Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- SmokAnalog
- Parzucha
- Posty: 2095
- Rejestracja: czw lut 29, 2024 2:45 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
Ludzie często zachowują się nieracjonalnie, nieprzewidywalnie i nielogicznie, a powiedzenie "nie mierz innych swoją miarą" często stosuje się niepoprawnie, bo nie oznacza ono, żeby nie oceniać, tylko żeby nie projektować na innych własnego sposobu myślenia i postępowania.
Żyjesz w zboczonym świecie iluzji ego.
-
stokrotkapolna1234
- Tritonotti
- Posty: 185
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
Nie ale moze skończymy pisać nasze opinie o nauczycielach w watku gdzie piszemy nasze opinie
-
stokrotkapolna1234
- Tritonotti
- Posty: 185
- Rejestracja: ndz cze 21, 2026 4:25 pm
XDDDDkiciakociaaa2137 pisze: ↑czw lip 09, 2026 5:55 pm To niezła z ciebie pielęgniarka z zerową empatią i pogardą, pacjentów też pytasz czy mają jakiś problem czy tylko udają?
Naprawdę prosze cie powiedz mi co ma empatia i pogardą do tego co napisałam? Naprawde serio.
Jeśli uważam ze nauczyciele maja przywileje których powinni byc pozbawieni to juz mam zerową empatie i pogardę? No aha.
- kiciakociaaa2137
- SkrzydełkaZhooters
- Posty: 211
- Rejestracja: śr paź 30, 2024 1:52 pm
Ktoś ma odmienne zdanie od twojego, a pytasz, czy ''naprawde masz ze soba jakis problem czy udajesz?''. Serio, mam nadzieje, że żaden nauczyciel nie trafi pod twoją opiekę w szpitalu. Jakby to pielęgniarki próbowano pozbawić przywilejów, pierwsza płakałabyś, że pogarda, brak empatii i dyskryminacja.stokrotkapolna1234 pisze: ↑pt lip 10, 2026 7:52 am XDDDD
Naprawdę prosze cie powiedz mi co ma empatia i pogardą do tego co napisałam? Naprawde serio.
Jeśli uważam ze nauczyciele maja przywileje których powinni byc pozbawieni to juz mam zerową empatie i pogardę? No aha.
𝘭𝘪𝘷𝘦, 𝘭𝘢𝘶𝘨𝘩, 𝘭𝘰𝘣𝘰𝘵𝘰𝘮𝘺
-
dysonc99na
Ja nie rozumiem tego narzekania na zetki i alpha, jakie to są ogłupione telefonami i nic nie potrafią, bo widzę coś dokładnie odwrotnego i to właśnie młodsze pokolenia mają dostęp do poziomu edukacji, o jakim ja mogłam pomarzyć - stać ich na korepetycje, zajęcia dodatkowe, mają lepsze warunki w domach (dzielenie małego pokoju z 3 rodzeństwa to już w tych czasach raczej przeszłość), ich angielski jest na wyższym poziomie, bo mają z nim dużo większy kontakt od małego itd. Średnie wyniki z matur podstawowych też wzrastają z roku na rok. Bez problemu kończą studia, na których trzeba szybko opanowywać ogromne partie materiału. No i w testach czytania ze zrozumieniem, umiejętności matematycznych też najlepiej wypadają młodzi, a nie boomerzy, którzy zmyślają, jak to kiedyś poziom w liceach był wyższy niż na studiach. Taa… Ale jestem otwarta na dyskusje, bo może żyję w jakiejś bańce i dlatego nie widzę tych ich rzekomych problemów z nauką.
-
staratwoja
- Srebrna Kropeczka
- Posty: 156
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Ta dyskusja na kilka stron obrazuje smutny fakt że klasa pracująca prędzej do reszty znienawidzi się nawzajem zanim zacznie zastanawiać się kto ich tak urządził xd Co to w ogóle za dyskusja, kasjerka z żabki vs nauczyciel? Efekt wieloletniej tresury i wmawiania nam że zasoby są ograniczone więc trzeba wygryźć konkurencję?
