Poza tym, jeśli ocena drugiej osoby, która nas podrywa, ma wpływać na naszą ocenę, to w zasadzie ocena nas samych musiałaby zależeć od tego, czy uznamy danego mężczyznę za atrakcyjnego. Dla jednych ta "dziesiątka" to "szóstka" i odwrotnie. Przecież to kwestia gustu jest. No ale przynajmniej mamy w końcu faktycznie niepopularną opinię. :DVerbena95 pisze: ↑pt maja 01, 2026 2:16 pm Jaki uprzedmiotawiający ludzi "system" ocen. Gdyby ktoś mnie oceniał w systemie numerków, nawet na 10, to jedyne, co mógłby hipotetycznie ode mnie dostać, to w twarz. Ale w ogóle jakikolwiek szacunek do drugiej osoby i nieocenianie jej to zjawisko zanikające. A jeśli ktoś sam nie potrafi z grubsza określić swojej atrakcyjności, tak sam dla siebie, to znaczy, że nie ma wewnętrznej samoświadomości i musi się oglądać w opiniach innych o sobie, bo bez tego nie egzystuje. To jest swoista pustka wewnętrzna, z której bierze się potem podobne okrucieństwo w stosunku do siebie i innych, które jest projekcją tej właśnie niechęci do samego siebie. Tak wiem, to zbyt skomplikowane, xd. Ale niestety tak jest.
W ogóle przecież nie mamy wpływu na to, czy zainteresuje się nami ktoś, kto nam się podoba, czy ktoś, kto nam się nie podoba. Trochę logicznego myślenia by się przydało.
Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryRe: Niepopularne opinie o życiu
Rosyjska Miss AI 2026.
Fakt, i to jest to, co się liczyHeyJude pisze: ↑pt maja 01, 2026 2:30 pm Poza tym, jeśli ocena drugiej osoby, która nas podrywa, ma wpływać na naszą ocenę, to w zasadzie ocena nas samych musiałaby zależeć od tego, czy uznamy danego mężczyznę za atrakcyjnego. Dla jednych ta "dziesiątka" to "szóstka" i odwrotnie. Przecież to kwestia gustu jest. No ale przynajmniej mamy w końcu faktycznie niepopularną opinię. :D
Ale to tylko pokazuje, jak trudno jest w gruncie o taką rzeczywiście niepopularną opinię nie wynikającą z polaryzacji.
Co do reszty - zgoda.
A czy atrakcyjność to kwestia gustu? W jakiejś mierze tak, preferencji. Ale uznawanie, że cała atrakcyjność człowieka to kwestia gustu jest naiwne. To się da ocenić obiektywnie i oceny będą zgodne powszechnie. O skali sama napisałam, że jest umowna, zeby jakoś to wyjaśnić, ale że takie rzeczy się czuje i nie trzeba dawać oceny 4 czy 8.
Są rzeczy uważane przez jakąś grupę ludzi za bardziej lub mniej atrakcyjne, ale to jeszcze nie znaczy, że atrakcyjność to nie jest kwestia gustu i coś jest ładne "obiektywnie". Obiektywność się odnosi do faktów, a nie opinii. W różnych epokach historycznych były różne kanony piękna i to, co dzisiaj jest ładne, kiedyś mogło nie być. Więc tak, atrakcyjność to jest wypadkowa tego, co Ci się podoba i tego, co jest aktualnie w kanonie, ale nie jest to obiektywne tylko subiektywnie. Dla mnie to bardzo dziwna skala oceny czyjejś atrakcyjności, bo tak, jak mówiłam wcześniej - zakłada ona naszą ocenę czyjejś atrakcyjności, ktora miałaby wymiernie ocenić naszą. Poza tym problem z ocenieniem własnej atrakcyjności raczej nie wynika z tego, że nie wiemy, czy jesteśmy lub nie jesteśmy atrakcyjni, bo wtedy mielibyśmy również problem z oceną innej osoby. Generalnie łatwiej powiedzieć, że ktoś inny jest brzydki/ładny niż powiedzieć, że my jesteśmy. Ogólnie raczej większość ludzie wie, czy się sobie podoba czy nie, a to co mówi publicznie to jest inna sprawa i raczej nie potrzeba do tego samca, który do nas podchodzi, bo może sobie Adonis 10/10 pomyśleć, że ma u nas szansę, a zaraz po nim podejść Kazik spod Żabki. Poza tym mężczyźni po prostu podchodzą do kobiet, które im się podobają, w rozmowach z kolegami raczej nie słyszę przekmin, czy oni uważają, że mają u kogoś szanse. Jak jest dla nich ładna, to po prostu zagadają i tyle, za bardzo przekombinowałaś swoją "skalę oceny".lalisa pisze: ↑pt maja 01, 2026 4:07 pm A czy atrakcyjność to kwestia gustu? W jakiejś mierze tak, preferencji. Ale uznawanie, że cała atrakcyjność człowieka to kwestia gustu jest naiwne. To się da ocenić obiektywnie i oceny będą zgodne powszechnie. O skali sama napisałam, że jest umowna, zeby jakoś to wyjaśnić, ale że takie rzeczy się czuje i nie trzeba dawać oceny 4 czy 8.![]()
Rosyjska Miss AI 2026.
