Jakie macie relacje z teściami?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Jakie macie relacje z teściami?
Poprawne, jesteśmy na ty i co do zasady się lubimy. Z racji ich pracy i odległości spotykamy się od święta, ale atmosfera jest w najgorszym przypadku ok, nie wtrącają się też nam w życie.
Z teściem mam w zasadzie normalną relację. Nie powiedziałabym, że jesteśmy jakoś szczególnie blisko, ale jest w porządku, bo on po prostu umie się zachować i nigdy nie czułam z jego strony takiej niechęci czy ciągłego oceniania. Zupełnie inaczej wygląda moja relacja z teściową. Od początku mam wrażenie, że nie zaakceptowała mnie jako żony swojego syna i pełnoprawnej części jego rodziny. Jeszcze w ciąży potrafiła mówić, że „dziecko ma dziecko”, zastanawiać się, czy naprawdę nie mogliśmy poczekać z dzieckiem do końca moich studiów, i kwestionować, czy sobie poradzę. Miałam poczucie, że zamiast wsparcia dostaję od niej ciągłe ocenianie moich decyzji, wieku, studiów i tego, jak układamy sobie z mężem życie. Do tego wielokrotnie wtrącała się w sprawy, które według mnie powinny należeć przede wszystkim do mnie i męża — od naszego ślubu, przez ciążę i dziecko, aż po kwestie dotyczące naszego domu. Bardzo mocno zapadło mi też w pamięć to, że potrafiła powiedzieć, że „25-letnia dziewczyna nie będzie rządziła i ustawiała”. Dla mnie to świetnie pokazuje problem w naszej relacji, bo ja nigdy nie oczekiwałam, że będę nią rządzić. Oczekiwałam jedynie, że jako żona jej syna i matka jego dziecka będę traktowana poważnie i z szacunkiem. Bardzo trudne jest dla mnie również jej podejście do poprzedniego życia mojego męża. Podczas jednej z wizyt bardzo dużo mówiła o jego byłej żonie Marcie, podkreślała jej ambicję, pracowitość i osiągnięcia, analizowała jej emocje i w praktyce siedziałam tam jako obecna żona jej syna, słuchając tego wszystkiego. Wcześniej nie chciała też zeznawać w sprawie kościelnego stwierdzenia nieważności jego poprzedniego małżeństwa, argumentując między innymi tym, że ich ślub był „taki piękny”. Przez takie sytuacje mam poczucie, że ona nie tylko mnie nie przyjęła, ale czasami wręcz stawia mnie w pozycji osoby z zewnątrz, która pojawiła się w życiu jej syna i ma się dostosować do istniejącego układu. Z czasem doszło do tego, że wizyty u niej zaczęły kosztować mnie bardzo dużo emocjonalnie. Zdarzało mi się jeszcze przed wejściem do ich domu odczuwać ogromne napięcie, kołatanie serca czy mdłości, a po spotkaniach czułam się kompletnie wyczerpana. Dlatego przestałam mieć potrzebę zabiegania o jej sympatię czy akceptację. Nie chcę się z nią kłócić ani robić rodzinnych awantur, ale też nie chcę zmuszać się do bliskiej relacji z osobą, przy której od dłuższego czasu czuję się oceniana, porównywana i traktowana jak ktoś mniej ważny. Z teściem tego problemu nie mam właśnie dlatego, że niezależnie od tego, co prywatnie o mnie myśli, potrafi zachować się wobec mnie normalnie i z szacunkiem. I dokładnie tego samego oczekiwałabym od teściowej.