te testy o którym piszesz od zawsze a przynajmniej kilkunastu lat zawsze wypadają tak, że im ludzie są starsi tym słabiej wypadają. Natomiast najmłodsze pokolenia za młodu wypadają obecnie jako pierwsi słabiej jeśli chodzi o iq.dysonc99na pisze: ↑pt lip 10, 2026 4:09 pm Ja nie rozumiem tego narzekania na zetki i alpha, jakie to są ogłupione telefonami i nic nie potrafią, bo widzę coś dokładnie odwrotnego i to właśnie młodsze pokolenia mają dostęp do poziomu edukacji, o jakim ja mogłam pomarzyć - stać ich na korepetycje, zajęcia dodatkowe, mają lepsze warunki w domach (dzielenie małego pokoju z 3 rodzeństwa to już w tych czasach raczej przeszłość), ich angielski jest na wyższym poziomie, bo mają z nim dużo większy kontakt od małego itd. Średnie wyniki z matur podstawowych też wzrastają z roku na rok. Bez problemu kończą studia, na których trzeba szybko opanowywać ogromne partie materiału. No i w testach czytania ze zrozumieniem, umiejętności matematycznych też najlepiej wypadają młodzi, a nie boomerzy, którzy zmyślają, jak to kiedyś poziom w liceach był wyższy niż na studiach. Taa… Ale jestem otwarta na dyskusje, bo może żyję w jakiejś bańce i dlatego nie widzę tych ich rzekomych problemów z nauką.
- agbmrctorakwin
- LouiBag
- Posty: 313
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Przecież zetki to w większości dorośli lub ludzie blisko pełnoletności. A te starsze zetki są blisko 30. więc ich dzieciństwo było bardzo podobne do millenialsow urodzonych w latach 90. A nadal często pojawiają się komentarze o właśnie "oglupieniu przez telefony". Wiele razy była już dyskusja na tym forum na temat pokoleń i moim zdaniem bez sensu demonizować jakiekolwiek pokolenie. Kazde ma swoje mocne i słabe stronydysonc99na pisze: ↑pt lip 10, 2026 4:09 pm Ja nie rozumiem tego narzekania na zetki i alpha, jakie to są ogłupione telefonami i nic nie potrafią, bo widzę coś dokładnie odwrotnego i to właśnie młodsze pokolenia mają dostęp do poziomu edukacji, o jakim ja mogłam pomarzyć - stać ich na korepetycje, zajęcia dodatkowe, mają lepsze warunki w domach (dzielenie małego pokoju z 3 rodzeństwa to już w tych czasach raczej przeszłość), ich angielski jest na wyższym poziomie, bo mają z nim dużo większy kontakt od małego itd. Średnie wyniki z matur podstawowych też wzrastają z roku na rok. Bez problemu kończą studia, na których trzeba szybko opanowywać ogromne partie materiału. No i w testach czytania ze zrozumieniem, umiejętności matematycznych też najlepiej wypadają młodzi, a nie boomerzy, którzy zmyślają, jak to kiedyś poziom w liceach był wyższy niż na studiach. Taa… Ale jestem otwarta na dyskusje, bo może żyję w jakiejś bańce i dlatego nie widzę tych ich rzekomych problemów z nauką.
- berry blast
- Trening tenisa
- Posty: 2771
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
tym bardziej, że dzisiaj osoby 60+ są równie mocno przyklejone do telefonów jak młodzież xDagbmrctorakwin pisze: ↑pt lip 10, 2026 6:09 pm Przecież zetki to w większości dorośli lub ludzie blisko pełnoletności. A te starsze zetki są blisko 30. więc ich dzieciństwo było bardzo podobne do millenialsow urodzonych w latach 90. A nadal często pojawiają się komentarze o właśnie "oglupieniu przez telefony". Wiele razy była już dyskusja na tym forum na temat pokoleń i moim zdaniem bez sensu demonizować jakiekolwiek pokolenie. Kazde ma swoje mocne i słabe strony
wysyłają sobie zdjęcia na whats'up, smaczne kawusie na fejsbuczkach i ciągle gadają na głośniku.
I sa bardziej narażone choćby na oszustwa internetowe.berry blast pisze: ↑pt lip 10, 2026 6:33 pm tym bardziej, że dzisiaj osoby 60+ są równie mocno przyklejone do telefonów jak młodzież xD
wysyłają sobie zdjęcia na whats'up, smaczne kawusie na fejsbuczkach i ciągle gadają na głośniku.
