Ja i mój (juz) mąż wzięliśmy ślub cywilny sami, bez gości, rodziny i świadków (w ich miejsce podpisały się randomowe Panie z urzędu) chcieliśmy wyznać sobie w ten sposób miłość, ogarnąć papierologie przed kupnem mieszanka, samochodu. Obiecaliśmy sobie, że w ciągu 2 lat po cywilnym weźmiemy ślub kościelny taki z rozmachem, teraz przychodzi na niego czas i za jakiś czas będziemy rozdawać zaproszenia ale mam wrażenie, że ludzie patrzą na nas jak na -, że już ślub wzięliśmy, nazywamy się nawzajem mężem i żoną a bierzemy drugi ślub. Ja szczerze mówiąc bardzo się na niego cieszę, nie żałuję naszej decyzji ale mam wrażenie, że wychodzimy na jakichś skomplikowanych ludzi, którzy zamiast zrobić coś raz a porządnie dzielą na 2.
Ogólnie w tamtym momencie ze względu na wydatki nie było możliwości wyprawienia wesela i wzięcia 1 ślubu stąd też nasza decyzja a że dużo rzeczy nam się zmieniało dosłownie w ciągu kilku miesięcy chciałam już to załatwiać pod docelowym nazwiskiem. Moja logika jest taka, że „formalności” załatwiliśmy wcześniej a teraz bierzemy ślub tak naprawdę, tylko mam wrażenie, że inni tego nie rozumieją i przez to wesele może niewypałem