Nie potrafię schudnąć...
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
siedzenatarasie
- ŚpioszkiKenzo
- Posty: 3
- Rejestracja: wt maja 26, 2026 12:18 pm
Nie potrafię schudnąć...
Może problem jest błachy, ale nie wiem co robić. Czuję się strasznie niepewnie w swoim ciele. Po poprzednim rozstaniu przytyłam 15 kg i zupełnie się zaniedbałam. Potem było trochę lepiej, ale ostatnio znowu zajadam stres w pracy. Choć jestem w nowej relacji i partner mnie akceptuje, to ja czuję się ze sobą mega niefajnie. Nie noszę sukienek, spódnic, tylko worki bo się wstydzę. Żeby nie było, próbowałam odchudzać się z dietetyczką, była Chodakowska i skalpele i gotowe jadłospisy. Ale zawsze wracam do czekolady i słodyczy. Zawsze w stresie dopada mnie podjadanie. I tak od diety do diety. Badania tarczycowe i hormonalne wyszły mi ok, nie mam insulinooporności, więc wychodzi na to, że to po prostu moje lenistwo. Czy możecie coś doradzić? Co sprawdziło się u Was? 
Przede wszystkim poradzę udać się do psychologa. Sama miałam zaburzenia kompulsywnego objadania się, nie czułam głodu ale żarłam, bo inaczej tego nie nazwę. Zajadałam stres, smutek, wszelkie emocje. Dopiero faktycznie praca z psychologiem mi pomogła. Jeśli twój partner jest wyrozumiały, poproś go o pomoc. Na pewno wpłynie pozytywnie twoja zmiana na wasz związek i nie chodzi mi o kwestie estetyczne, wyglądu, tylko ty sama poczujesz się lepiej i pewniej co na pewno się przełoży. Poprosiłabym partnera, żeby pomagał w gotowaniu, nie kupowaniu słodyczy, pomoc w trzymaniu michy, ćwiczeniach, może razem zapiszcie się na siłownie.
Ja bym zaczęła od małych kroków, ale takich naprawdę małych. Może zapisz się na zajęcia fitness, 1-2 razy w tygodniu. Na początku może Ci się nie podobać, ale chodź na nie
Zobaczysz, że z czasem to wpłynie na Ciebie, na Twoje podejście. Kiedy kondycja się polepszy, sama z siebie zaczniesz się więcej ruszać w ciągu dnia. Więc powinno się coś ruszyć. Jeśli chodzi o dietę, tu czarów nie ma, musi być chociaż lekki deficyt. Ja bym skorzystała z jakiejś apki do liczenia kalorii – tylko ustaw sobie jakiś naprawdę malutki cel np. 0,2 kg w tygodniu, żeby cały proces nie był trudny.
I przede wszystkim zadbaj o siebie. Nie tylko fizycznie (chociaż to też warto), ale po prostu zacznij szukać przyjemności w życiu. Powodzenia, uda się!
I przede wszystkim zadbaj o siebie. Nie tylko fizycznie (chociaż to też warto), ale po prostu zacznij szukać przyjemności w życiu. Powodzenia, uda się!
Psycholog. Zajadasz stres, masz zaburzenia odżywiania. Musisz poszukać jakiegoś psychodietetyka, albo psychologa, który w tym się specjalizuje. Możesz też sama spróbować zmienić strategię radzenia sobie z emocjami, żeby nie jeść tyle śmieciowego żarcia. Może być też tak, że próbujesz za bardzo ograniczyć kalorie, bo robisz to jak większość ludzi, na oko. I organizm reaguje wilczym głodem. Więc kilka dni jesz dużo poniżej swojego zapotrzebowania, a potem przychodzi kryzys i wszystko nadrabiasz z nawiązką.
Odchudzając się najlepiej ustawić niewielki deficyt i skrupulatnie liczyć kalorie, np w fitatu. Można wtedy jeść wszystko, nawet czekoladę, byle mieścić się w swoim deficycie. A po kilku dniach przepalenia kcal na czekoladę, po której zaraz robi się człowiek głodny powinna przyjść refleksja, że jednak białka, węglowodany złożone i zdrowe tłuszcze pozwalają lepiej się najeść i samopoczucie jest po nich lepsze. I zamiast rzucać się na treningi z chodakowską, to lepiej codziennie dodawać małą aktywności - więcej chodzić, robić jakieś krótkie i przyjemne zestawy ćwiczeń z yt, jeździć na rowerze, pływać, itp - to ma być przyjemne.