-
dziwnerzeczy
- Tritonotti
- Posty: 183
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Moje starsze koleżanki z pracy normalnie przeglądają internety, słuchają podcastów, przesiadują na tiktoku, używają chatgpt i mają swoje konta na instagramie. I jeszcze pytają, czy widziało się taki albo taki śmieszny filmik.berry blast pisze: ↑pt lip 10, 2026 6:33 pm tym bardziej, że dzisiaj osoby 60+ są równie mocno przyklejone do telefonów jak młodzież xD
wysyłają sobie zdjęcia na whats'up, smaczne kawusie na fejsbuczkach i ciągle gadają na głośniku.
NO - nie rozumiem związków z dużą różnicą wieku i przykro mi, ale mam na myśli głównie te, w których kobieta jest dużo młodsza, a facet starszy. Jak dobrze by się taka para nie dogadywała, to czuć, że to jest "weird".
Obserwuje właśnie taką parę, w której laska przekonuje jaki to układ z jej starszym mężem jest super, a ja nie mogę się pozbyć wrażenia "weird" i widzę, że otoczenie kobiet na razie po cichu ocenia to podobnie. Nie sądzę aby ten związek zyskał wśród nich akceptację.
A co Wy sądzicie o takich parach, gdzie kobieta jest sporo młodsza? Macie w ogóle takie w swoim otoczeniu?
Obserwuje właśnie taką parę, w której laska przekonuje jaki to układ z jej starszym mężem jest super, a ja nie mogę się pozbyć wrażenia "weird" i widzę, że otoczenie kobiet na razie po cichu ocenia to podobnie. Nie sądzę aby ten związek zyskał wśród nich akceptację.
A co Wy sądzicie o takich parach, gdzie kobieta jest sporo młodsza? Macie w ogóle takie w swoim otoczeniu?
Mi się wydaje, że przy różnicy wieku +/- 20 lat ciężko się porozumieć idealnie na każdej płaszczyźnie. Można mieć takie same wartości i cele (np. założenie rodziny), ale 25 latka ma inne doświadczenie życiowe, sposób bycia, energię itp. niż taki 45 latek. Więc w codziennym funkcjonowaniu mogą częściej pojawiać się zgrzyty. Odwrotnie, jeśli chodzi o płeć oczywiście to samo, ale jest dużo rzadszy model. W późniejszym wieku to się już może bardziej zaciera, typu 40 latka vs 60 latek, ale nadal to inne energie. Chociaż z drugiej strony gdzieś tam słyszy się o szczęśliwych parach z taką różnicą, więc chyba ostatecznie chodzi o tą dojrzałość emocjonalną, a nie metrykę.Push pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:04 pm NO - nie rozumiem związków z dużą różnicą wieku i przykro mi, ale mam na myśli głównie te, w których kobieta jest dużo młodsza, a facet starszy. Jak dobrze by się taka para nie dogadywała, to czuć, że to jest "weird".
Obserwuje właśnie taką parę, w której laska przekonuje jaki to układ z jej starszym mężem jest super, a ja nie mogę się pozbyć wrażenia "weird" i widzę, że otoczenie kobiet na razie po cichu ocenia to podobnie. Nie sądzę aby ten związek zyskał wśród nich akceptację.
A co Wy sądzicie o takich parach, gdzie kobieta jest sporo młodsza? Macie w ogóle takie w swoim otoczeniu?
- O Matyldo!
- LouiBag
- Posty: 323
- Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am
A doprecyzuj jaka różnica wg Ciebie jest już "weird"?Push pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:04 pm NO - nie rozumiem związków z dużą różnicą wieku i przykro mi, ale mam na myśli głównie te, w których kobieta jest dużo młodsza, a facet starszy. Jak dobrze by się taka para nie dogadywała, to czuć, że to jest "weird".
Obserwuje właśnie taką parę, w której laska przekonuje jaki to układ z jej starszym mężem jest super, a ja nie mogę się pozbyć wrażenia "weird" i widzę, że otoczenie kobiet na razie po cichu ocenia to podobnie. Nie sądzę aby ten związek zyskał wśród nich akceptację.
A co Wy sądzicie o takich parach, gdzie kobieta jest sporo młodsza? Macie w ogóle takie w swoim otoczeniu?
