Juz nie jedna byla w normalnym i zdrowym zwiazku a nagle trach maz ma kochankę i dziecko na boku. Nie można ufac nikomu i nigdzie. Możesz myśleć ze 30 lat żyjesz z człowiekiem i jest normalnie i zdrowo i sie nagle zaskoczyszJuliaturczyniak pisze: ↑wt sie 18, 2026 10:10 am To nie jest to samo, przed obrażaniem/ krytykowaniem kogokolwiek poleciałbym się zapoznać ze znaczeniem słów których się używa i to nie jest czepianie się na siłę, po prostu mnie rozbawiło tak samo jak zasłanianie się tym, że "to moja niepopularna opinia i czemu was aż tak to boli"(że mi na to odpowiadacie i sie ze mną nie zgadzacie xd).
Już napisałam, że mówimy o normalnych i zdrowych związkach, relacjach, jak chcecie zakładać od razu najgorsze scenariusze to nie marnujcie sobie głowy takimi rzeczami, serio.
Poza tym kobieta zostając z dzieckiem ma zasiłek macierzyński, może mieć swoje oszczędności i może pójść do pracy i wyprowadzić się,bo wcześniej pracowała i jakieś doświadczenie ma, już nie róbcie z kobiet takich idiotek, bo sobie wybrały nie ten, a inny model życia,bo tak im było na rękę tak samo na rękę było to ich partnerowi. To, że feministki wywalczyły prawo do pracy, decydowania o sobie, prawo do edukacji, prawo do własnych pieniędzy,kont bankowych, oszczędności nie znaczy, że to miała być jedyna drogą dla kobiet, jaką miały iść.
Przemoc finansowa również ma miejsce w sytuacji gdy pracujesz i ktoś ci wylicza ile na to wydajesz, a ile na to, mimo, że to są to twoje ciężko zarobione pieniądze, tak się dzieje.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
stokrotkapolna1234
- Szarlotta
- Posty: 444
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
-
stokrotkapolna1234
- Szarlotta
- Posty: 444
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
Co to znaczy ze nie muszę pracować? Wygrałam 150 milionów w totka? Wtedy pewnie ze siedzę w domu i zajmuje sie pasjami. Ale jesli to ze nie muszę pracowac oznacza ze maz dużo zarabia to dzieki ale nie.staratwoja pisze: ↑wt sie 18, 2026 9:17 am Wy tak kochacie pracować, że nawet gdybyście nie musieli to zapierdzielalibyście 40h w tygodniu? Czy chodzi tutaj o nierówność - jedna osoba musi to robić, a druga siedzi w domu?
-
stokrotkapolna1234
- Szarlotta
- Posty: 444
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
No i ta niepracujaca matkę zdradzi maz wiec nie ma gdzie isc ani za co jesli łaskawie maz jej nie da kasy. Czy to takie fajne? Nie wiem. Mi tam sie tez nie chce pracować ale wolę miec swoja kase i nic mnie nie przekona zeby siedzieć w domu.Juliaturczyniak pisze: ↑wt sie 18, 2026 9:50 am Wiem, że się tak dzieje, ale nie mówimy o patologii tylko o normalnych zdrowych związkach gdzie ludzie wybrali konkretny sposób na życie i w niego idą,bo tak im wygodniej. A co do zdrady to zdradzić może nawet jak będziesz przepracować,bo "nie masz na mnie czasu" albo "ciągle jesteś w pracy".
I nie ma czegoś takiego ze ktokolwiek moze określić czy jego związek byl normalny i zdrowy. Wiele rzeczy ludzie sie dowiadują o małżonkach po wiele wielu latach. Także myśleć to sobie mozna a zycie zyciem
Tu bardziej należy polegać na rodzinie, bliskich znajomych, przyjaciółkach, a nie na pracy i współpracownikach. Jak np. Ktoś pracuje zdalnie i klepie w komputer i ma prawie 0 kontakt z kimkolwiek z pracy to raczej nie zaspokaja potrzeby towarzystwa i utrudnia nawiązanie relacji, zeby poznać kogos nowego w pracy.Jennifer pisze: ↑wt sie 18, 2026 10:38 am Już nawet abstrahując od własnych pieniędzy, matki małych dzieci też potrzebują na co dzień kontaktu z DOROSŁYMI ludźmi. Znam niestety kilka kobiet, które poza dom wychodzą tylko do lekarza, do sklepu, odprowadzić dzieci do przedszkola. To smutne, bo poza dziećmi nie da się z nimi o niczym porozmawiać. Żadnych zainteresowań, żadnych pasji, tylko dzieci. I do tego wielokrotnie odnosiłam wrażenie, że zwracają się do mnie - dorosłej osoby - jak do dziecka. Wiem, że są kobiety, które siedząc w domu uczą się języka, czytają, robią jakies kursy online - to się chwali. Ale większość jednak zajmuje się wyłącznie dziećmi. One się po prostu cofają w rozwoju.