- ZielonaLampa
- Mokra Włoszka
- Posty: 51
- Rejestracja: sob cze 29, 2024 12:50 pm
są pewne cechy które są obiektywnie atrakcyjne i często sobie nawet nie uświadamiamy, ze zwracamy na to uwagę, np symetryczna twarz czy inne fizyczne cechy które są kojarzone ze zdrowiem na przykład. Cala reszta jest subiektywna i zależy od bardzo wielu czynników, nie tylko własnych upodobań ale tez często środowiska, kultury, doświadczeń itd. Ty probujesz to uprościć tak jakby wszyscy ludzie wpadali w dokładnie ten sam kanon.lalisa pisze: ↑pt maja 01, 2026 4:07 pm A czy atrakcyjność to kwestia gustu? W jakiejś mierze tak, preferencji. Ale uznawanie, że cała atrakcyjność człowieka to kwestia gustu jest naiwne. To się da ocenić obiektywnie i oceny będą zgodne powszechnie. O skali sama napisałam, że jest umowna, zeby jakoś to wyjaśnić, ale że takie rzeczy się czuje i nie trzeba dawać oceny 4 czy 8.![]()
No i te cechy są najistotniejsze w ocenie atrakcyjności. Symetryczność, proporcje ciała, wszystko co kojarzy się ze zdrowiem oraz z daną płcią (np. pełne usta u kobiet) jest podstawą atrakcyjności. Badania pokazują, ze ludzie nie maja problemu określić kto jest atrakcyjny a kto nie i te oceny się zgadzają. Teraz zbaczamy na inny temat, a według mnie ta "cała reszta subiektywna" to mniejsza część całej oceny po prostu. Jeśli wiekszość uważa inaczej, to super, wątek się zgadza. :DZielonaLampa pisze: ↑pt maja 01, 2026 4:59 pm są pewne cechy które są obiektywnie atrakcyjne i często sobie nawet nie uświadamiamy, ze zwracamy na to uwagę, np symetryczna twarz czy inne fizyczne cechy które są kojarzone ze zdrowiem na przykład. Cala reszta jest subiektywna i zależy od bardzo wielu czynników, nie tylko własnych upodobań ale tez często środowiska, kultury, doświadczeń itd. Ty probujesz to uprościć tak jakby wszyscy ludzie wpadali w dokładnie ten sam kanon.
To prawda, że jest to ocena tych wymienionych obiektywnych czynników, osobistych preferencji, jak i uwarunkowań społeczno-kulturowych.
Ale też nie wszystko jest dla każdego, są różne typu urody u ludzi i wpasowanie pewnych ludzi w ogólnie przyjęty kanon mogłoby nawet pogorszyć sytuację. Ja np. mam raczej wąskie usta i nawet wyjechanie konturówką poza obrys ust wygląda nienaturalnie, więc ja w dużych i pełnych ustach wyglądałabym karykaturalnie, a nie jak Marilyn Monroe
Czyli nie przystaję do jakiegoś tam kanonu, ale i tak nie ma to wpływu na to, czy płeć przeciwna mnie postrzega lepiej lub gorzej (choć jak patrzę na niektórych "zainteresowanych", to nawet bym wolała żeby gorzej
) To samo u mężczyzn, znam takiego z wąskimi ustami, mega przystojny i byłoby to samo. Takich przykładów jest więcej. Ogólnie uważam, że najważniejsze, żeby proporcje się w miarę zgadzały, bo to jest coś, co nasz mózg odbiera nieświadomie (podobnie jak symetrię).
