Jaki rodzaj aktywności fizycznej wybieracie na codzień?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Jaki rodzaj aktywności fizycznej wybieracie na codzień?
Chciałabym zacząc przygodę z boksem, lecz obawiam się odnowiebia urazów stawów skokowych oraz agresywnych zachowań od współćwiczących. Ktoś z Was trenuje/ trenował? Jakie macie doświadczenia?
-
Penelopeia
- Gacie z oceanu
- Posty: 42
- Rejestracja: pt lip 03, 2026 12:18 pm
Mnie ostatnio nic się nie chce :-D I właśnie mam problem z tym, żeby zacząć, a potem utrzymać aktywność. Co w ogóle jest ciekawe, bo w pandemii schudłam 30 kilo przez regularny ruch, głównie dalekie i szybkie marsze (+ trochę ćwiczeń siłowych) – byłam z siebie mega dumna i bardzo się sobie podobałam. Potem życie mnie dojechało i wróciła mi większość ze straconych kilogramów, co dodatkowo mnie podłamało. Motywacji nie mam, a partner, który też w tym samym czasie zrzucił 30 kg, nie wspiera za bardzo, bo „skoro wtedy ci się udało, to teraz też powinno” (on utrzymuje wagę, ma wysoką motywację wewnętrzną, codziennie od kilku lat chodzi 15 km niezależnie od pogody, nie opuścił ani jednego dnia i niedługo okrąży Ziemię ;) ). Tylko że dla mnie nie jest to już takie proste... Bywają dni, że wkręcę się np. w bieganie i udaje mi się regularnie biegać, a potem nic. W inne dni zmuszam się, zeby iść do pracy pieszo i tak samo wrócić (mam niedaleko, bo 5 km w jedną stronę), a potem długie tygodnie nic, nie chce mi się. Staram się jeszcze chociaż raz na miesiąć, dwa być na parkrunie, ale to za mało. W 2024 biegałam regularnie (choć wolno), brałam udział w biegach. W tym roku zapisałam się tylko na jeden pod koniec sierpnia i naprawdę nie wiem, czy pobiegnę, bo w ogóle nie mogę się zmusić do wyjścia, żeby potrenować. Oczywiście jak już wyjdę, to jest fajnie, dobrze się czuję potem, nawet jak pójdzie mi średnio. Ogólnie lubię bardzo treningi siłowe, ale nie chce mi się chodzić na siłkę. Mam trochę sprzętu w domu, ale z kolei irytuje mnie (a mam krótki zapłon :-D ), że mam w domu mało miejsca i naprawdę muszę kombinować, zeby o nic się nie obijać, nie przygnieść kota sztangą itp.
Nie wiem, jak wyjść z tego błędnego koła, a serio potrzebuję zrzucić te kilogramy. Zajadam też stres i emocje. Nie lubię ćwiczyć z innymi ludźmi, a sama nie jestem w stanie się zmusić. I tak się kółko zamyka.
Nie wiem, jak wyjść z tego błędnego koła, a serio potrzebuję zrzucić te kilogramy. Zajadam też stres i emocje. Nie lubię ćwiczyć z innymi ludźmi, a sama nie jestem w stanie się zmusić. I tak się kółko zamyka.
- IrlandkazWarszawy
- Samarka
- Posty: 692
- Rejestracja: pt kwie 25, 2025 1:45 pm
No niestety na moim przykładzie mogę powiedzieć czy się chce, czy się nie chce to idę i biegam.Penelopeia pisze: ↑pt lip 03, 2026 12:57 pm Mnie ostatnio nic się nie chce :-D I właśnie mam problem z tym, żeby zacząć, a potem utrzymać aktywność. Co w ogóle jest ciekawe, bo w pandemii schudłam 30 kilo przez regularny ruch, głównie dalekie i szybkie marsze (+ trochę ćwiczeń siłowych) – byłam z siebie mega dumna i bardzo się sobie podobałam. Potem życie mnie dojechało i wróciła mi większość ze straconych kilogramów, co dodatkowo mnie podłamało. Motywacji nie mam, a partner, który też w tym samym czasie zrzucił 30 kg, nie wspiera za bardzo, bo „skoro wtedy ci się udało, to teraz też powinno” (on utrzymuje wagę, ma wysoką motywację wewnętrzną, codziennie od kilku lat chodzi 15 km niezależnie od pogody, nie opuścił ani jednego dnia i niedługo okrąży Ziemię ;) ). Tylko że dla mnie nie jest to już takie proste... Bywają dni, że wkręcę się np. w bieganie i udaje mi się regularnie biegać, a potem nic. W inne dni zmuszam się, zeby iść do pracy pieszo i tak samo wrócić (mam niedaleko, bo 5 km w jedną stronę), a potem długie tygodnie nic, nie chce mi się. Staram się jeszcze chociaż raz na miesiąć, dwa być na parkrunie, ale to za mało. W 2024 biegałam regularnie (choć wolno), brałam udział w biegach. W tym roku zapisałam się tylko na jeden pod koniec sierpnia i naprawdę nie wiem, czy pobiegnę, bo w ogóle nie mogę się zmusić do wyjścia, żeby potrenować. Oczywiście jak już wyjdę, to jest fajnie, dobrze się czuję potem, nawet jak pójdzie mi średnio. Ogólnie lubię bardzo treningi siłowe, ale nie chce mi się chodzić na siłkę. Mam trochę sprzętu w domu, ale z kolei irytuje mnie (a mam krótki zapłon :-D ), że mam w domu mało miejsca i naprawdę muszę kombinować, zeby o nic się nie obijać, nie przygnieść kota sztangą itp.