𝔑𝔦𝔢𝔠𝔥𝔞𝔧 𝔪𝔬𝔰𝔱𝔶, 𝔨𝔱ó𝔯𝔢 𝔰𝔭𝔞𝔩𝔢 𝔬ś𝔴𝔦𝔢𝔱𝔩𝔞 𝔪𝔦 𝔡𝔯𝔬𝔤ę
- Juliaturczyniak
- Forma życia
- Posty: 3651
- Rejestracja: czw gru 19, 2024 8:36 pm
No i tutaj wjedzie mój kolejny, ale już mniej kontrowersyjny punkt - w pracy nie ma przyjaciół, są tylko znajome twarze.
-
staratwoja
- Bagietka z szarlott
- Posty: 167
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Różne są sytuacje, średnio mnie interesuje, jak kto sobie ułożył związek i finanse, dopóki wszystkich, których to dotyczy, taki układ zadowala i nikomu nie dzieje się krzywda. Ja bym na to nie poszła, bo szkoda by mi było drugiej osoby, która musi marnować życie kiedy ja rozwijam pasje albo siedzę z bliskimi, ale po max pół etatu na głowę przy możliwości utrzymania się to ideał - jak jest wtedy z lenistwem, rozkłada się równomiernie? Czy jednak chodzi konkretnie o niechęć do utrzymanek (mówi się tylko o kobietach, bo odwrotny scenariusz jest tutaj z jakiegoś powodu uznawany za nierealny?) a nie piętnowanie niechęci do pracy/upatrywanie w pracy wyższej wartości niż czas z rodziną, a niektóre wypowiedzi miały wydźwięk wynoszący ten etat na piedestałstokrotkapolna1234 pisze: ↑wt sie 18, 2026 8:28 pm Co to znaczy ze nie muszę pracować? Wygrałam 150 milionów w totka? Wtedy pewnie ze siedzę w domu i zajmuje sie pasjami. Ale jesli to ze nie muszę pracowac oznacza ze maz dużo zarabia to dzieki ale nie.
Chodziło mi o regularny kontakt z dorosłymi. Z rodziną (poza domownikami, którymi najczęściej są dzieci i mąż) i znajomymi nie przebywasz na co dzień. Nie każdy ma możliwość pracy zdalnej, a nawet jeśli, to są zawody, w których pracujesz z domu, ale masz np. spotkania, calle, itd.julygirl pisze: ↑wt sie 18, 2026 8:40 pm Tu bardziej należy polegać na rodzinie, bliskich znajomych, przyjaciółkach, a nie na pracy i współpracownikach. Jak np. Ktoś pracuje zdalnie i klepie w komputer i ma prawie 0 kontakt z kimkolwiek z pracy to raczej nie zaspokaja potrzeby towarzystwa i utrudnia nawiązanie relacji, zeby poznać kogos nowego w pracy.
i am a god
Przypuszczam, że to może odnosić się do mojego komentarza. Jeśli tak, to został źle zinterpretowany, bo nie stawiam na równi kontaktu z dorosłymi z pracy z przyjaźnią ze wspólpracownikami. Co więcej, sama pisałam tutaj niepopularną opinię, że ludzie z pracy nie są moimi przyjaciółmi.Juliaturczyniak pisze: ↑wt sie 18, 2026 8:42 pm No i tutaj wjedzie mój kolejny, ale już mniej kontrowersyjny punkt - w pracy nie ma przyjaciół, są tylko znajome twarze.
i am a god
TOTALNIE TAK, im mniej się z kimś trzymasz tym dalej zajdzieszJuliaturczyniak pisze: ↑wt sie 18, 2026 8:42 pm No i tutaj wjedzie mój kolejny, ale już mniej kontrowersyjny punkt - w pracy nie ma przyjaciół, są tylko znajome twarze.
