Cześć wszystkim. Mam lat 3x. Byłam parę lat w związku, ale nie pasowaliśmy do siebie, od dłuższego czasu nam się psuło, więc jak on powiedział, że chce odejść, to jeszcze miesiąc próbowaliśmy, ale w końcu ostatecznie to przeciął. Z perspektywy czasu widzę, że nie byliśmy stworzeni dla siebie i dobrze się stało.
Mam ustabilizowaną sytuację zawodową, jestem niezależna, zadbana, mam liczne pasje i grono znajomych. Jednocześnie bardzo chcę mieć drugą połówkę, stworzyć dom, rodzinę.
Jakiś czas po rozstaniu zaczęłam więc jej szukać - wiem, napiszecie, że szukałam na siłę i to był błąd... Ale naprawdę pragnę miłości i rodziny. A ona nie przyjdzie od siedzenia w domu. Wychodziłam na miasto, próbowałam poznać przez znajomych, zagadac chłopaka, który mi się podobał, w końcu, niestety, aplikacje randkowe. Wspominam je ze wstrętem. Na parę miesięcy odpuściłam w ogóle, rozczarowana, zmęczona, zniesmaczona.
Aktywowałem je ponownie jak szukałam partnera na wesele. Pojawił się On - wszystko zaklikało, od razu była iskra. Była parę lat starszy, ułożony, stabilny, rozsądny, ale jednocześnie czarujący. Trochę zastanowiłam się na początku, dlaczego facet pod 40tkę nie dotarł nigdy w tych związkach nawet do zaręczyn, ale uznałam ok, żyjmy teraźniejszością spróbujmy.
I przez ponad rok było naprawdę dobrze. Zgrzyty lekkie się pojawiły w związku z jego wyjazdami - było ich dużo, potrafił z członkiem rodziny wyjechać na 3 tygodnie, a potem jechać na majówkę na tydzień z kolegą. Ja czułam się opuszczona, niewybierana, odstawiona na boczny tor.
Mieliśmy zamieszkać razem za rok, kiedy jego nowe mieszkanie byłoby gotowe, zapytałam raz czy mogę się do niego wprowadzić, ale odpowiedział, że jego mieszkanie jest za małe na nas i nasze zwierzęta (u mnie mieszkać nie mogliśmy, dziele to mieszkanie z kimś i nie jest moją własnością).
Wyjaśniliśmy sobie kwestie związane z moim poczuciem opuszczenia i wszystko zdawało się iść w dobrą stronę.
Dzień przed naszym planowanym od stycznia wyjazdem wakacyjnym powiedział, że to koniec, jego decyzja jest nieodwołalna. Mieliśmy sprzeczkę w związku z wyjazdem, bo dosłownie w ostatniej chwili, jak już trzeba było pakować walizki, to powiedział, że nie jedziemy, bo ma pogrzeb - zmarł przyjaciel jego rodziny. Jednocześnie, cały dzień nie określił się, czy przesuwamy wyjazd czy nie, kluczył, w końcu wieczorem oznajmił mi swoją decyzję. Tak, byłam zła, zachowywałam się w kłótni dziecinnie, płakałam. Żałuję tego. Brakowało mi, żeby ze mną usiadł, powiedział, że wszystko będzie dobrze, że zorganizujemy to inaczej. To był mój jedyny wyjazd w roku, wymarzony, wyczekany, który miał być nasz.
Następnego dnia po tej kłótni już się nie odzywał, mimo moich wiadomości i telefonów, w końcu pojechałam do niego i tam mi zakomunikował swoją decyzję.
Jestem totalnie rozbita. Zmuszam się do chodzenia do pracy, do jakiegoś życia, ale to ciągłe cierpienie. Wiem, że on żyje jak gdyby nigdy nic, jest wręcz szczęśliwy z nowych perspektyw. Złamał mi serce i napluł na dusze. Usunęłam wszystkie SM, rozmowy, numer. Spakowałam jego rzeczy i wysłałam wraz z listem, w którym starałam się wyjaśnić swoje uczucia i perspektywę, wiem że nigdy nie odpisze i nigdy nie wróci.
Ja jestem jednocześnie zła na niego, bo czuję, że musiał nosić te myśl o zostawieniu mnie od dłuższego czasu, szukał tylko dobrego pretekstu, a jednocześnie patrzył w oczy, wyznawał miłość i mówił o byciu na zawsze razem. Ale gdzieś tli się dalej uczucie i tęsknota za nim, nigdy nikogo tak nie pokochałam...
Potwornie boję się tego, że na zawsze będę sama. Staram się iść dalej z życiem, ale życie w tym momencie to pusta wydmuszka.
Mam w sobie lęk, że nigdy nie znajdę tego mężczyzny, z którym stworzę dom. Że będę szła sama przez życie. Zawsze bez oparcia i miłości, zawsze porzucana, zawsze jako ta, o którą nie chce się zawalczyć,ale którą się wywala do kosza przy pierwszej okazji.
