Powszechność narkotyków
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
Poopsystinker
- Ciastko
- Posty: 7
- Rejestracja: śr wrz 25, 2024 10:27 pm
Powszechność narkotyków
Jestem ciekawa jaki w Polsce jest stosunek do narkotykow i czy są one dość powszechne. Od ponad dekady mieszkam w USA, wyprowadziłam się w wieku nastoletnim, kończyłam tutaj liceum. Wyjeżdżając z Polski w wieku gimnazjalnym nigdy nie miałam z tym styczności, natomiast w liceum i na studiach w USA zdążało mi się znaleźć w takim środowisku i na początku był to dla mnie ogromny szok. Teraz będąc osobą dorosłą mam wrażenie że narkotyki, w tym twarde typu kokaina, są na porządku dziennym dosłownie wszędzie (w korporacjach, zawodach blue collar, wśród lekarzy, prawników, jedyny wyjątek służby federalne i piloci bo są regularnie testowani). Czy w Polsce też tak jest? Czy Polacy tolerują narkotyki i uważają to za coś “normalnego”?
-
Welociraptor1
- Mokra Włoszka
- Posty: 61
- Rejestracja: pt sie 01, 2025 11:31 am
Ciekawy temat. Mogę mówić za siebie, millenialsa z wielkiego miasta - od gimnazjum większość używek w moim otoczeniu to papierosy i alkohol, niektórzy używali rekreacyjnie hehehuany. We wczesnej dorosłości znałam kilka osób, które sięgały po "imprezowe" używki w proszku, ale było to dosłownie parę osób uważanych za grubych imprezowiczów (chyba, że ktoś wspomagał się do nauki, ale tego nie wiem). W tamtych latach (około 2010) używki były jeszcze dość drogie, wtedy też miały miejsce kampanie o ich szkodliwości. Od około 2015 w moim wielkim mieście zrobiła się moda na fit i zdrowe odżywianie (albo po prostu rówieśnicy zaczęli dbać o siebie bardziej z racji wieku
), papierosy zrobiły się niemodne, niektórzy pozostali przy skrętach.
Teraz natomiast widzę tendencję do, hm, syntetycznych "wspomagaczy" zdrowia typu O. Ludzie w moim wieku i starsi bez żenady mówią, że schudli na tych środkach. Powszechne wydają mi się również antydepresanty i leki na ADHD zażywane jako (wydaje mi się) zagłuszanie różnych problemów życiowych albo podkręcanie swojej wydolności.
Teraz natomiast widzę tendencję do, hm, syntetycznych "wspomagaczy" zdrowia typu O. Ludzie w moim wieku i starsi bez żenady mówią, że schudli na tych środkach. Powszechne wydają mi się również antydepresanty i leki na ADHD zażywane jako (wydaje mi się) zagłuszanie różnych problemów życiowych albo podkręcanie swojej wydolności.
Myślę, że to bardzo zależy od otoczenia.. jakiś czas temu zaskoczona byłam bardzo, bo okazało się, że jedna osoba z moich dalszych znajomych coś tam bierze, kilka osoby pali M. Ci, którzy wiem, że palą albo zażywają coś, to wiem że robią to imprezowo.
Moje najbliższe otoczenie jednak nie zażywa ani nie pali, alko też już poszło nieco w odstawkę, bo po 30 r.ż. to już jakoś nie smakuje ani nie daje funu nam.
Moje najbliższe otoczenie jednak nie zażywa ani nie pali, alko też już poszło nieco w odstawkę, bo po 30 r.ż. to już jakoś nie smakuje ani nie daje funu nam.
Ja jestem opiatowcem, ale najbardziej przeraża mnie normalizowanie narihuany. W kwestiach medycznych sie nie wypowiadam, bo nie mam kompetencji. Chodzi mi o "zwykłe" palenie i uważanie ze to nie narkotyk, że nie szkodzi itp...
- Oliwkowa888
- Tritonotti
- Posty: 191
- Rejestracja: sob paź 12, 2024 12:54 pm
Jako pokolenie 30+ powiem, że w moim otoczeniu tego rodzaju używki były obecne w czasach licealnych. Raczej w postaci wiadomego ziela. Znałam może dwie osoby sięgające po biały proszek. Podobnie było w czasach studenckich. Królował jednak głównie alkohol. Jak jest teraz trudno mi powiedzieć.
Alkohol jakos oschodzi do lamusa teraz... jak to brzmi haha. No ale taka prawda i DOBRZE ze tak jest, ze tyle sie mowi o jego szkodliwosciOliwkowa888 pisze: ↑wt wrz 15, 2026 8:56 am Jako pokolenie 30+ powiem, że w moim otoczeniu tego rodzaju używki były obecne w czasach licealnych. Raczej w postaci wiadomego ziela. Znałam może dwie osoby sięgające po biały proszek. Podobnie było w czasach studenckich. Królował jednak głównie alkohol. Jak jest teraz trudno mi powiedzieć.