Moja bardzo niepopularna opinia: praca w obecnych czasach jest tylko dla wybrańców/elity. Wysłałam w swoim życiu myślę że około 200 cv i jeszcze nigdy nie byłam w pracy xd. Jak byłam studentką nie mogłam się dostać ani do sklepu ani na kelnerkę. Teraz jak jestem po studiach jest to samo, więc tak uważam że praca jest dla wybrańców którzy mają świetne znajomości i dzięki temu mogą znaleźć pracę.
Nie martw się, uda się w końcu. Ale rzeczywiście znajomości są pomocne, zwłaszcza w mniejszych miastach.rpaulinka pisze: ↑śr sie 19, 2026 7:11 am Moja bardzo niepopularna opinia: praca w obecnych czasach jest tylko dla wybrańców/elity. Wysłałam w swoim życiu myślę że około 200 cv i jeszcze nigdy nie byłam w pracy xd. Jak byłam studentką nie mogłam się dostać ani do sklepu ani na kelnerkę. Teraz jak jestem po studiach jest to samo, więc tak uważam że praca jest dla wybrańców którzy mają świetne znajomości i dzięki temu mogą znaleźć pracę.
dodam, że to samo tyczy sąsiadówJuliaturczyniak pisze: ↑wt sie 18, 2026 8:42 pm No i tutaj wjedzie mój kolejny, ale już mniej kontrowersyjny punkt - w pracy nie ma przyjaciół, są tylko znajome twarze.
w 98% przypadków, bo są jakieś wyjątki
-
LauraBacha3
- ZdalnaFanka
- Posty: 494
- Rejestracja: pt lip 21, 2023 9:04 am
Ja się z tym zgadzam w 100%O Matyldo! pisze: ↑śr sie 12, 2026 10:02 pm To ja dorzucę do tego swoją obserwację, która może się okazać niepopularna i kontrowersyjna.
Na wstępie dodam, że te obserwacje nie wynikają z moich relacji romantycznych oraz zdaję sobie sprawę z tego, że nie wszyscy panowie tacy są.
Zauważyłam, że niscy faceci z kompleksem na puncie wzrostu są podli, mściwi, zawistni i okropni do życia. Często znęcają się psychicznie nad kobietami lub mężczyznami, którzy w ich mniemaniu są słabsi. Knują, manipulują, mają kruche ego i najczęściej są despotami żądnymi władzy.
To moja osobista opinia jaką sobie wyrobiłam obserwując takie przypadki w środowisku prywatnym, zawodowym a później już nawet widzę tę tendencję na scenie politycznej, medialnej itd.
To opis mojego teścia. Najbardziej zakompleksiony człowiek na świecie z najbardziej wywalonym ego w kosmos. Żona to wycieraczka, każda kobieta to dno, podczłowiek. On jest pan i władca wszędzie, gdzie się pojawi.
Robię w głowie szybki przegląd podobnych mu wzrostem jakich znam i rzeczywiście są podobni
Edit
Jednak nie. Przypomnialam sobie jednego chłopaka ale z mojego pokolenia, może dlatego jest różnica. Był mniej więcej równy mnie, mam 162. Bardzo zabawny, miał jakiś magnes na ludzi. Dziewczyny za nim szalały. Ja trochę też
Przyjaciół nie, ale można się z kimś „zakumplować”. Ja zawsze budowałam fajne relacje w pracy, ale niestety kończyły się wraz z odejściem. Żadne „będziemy się spotykać” itd. nie ma racji bytu. Może komuś się udało, utrzymać kontakt. Mi niestety nie.Juliaturczyniak pisze: ↑wt sie 18, 2026 8:42 pm No i tutaj wjedzie mój kolejny, ale już mniej kontrowersyjny punkt - w pracy nie ma przyjaciół, są tylko znajome twarze.
