Może i jest, ale to się dzieje w obrębie parady. Mi bardziej przeszkadza jak w randomowy dzień dziewczyna jedzie z całym dupskiem na wierzchu niż jak jest parada, konkretna konwencja i ktoś jest ubrany wyzywająco.Pilu pisze: ↑czw cze 18, 2026 2:01 pm Ulica to nie miejsce na pokazywanie tylka. Na plazy mozna.
Sa pewne miejsca i okolicznosci kiedy konkretny stroj (lub jego brak) jest dozwolony i akceptowany. Na plazy nikogo nie oburzy widok kobiety czy nawet chlopa w stringach. Natomiast paradowanie po ulicy z golym tylkiem jest niesmaczne.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
To jest w sumie przykre, że ludzie odmawiają innym pokazywania tzw. "dupy na ulicy" nawet w ramach oczywistej konwencji, jaką jest parada równości. I dlatego właśnie te parady muszą mieć miejsce, bo prawa tych ludzi są brutalnie oceniane, krytykowane i tłamszone, chociażby przez wyrażanie takich poglądów. Co do tego rodzaju "pokazywania dupy na ulicy", jak i każdego innego, istnieje magiczny przycisk z napisem "nie oglądaj", życie staje się wtedy o wiele łatwiejsze i nie musimy się denerwować. Możemy się wyłączyć z tego, nie mamy obowiązku mentalnie uczestniczyć we wszystkim i wszędzie. I to jest tylko i wyłącznie nasza decyzja, czy to zrobimy, czy nie.
Co do nielubienia Berlina przez Niemców, to jednak jest tak, że Berlina się nie lubi lub się z niego podśmiechuje ze względu na bałagan administracyjno-organizacyjny i indolencję polityków, a nie na "gejów" i ich zwyczaje. Naprawdę, nie ma w tym kraju aż takiej obsesji na tym punkcie, jak u nas.
Co do nielubienia Berlina przez Niemców, to jednak jest tak, że Berlina się nie lubi lub się z niego podśmiechuje ze względu na bałagan administracyjno-organizacyjny i indolencję polityków, a nie na "gejów" i ich zwyczaje. Naprawdę, nie ma w tym kraju aż takiej obsesji na tym punkcie, jak u nas.
Uważam, że jest jakaś granica tego, co powinno się robić czy pokazywać na ulicy. Nieważne o jakiej grupie mówimy i czy jej prawa są tłamszone czy nie, cokolwiek to w ogóle znaczy, bo to też inna dyskusja - stosowność do sytuacji przestaje istnieć?
Nie no wiadomo, że nie. Ale ja to trochę rozróżniam, np. jeśli wchodzą do autobusu rozwydrzone bachory typu nastolatki i się drą, klną i odwalają, to to jest według mnie ta granica, ale jak baba jedzie w szortach, w których widać pół tyłka, niech se jedzie, bo raczej nie mówię o sytuacjach, gdzie ktoś wejdzie bez stanika goły, bo to się raczej nie zdarza. No a konwencja typu parada, to niech sobie choć raz w roku przez kilka godzin pofolgują, mi to krzywdy nie robi. Też mi się wiele rzeczy nie podoba, np. ubrania ludzi na ulicach / siłowni / gdziekolwiek, ale przecież im nie zabronię się kiepsko (w mojej ocenie) ubierać.
Afera z salonikiem VIP w szpitalu w Warszawie. Politycy KO mieli szybszy dostęp do lekarzy, badań, operacji, czekali na zabiegi w oddzielnej sali, która została zabrana pacjentom po operacjach kręgosłupa - skandal.
Niepopularna opinia - wszystko niestety rozejdzie się po kościach, bo te układy trzymają się mocno.
Niepopularna opinia - wszystko niestety rozejdzie się po kościach, bo te układy trzymają się mocno.