Mi już coraz bliżej do 40 - taki i szczerze to nie wyobrażam sobie związku z 60 - latkiem... Nadal mimo wszystko czuję w sobie jakieś cząstki mentalnej młodości (tak właśnie) i taki mężczyzna jest dla mnie za stary. Już decydując się na różnice wieku wolałabym młodszego mężczyznę albo takiego powiedzmy w wieku 50 lat. Niestety często słyszę, że u kobiety 40 lat to punkt graniczny :Djulson12 pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:28 pm W późniejszym wieku to się już może bardziej zaciera, typu 40 latka vs 60 latek, ale nadal to inne energie. Chociaż z drugiej strony gdzieś tam słyszy się o szczęśliwych parach z taką różnicą, więc chyba ostatecznie chodzi o tą dojrzałość emocjonalną, a nie metrykę.
Hmm...Na pewno już taka różnica 20 lat to dla mnie za dużo, ale szczerze? W zasadzie zjeżdżam jeszcze niżej - różnica wieku 15 lat to chyba już jest "weird".
Tak do 10 - 12 lat różnicy to nie widzę problemu.
-
chleb_ze_smalcem
- KlasaBiznes
- Posty: 599
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Znam/znałam kilka takich par. Jedna się niedawno rozpadła ok 20 lat różnicy, ponoć nie przez różnice pokoleniowe ale z tłumaczeń wynika, że trochę jednak tak. Drugiej się urodziło dziecko, ok 25 lat różnicy. Poznali się jak ta dziewczyna była nastolatka jeszcze w szkole średniej. A facet był dopiero po rozwodzie ze starszą żoną. To jest dla mnie creepy. Reszta poznała się jak obie osoby były trochę bardziej dorosłe albo o przejściach i wiedziały w co się pakują i żyją sobie.Push pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:04 pm NO - nie rozumiem związków z dużą różnicą wieku i przykro mi, ale mam na myśli głównie te, w których kobieta jest dużo młodsza, a facet starszy. Jak dobrze by się taka para nie dogadywała, to czuć, że to jest "weird".
Obserwuje właśnie taką parę, w której laska przekonuje jaki to układ z jej starszym mężem jest super, a ja nie mogę się pozbyć wrażenia "weird" i widzę, że otoczenie kobiet na razie po cichu ocenia to podobnie. Nie sądzę aby ten związek zyskał wśród nich akceptację.
A co Wy sądzicie o takich parach, gdzie kobieta jest sporo młodsza? Macie w ogóle takie w swoim otoczeniu?
A mnie kręcą starsi faceciPush pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:04 pm NO - nie rozumiem związków z dużą różnicą wieku i przykro mi, ale mam na myśli głównie te, w których kobieta jest dużo młodsza, a facet starszy. Jak dobrze by się taka para nie dogadywała, to czuć, że to jest "weird".
Obserwuje właśnie taką parę, w której laska przekonuje jaki to układ z jej starszym mężem jest super, a ja nie mogę się pozbyć wrażenia "weird" i widzę, że otoczenie kobiet na razie po cichu ocenia to podobnie. Nie sądzę aby ten związek zyskał wśród nich akceptację.
A co Wy sądzicie o takich parach, gdzie kobieta jest sporo młodsza? Macie w ogóle takie w swoim otoczeniu?
Oj, takie relacje, gdzie dziewczyna była nastolatką to dla mnie grooming i tyle, nie toleruje tego.chleb_ze_smalcem pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:50 pm Znam/znałam kilka takich par. Jedna się niedawno rozpadła ok 20 lat różnicy, ponoć nie przez różnice pokoleniowe ale z tłumaczeń wynika, że trochę jednak tak. Drugiej się urodziło dziecko, ok 25 lat różnicy. Poznali się jak ta dziewczyna była nastolatka jeszcze w szkole średniej. A facet był dopiero po rozwodzie ze starszą żoną. To jest dla mnie creepy. Reszta poznała się jak obie osoby były trochę bardziej dorosłe albo o przejściach i wiedziały w co się pakują i żyją sobie.
Sama kojarzę taka parę "z Internetu", gdzie on był nauczycielem WF - u, a ona uczennicą i niby zaczęli się spotykać później, ale wszystko to jakieś takie MEH. On jest faktycznie dość młody duchem, ale niby dba o siebie, a jest sflaczały jak sflaczałe koło od roweru, a ona taka żałosna "wieczna podfruwajka" trochę (przepraszam), no ale żyją razem już długo i to zagranicą i mają fajnego syna. Ale ich związek, a już zwłaszcza okoliczności poznania są dla mnie super creepy i zdania nie zmienię. Z obrzeży show-biznesu też kojarzę taka parę, gdzie ona ma 40 lat i nadal jest młoda, a facet w sumie starszy w granicach 8-12 lat i też jakiś taki sflaczały, "zmęczony życiem", nie do końca mi leżą jako para i mam wrażenie, że jego uczucia do niej to jakieś letnie są...