Ale też nie wszystko jest dla każdego, są różne typu urody u ludzi i wpasowanie pewnych ludzi w ogólnie przyjęty kanon mogłoby nawet pogorszyć sytuację. Ja np. mam raczej wąskie usta i nawet wyjechanie konturówką poza obrys ust wygląda nienaturalnie, więc ja w dużych i pełnych ustach wyglądałabym karykaturalnie, a nie jak Marilyn Monroe
-
duppajasio
- Bagietka z szarlott
- Posty: 161
- Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm
Nie można zapominać, że swój ciągnie do swego. Ideały w jednej grupie społecznej są brzydkie dla innych. Dla biznesmena typu new money piękna będzie kobieta zrobiona jak Doda, dla bywalca teatru w lnianej koszuli i birkenstockach będzie za sztuczna i zwróci uwagę na bardziej naturalną kobietę z dyskretnym, choć drogim makijażem. Atrakcyjność to w dużym stopniu nawyki i styl bycia naszego otoczenia.HeyJude pisze: ↑pt maja 01, 2026 2:30 pm Poza tym, jeśli ocena drugiej osoby, która nas podrywa, ma wpływać na naszą ocenę, to w zasadzie ocena nas samych musiałaby zależeć od tego, czy uznamy danego mężczyznę za atrakcyjnego. Dla jednych ta "dziesiątka" to "szóstka" i odwrotnie. Przecież to kwestia gustu jest. No ale przynajmniej mamy w końcu faktycznie niepopularną opinię. :D
- ZielonaLampa
- Mokra Włoszka
- Posty: 51
- Rejestracja: sob cze 29, 2024 12:50 pm
No jasne ze sie zgadza bo jest to tylko Twoja opinia a nie faktlalisa pisze: ↑pt maja 01, 2026 5:29 pm No i te cechy są najistotniejsze w ocenie atrakcyjności. Symetryczność, proporcje ciała, wszystko co kojarzy się ze zdrowiem oraz z daną płcią (np. pełne usta u kobiet) jest podstawą atrakcyjności. Badania pokazują, ze ludzie nie maja problemu określić kto jest atrakcyjny a kto nie i te oceny się zgadzają. Teraz zbaczamy na inny temat, a według mnie ta "cała reszta subiektywna" to mniejsza część całej oceny po prostu. Jeśli wiekszość uważa inaczej, to super, wątek się zgadza. :D
-
staratwoja
- BlondDoczep
- Posty: 143
- Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm
Ja akurat oglądałam jakieś programy o tym i eksperymenty, ale poszukałam innych źródeł:
https://pmc.ncbi.nlm.nih.gov/articles/PMC3013552/ ogolna ocena atrakcyjności twarzy
https://journals.plos.org/plosone/artic ... utm_source ocena międzykulturowa i jej zgodność
To tyle, bo nie chcę robić jeszcze większego offtopu.
Podróżowanie jako "hobby" czesto wyglada tak, ze ludzie lecą gdzieś na 1-2 dni, zeby wypić kawę, zrobic zdjecia i odhaczyć kolejny kraj. Nie mnie oceniać czy to dobrze czy źle ofc
Ale nie nazwałabym tego podróżowaniem, dla mnie podroz to jednak poznanie kultury, odkrywanie miejsc, zwiedzanie, też muzea, czesto w takim tripie 2 dniowym nie da sie jednak za duzo zobaczyc i czesto to jest za malo na zwiedzenie miasta dogłębnie
Ale nie nazwałabym tego podróżowaniem, dla mnie podroz to jednak poznanie kultury, odkrywanie miejsc, zwiedzanie, też muzea, czesto w takim tripie 2 dniowym nie da sie jednak za duzo zobaczyc i czesto to jest za malo na zwiedzenie miasta dogłębnie
ᴘʀɪᴍᴀᴅᴏɴɴᴀ ɢɪʀʟ, ʏᴇᴀʜ ᴀʟʟ ɪ ᴇᴠᴇʀ ᴡᴀɴᴛᴇᴅ ᴡᴀꜱ ᴛʜᴇ ᴡᴏʀʟᴅ
Nie rozumiem idei programu "Bogaty dom - biedny dom".