Moim zdaniem Polska to idealny biznes dla lekarzy i firm farmaceutycznych, bo społeczeństwo uwielbia się leczyć i wydawać hajs na leki. Katar u dziecka – lekarz, kaszelek – syropek, gorączka – antybiotyk. Ludzie często oczekują recepty po każdej wizycie i ozdrowienia w dwa dni. Efekt jest taki, że grafiki lekarzy są zapchane masą wizyt, które często mogłyby się obyć bez konsultacji. Potem, gdy pojawia się naprawdę poważny problem zdrowotny, okazuje się, że na NFZ trzeba czekać miesiącami i człowiek jest zmuszony iść prywatnie
Akurat u dzieci infekcję mogą rozwijać się błyskawicznie z katarku do zapalenia płuc/oskrzeli. Tak samo dziecięce nowotwory rozwijają się szybciej. Stąd pewnie wielu rodziców woli dmuchać na zimne i nie ignorować objawów.jenta pisze: ↑czw cze 18, 2026 7:27 pm Moim zdaniem Polska to idealny biznes dla lekarzy i firm farmaceutycznych, bo społeczeństwo uwielbia się leczyć i wydawać hajs na leki. Katar u dziecka – lekarz, kaszelek – syropek, gorączka – antybiotyk. Ludzie często oczekują recepty po każdej wizycie i ozdrowienia w dwa dni. Efekt jest taki, że grafiki lekarzy są zapchane masą wizyt, które często mogłyby się obyć bez konsultacji. Potem, gdy pojawia się naprawdę poważny problem zdrowotny, okazuje się, że na NFZ trzeba czekać miesiącami i człowiek jest zmuszony iść prywatnie
Polacy to hipochondrycy.jenta pisze: ↑czw cze 18, 2026 7:27 pm Moim zdaniem Polska to idealny biznes dla lekarzy i firm farmaceutycznych, bo społeczeństwo uwielbia się leczyć i wydawać hajs na leki. Katar u dziecka – lekarz, kaszelek – syropek, gorączka – antybiotyk. Ludzie często oczekują recepty po każdej wizycie i ozdrowienia w dwa dni. Efekt jest taki, że grafiki lekarzy są zapchane masą wizyt, które często mogłyby się obyć bez konsultacji. Potem, gdy pojawia się naprawdę poważny problem zdrowotny, okazuje się, że na NFZ trzeba czekać miesiącami i człowiek jest zmuszony iść prywatnie
Jestem za organizowanem spotkań zamiast wysyłania maila 
Wydaje mi się, że to niepopularne (przynajmniej sądząc po rolkach, które ciągle podsuwa mi instagram). Ton, mimika itd. naprawdę działają na korzyść przekazywania informacji + spotkania zajmują (przynajmniej mi) znacznie mniej czasu, bo część pytań i odpowiedzi wlatuje na gorąco, a nie muszę pisać i myśleć nad każdym słowemw, czy na pewno wyraziłam się w jasny sposób.
To nastawienie, że ludzie wolą załatwiać wszystko mailem wynika nie tylko ze zmian pokoleniowych (że te Zetki takie introwertyczne i dzikie buu), ale też z doświadczeń związanych ze złym zarządzaniem, gdzie osoba organizująca spotkanie nie poświęca rozmówcom wystarczającej uwagi lub nie umie się na bieżąco merytorycznie wypowiedzieć.
Wydaje mi się, że to niepopularne (przynajmniej sądząc po rolkach, które ciągle podsuwa mi instagram). Ton, mimika itd. naprawdę działają na korzyść przekazywania informacji + spotkania zajmują (przynajmniej mi) znacznie mniej czasu, bo część pytań i odpowiedzi wlatuje na gorąco, a nie muszę pisać i myśleć nad każdym słowemw, czy na pewno wyraziłam się w jasny sposób.
To nastawienie, że ludzie wolą załatwiać wszystko mailem wynika nie tylko ze zmian pokoleniowych (że te Zetki takie introwertyczne i dzikie buu), ale też z doświadczeń związanych ze złym zarządzaniem, gdzie osoba organizująca spotkanie nie poświęca rozmówcom wystarczającej uwagi lub nie umie się na bieżąco merytorycznie wypowiedzieć.
I potem się z tego robi wieczna pisanina i w końcu w ogóle nie wiadomo o co chodzi, a wystarczyłoby wyjaśnić jednym telefonem. Poza tym w rozmowie ja się często orientuje, czy ktoś w ogóle wie, o czym do niego mówię - i często okazuje się, że nieSpotlyx pisze: ↑czw cze 18, 2026 9:33 pm Jestem za organizowanem spotkań zamiast wysyłania maila
Wydaje mi się, że to niepopularne (przynajmniej sądząc po rolkach, które ciągle podsuwa mi instagram). Ton, mimika itd. naprawdę działają na korzyść przekazywania informacji + spotkania zajmują (przynajmniej mi) znacznie mniej czasu, bo część pytań i odpowiedzi wlatuje na gorąco, a nie muszę pisać i myśleć nad każdym słowemw, czy na pewno wyraziłam się w jasny sposób.