- O Matyldo!
- LouiBag
- Posty: 323
- Rejestracja: pt maja 29, 2026 12:59 am
Jeśli dwie dorosłe, świadome osoby decydują się na związek mimo dużej różnicy wieku to nic mi do tego, jestem raczej liberalna i wolę gdy miłość rządzi światem
Mam jedynie zgrzyt gdy stary chłop ugania się za nastolatkami- to już jest dla mnie wątpliwe zainteresowanie.
Jeśli chodzi o moje osobiste preferencje romantyczne to faktycznie najlepiej dogaduję się z osobami w obrębie 5 lat różnicy więc jak widać każdy ma inaczej
-
chleb_ze_smalcem
- KlasaBiznes
- Posty: 599
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Wszelkie związki zaczęte od relacji nauczyciel- uczeń są dla mnie creepne. Pamiętam ze studiów, że to nie było takie rzadkie, że profesorek był w związku z byłą swoją studentką. Za moich czasów żaden taki związek nie powstał wśród tych którzy mnie uczyli ale plotki chodziły kto ma żonę/ dziewczynę która kiedyś uczył. BlePush pisze: ↑sob lip 11, 2026 12:59 pm Oj, takie relacje, gdzie dziewczyna była nastolatką to dla mnie grooming i tyle, nie toleruje tego.
Sama kojarzę taka parę "z Internetu", gdzie on był nauczycielem WF - u, a ona uczennicą i niby zaczęli się spotykać później, ale wszystko to jakieś takie MEH. On jest faktycznie dość młody duchem, ale niby dba o siebie, a jest sflaczały jak sflaczałe koło od roweru, a ona taka żałosna "wieczna podfruwajka" trochę (przepraszam), no ale żyją razem już długo i to zagranicą i mają fajnego syna. Ale ich związek, a już zwłaszcza okoliczności poznania są dla mnie super creepy i zdania nie zmienię. Z obrzeży show-biznesu też kojarzę taka parę, gdzie ona ma 40 lat i nadal jest młoda, a facet w sumie starszy w granicach 8-12 lat i też jakiś taki sflaczały, "zmęczony życiem", nie do końca mi leżą jako para i mam wrażenie, że jego uczucia do niej to jakieś letnie są...
Jeszcze moja opinia. Jeśli temat był poruszany to przepraszam, nie jestem w stanie nadrobić wszystkiego.
Uważam, że aktualnie "dbanie o własny komfort psychiczny" przez wielu jest źle interpretowany, albo co gorsza wykorzystywany i pod płaszczykiem tego pojęcia, ludzie są po prostu chamscy. Nagminnie nadużywają go też ci, którzy nie umieją zachować podstawowych zasad kultury w społeczeństwie.
Przykład z życia. Moja kuzynka zaprosiła na ważną dla niej imprezę rodzinną dobrego kolegę, którego znała kilka lat. Kontakt raz mieli lepszy, raz słabszy (jak w tamtym okresie), ale nie miała innego bliskiego kumpla, a impreza typowo dla osób w parach, pokroju wesele. Chłop się zgodził bez namawiania i bez żadnego "ale", więc myślała, że robi to z chęci. Na imprezie siedział pod ścianą obrażony na wszystkich, nie reagował na zagadywanie do niego bliskich osób tej kuzynki (absolutnie nie głupie przytyki, a zwykłe small talki "co słychać" "czym się zajmujesz" itp.). Nie chciał nawet postać chwilę w kręgu tych osób. Wyglądał jakby był za karę i nikogo tam nie lubił (a po prostu nie znał). Kuzynce było bardzo przykro, organizatorzy czuli się niezręcznie. I teraz tak; on dosłownie po imprezie powiedział, że czuje się z tym okej, że tak się zachowywał, bo jego nie obchodzą inni tylko właśnie własny komfort psychiczny, do którego ma prawo i on działa według takich zasad.
