwa growego - trzeba expić zawodowo ile wlezie, a studia (jeśli nie są tak jak OP pisała, związane z przyszłym zawodem) traktować jako uzupełnienie własnego rozwoju. I zgadza się, nikt na rozmowie o pracę nie spyta o średnią ze studiów, albo o to, czy z "historii płodoziemiów na pojezierzu olkuskim miała Pani/Pan 5?".g_nine pisze: ↑ndz paź 11, 2026 3:30 pm 3. Dla rekrutera najważniejsze jest to, co naprawdę umiesz. Nie wystarczy tylko studiować. Jeśli tylko masz możliwość, idź na praktyki, staże, wolontariaty, aby na rozmowie o pracę móc się pochwalić konkretnymi umiejętnościami - pracą w grupie, efektywnością pod presją (jedna z kompetencji przyszłości: resilience) czy umiejętnością rozumienia danych i wyciągania z nich wniosków (modne ostatnio "data-driven decision making"). Rekrutera nie będzie interesować, że masz same piątki w indeksie. Coraz więcej rozmów rekrutacyjnych uwzględnia pytanie o doświadczenie, w którym oczekuje odpowiedzi w modelu STAR (czyli: trudna sytuacja, zadania, zadanie do wykonania, podjęte działania, rezultat). Aby być w stanie odpowiedzieć na takie pytanie, musisz robić coś poza uczeniem się do sesji![]()
To coś jak z certyfikatami językowymi, które były modne w moim pokoleniu ("ja mam FCE, ale Karolina z biol-chemu ma Advanced", ja jebię...). Nikt mnie nigdy o żaden nie zapytał, tylko po prostu przechodzono na język angielski.