To nastawienie, że ludzie wolą załatwiać wszystko mailem wynika nie tylko ze zmian pokoleniowych (że te Zetki takie introwertyczne i dzikie buu), ale też z doświadczeń związanych ze złym zarządzaniem, gdzie osoba organizująca spotkanie nie poświęca rozmówcom wystarczającej uwagi lub nie umie się na bieżąco merytorycznie wypowiedzieć.
Jak mi zetka mówi, że jest introwertykiem, to często iksde
-
123wiosna123
- Luźny dzień ze mną
- Posty: 4760
- Rejestracja: śr mar 20, 2024 10:27 am
Serio powiedz bo naprawde nie wiem i nie potrafię zrozumieć co ma dokazywanie dupy do walczenia o swoje prawa? W jaki sposób ta walka sie odbywa poprzez pokazywanie ciała? Co to ma dać?Verbena95 pisze: ↑czw cze 18, 2026 3:38 pm To jest w sumie przykre, że ludzie odmawiają innym pokazywania tzw. "dupy na ulicy" nawet w ramach oczywistej konwencji, jaką jest parada równości. I dlatego właśnie te parady muszą mieć miejsce, bo prawa tych ludzi są brutalnie oceniane, krytykowane i tłamszone, chociażby przez wyrażanie takich poglądów. Co do tego rodzaju "pokazywania dupy na ulicy", jak i każdego innego, istnieje magiczny przycisk z napisem "nie oglądaj", życie staje się wtedy o wiele łatwiejsze i nie musimy się denerwować. Możemy się wyłączyć z tego, nie mamy obowiązku mentalnie uczestniczyć we wszystkim i wszędzie. I to jest tylko i wyłącznie nasza decyzja, czy to zrobimy, czy nie.
Co do nielubienia Berlina przez Niemców, to jednak jest tak, że Berlina się nie lubi lub się z niego podśmiechuje ze względu na bałagan administracyjno-organizacyjny i indolencję polityków, a nie na "gejów" i ich zwyczaje. Naprawdę, nie ma w tym kraju aż takiej obsesji na tym punkcie, jak u nas.
- Adam_z_Rozdrazewa
- GreckieWakacje
- Posty: 281
- Rejestracja: pt maja 23, 2025 4:00 pm
Mieszkam w kraju który ma znacznie mniej wizyt lekarskich z powodu zwykłych infekcji wirusowych, które ustępują samoistnie, na które antybiotyki i tak nie działają. Jednocześnie nie obserwuje katastrofalnie gorszych wyników zdrowotnych dzieci. Tu jest podejście bardziej oparte na obserwacji objawów alarmowych niż na natychmiastowej konsultacji przy pierwszym kichnięciu. Nie chodzi o ignorowanie objawów, bo nie należy, tylko gdzie postawić granicę między rozsądną obserwacją a bieganiem do lekarza przy każdym katarku.
Widzę po znajomych z polski, którzy dokumentują całe życie w internecie, i po niektórych influ, że syropki i wizyty u lekarza są na porządku dziennym. Jednocześnie zdarza się, że dziecko dostaje lek, a następnego dnia mimo wczorajszej gorączki i "dziecko mi umiera na rękach" jest już wysyłane do przedszkola albo zabierane na salki zabaw. Dla mnie większym problemem jest właśnie to, że zamiast dać organizmowi czas na regenerację, często próbujemy jak najszybciej postawić dziecko (w sumie dorosłego również) na nogi i wrócić do normalnego trybu.