Prawda jest taka, że najlepiej gdyby ktoś Ci pomógł relację z jedzeniem przepracować. Ale sama też musisz się przyłożyć i nie szukać zasłon dymnych typu "no ja tyję z powietrza".
Odchudzając się najlepiej ustawić niewielki deficyt i skrupulatnie liczyć kalorie, np w fitatu. Można wtedy jeść wszystko, nawet czekoladę, byle mieścić się w swoim deficycie. A po kilku dniach przepalenia kcal na czekoladę, po której zaraz robi się człowiek głodny powinna przyjść refleksja, że jednak białka, węglowodany złożone i zdrowe tłuszcze pozwalają lepiej się najeść i samopoczucie jest po nich lepsze. I zamiast rzucać się na treningi z chodakowską, to lepiej codziennie dodawać małą aktywności - więcej chodzić, robić jakieś krótkie i przyjemne zestawy ćwiczeń z yt, jeździć na rowerze, pływać, itp - to ma być przyjemne.
Prawda jest taka, że najlepiej gdyby ktoś Ci pomógł relację z jedzeniem przepracować. Ale sama też musisz się przyłożyć i nie szukać zasłon dymnych typu "no ja tyję z powietrza".
- latinaplatina
- RoyalBaby
- Posty: 20
- Rejestracja: śr mar 25, 2026 1:57 pm
Zgadzam się z osobami powyżej. Jeśli zajadasz stres, to ewidentnie jest tutaj robota dla psychodietetyka lub psychologa. Ja osobiście polecałabym psychodieteytka. Ja sama miałam problem z podjadaniem i dyszkę do zrzucenia i obiecuję Ci, że da się. Ale na pewno nie cięciem kalorii do minimum, głodówkami... Ja się nauczyłam tego, że żeby schudnąć, musisz jeść dużo, żeby nie być cały czas głodną. Wiem, że to trochę przeczy intuicji, ale jak mocno dobiałkujesz (nie, jedno jajko nie wystarczy), dodasz owoce, warzywa i węgle złożone to gwarantuję Ci, że podjadanie zmniejszy się przynajmniej o połowę. PLUS wcale nie musisz rezygnować ze słodyczy. Ja przez 6 miesięcy byłam pod opieką dietetyka Respo (to ta firma Michała Wrzoska) i np. jadłam owsiankę z lodami. I to było dla mnie zaskoczenie, bo myślałam, że na redukcji produkty tego typu mi odpadną zupełnie.
I co dla mnie też było momentem "aha" to wcale nie musisz męczyć się skalpelami i cardio spalającym 600 kcal w ciągu godziny. Ja po prostu zaczęłam chodzić. 8-10 tys. kroków dziennie (oprócz niedzieli) i... tyle!
PS. Moja przyjaciółka bardzo chwali też Monikę Michalak, jeśli chodzi o psychodietetykę. Ale nie wiem, czy ona przyjmuje np. online, czy ma tylko kursy dalej.
I co dla mnie też było momentem "aha" to wcale nie musisz męczyć się skalpelami i cardio spalającym 600 kcal w ciągu godziny. Ja po prostu zaczęłam chodzić. 8-10 tys. kroków dziennie (oprócz niedzieli) i... tyle!
PS. Moja przyjaciółka bardzo chwali też Monikę Michalak, jeśli chodzi o psychodietetykę. Ale nie wiem, czy ona przyjmuje np. online, czy ma tylko kursy dalej.
Ja tez nie potrafie, ale teraz sobie powiedzialam - ze skoro nie potrafie przestac jesc, to musze po prostu zaczac wiecej cwiczyc. Lubie cwiczenia, lubie miec miesnie i wiele razy udalo mi sie juz cwiczyc i budowac miesnie i sprawnosc, wiec teraz tez mi sie uda - juz to wiem. Jak chcesz, to chodz sie spikniemy na priv i bedziemy swoimi accountability buddy.
