chleb_ze_smalcem pisze: ↑pn lip 13, 2026 2:05 pm
Nie wiem o co niektórzy ludzie się przywalają do wyjazdów all inclusive i dlaczego traktują się pogardliwie. Niby co im te wyjazdy zrobiły. Jedziesz, masz zapewnione wszystko w hotelu, nie musisz się o nic martwić, tylko wypoczywasz. Ludzie którym to przeszkadza nie byli chyba nigdy naprawdę wyczerpani życiem. Przecież nawet jak jedzie się w all, to nie znaczy, że całe wczasy trzeba siedzieć przy basenie, można robić dokładnie to samo co ludzie bez all
Byłam raz na all in i... dziennie miałam 15-20k kroków. Nie dość, że resort był olbrzymi, to jeszcze było możliwych od cholery aktywności- pływanie, snorkeling, korty tenisowe, świetne tereny do biegania, siłownia, zorganizowane zajęcia (np. zumba przy plaży) i wiele innych, których nawet nie odkryłam.
Jesteśmy z mężem "sportowymi świrami" i pojechaliśmy na all in na drugi koniec świata trochę z obawą, że będziemy się nudzić i plaża nam zbrzydnie po 1-2 dniach, ale jeśli resort jest w ciekawym kraju i nie na końcu świata, to jeśli ktoś chce być aktywny, to nie starczy mu doby na zobaczenie wszystkiego :D My z mężem oprócz typowego plażingu korzystaliśmy nie tylko z dostępu do aktywności na świeżym powietrzu (w środku polskiej zimy ;) ), ale również pojechaliśmy na kilka wycieczek fakultatywnych oraz na własną rękę transportem publicznym po okolicznych miasteczkach. Znaleźliśmy też czas na po prostu chillowanie na plaży lub w hamakach przy basenie. Do tego było pyszne jedzenie- żyć nie umierać ;)
Wszystko zależy od chęci i tego, po co się jedzie na all in. Jeśli ktoś na codzień jest "nieruchawy" i po pracy jest tylko netflix/telefon, to na allu będzie pewnie tylko leżał, jadł i pił. Jeśli ktoś lubi aktywniejsze wakacje, to na allu może mieć najaktywniejsze wakacje w życiu. Uważam też, że w przypadku alla dobrze zrobić research nie tylko w temacie atrakcji, ale też położenia hotelu- jeśli byłby on w szczerym polu, daleko od cywilizacji, to trochę słabo (przynajmniej dla mnie).
Btw: W naszym resorcie 90% ludzi było ze Stanów, ale na jednej wycieczce fakultatywnej byliśmy w większości z Polakami i oni już do autobusu wzięli wódę... przywiezioną z Polski. Straszna trzoda.