Mam też koleżanki Polki mieszkające obok, które potrafią wykłócać się o antybiotyk, bo koleżanka w Polsce przy podobnych objawach dostała go dla swojego dziecka, więc one też go oczekują. Tutejsci lekarze są dużo bardziej powściągliwi w przepisywaniu antybiotyków i nie traktują ich jako rozwiązania na każdą infekcję.
takie osoby też są. Tylko ja najczęściej spotykam się z nimi wtedy, kiedy sam lek już nie wystarczy i trzeba coś zmienić w swoim stylu życia. Lekarz mówi: schudnąć, zmienić dietę, rzucić palenie, więcej się ruszać, a pacjent odpowiada, że całe życie tak żył i nie ma zamiaru nic zmieniać. Potem pojawia się narracja, że lekarze się nie znają i nie ma sensu do nich chodzić.Adam_z_Rozdrazewa pisze: ↑pt cze 19, 2026 6:26 am I tak i nie. Bo jest też mnóstwo osób która do lekarzy nie chodzi, mają gdzieś profilaktykę a na wizytę idą już z takimi objawami że na skuteczną pomoc może być za późno
Podobnie jest z badaniami. Jeśli ktoś dostanie skierowanie na nieprzyjemne badanie, np. per rectum czy kolonoskopię, to często ani nie zrobi badania, ani nie wróci do lekarza po dalszą diagnostykę.
Też i tak i nie. Sama sie zastanwiam po co te kampanie marketingowe o profilaktyce jak idziesz z obiawami i słyszysz "taka Pani uroda", "ale przecież Pani szczupła jest" "panikuje Pani", albo ulubione "po ciązy przejdze".Adam_z_Rozdrazewa pisze: ↑pt cze 19, 2026 6:26 am I tak i nie. Bo jest też mnóstwo osób która do lekarzy nie chodzi, mają gdzieś profilaktykę a na wizytę idą już z takimi objawami że na skuteczną pomoc może być za późno
A potem jak już sie rozwinie do zaawansowanego stadium "CZEMU PANI NIC Z TYM NIE ROBIŁA, TRZEBA WCZESNUEJ REAGOWAĆ"
dokładnie, mnie bawi jak ci celebryci mówią "kochani badajcie się!" jak idziesz do lekarza, a on ci nawet skierowania na zwykłą morfologię żałujePEONIA pisze: ↑pt cze 19, 2026 9:40 am Też i tak i nie. Sama sie zastanwiam po co te kampanie marketingowe o profilaktyce jak idziesz z obiawami i słyszysz "taka Pani uroda", "ale przecież Pani szczupła jest" "panikuje Pani", albo ulubione "po ciązy przejdze".
A potem jak już sie rozwinie do zaawansowanego stadium "CZEMU PANI NIC Z TYM NIE ROBIŁA, TRZEBA WCZESNUEJ REAGOWAĆ"
- Adam_z_Rozdrazewa
- GreckieWakacje
- Posty: 281
- Rejestracja: pt maja 23, 2025 4:00 pm
Owszem, zgadzam się z tym że tak jest. Krótko mówiąc myślę że nie ma co generalizować że Polacy to hipochondrycyPEONIA pisze: ↑pt cze 19, 2026 9:40 am Też i tak i nie. Sama sie zastanwiam po co te kampanie marketingowe o profilaktyce jak idziesz z obiawami i słyszysz "taka Pani uroda", "ale przecież Pani szczupła jest" "panikuje Pani", albo ulubione "po ciązy przejdze".
A potem jak już sie rozwinie do zaawansowanego stadium "CZEMU PANI NIC Z TYM NIE ROBIŁA, TRZEBA WCZESNUEJ REAGOWAĆ"
Ja kiedyś usłyszałam, i to w głównym szpitalu w moim mieście, że jestem "przewrażliwiona" - od razu głupią babę zjebałam za ten tekst. Ja tu przychodzę, żeby mnie wyleczyli / postawili diagnozę, a komentarze mogą sobie ewentualnie omawiać z koleżanką na kawie. Ocenę stosowności poziomu zdenerwowania chorobą proszę pozostawić mi, wasza ocena mnie serdecznie nie interesuje. Strasznie mnie coś takiego wkurza.PEONIA pisze: ↑pt cze 19, 2026 9:40 am Też i tak i nie. Sama sie zastanwiam po co te kampanie marketingowe o profilaktyce jak idziesz z obiawami i słyszysz "taka Pani uroda", "ale przecież Pani szczupła jest" "panikuje Pani", albo ulubione "po ciązy przejdze".
A potem jak już sie rozwinie do zaawansowanego stadium "CZEMU PANI NIC Z TYM NIE ROBIŁA, TRZEBA WCZESNUEJ REAGOWAĆ"
Ale tak, zgadzam się, że tak gadają, a potem, że trzeba było wcześniej przyjść.