-
Welociraptor1
- Mokra Włoszka
- Posty: 61
- Rejestracja: pt sie 01, 2025 11:31 am
Wydaje mi się, że alkohol jest bardziej powszechny, niż się wydaje, tylko po 30 r.ż., jak już nie ma imprezowej oprawy, jest pity, hm, problemowo - często, po cichu, jako regulator nastroju albo normalna używka. To "odchodzenie do lamusa" to takie "wstyd się przyznać, że się pije po pracy", co kiedyś było nazywane "relaksem przy browarku".
W sumie trudno sie nie zgodzić... moze w SM to tylko tak ładnie wygląda. Chodzę na grupe wsparcia dla osób uzależnionych, i faktycznie alkoholików przybywa.Welociraptor1 pisze: ↑śr wrz 16, 2026 6:35 pm Wydaje mi się, że alkohol jest bardziej powszechny, niż się wydaje, tylko po 30 r.ż., jak już nie ma imprezowej oprawy, jest pity, hm, problemowo - często, po cichu, jako regulator nastroju albo normalna używka. To "odchodzenie do lamusa" to takie "wstyd się przyznać, że się pije po pracy", co kiedyś było nazywane "relaksem przy browarku".
- Oliwkowa888
- Tritonotti
- Posty: 191
- Rejestracja: sob paź 12, 2024 12:54 pm
Mi się wydaje, po obserwacjach w najbliższym otoczeniu, że sporo osób 30+ czy 40+ odchodzi od alkoholu nawet nie mając z nim problemów. Ludzie po prostu świadomie wybierają życie bez procentów. Jedni dla zdrowia inni chcąc przerwać alkoholowy trend w rodzinie a jeszcze inni po prostu nie czują potrzeby picia. Ja nie piję od lat. Ostatni raz napiłam się chyba z dobre kilkanaście lat temu na studiach. Mój partner od czterech lat nie pije alkoholu w ogóle i to był jego wybór na zasadzie "po prostu nie jest to w życiu potrzebne".
Wśród moich znajomych to nawet nie jest do końca jakiś wybór, albo przynajmniej nigdy tego nie komunikowali jako jakiś wybór wielki, po prostu nie zdarza się, żebyśmy spotykali się na picie, albo żeby ktoś nadużywał jak już jesteśmy w knajpie i ktoś weźmie drinka. Najczęściej chodzi o zwykłe "nie mam ochoty".Oliwkowa888 pisze: ↑czw wrz 17, 2026 7:57 am Mi się wydaje, po obserwacjach w najbliższym otoczeniu, że sporo osób 30+ czy 40+ odchodzi od alkoholu nawet nie mając z nim problemów. Ludzie po prostu świadomie wybierają życie bez procentów. Jedni dla zdrowia inni chcąc przerwać alkoholowy trend w rodzinie a jeszcze inni po prostu nie czują potrzeby picia. Ja nie piję od lat. Ostatni raz napiłam się chyba z dobre kilkanaście lat temu na studiach. Mój partner od czterech lat nie pije alkoholu w ogóle i to był jego wybór na zasadzie "po prostu nie jest to w życiu potrzebne".
Sama nie mam żadnego postanowienia.. po prostu po alkoholu czuję się źle. Cierpię na migreny, które alkohol wywołuje, mam też ogólnie dość niski poziom energii, a nawet po jednym drinku/piwie potrafię kiepsko spać, więc następnego dnia czuję się jeszcze gorzej. I z wiekiem może nie tyle czuję się jeszcze gorzej po alko, co po prostu mam bardziej wryte w głowę to samopoczucie, więc wybierając napój kieruję w stronę bezalkoholowych, bo jak myślę o alko to mam w głowie tylko to złe samopoczucie później.
Jak byłam na studiach, to oczywiście chętniej się piło, to było typowo dla towarzystwa, potem też czułam się koszmarnie, ale po prostu tak jakby na następnym spotkaniu już nie pamiętałam o tym koszmarnym samopoczuciu.
"Nie czują potrzeby picia" tylko tyle i aż tyle, dobrze że nastały takie czasyOliwkowa888 pisze: ↑czw wrz 17, 2026 7:57 am Mi się wydaje, po obserwacjach w najbliższym otoczeniu, że sporo osób 30+ czy 40+ odchodzi od alkoholu nawet nie mając z nim problemów. Ludzie po prostu świadomie wybierają życie bez procentów. Jedni dla zdrowia inni chcąc przerwać alkoholowy trend w rodzinie a jeszcze inni po prostu nie czują potrzeby picia. Ja nie piję od lat. Ostatni raz napiłam się chyba z dobre kilkanaście lat temu na studiach. Mój partner od czterech lat nie pije alkoholu w ogóle i to był jego wybór na zasadzie "po prostu nie jest to w życiu potrzebne".