Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Jak widzicie przyjaźnie damsko-męskie będąc w związku?

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Tengen33
Siatkarka
Posty: 2
Rejestracja: pn wrz 28, 2026 9:29 am

Jak widzicie przyjaźnie damsko-męskie będąc w związku?

Post autor: Tengen33 »

Cześć. Przechodzę przez świeże, potwornie bolesne rozstanie po 2-letnim związku. Chciałbym poznać Wasze zdanie i perspektywę.

Głównym punktem zapalnym w naszej relacji okazała się kwestia moich koleżanek i granic.

W czym rzecz: Zawsze miałem koleżanki. Przed wejściem w związek miałem m.in. dobrą znajomą (nazwijmy ją M.), z którą widywałem się rzadko (raz na 2–3 miesiące na neutralną kawę/spacer/rozmowę o życiu). W 100% platonicznie, z mojej strony nigdy nie było tam żadnego podtekstu romantycznego ani fizycznego. Ona miała od lat partnera z którym się dogadywaliśmy.

Dla mojej partnerki ta relacja od początku była ogromnym problemem. Wywoływała u niej silną zazdrość, podejrzliwość i brak poczucia bezpieczeństwa. M jest osobą spokojną i raczej wycofaną ale jej instagram jest dosyć odważny. Któregoś dnia kiedy M zaczęła nowe hobby (taniec) i wrzuciła filmik na insta, dałem jej lajka jako zwykłe wsparcie typu "super, że masz nowe hobby". Ten lajk spowodował sporą kłótnie. Jakiś czas po tym, partnerka poprosiła (a raczej dała ultimatum), żebyśmy z M. nie spotykali się sam na sam. Nasza relacja z M opierała się na tych spotkaniach, nie mieliśmy wspólnych znajomych więc to oznaczało koniec tej przyjaźni. Oczywiście starałem się to wszystko wyjaśnić, zapewnić ją, że Ona jest dla mnie priorytetem i M nie jest zagrożeniem... oczywiście nieskutecznie. Czułem, że robię coś wbrew sobie ale byłem zakochany po uszy i nie pilnowałem swoich granic, uznając... to jest po prostu mała cena za tę kobietę.

W takim układzie żyliśmy bardzo szczęśliwi przez rok. Niestety to co zrobiłem gdzieś się głęboko kisiło we mnie. Stłamszone poczucie niesprawiedliwości, niezrozumienia, braku akceptacji, może jakieś obrzydzenie na samego siebie, że kogoś uciąłem z życia aby zaspokoić lęki partnerki. Koleżanki... jakieś sporadyczne zwykłe spotkania zawsze były odbierane w podejrzliwym świetle M. po prostu nie miała wstępu do naszego życia.

Moja partnerka nigdy nie miała przyjaciela, dobrego kolegi. Dla niej facet w związku po prostu nie powinien się od tak spotykać z koleżanką, chyba, że jest jakiś konkretny cel. Zwykły 2 godzinny spacer raz na jakiś czas to była "randka" i zdrada.

Tygodnie/miesiące walki, przerw, powrotów, wycofań...

Zerwaliśmy.

Ja po jakimś czasie wznowiłem przyjaźń z M, tym samym naprawiając to z czym czułem się źle.

Po jakimś czasie próbowałem ratować ten związek. Zależało mi potwornie, kochałem ją całym sercem. Wziąłem na siebie mnóstwo winy:

Zacząłem sam się uczyć i zagłębiać w siebie

Zapisałem się na terapię indywidualną.

Zaproponowałem terapię dla par (z resztą tak jak wcześniej) ale partnerka tylko zwlekała/odmawiała

Spisałem konkretne zasady „szczelności emocjonalnej” – m.in. pełna transparentność, priorytet dla relacji, nieinwestowanie większej energii/emocji w znajomych niż w partnerkę, nieprzenoszenie problemów ze związku na zewnątrz, spotkania poza domem, maksymalnie raz w miesiącu, o normalnej porze...

Po miesiącach przerwy, walki o związek doszło do chwilowego pojednania - moja partnerka zaakceptowała te warunki. Wszystko szło ku lepszemu, czułość, bliskość, deklaracje. I nagle, w ułamku sekundy, nastąpiła natychmiastowa eksplozja: potężna wrogość, padły słowa o obrzydzeniu, wyrzucenie mnie z mieszkania, totalna blokada wszędzie. Koniec. Po usłyszeniu tego jednego imienia.

Dodam jeszcze, że w kiedyś zorganizowałem podwójną randkę z M i jej partnerem, tak aby wszyscy się poznali. Spotkanie było udane ale nic nie zmieniło.

Siedzę teraz na zgliszczach i próbuję zrozumieć:

Gdzie w zdrowym związku leży granica między dbaniem o bezpieczeństwo partnerki a prawem do posiadania własnych znajomych (w tym przeciwnej płci)?

Czy spotykanie się z koleżanką raz na kilka miesięcy na kawę to rzeczywiście coś, co obiektywnie zagraża relacji, jeśli intencje są czyste?