Poza tym, jeśli lekarz / lekarka są oblepieni symbolami statusu typu ciuchy z widocznym logo, obwieszenie złotem / pierścionkami, porobieni botoksem, to już wiem, kto w tym gabinecie jest najważniejszy - i nie jestem to ja. Więc takich lekarzy unikam, nie mam do nich zaufania.
- SmokAnalog
- Parzucha
- Posty: 2095
- Rejestracja: czw lut 29, 2024 2:45 pm
Ciekawe, czy karnawał w Rio, gdzie przecież też o widok gołej dupy lub cycków na ulicy nietrudno również spotyka się z tak surową krytyką strażników moralności, którym nie podobają się parady LGBT. 
Mnie akurat taka estetyka średnio się podoba, ale nie oceniam.
Mnie akurat taka estetyka średnio się podoba, ale nie oceniam.
Żyjesz w zboczonym świecie iluzji ego.
Wiekszość z was to parady równości widziała chyba tylko w TVP za czasów pisu. Tak się składa, że co roku jestem na paradzie w WWA i raz, może dwa widziałam gołą dupę. Więcej golizny widywałam na paradach studentów w Olsztynie w czasie Kortowiady i jakoś tego nikt sie nie czepiał XDDD
i am a god
- MissNobody66
- Szarlotta
- Posty: 444
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Ze zdrowiem i leczeniem to jest temat rzeka. Na pewno w Polsce jest masowa nadkonsumpcja witamin i suplementów bez oznaczenia niedoborów oraz leków nlpz. Z drugiej zaś strony nie wiem jak teraz bo nie posiadam dzieci ale w latach mojego dzieciństwa bezustannie faszerowalo się dzieci antybiotykami co nie wyszło (na pewno mi bo odpowiadam za siebie) na zdrowie.
A ogólnie to wczoraj przeczytałam w internecie że ktoś usłyszał od lekarza medycyny pracy że chorób się nie leczy tylko zalecza i to jest smutna prawda i w tym kontekście nie dziwię się aż tak że ludzie nie chcą chodzić do lekarza skoro wiedzą że wyleczyć to można przeziębienie, a wiele chorób będziesz leczyć do usranej śmierci przy okazji często nie podnosząc jakości swojego życia.
A ogólnie to wczoraj przeczytałam w internecie że ktoś usłyszał od lekarza medycyny pracy że chorób się nie leczy tylko zalecza i to jest smutna prawda i w tym kontekście nie dziwię się aż tak że ludzie nie chcą chodzić do lekarza skoro wiedzą że wyleczyć to można przeziębienie, a wiele chorób będziesz leczyć do usranej śmierci przy okazji często nie podnosząc jakości swojego życia.
Każdy jest kowalem swojego losu, ale nie każdy dostaje młotek.
Zadziwia mnie to, jak często zdarza nam się zapominać i przechodzimy do porządku dziennego nad tym, w jak bardzo meskocentrycznym świecie żyjemy. I ok, nie zaprzeczam jakimś osiągnięciom ruchów feministycznych, pytanie co im się udaje osiągnąć dzisiaj. Ale nie o tutaj chodzi. Właściwie to największym problemem jest tutaj kwestia relacji damsko - męskich - uważam, że w kwestiach matrymonialnych to faceci... rozdają karty. Reguły relacji damsko - męskich są ustalane przez mężczyzn, to oni decydują jak to wszystko wygląda. To mężczyźni częściej zdradzają, zwykle odchodzą od kobiet do tych młodszych, "nudzą" się w długoletnich relacjach, perfidnie zostawiaja kobiety ze wspólnym dzieckiem i nie płacą alimentów. Polska ma często twarz kobiety po rozwodzie/rozstaniu, zmuszonej do samodzielnej egzystencji z dzieckiem, którego tatuś nie płaci alimentów i ta kobieta sama musi brać się za bary z życiem.