Ja rozumiem oczywiście (!), że ktoś może być strasznym introwertykiem i nie lubić interakcji z obcymi ludźmi, nawet się ich bać, ale wtedy po 1) nie przyjmuje zaproszenia na takie wydarzenia, grzecznie odmawia 2) chyba większość z tych osób jakkolwiek jest w stanie dać z siebie minimum, żeby nie sprawić komuś przykrości. Nie trzeba walić żartami na prawo i lewo, zagadywać wszystkich wokół, absolutnie, ale po prostu postać z nimi bez słowa, pokiwać głową gdy ktoś coś mówi, jakkolwiek się minimalnie uśmiechnąć gdy ktoś próbuje rozładować atmosferę żartem. To naprawdę tyle kosztuje, jeśli jest się gdzieś mile widzianym i przyszło z własnej woli? Zwłaszcza, że to tylko kilka godzin z ich "komfortowego" życia. Bycie bucem stało się modne?
Piszę na przykładzie konkretnym dla zobrazowania, ale coraz częściej spotykam takie zachowania. Dla mnie dbanie o swój komfort to umiejętność bycia asertywnym kiedy trzeba, niewchodzenie w głupie dyskusje, które próbują nas obrazić, unikanie tych, którzy ciągną nas w dół. A bycie chamskim to po prostu bycie chamskim, a nie żaden rozwój psychiczny. A teraz ciągle się powtarza hasła; najpierw TY, potem długo, długo nic i w końcu reszta świata..
Uważam, że aktualnie "dbanie o własny komfort psychiczny" przez wielu jest źle interpretowany, albo co gorsza wykorzystywany i pod płaszczykiem tego pojęcia, ludzie są po prostu chamscy. Nagminnie nadużywają go też ci, którzy nie umieją zachować podstawowych zasad kultury w społeczeństwie.
Przykład z życia. Moja kuzynka zaprosiła na ważną dla niej imprezę rodzinną dobrego kolegę, którego znała kilka lat. Kontakt raz mieli lepszy, raz słabszy (jak w tamtym okresie), ale nie miała innego bliskiego kumpla, a impreza typowo dla osób w parach, pokroju wesele. Chłop się zgodził bez namawiania i bez żadnego "ale", więc myślała, że robi to z chęci. Na imprezie siedział pod ścianą obrażony na wszystkich, nie reagował na zagadywanie do niego bliskich osób tej kuzynki (absolutnie nie głupie przytyki, a zwykłe small talki "co słychać" "czym się zajmujesz" itp.). Nie chciał nawet postać chwilę w kręgu tych osób. Wyglądał jakby był za karę i nikogo tam nie lubił (a po prostu nie znał). Kuzynce było bardzo przykro, organizatorzy czuli się niezręcznie. I teraz tak; on dosłownie po imprezie powiedział, że czuje się z tym okej, że tak się zachowywał, bo jego nie obchodzą inni tylko właśnie własny komfort psychiczny, do którego ma prawo i on działa według takich zasad.
Ja rozumiem oczywiście (!), że ktoś może być strasznym introwertykiem i nie lubić interakcji z obcymi ludźmi, nawet się ich bać, ale wtedy po 1) nie przyjmuje zaproszenia na takie wydarzenia, grzecznie odmawia 2) chyba większość z tych osób jakkolwiek jest w stanie dać z siebie minimum, żeby nie sprawić komuś przykrości. Nie trzeba walić żartami na prawo i lewo, zagadywać wszystkich wokół, absolutnie, ale po prostu postać z nimi bez słowa, pokiwać głową gdy ktoś coś mówi, jakkolwiek się minimalnie uśmiechnąć gdy ktoś próbuje rozładować atmosferę żartem. To naprawdę tyle kosztuje, jeśli jest się gdzieś mile widzianym i przyszło z własnej woli? Zwłaszcza, że to tylko kilka godzin z ich "komfortowego" życia. Bycie bucem stało się modne?
Piszę na przykładzie konkretnym dla zobrazowania, ale coraz częściej spotykam takie zachowania. Dla mnie dbanie o swój komfort to umiejętność bycia asertywnym kiedy trzeba, niewchodzenie w głupie dyskusje, które próbują nas obrazić, unikanie tych, którzy ciągną nas w dół. A bycie chamskim to po prostu bycie chamskim, a nie żaden rozwój psychiczny. A teraz ciągle się powtarza hasła; najpierw TY, potem długo, długo nic i w końcu reszta świata..