Pracowałam w kilku miejscach, tez zmieniłam branże i z każdej pracy mam koleżanki z którymi sie bliżej zakumplowałam, wiec mysle, ze to po prostu zależy na kogo trafisz i czy złapiecie podobny vibe
𝔑𝔦𝔢𝔠𝔥𝔞𝔧 𝔪𝔬𝔰𝔱𝔶, 𝔨𝔱ó𝔯𝔢 𝔰𝔭𝔞𝔩𝔢 𝔬ś𝔴𝔦𝔢𝔱𝔩𝔞 𝔪𝔦 𝔡𝔯𝔬𝔤ę
-
Natalia1991
- RóżowePolo
- Posty: 14
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 6:04 pm
Jestem wysoką kobietą, szczerze zawsze sprowadzam do parteru takie panie które moim wzrostem próbują podbić sobie ego. Jeśli któraś robi to celowo nie jestem dłużna, nie mam wpływu na wzrost tak samo jak ona, więc dlaczego mam się tego wstydzić? Wysokie kobiety są tak samo atrakcyjne jak te niskie i nie musisz być "modelką" aby być atrakcyjna. musisz spojrzeć na to z innej strony, spojrzeć na swoje atuty, długie nogi, smukłe ręce itp. bycie wysokim może być fajne, naprawdę. Nigdy bym nie zamieniła się z niską osobą. Nigdy też nie miałam problemów z facetami, byli tacy którzy mieli po 190 cm ale tez tacy co mieli 175 cm czyli tyle co ja. A co do koleżanki, jest podłą osobą jeśli tak Cię traktuje.. i tyle, to nie kwestia Twojego wzrosty tylko jej osobowości, gdybyś była niska jak ona znalazłaby inny powód do dogadywania.Leslymi pisze: ↑wt sie 18, 2026 11:22 am Jestem wysoka jak na kobietę i to zawsze był mój kompleks. Moja kontrowersyjna opinia - wysokie kobiety są akceptowalne i fajne w oczach społeczeństwa tylko wtedy, gdy mają figurę modelki i ponadprzeciętną urodę. W innym przypadku jest się wielkoludem, który robi dla niskich koleżanek za substytut wysokiego faceta. Już zbyt wiele razy to przerabiałam... Najnowszy przykład - moja współlokatorka ze studiów ma jakieś na oko 155cm wzrostu i kocha podkreślać, jaka to ona jest malutka w porównaniu do mnie. Śmieje się, że mam wielkie stopy (noszę rozmiar 40-41), a ona to takie malutkie, że wcale nie ma na nią butów, gada, jakie to ona ma małe rączki i tak dalej. Tak samo z ubraniami, ciągle podkreśla, że ona to kupuje na dziale dziecięcym i w ogóle wszystko jest na nią za długie albo za duże, nawet gdy nie pytałam. Udaje, że nie daje rady sama odkręcić butelki z wodą czy słoika, więc musi mnie prosić o pomoc, że torby z zakupami są za ciężkie, więc ja zawsze robię za tragarza, wszystkie bardziej wymagające siły rzeczy w naszym mieszkaniu robię ja, nawet od wyganiania robaków wszelakich jestem ja. I to nie jest pierwszy raz, wysokie kobiety od zawsze są maskulinizowane przez te niższe. I moja kontrowersyjna opinia - uważam, że niskie kobiety często kłamią z tym nienawidzeniem swojego wzrostu, a tak naprawdę im się to podoba. Bo wszędzie w popkulturze, filmach romantycznych, serialach, książkach bohaterki są niskie. Niskie kobiety utożsamiane są z delikatnością i są urocze. Mężczyźni też je uwielbiają, nawet ci wysocy +190 kochają niskie dziewczyny. Rozumiem narzekanie na to, że niskie kobiety są często infantylizowane, dużo ubrań nie pasuje, widać każdy dodatkowy kilogram i tak dalej, ale wiem też, że te gadki o tym, że chciałyby być wyższe to raczej pragnienia bycie szczupłą, z cudownymi dlugimi nogami, no jak modelka. To jest niestety efekt wygrania na jakiejś genetycznej loterii i większość wysokich kobiet tak nie wygląda. Ja nie jestem ani chuda ani gruba, choć bliżej mi do grubej niż do modelki i uwierzcie, że to nie jest fajne, gdy od koleżanek ciągle słyszysz "ale ty jesteś DUŻA!", "nie widzę ciebie w związku", "jak ty nosisz szpilki?!", "mogłabyś być moim ochroniarzem hihi", "serio tyle ważysz?", "jak ty możesz tyle jeść?". Już od dzieciństwa miałam kompleks, że jestem po prostu większa (nie że grubsza, zwyczajnie większa), muszę więcej jeść, żeby się najeść i nie jestem filigranowa. Myślałam, że w dorosłym życiu ludzie nie zwracają na to uwagi, ale niestety się zawiodłam. I - niestety - dużą rolę w infantylizacji samych siebie odgrywają kobiety, które udają "just a girl" malutkie, głupiutkie, nieporadne życiowo idiotki, szczególnie w obecności mężczyzn. Chciałabym, żeby stereotyp niskiej pick me girl był tylko wytworem internetu, ale zbyt wiele takich dziewczyn spotkałam, żeby w to nie wierzyć. I myślę, że jak ktoś nie jest wysoką nie-chudą kobietą to nie zrozumie, jak ciężko jest się czasem poczuć kobieco.