A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Często się spotyka taki obrazek...Dziewczyna 20+, ładna/atrakcyjna, z powodzeniem - może przebierać w mężczyznach, niejeden chciałby z nią być. I ona wybiera jakiegoś typa, starszego o 15 - 20 lat, "z możliwościami", który być może nawet porzucił dla niej żonę z dzieckiem/dziećmi i jest gotów dać jej "cały świat". I taka dziewczyna czuję się wyróżniona, buduje jej to samoocenę i ma poczucie, że sporo wygrała i w ogóle wszystko rozgrywa... Takich obrazków jest trochę. I szczerze? Jak byłam młodsza, to - wstyd się przyznać - ale też tak myślałam. Teraz do mnie dochodzi po prostu, jak słabe to było myślenie. Jakieś teksty typu "WHO run the world? Girls" to takie bajanie dla głupich. Laska myśli, że tyle wygrała, bo znalazła gościa, który rzucił dla niej wszystko, ale UPS... Był 20 lat starszy, a jej kartą przetargową były młodość i uroda. I tak naprawdę to ona jest zabawką, bo to FACECI WYBIERAJĄ, a nie jest do końca tak, że to ona wybrała. Spróbujcie się postawić w sytuacji tej drugiej płci - przechodzicie x związków, ok. 30 - tki decydujecie się związać z tą kobietą, którą niby kochacie i uważacie, że jest najbardziej właściwa, kompatybilna - odpowiada Wam jej osobowość, poczucie humoru, dobrze Wam się spędza czas razem. Wchodzicie w związek, zwykle są dzieci, dobrze Wam się układa, mijają lata...I dziwnym trafem te dobre związki rozpadają się prawie zawsze kiedy oboje mają ok. 40 - 50 lat. I kolejny dziwny traf - facet po takim związku zwykle szybciej wchodzi w kolejny i jego partnerka PRAWIE ZAWSZE jest młodsza o 10 - 15 lat. Gdyby ci ludzie się rozstawali i mężczyźni tak samo jak ich byłe partnerki wchodzili w związek z rówieśniczkami, to NIC bym nie powiedziała i moja optyka byłaby inna - że ludzkie się rozstają, związki się wypalają i ludzie mają prawo wejść w inny związek. Ale jakoś "dziwnie" jest inaczej i wchodzenie w związku przez panów m.in. ok. 40 - tki z młodszymi od siebie kobietami ZAWSZE będzie mi śmierdzieć. Kobiety nic nie rozgrywają, są w zasadzie zabawkami w rękach mężczyzn i ich okres przydatności jest krótki - czyli tak długi jak trwają ich młodość i uroda, potem są wymieniane na inny obiekt, młodszy i przynajmniej tak samo ładny. Młodość i uroda to największy oręż w rękach kobiety. I teraz ktoś zapyta - i ty serio w to wierzysz? Będziesz koleżankom gadać takie rzeczy? No nie. Wkurzam się tylko, że tak to wygląda.
Jednocześnie nigdy nie zapomnę gadek pewnej kobiety, która wiecznie miała syndrom, że "czas jej wycieka"...Jej ulubione teksty to było "So many men, so little time" i jeszcze jeden najgorszy - że "Jak babka ma 28 lat, to jeszcze może, ale za 5 lat jej wartość matrymonialna będzie niższa od wartości ekspedientki w Żabce". Wtedy byłam za młoda, żeby się zastanawiać nad tym tekstem, teraz za taki tekst nie podałalbym ręki. Kobieta, która sama uważa się za produkt i przystaje na to, że największą wartością kobiety jest młoda i uroda strzela sobie w kolano. I patrząc na życie tej pani, faktycznie tak było :D
Post wykreowany na fali wszystkich tych obecnych rozstań w showbiznesie ( Czarnecki, Prokop, teraz Kot, ten śmieszny Lichota).
Chciałabym żeby świat był lepszy dla kobiet, ale czy to się kiedykolwiek ziści?
