Taaak bo w głowie ludzi po prostu idziesz po IVF jak na morfologię krwi a potem jest dziecko :D. Wiedza jest zerowa. Nas kopnęło szczęście i mamy z życia wyjęte tylko półtorej roku, jakieś dwa lata bez wyjazdów i wakacji i jedynie dwa lata bez oszczędności bo wszystko szło na bieżące wydatki. I tu mówimy o kwotach pięciocyfrowych, całe szczęście że nie sześciocyfrowych, chociaż nigdy nie podliczyłam do końca. I i tak mieliśmy szczęście że nas na to stać żeby walnąć sobie badania genetyczne za kilka tysięcy bez martwienia się. I mamy szczęście że to praca zdalna z elastycznym czasem, że jak lekarz rzucił że 22:00 biorę zastrzyk a po 12 godzinach przychodzę na usg, to nie był to problem, bo pogodziłam to z pracą i logistyką bo nie miałam do kliniki daleko. W ogóle namawianie kogokolwiek na IVF to jakieś totalne nieporozumienie. No ale tak, długi temat.stanislaw.staszic pisze: ↑czw paź 01, 2026 5:05 pm Jeszcze dodam, że mam wrażenie, że dla niektórych moje podejście jest trudne.
Otwarcie mówię jeśli ktoś pyta (akurat nie mam do czynienia ze wścibstwem, to bliscy ludzie) i te osoby przejmują się bardziej, niż ja sama. Oprócz porad jest „młodsi nie będziecie” (no shit sherlock) i te osoby zawsze kończą swoje wypowiedzi: „ale nie możecie się stresować”. Yyyy ale ty dzwonisz, ja się nie stresuję. Jednak zastosowanie porad o poświęcaniu kolejnych wielu godzin na badania i procedury wyklucza brak stresu.
Napisałam w tym wątku, bo czuję się niezrozumiana i napastowana obowiązkiem ivf.
Swoją drogą niedawno oglądałam stare odcinki surowych rodziców i bardzo mnie zastanawia jak to będzie wśród znajomych za 15-20 lat