-
Gdymniesenzmorzy
- RoseGold
- Posty: 860
- Rejestracja: sob maja 20, 2023 11:29 am
Przykro mi,że masz tak durną koleżankę.I nie każdy lubi malutkie dziewczyny,mój mąż np mówi że przy takich czułby się jak tatusiek a nie partnerLeslymi pisze: ↑wt sie 18, 2026 11:22 am Jestem wysoka jak na kobietę i to zawsze był mój kompleks. Moja kontrowersyjna opinia - wysokie kobiety są akceptowalne i fajne w oczach społeczeństwa tylko wtedy, gdy mają figurę modelki i ponadprzeciętną urodę. W innym przypadku jest się wielkoludem, który robi dla niskich koleżanek za substytut wysokiego faceta. Już zbyt wiele razy to przerabiałam... Najnowszy przykład - moja współlokatorka ze studiów ma jakieś na oko 155cm wzrostu i kocha podkreślać, jaka to ona jest malutka w porównaniu do mnie. Śmieje się, że mam wielkie stopy (noszę rozmiar 40-41), a ona to takie malutkie, że wcale nie ma na nią butów, gada, jakie to ona ma małe rączki i tak dalej. Tak samo z ubraniami, ciągle podkreśla, że ona to kupuje na dziale dziecięcym i w ogóle wszystko jest na nią za długie albo za duże, nawet gdy nie pytałam. Udaje, że nie daje rady sama odkręcić butelki z wodą czy słoika, więc musi mnie prosić o pomoc, że torby z zakupami są za ciężkie, więc ja zawsze robię za tragarza, wszystkie bardziej wymagające siły rzeczy w naszym mieszkaniu robię ja, nawet od wyganiania robaków wszelakich jestem ja. I to nie jest pierwszy raz, wysokie kobiety od zawsze są maskulinizowane przez te niższe. I moja kontrowersyjna opinia - uważam, że niskie kobiety często kłamią z tym nienawidzeniem swojego wzrostu, a tak naprawdę im się to podoba. Bo wszędzie w popkulturze, filmach romantycznych, serialach, książkach bohaterki są niskie. Niskie kobiety utożsamiane są z delikatnością i są urocze. Mężczyźni też je uwielbiają, nawet ci wysocy +190 kochają niskie dziewczyny. Rozumiem narzekanie na to, że niskie kobiety są często infantylizowane, dużo ubrań nie pasuje, widać każdy dodatkowy kilogram i tak dalej, ale wiem też, że te gadki o tym, że chciałyby być wyższe to raczej pragnienia bycie szczupłą, z cudownymi dlugimi nogami, no jak modelka. To jest niestety efekt wygrania na jakiejś genetycznej loterii i większość wysokich kobiet tak nie wygląda. Ja nie jestem ani chuda ani gruba, choć bliżej mi do grubej niż do modelki i uwierzcie, że to nie jest fajne, gdy od koleżanek ciągle słyszysz "ale ty jesteś DUŻA!", "nie widzę ciebie w związku", "jak ty nosisz szpilki?!", "mogłabyś być moim ochroniarzem hihi", "serio tyle ważysz?", "jak ty możesz tyle jeść?". Już od dzieciństwa miałam kompleks, że jestem po prostu większa (nie że grubsza, zwyczajnie większa), muszę więcej jeść, żeby się najeść i nie jestem filigranowa. Myślałam, że w dorosłym życiu ludzie nie zwracają na to uwagi, ale niestety się zawiodłam. I - niestety - dużą rolę w infantylizacji samych siebie odgrywają kobiety, które udają "just a girl" malutkie, głupiutkie, nieporadne życiowo idiotki, szczególnie w obecności mężczyzn. Chciałabym, żeby stereotyp niskiej pick me girl był tylko wytworem internetu, ale zbyt wiele takich dziewczyn spotkałam, żeby w to nie wierzyć. I myślę, że jak ktoś nie jest wysoką nie-chudą kobietą to nie zrozumie, jak ciężko jest się czasem poczuć kobieco.