A wiecie co jest w tym wszystkim najlepsze? Często się spotyka taki obrazek...Dziewczyna 20+, ładna/atrakcyjna, z powodzeniem - może przebierać w mężczyznach, niejeden chciałby z nią być. I ona wybiera jakiegoś typa, starszego o 15 - 20 lat, "z możliwościami", który być może nawet porzucił dla niej żonę z dzieckiem/dziećmi i jest gotów dać jej "cały świat". I taka dziewczyna czuję się wyróżniona, buduje jej to samoocenę i ma poczucie, że sporo wygrała i w ogóle wszystko rozgrywa... Takich obrazków jest trochę. I szczerze? Jak byłam młodsza, to - wstyd się przyznać - ale też tak myślałam. Teraz do mnie dochodzi po prostu, jak słabe to było myślenie. Jakieś teksty typu "WHO run the world? Girls" to takie bajanie dla głupich. Laska myśli, że tyle wygrała, bo znalazła gościa, który rzucił dla niej wszystko, ale UPS... Był 20 lat starszy, a jej kartą przetargową były młodość i uroda. I tak naprawdę to ona jest zabawką, bo to FACECI WYBIERAJĄ, a nie jest do końca tak, że to ona wybrała. Spróbujcie się postawić w sytuacji tej drugiej płci - przechodzicie x związków, ok. 30 - tki decydujecie się związać z tą kobietą, którą niby kochacie i uważacie, że jest najbardziej właściwa, kompatybilna - odpowiada Wam jej osobowość, poczucie humoru, dobrze Wam się spędza czas razem. Wchodzicie w związek, zwykle są dzieci, dobrze Wam się układa, mijają lata...I dziwnym trafem te dobre związki rozpadają się prawie zawsze kiedy oboje mają ok. 40 - 50 lat. I kolejny dziwny traf - facet po takim związku zwykle szybciej wchodzi w kolejny i jego partnerka PRAWIE ZAWSZE jest młodsza o 10 - 15 lat. Gdyby ci ludzie się rozstawali i mężczyźni tak samo jak ich byłe partnerki wchodzili w związek z rówieśniczkami, to NIC bym nie powiedziała i moja optyka byłaby inna - że ludzkie się rozstają, związki się wypalają i ludzie mają prawo wejść w inny związek. Ale jakoś "dziwnie" jest inaczej i wchodzenie w związku przez panów m.in. ok. 40 - tki z młodszymi od siebie kobietami ZAWSZE będzie mi śmierdzieć. Kobiety nic nie rozgrywają, są w zasadzie zabawkami w rękach mężczyzn i ich okres przydatności jest krótki - czyli tak długi jak trwają ich młodość i uroda, potem są wymieniane na inny obiekt, młodszy i przynajmniej tak samo ładny. Młodość i uroda to największy oręż w rękach kobiety. I teraz ktoś zapyta - i ty serio w to wierzysz? Będziesz koleżankom gadać takie rzeczy? No nie. Wkurzam się tylko, że tak to wygląda.
Jednocześnie nigdy nie zapomnę gadek pewnej kobiety, która wiecznie miała syndrom, że "czas jej wycieka"...Jej ulubione teksty to było "So many men, so little time" i jeszcze jeden najgorszy - że "Jak babka ma 28 lat, to jeszcze może, ale za 5 lat jej wartość matrymonialna będzie niższa od wartości ekspedientki w Żabce". Wtedy byłam za młoda, żeby się zastanawiać nad tym tekstem, teraz za taki tekst nie podałalbym ręki. Kobieta, która sama uważa się za produkt i przystaje na to, że największą wartością kobiety jest młoda i uroda strzela sobie w kolano. I patrząc na życie tej pani, faktycznie tak było :D
Post wykreowany na fali wszystkich tych obecnych rozstań w showbiznesie ( Czarnecki, Prokop, teraz Kot, ten śmieszny Lichota).
Chciałabym żeby świat był lepszy dla kobiet, ale czy to się kiedykolwiek ziści?
- koparka_walec
- Gacie z oceanu
- Posty: 40
- Rejestracja: śr paź 29, 2025 6:51 pm
No nie zgodzę się. Może w poprzednich pokoleniach tak to wyglądało, ale dzisiaj obserwuję co innego.Push pisze: ↑pt cze 19, 2026 11:32 pm Zadziwia mnie to, jak często zdarza nam się zapominać i przechodzimy do porządku dziennego nad tym, w jak bardzo meskocentrycznym świecie żyjemy. I ok, nie zaprzeczam jakimś osiągnięciom ruchów feministycznych, pytanie co im się udaje osiągnąć dzisiaj. Ale nie o tutaj chodzi. Właściwie to największym problemem jest tutaj kwestia relacji damsko - męskich - uważam, że w kwestiach matrymonialnych to faceci... rozdają karty. Reguły relacji damsko - męskich są ustalane przez mężczyzn, to oni decydują jak to wszystko wygląda. To mężczyźni częściej zdradzają, zwykle odchodzą od kobiet do tych młodszych, "nudzą" się w długoletnich relacjach, perfidnie zostawiaja kobiety ze wspólnym dzieckiem i nie płacą alimentów. Polska ma często twarz kobiety po rozwodzie/rozstaniu, zmuszonej do samodzielnej egzystencji z dzieckiem, którego tatuś nie płaci alimentów i ta kobieta sama musi brać się za bary z życiem.