Czy da się w ogóle odbudować zaufanie z kimś, dla kogo sam fakt istnienia koleżanki jest zdradą, czy od początku byłem skazany na porażkę próbując zadowolić jej lęki?

Będę wdzięczny za szczere opinie – zarówno od facetów, jak i od kobiet. Jeśli macie pytania to chętnie na nie odpowiem.
Awatar użytkownika
wampiryna
BlondDoczep
Posty: 137
Rejestracja: sob sie 23, 2025 6:11 pm

Post autor: wampiryna »

Może dam Ci przykład mojego narzeczonego. Miał normalnie znajome, po prostu zwykłe koleżanki. Związał się ze swoją byłą dziewczyną, która przez swoje kompleksy, poczucie niedowartościowania kazała mu zerwać kontakty ze wszystkimi znajomymi płci żeńskiej. Krytykowała każdą znajomą, że taka, siaka, że po co jej odpisuje, po co polubił zdjęcie itp. No i skończyło się tak, że będąc z nią nie miał dosłownie żadnej znajomej.

A co ja uważam? Że jak kobieta zna swoją wartość, jest jej dobrze ze sobą, jak ma partnera, któremu może ufać i który naprawdę taktuje znajomości z innymi kobietami jak znajomości bez żadnego drugiego dna, jeśli nie stawia tych znajomości ponad relacje ze swoją partnerką, to nie będzie miała z tym problemów.

No bo powiedzmy sobie szczerze: każdy ma jakiś znajomych, przed związkiem każdy mógł zbudować trwałe relacje bez względu na płeć, wolno, można, to normalne. Nienormalne jest dla mnie nakazanie zerwania znajomości przez wzgląd na płeć, bez innych ważnych powód. Dla mnie to chęć sprawowania kontroli nad drugą połówką, poczucie jakiegoś niedowartościowania, jakiś mocnych kompleksów.

A kolejna kwestia - według mnie osoba, którą się kocha nie będzie kazała zerwać przyjaźni (powtarzam: bez innego ważnego powodu prócz płci). To dosyć… samolubne.
No i kolejna kwestia - przyjaźń często jest silniejsza niż tego typu związek. Przyjaciel często będzie wspierał cokolwiek by się nie działo, może też bardziej zrozumie i poczeka. No a związek, zwłaszcza na początku, to nie ma takiej mocy.

Można by też napisać: a to nie kochasz jej tak bardzo, że nie możesz dla niej zrobić takiej rzeczy jak zerwanie znajomości na zawsze z jakąś tam kobietą?
No ale: a co będzie kolejne? Co w następnej kolejności jej nie będzie pasowało i będziesz musiał z tego zrezygnować?

Szkoda, że nie udało się Wam pójść na terapię. Myślę, że by mogłoby to pomóc, może zwłaszcza jej, bo wydaje się z czymś sobie nie radzić (może jakieś kompleksy, traumy itp).
Jakbyś chciał z nią jeszcze raz spróbować, to myślę, że bez terapi to się nie uda (a i tak nie masz gwarancji). Byłoby naprawdę dobrze, jakbyś miał związek, w którym jest zaufanie, a nie takie życie jakbyś siedział na bombie.
𖦹:・゚⋆。°⭒✩・:*:。°.•☆•.°。:*:・✩⭒°。⋆・゚:𖦹
Tengen33
Siatkarka
Posty: 2
Rejestracja: pn wrz 28, 2026 9:29 am

Post autor: Tengen33 »

Bardzo Ci dziękuję za tę wiadomość.
Rozumiem, że ktoś może mieć inne postrzeganie na te kwestie ale po za tym, wszystko było naprawde świetne.
Starałem się jak mogłem, aby w jakiś sposób pogodzić nasze różne opinie i naprawdę o nikogo tak nie walczyłem ale wystarczyło wspomnieć imię jednej dziewczyny która moim zdaniem po prostu jest kozłem ofiarnym. Moja partnerka wykreowała swój własny świat w którym widzi nas "słodko spędzających czas" i żadne słowa czy czyny nie mogły tego odkręcić. Była potrzeba kontroli. Jest młoda i to był jej pierwszy poważny związek więc myślę, że podświadomie szuka ideału i jakakolwiek praca nad swoimi nieprzepracowanymi demonami jeszcze przed nią.

Najbardziej boli brak chęci do pracy, dialogu i autorefleksji. Terapia była zawsze na stole i nie miała na celu jej zmieniać lub zmusić do zaakceptowanie czegoś, czego zaakceptować nie potrafi. Niestety ona potraktowała ją jak nagrodę, jeśli dobrze nam pójdzie finalna rozmowa. Każdy związek czegoś uczy o nas i o związkach, tutaj lekcja jest potwornie bolesna.
Awatar użytkownika
fairyunicorn
RoyalBaby
Posty: 16
Rejestracja: czw wrz 10, 2026 10:58 pm

Post autor: fairyunicorn »

Wklejam Ci moją wypowiedź na ten sam temat z innego wątku. Jest to oczywiście jedynie moja opinia.