Długi post, nieskładany, ale czuję w sobie morze żalu i niewymowny smutek. Nie śpię, mało co jem, mam problemy z podstawowymi obowiązkami, ale zmuszam się do nich. Gdyby nie wsparcie przyjaciół i rodziny, jakie dostaje, to bym załamała się całkowicie.
Nagłe porzucenie
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryBardzo współczuję, musisz się czuć naprawdę okropnie
Na takie doły życiowe najlepsza byłaby wizyta u psychologa, może też jakieś leki by się przydały, powinien cię obejrzeć profesjonalista.
Jak już poczujesz się silniejsza i ustabilizowana i gotowa na powrót na aplikacje randkowe to poczytaj o Burned Haystack Dating Method wymyślonej przez amerykańską profesor retoryki. Ostatnio wydała książkę o tym samym tytule, prowadzi tez konto na Insta i zamknięta grupę na FB. IMHO nic lepszego nie wymyślono.
Na koniec dodam, że pracuję w branży ślubnej w jednym z największych miast w PL i dzisiaj większość panien młodych ma ok35 lat. Kiedy zaczynałam prace w branży w 2010r za mąż wychodziły dziewczyny zaraz po studiach, dzisiaj zdarza się to baaaardzo rzadko.
Na takie doły życiowe najlepsza byłaby wizyta u psychologa, może też jakieś leki by się przydały, powinien cię obejrzeć profesjonalista.
Jak już poczujesz się silniejsza i ustabilizowana i gotowa na powrót na aplikacje randkowe to poczytaj o Burned Haystack Dating Method wymyślonej przez amerykańską profesor retoryki. Ostatnio wydała książkę o tym samym tytule, prowadzi tez konto na Insta i zamknięta grupę na FB. IMHO nic lepszego nie wymyślono.
Na koniec dodam, że pracuję w branży ślubnej w jednym z największych miast w PL i dzisiaj większość panien młodych ma ok35 lat. Kiedy zaczynałam prace w branży w 2010r za mąż wychodziły dziewczyny zaraz po studiach, dzisiaj zdarza się to baaaardzo rzadko.
Przykro mi, że ciebie to spotkało.
To trudne, ale zobacz, jak wasze dalsze życie miałoby wyglądać, gdy on się już teraz tak zachowywał.
Rozumiem ciśnienie, że chcesz mieć rodzinę, męża. Niestety powiem oklepane, tego nie da się przyspieszyć ani wymusić. Do tego jak będziesz miała pecha, to wykorzysta cię taki, który wyczuje, że bardzo chcesz się ustatkować, będzie cię mamił, a na koniec zostawi. Postaraj się zainwestować w rozwój osobisty, popracuj nad poczuciem własnej wartości. Faceta możesz poznać w pracy, podczas uprawiania hobby, przez wspólnych znajomych. Na appkach, wiadomo, są też tacy, którzy rzeczywiście chcą kogoś znaleźć, ale myślę, że większość ma inny cel.
To trudne, ale zobacz, jak wasze dalsze życie miałoby wyglądać, gdy on się już teraz tak zachowywał.
Rozumiem ciśnienie, że chcesz mieć rodzinę, męża. Niestety powiem oklepane, tego nie da się przyspieszyć ani wymusić. Do tego jak będziesz miała pecha, to wykorzysta cię taki, który wyczuje, że bardzo chcesz się ustatkować, będzie cię mamił, a na koniec zostawi. Postaraj się zainwestować w rozwój osobisty, popracuj nad poczuciem własnej wartości. Faceta możesz poznać w pracy, podczas uprawiania hobby, przez wspólnych znajomych. Na appkach, wiadomo, są też tacy, którzy rzeczywiście chcą kogoś znaleźć, ale myślę, że większość ma inny cel.
-
Dafneeee12
- RoyalBaby
- Posty: 22
- Rejestracja: sob paź 25, 2025 9:07 pm
Mogę pocieszyć Cię jedynie w ten sposób, że naprawdę powinnaś być wdzięczna losowi, że tak niestabilnie psychicznie facet z samotnymi wyjazdami, w których nie widział Ciebie, tak samo jak w swoim domu (cholera wie, czy by nie znalazł kolejnej wymówki, znam małżeństwo, które mieszkało z 2 dzieci i psem w kawalerce, może nie było im jakoś bardzo komfortowo, ale chcieć to móc) nie jest już w Twoim życiu. Ja dopiero w moim obecnym związku (mam 31 lat) zrozumiałam, że to wszystko powinno być proste, bez żadnej walki o uwagę. Mi w sumie w pół roku ostatnie zmieniło się całe życie - zaszłam w ciążę i za miesiąc biorę ślub - a spotykamy się od końca listopada. Nie poddawaj się, nawet nie wiesz, kiedy życie Cię zaskoczy. Ja też już myślałam, że zostanę starą panną, bo trafiałam na naprawdę tępych narcystycznych dupkow, a tu proszę.