Rzeczywiście wśród moich starszych (po 40.) znajomych i bliskich to kobiety były tymi "latajacymi za facetami" i tak samo zaobserwowałem głównie zdrady mężczyzn.
Z kolei już w moim wieku (po 30.) i zbliżonych sytuacja jest zupełnie odwrotna. Praktycznie każda znajoma koleżanka nie miała absolutnie żadnych problemów ze znalezieniem sobie partnera, niektóre miały wianuszek adoratorów non-stop i mogły sobie partnerów wybierać/zmieniać co chwila. U kolegów wyglądało to inaczej, jak już mieli partnerkę to stawiali na wieloletni związek.
Tak samo sprawa wygląda ze zdradami: wśród moich znajomych w moim wieku nie znam przypadku zdrady mężczyzny, za to kilka przypadków zdrad kobiet lub przymierzania się / flirtu z innymi, mając partnera.
Też doświadczyłem zdrady, to ja byłem tym celującym w długoletni związek, ślub, rodzinę, a partnerka po kilku latach postanowiła skupić się na szukaniu seksualnej ekscytacji na boku. Głupi ja, bo nie tylko wybaczyłem, ale prawie zgodziłem się na przejście na otwarty związek - w końcu to kobieta ustala reguły gry.
Pewnie, można napisać że to dowody anegdotyczne, ale tylko takie "statystyki" mam pod ręką. Ja, moi znajomi i znajomi znajomych.
Nie krytykuję tutaj kobiet - myślę, że średnio jednak obie strony zdradzają po równo i to zależy od konkretnego przypadku. Zależy na jaką parę trafisz.
Wydaje mi się jednak że pomiędzy pokoleniami role się trochę odwróciły. Kiedyś kobiety szukały męża by zapewnić sobie lepszy byt, więc mężczyzna w męsko-centrycznym społeczeństwie mający więcej środków pozwalających na dobre życie miał większą władzę.
Dziś kobiety są lepiej wykształcone, jest więcej dobrej pracy intelektualnej gdzie kobiety mogą się sprawdzać (w pracy fizycznej głównie mężczyźni) i wszyscy jesteśmy dookoła otaczani milionem innych rozrywek co sprawia że jedynym celem kobiety już nie staje znalezienie mężą/miłości. Z kolei tę lukę zaczynają wypełniać mężczyźni którym już nie jest tak łatwo znaleźć partnerkę ( bo kobiety nie lecą na pierwszego chętnego), mimo że bardzo poszukują miłości bo zostali wychowani nie na ciężkiej pracy w polu z rodzicami, tylko na bajkach Disneya o miłości i komediach romantycznych.
-
Katarzynaa123
Uważam, że w związkach z dużą różnicą wieku stroną, która bardziej na tej relacji korzysta jest ta starsza strona, a nie młodsza.
Dokładnie. I niejednoktronie pisałam - laski wiązą się dla kasy z dziadami starymi a tyle potem z tego mają co nic. Już nie raz w otoczeniu widziałam takie przypadki i zawsze się to konczy źle dla tych dziewczyn i to wcale tak nie wyglada, ze ona lezy i pachnie a on tylko kasę daje....dlatego mam swego rodzaju podziw dla Przetakiewiczowej, ze umiała wycisnąć z Kulczyka domy, kosztownosci i jakieś miliony. Zazwyczaj takie panny zasuwają za psi grosz na dwa etaty w jego firmie, ogarniają same dom, nie mają nic do powiedzenia ani do decydowania, musza znosić humory i na palcach chodzić wokół pana a on od czasu do czasu coś im kupi jak ma humor dobry.Katarzynaa123 pisze: ↑sob cze 20, 2026 12:05 pm Uważam, że w związkach z dużą różnicą wieku stroną, która bardziej na tej relacji korzysta jest ta starsza strona, a nie młodsza.