Dla mnie atrakcyjna kobieta to taka, która jest pewna siebie, wie, jakie są jej atuty i umie je podkreślać w wyważony sposób. Z wiekiem mój ideał kobiety się zmienia, ale ostatnio na lotnisku zwróciłam uwagę na kobietę, którą chciałabym być za 20 lat. Zgrabna kobieta koło 50tki, podróżująca w lekkiej sukience do kostek i jakichś delikatnych klapeczkach. Włosy zadbane, lekko falowane, delikatny makijaż, rzęsy przeciągnięte maskarą, subtelna biżuteria. Taki spokój i piękno biły od tej kobiety, że można było się zakochać
To by się zgadzało, co napisałam, bo fakt - nie znam Cięnocotyniepowiesz pisze: ↑wt sie 18, 2026 11:43 am mnie nie pasuje czerń. Dla mnie "czernią" jest ciemny granat
Że co?rpaulinka pisze: ↑śr sie 19, 2026 7:11 am Moja bardzo niepopularna opinia: praca w obecnych czasach jest tylko dla wybrańców/elity. Wysłałam w swoim życiu myślę że około 200 cv i jeszcze nigdy nie byłam w pracy xd. Jak byłam studentką nie mogłam się dostać ani do sklepu ani na kelnerkę. Teraz jak jestem po studiach jest to samo, więc tak uważam że praca jest dla wybrańców którzy mają świetne znajomości i dzięki temu mogą znaleźć pracę.
Stopa bezrobocia wynosi niecałe 6%, więc to wybrańcy nie pracują. A szczerze to nie sądzę, że panie w pracujące w marketach chodzą na piwo z właścicielem Lidla i biedronki, żeby załatwił im tak lukratywną posadę
-
staratwoja
- Bagietka z szarlott
- Posty: 167
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Chodzi o zarejestrowanych bezrobotnych, czy to szacunek na jakiejś innej podstawie?Jhhn pisze: ↑śr sie 19, 2026 11:34 am Że co?rmożna być rozgoryczonym i się podłamać, jak są problemy ze znalezieniem pracy, ale przy wysłaniu 200 CV to stawiałabym, że raczej coś nie tak z kierunkiem, gdzie wysyłasz, czy przygotowaniem CV.
Stopa bezrobocia wynosi niecałe 6%, więc to wybrańcy nie pracują. A szczerze to nie sądzę, że panie w pracujące w marketach chodzą na piwo z właścicielem Lidla i biedronki, żeby załatwił im tak lukratywną posadę
-
Wrzosowy aksamit
Mężczyźni twierdzący, że kobiety ogólnie są puste, płytkie i lecą tylko na kasę - to ci sami, którzy lecą TYLKO na wygląd, tracą rozum dla kobiety wyłącznie przez pryzmat jej atrakcyjności fizycznej.
- Borderline
- LemonkowaCola
- Posty: 524
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
xd zdajesz sobie sprawę że nie wszyscy poszukujący pracy są zarejestrowani jako bezrobotni? No to wiesz gdzie możesz wsadzić sobie to 6% - w buty
Każdy jest kowalem swojego losu, ale nie każdy dostaje młotek.
Nie wiem, czy to aż tak niepopularna opinia, ale dziś na Pudlu mignął mi artykuł o Mateuszu Gesslerze, który poucza w kwestii napiwków dla kelnerów. Moim zdaniem jedyną stroną odpowiedzialną za to, aby pracownik otrzymał godne wynagrodzenie, jest pracodawca i przerzucanie części tego obowiązku na klientów w ramach dziwnie pojmowanego savoir-vivre'u jest idiotyczne. Istnieje mnóstwo zawodów, w których wynagrodzenia też nie są wysokie, a nikt nie oczekuje napiwków, mimo że praca jest znacznie bardziej skomplikowana niż przyniesienie obiadu do stolika. Zdarza się też, że kelner komentuje później złośliwie wysokość napiwku, mimo że równie dobrze mógł nie dostać nic.
-
Wrzosowy aksamit
Zdecydowana większość kobiet, które odczuwają pociąg s*ksualny do dużo starszych mężczyzn ma bardzo często słabą, złą albo żadną relację z ojcem.