Nie wiem, jak wyjść z tego błędnego koła, a serio potrzebuję zrzucić te kilogramy. Zajadam też stres i emocje. Nie lubię ćwiczyć z innymi ludźmi, a sama nie jestem w stanie się zmusić. I tak się kółko zamyka.
Jak sama się nie zmusisz i nie będziesz zdyscyplinowana to wiadomo - nie uda się.
W Polsce jeszcze pogoda jako tako, ale u mnie czasami są takie ekstremalne warunki - bardzo silny wiatr i deszcz prosto w twarz, a i tak wychodzę i biegnę.
Jako trener mogę ci zalecić jedynie, żebyś robiła cokolwiek w danym momencie masz ochotę robić. Masz ochotę i możliwość spaceru? Idź. W trakcie spaceru zrób kilka przysiadów, pajacyków etc. Lepsze to niż nicgeviedsalie pisze: ↑śr wrz 03, 2025 11:37 am Mam problem z przekonaniem się do codziennego ruchu. Nie muszę chudnąć, więc nie mam typowej motywacji do tego, ale rozsądek podpowiada że przydałoby się trochę aktywności.
Wszelkie ćwiczenia w domu, czy to joga czy z ciężarkami to jest dla mnie na chwilę, później ciężko mi się zmotywować. Zajęcia poza domem z grupą ludzi zazwyczaj są drogie chcąc przychodzić regularnie. Biegać nie mogę ze względu na kręgosłup, pływać nie umiem. Na siłowni byłam raz, za bardzo się wstydziłam żeby wejść na jakąś maszynę, więc skończyłam na rowerku.
Co wybieracie na codzień i co polecacie, nie tyle na schudnięcie, a po prostu utrzymanie zdrowego ciała?
TrenerZLasu
-
Penelopeia
- Gacie z oceanu
- Posty: 42
- Rejestracja: pt lip 03, 2026 12:18 pm
Ja to bardzo dobrze wiem, bo jak wspominałam, kiedyś sporo schudłam i ruch był dla mnie naturalny, umiałam sama siebie zmotywować. Czasami udaje mi się wyjść i robić mimo "niechcemisia", ale ostatnie miesiace to już totalny dół niechcemisiowania ;)IrlandkazWarszawy pisze: ↑sob lip 04, 2026 8:54 am No niestety na moim przykładzie mogę powiedzieć czy się chce, czy się nie chce to idę i biegam.
Jak sama się nie zmusisz i nie będziesz zdyscyplinowana to wiadomo - nie uda się.
A może niedobory jakieś masz? Żelazo, witamina D, może tarczyca niedomaga?Penelopeia pisze: ↑ndz lip 05, 2026 12:51 pm Ja to bardzo dobrze wiem, bo jak wspominałam, kiedyś sporo schudłam i ruch był dla mnie naturalny, umiałam sama siebie zmotywować. Czasami udaje mi się wyjść i robić mimo "niechcemisia", ale ostatnie miesiace to już totalny dół niechcemisiowania ;)
-
Penelopeia
- Gacie z oceanu
- Posty: 42
- Rejestracja: pt lip 03, 2026 12:18 pm
Niedawno wszystko sprawdzałam - rzeczywiście wit. D mam blisko dolnej granicy i zaczęłam suplementować (chociaż często o tym zapominam...). Żelazo ok, ferrytyna niska, też na granicy. Będę szła niedługo do swojego lekarza po skierowanie do neurologa, to pogadam. Nie pomyślałam, ze może to mieć wpływ na samopoczucie (to znaczy - nie, że aż takie). Dzięki za ten ślad.