-
chleb_ze_smalcem
- KlasaBiznes
- Posty: 599
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
To faktycznie burak z tego kolegi. Dziwię się kuzynce, że nie odprawiła go z imprezy dla swojego komfortu psychicznego.julson12 pisze: ↑sob lip 11, 2026 1:12 pm Jeszcze moja opinia. Jeśli temat był poruszany to przepraszam, nie jestem w stanie nadrobić wszystkiego.
Uważam, że aktualnie "dbanie o własny komfort psychiczny" przez wielu jest źle interpretowany, albo co gorsza wykorzystywany i pod płaszczykiem tego pojęcia, ludzie są po prostu chamscy. Nagminnie nadużywają go też ci, którzy nie umieją zachować podstawowych zasad kultury w społeczeństwie.
Przykład z życia. Moja kuzynka zaprosiła na ważną dla niej imprezę rodzinną dobrego kolegę, którego znała kilka lat. Kontakt raz mieli lepszy, raz słabszy (jak w tamtym okresie), ale nie miała innego bliskiego kumpla, a impreza typowo dla osób w parach, pokroju wesele. Chłop się zgodził bez namawiania i bez żadnego "ale", więc myślała, że robi to z chęci. Na imprezie siedział pod ścianą obrażony na wszystkich, nie reagował na zagadywanie do niego bliskich osób tej kuzynki (absolutnie nie głupie przytyki, a zwykłe small talki "co słychać" "czym się zajmujesz" itp.). Nie chciał nawet postać chwilę w kręgu tych osób. Wyglądał jakby był za karę i nikogo tam nie lubił (a po prostu nie znał). Kuzynce było bardzo przykro, organizatorzy czuli się niezręcznie. I teraz tak; on dosłownie po imprezie powiedział, że czuje się z tym okej, że tak się zachowywał, bo jego nie obchodzą inni tylko właśnie własny komfort psychiczny, do którego ma prawo i on działa według takich zasad.
Ja rozumiem oczywiście (!), że ktoś może być strasznym introwertykiem i nie lubić interakcji z obcymi ludźmi, nawet się ich bać, ale wtedy po 1) nie przyjmuje zaproszenia na takie wydarzenia, grzecznie odmawia 2) chyba większość z tych osób jakkolwiek jest w stanie dać z siebie minimum, żeby nie sprawić komuś przykrości. Nie trzeba walić żartami na prawo i lewo, zagadywać wszystkich wokół, absolutnie, ale po prostu postać z nimi bez słowa, pokiwać głową gdy ktoś coś mówi, jakkolwiek się minimalnie uśmiechnąć gdy ktoś próbuje rozładować atmosferę żartem. To naprawdę tyle kosztuje, jeśli jest się gdzieś mile widzianym i przyszło z własnej woli? Zwłaszcza, że to tylko kilka godzin z ich "komfortowego" życia. Bycie bucem stało się modne?
Piszę na przykładzie konkretnym dla zobrazowania, ale coraz częściej spotykam takie zachowania. Dla mnie dbanie o swój komfort to umiejętność bycia asertywnym kiedy trzeba, niewchodzenie w głupie dyskusje, które próbują nas obrazić, unikanie tych, którzy ciągną nas w dół. A bycie chamskim to po prostu bycie chamskim, a nie żaden rozwój psychiczny. A teraz ciągle się powtarza hasła; najpierw TY, potem długo, długo nic i w końcu reszta świata..
Tak jak piszesz, jak ktoś wie, że będzie się czuł niekomfortowo, to po prostu odmawia przyjścia ale jak już się decyduje pójść, to wypada się zachowywać jak człowiek.
Szczerze? Ja to mam wrażenie nawet, że niektóre chłopy to specjalnie wybierały profesję wykładowcy uniwersyteckiego, żeby tylko móc na co dzień obcować z młodymi kobietami.chleb_ze_smalcem pisze: ↑sob lip 11, 2026 1:12 pm Wszelkie związki zaczęte od relacji nauczyciel- uczeń są dla mnie creepne. Pamiętam ze studiów, że to nie było takie rzadkie, że profesorek był w związku z byłą swoją studentką. Za moich czasów żaden taki związek nie powstał wśród tych którzy mnie uczyli ale plotki chodziły kto ma żonę/ dziewczynę która kiedyś uczył. Ble
Jeden taki typ co wykładał i hurtowo obracał studentki, kiedys się komuś przyznał, że na swojej liście obecności kropką przy nazwisku zaznaczał, która studentka jest "ruchable", a która nie. Kosmos.