Sorry za brak polskich znakow! 
ja tez mialem ten problem i okazalo sie, ze to toksyczna atmosfera wokol mnie. jak mieszkalem w domu rodzinnym to potrafilem w peaku wazyc 120 kilo! gdy wyjechalem na studia to dopiero waga zaczela schodzic, polubilem sport i sam z siebie staram sie w miare zdrowo jesc. ja bym sie na twoim miejscu zastanowil czy psychicznie sie dobrze czujesz i nawet nie szedl leczyc obzarstwa tylko po prostu podbudowal swoja psychike. piszesz, ze sie siebie wstydzisz, a przeciez waga to nie wyrok... dalej jestes wartosciowa kobieta i pewnie tez atrakcyjna jesli masz partnera :D pogrzeb czy na pewno czujesz sie bezpieczna (skoro instynkt ci kaze jesc na zapas), czy masz zaspokojone podstawowe potrzeby itp. takze sprawdizlbym poziom magnezu i inne takie, bo czesto w tluszczach i w slodyczach szukamy instynktownie witamin. ja jak jem malo owocow to tez mi sie chce jesc ciagle czekolady i pralinki.siedzenatarasie pisze: ↑czw maja 28, 2026 7:13 am Może problem jest błachy, ale nie wiem co robić. Czuję się strasznie niepewnie w swoim ciele. Po poprzednim rozstaniu przytyłam 15 kg i zupełnie się zaniedbałam. Potem było trochę lepiej, ale ostatnio znowu zajadam stres w pracy. Choć jestem w nowej relacji i partner mnie akceptuje, to ja czuję się ze sobą mega niefajnie. Nie noszę sukienek, spódnic, tylko worki bo się wstydzę. Żeby nie było, próbowałam odchudzać się z dietetyczką, była Chodakowska i skalpele i gotowe jadłospisy. Ale zawsze wracam do czekolady i słodyczy. Zawsze w stresie dopada mnie podjadanie. I tak od diety do diety. Badania tarczycowe i hormonalne wyszły mi ok, nie mam insulinooporności, więc wychodzi na to, że to po prostu moje lenistwo. Czy możecie coś doradzić? Co sprawdziło się u Was?![]()
trzymaj sie, jesli jestes zdrowa to tylko plusy! to znaczy, ze jesli juz bedziesz gotowa chudnac to waga nie bedzie stac przez problemy zdrowotne i swiat stoi przed toba otworem.
moze nawet nie od razu silownia, zeby sie nie rzucac od razu na gleboka wode, ale nawet dlugie spacery powyzej 10000 krokow beda zajebsita opcja.Bl0nka pisze: ↑czw maja 28, 2026 7:43 am Przede wszystkim poradzę udać się do psychologa. Sama miałam zaburzenia kompulsywnego objadania się, nie czułam głodu ale żarłam, bo inaczej tego nie nazwę. Zajadałam stres, smutek, wszelkie emocje. Dopiero faktycznie praca z psychologiem mi pomogła. Jeśli twój partner jest wyrozumiały, poproś go o pomoc. Na pewno wpłynie pozytywnie twoja zmiana na wasz związek i nie chodzi mi o kwestie estetyczne, wyglądu, tylko ty sama poczujesz się lepiej i pewniej co na pewno się przełoży. Poprosiłabym partnera, żeby pomagał w gotowaniu, nie kupowaniu słodyczy, pomoc w trzymaniu michy, ćwiczeniach, może razem zapiszcie się na siłownie.
Oczywiście, bardziej chodziło mi tutaj w wsparcie partnera, żeby uczestniczył i pomagał. Jak ma się wsparcie to dużo łatwiej idzie.
Mi osobiście np siłownia w ogóle nie podeszła, ale zajęcia grupowe na niej super. Zaczynałam od jogi, później stretching i tak dalej.
Warto znaleźć coś swojego, nawet w domu próbować ćwiczyć z YT. Nie mówię tu że Chodakowska ma wlecieć, ale np, właśnie joga dla początkujących. 15 minutowe treningi na rozciąganie.