-
Penelopeia
- Gacie z oceanu
- Posty: 42
- Rejestracja: pt lip 03, 2026 12:18 pm
Penelopeia pisze: ↑pn lip 06, 2026 8:15 am Niedawno wszystko sprawdzałam, tarczyca ok, ale rzeczywiście wit. D mam blisko dolnej granicy i zaczęłam suplementować (chociaż często o tym zapominam...). Żelazo ok, ferrytyna niska, też na granicy. Będę szła niedługo do swojego lekarza po skierowanie do neurologa, to pogadam. Nie pomyślałam, ze może to mieć wpływ na samopoczucie (to znaczy - nie, że aż takie). Dzięki za ten ślad.
Podobno ferrytyna powinna dla dobrego samopoczucia być w granicach 60-100. Sama usiłuję to podnieść dietą, bo mam niżej, ale nie na tyle nisko, żeby suplementować... Łatwo jest doprowadzić do niedoborów, jak się próbuje schudnąć, bo często właśnie niewiele je się tych produktów z wysokim żelazem, a dużo takich, które blokują jego wchłanianie (jak chudy nabiał chociażby, bo ma dużo wapnia, które ogranicza wchłanianie żelaza). Więc łatwo wpaść w takie błędne koło - ograniczamy kcal, ale coraz mniej energii mamy na ruch (zwłaszcza taki pozatreningowy), więc coraz mniej kcal potrzebujemy i nie chudniemy, itd. A jak jeszcze niedobory dojdą, to człowiek sam nie wie co ze sobą zrobić, bo energia leci na łeb na szyję.Penelopeia pisze: ↑pn lip 06, 2026 8:15 am Niedawno wszystko sprawdzałam - rzeczywiście wit. D mam blisko dolnej granicy i zaczęłam suplementować (chociaż często o tym zapominam...). Żelazo ok, ferrytyna niska, też na granicy. Będę szła niedługo do swojego lekarza po skierowanie do neurologa, to pogadam. Nie pomyślałam, ze może to mieć wpływ na samopoczucie (to znaczy - nie, że aż takie). Dzięki za ten ślad.
Powodzenia w każdym razie, bo wiem o co chodzi z tym "niechcemisie", i jest to stan bardzo nieprzyjemny
-
Penelopeia
- Gacie z oceanu
- Posty: 42
- Rejestracja: pt lip 03, 2026 12:18 pm
Dzięki za ten głos. Podejrzewam, ze ferrytyna spadła mi te parę lat temu, jak zrzuciłam 30 kilo - ale tedy nie sprawdzałam. Od półtora roku oprócz krwi oddaję też płytki i pomyślałam, żeby to sprawdzić (moja lekarka jakoś nigdy mi tego nie dała, dopiero teraz, jak poprosiłam). Tak że spróbuję się tym bardziej zainteresować.Barasia pisze: ↑pn lip 06, 2026 11:40 am Podobno ferrytyna powinna dla dobrego samopoczucia być w granicach 60-100. Sama usiłuję to podnieść dietą, bo mam niżej, ale nie na tyle nisko, żeby suplementować... Łatwo jest doprowadzić do niedoborów, jak się próbuje schudnąć, bo często właśnie niewiele je się tych produktów z wysokim żelazem, a dużo takich, które blokują jego wchłanianie (jak chudy nabiał chociażby, bo ma dużo wapnia, które ogranicza wchłanianie żelaza). Więc łatwo wpaść w takie błędne koło - ograniczamy kcal, ale coraz mniej energii mamy na ruch (zwłaszcza taki pozatreningowy), więc coraz mniej kcal potrzebujemy i nie chudniemy, itd. A jak jeszcze niedobory dojdą, to człowiek sam nie wie co ze sobą zrobić, bo energia leci na łeb na szyję.
Powodzenia w każdym razie, bo wiem o co chodzi z tym "niechcemisie", i jest to stan bardzo nieprzyjemny![]()
Hej. Spacery to moja ulubiona aktywność. I właściwie jedyna jeżeli chodzi o ruch , kocham wędrować- mam nawet swoją ulubiona ścieżkę spacerowa. Nie lubię uprawiać sportu,a zwlaszcza takiego,który jest związany z jakąkolwiek piłka
-
dzikajagoda
- Gacie z oceanu
- Posty: 45
- Rejestracja: czw mar 19, 2026 4:03 am
Kiedyś dużo pilatesu, pływanie bieganie. Dzisiaj nic. Spacery to dobry pomysł .