Każda moja znajomość z facetem kończyła się tym, że czegoś ode mnie chcieli więcej.
Nie zawieram przyjaźni damsko-męskich oraz tego samego wymagam od swojego partnera. Ja nie przypominam sobie, żeby ojciec mówił mojej matce, że on teraz wychodzi np na kręgle z koleżanką. Albo żeby moja mama siedziała przy stole z ojcem i smsowała z kolegą.
Na szczęście stworzyłam związek z mężczyzną o identycznych poglądach do moich, bo nie każdy by się zgodził ze mną :P

Dodam, że wyżej wymienieni przeze mnie koledzy, którzy po jakimś czasie chcieli czegoś więcej, to byli przyjaciele od np 10,15 lat.
Bl0nka
RoyalBaby
Posty: 26
Rejestracja: śr maja 22, 2024 11:27 am

Post autor: Bl0nka »

A ja uważam że zdrowo mieć relacje koleżeńskie z obiema płciami.
Mój partner ma koleżanki od szkolnych lat, ja mam kolegów również z wieloletnim stażem. Znamy się nawzajem, jeśli jedzie do nich, a mi danego dnia się nie chce, nie widzę w tym żadnego problemu. Zazdrosna może bym była, gdybym nie poznała danej dziewczyny.
Lillak
LouiBag
Posty: 333
Rejestracja: sob mar 01, 2025 1:11 pm

Post autor: Lillak »

Mam męża i męskich przyjaciół, a mój mąż ma bardziej koleżanki niż przyjaciółki (to samo z mężczyznami, więc to nie kwestia płci). Nigdy nie było z tym problemu, ufamy sobie i nawet nie przyszłoby nam na myśl jakoś to kontrolować.

Za to widzieliśmy abstrakcyjne sytuacje. Sytuacja z pracy mojego męża, która znajduje się trochę na takim wygwizdowie. Koleżanka z pracy zaproponowała podrzucenie mojego męża i jeszcze jednego kolegi z pracy gdzieś bliżej przystanku. Koleżanka bliżej 40tki, starająca się o dziecko z mężem, taka luzacka. Mój mąż i inny kolega to obaj w związkach 30 latkowie.

Wsiedli, pojechali. Kolejnego dnia okazało się, że dziewczyna tamtego kolegi zrobiła mu aferę o tę podwózkę, że dlaczego wsiadł do auta innej kobiety. Już nigdy z nią nie pojechał.

A my z mężem się z tego śmialiśmy, dalej z koleżanką jeździł, bo oszczędzało to sporo czasu.
Awatar użytkownika
Anarcho_Occultist
Gacie z oceanu
Posty: 40
Rejestracja: ndz wrz 20, 2026 6:11 pm

Post autor: Anarcho_Occultist »

Dla mnie to zupełnie normalne. Sam mam koleżanki i przyjaciółki, które znam od kilkunastu lat (w tym jedną, która poleciła mi to forum - pozdrawiam serdecznie!). Gdyby moja partnerka kazała mi wybierać między sobą a ludźmi, którzy nie raz pomagali mi w trudnych momentach, poważnie zastanowiłbym się nad związkiem. Raz już pozwoliłem sobie wejść na głowę i przez to zaniedbałem wieloletnie znajomości i drugi raz tego błędu nie popełnię. Ogólnie na początku nowego związku chciałbym jak najszybciej doprowadzić do wspólnego spotkania czyli jakiegoś wyjścia na miasto z moją dziewczyną, znajomymi i ich partnerami. Sam oczekiwałbym od partnerki podobnego podejścia i nie mam problemu z jej kolegami, ale po prostu chciałbym ich poznać. Jedyny większy zgrzyt miałbym z przyjacielem, który byłby jej byłym.
Największy koszmar Oli Jasianek
Awatar użytkownika
Daphne444
Mokra Włoszka
Posty: 54
Rejestracja: sob lip 25, 2026 12:36 am

Post autor: Daphne444 »

Ja to widzę tak, że głównym problemem jest to że twoja partnerka ci nie ufa. Zaufanie jest fundamentem każdej bliskiej relacji - czy to związku czy przyjaźni, jeśli jedna strona jest podejrzliwa wobec drugiej to nic trwałego na tym nie zbudujesz. Tak więc samo ograniczenie kontaktów z koleżankami raczej nie będzie wystarczającym rozwiązaniem na naprawę związku, bo prędzej czy później problemy wynikające z nieufności znowu wyjdą na wierzch tylko w innej postaci.

Co do utrzymywania przyjaźni z płcią przeciwną jednocześnie będąc w związku to nie chcę oceniać, dla mnie jest to raczej szara strefa, dużo zależy od konkretnej sytuacji bo każdy przypadek jest inny. Ważne jest tylko to żebyście ty i partnerka byli jednomyślni w tej kwestii, a nie to co myślą obcy ludzie. Powodzonka trzymaj się