Czy naprawdę luksusowe dla ludzi "biednych" jest zamówienie pizzy? Jaki jest sens tych zamian?
Przychodzą "bogaci" do chaty i komentują, że oni by tak nie wytrzymali, oni by w takich warunkach nie mogli mieszkać, olaboga
Czy naprawdę luksusowe dla ludzi "biednych" jest zamówienie pizzy? Jaki jest sens tych zamian?
Przychodzą "bogaci" do chaty i komentują, że oni by tak nie wytrzymali, oni by w takich warunkach nie mogli mieszkać, olaboga
- koparka_walec
- Channelka
- Posty: 36
- Rejestracja: śr paź 29, 2025 6:51 pm
Tak, jest wiele osób dla których pizza z pizzerii czy jakiekolwiek jedzenie poza domem to luksus.Saelith pisze: ↑sob maja 02, 2026 9:01 am Nie rozumiem idei programu "Bogaty dom - biedny dom".
Czy naprawdę luksusowe dla ludzi "biednych" jest zamówienie pizzy? Jaki jest sens tych zamian?
Przychodzą "bogaci" do chaty i komentują, że oni by tak nie wytrzymali, oni by w takich warunkach nie mogli mieszkać, olaboga
Widziałem kilka odcinków i nie zawsze bogaci mieli negatywne nastawienie. Często są grzeczni, uprzejmi, wiedzą jak ubrać w słowa by kogoś nie urazić - do tego kilka razy pomagali tym biedniejszym - kupili rower dziecku, naprawili zepsute rzeczy w domu, którymi nie miał kto się zająć.
Moja bardzo kontrowersyjna i niepopularna opinia - możecie mnie zjechać za to ze np nie mam empatii czy serca czy cokolwiek, ale totalnie nigdy nie rozumiałam i nie (z)rozumiem płakania i żalów po tym gdy umrze/zginie ktos totalnie dla nas obcy (celebryta, polityk, jakiś aktor czy muzyk, czy zwykle randomowe osoby w jakiejś np katastrofie drogowej/kolejowej/lotniczej itp). Gdy umiera/ginie ktos bliski czy znajomy, nie ma tematu, to zupelnie inna kwestia. Ale jak widzę doniesienie ze umarl jakiś aktor czy byl jakiś wypadek drogowy i sa to ludzie totalnie dla mnie obcy, to tego totalnie nie rozumiem. Pamiętam jak był np smolensk czy inne tragedie i wszyscy plakali, i nie mogłam tego zupełnie zrozumieć 
To ja w tym kontekście puszczę bardzo, ale to bardzo niepopularną opinię, testowaną tu już wielokrotnie. Warczące buźki i naskok na mnie w komentarzach za 1,2,3...
Empatia to często nie jest coś, co tutaj jest mile widziane. Jak tylko ktoś śmie przywołać to słowo w kontekście pozytywnym, od razu jest atak na nią. Albo jak się powie coś, co świadczy o empatii. Natomiast świętooburzeniowców jest cała masa. Niestety święte oburzenie + napastliwość w kontroli, kto co powinien robić, to cecha narodowa, co pokazał zeszłotygodniowy stream. A pokryte jest to lukrem jednorazowej, powierzchownej empatii, który często górnolotnie jest nazywany "dobrem". Nie. Dobro i empatia to jest to, jak udowadniasz, jak zachowujesz się wobec innych ludzi na co dzień. Przez 5 minut każdy, nawet największa patologia potrafi udawać "dobre serce". Ten stream to był taki mix "wielkiej dobroci wpłacania" i rozpływania się nad płacącymi, a z drugiej strony ogromny hejt na wszystkich, którzy nie spełniali oczekiwań, albo w ogóle są nielubiani. To jest na starej zasadzie "pójdę do kościółka się wielce pomodlić, ale po drodze obrobię tyłek piętnastu sąsiadom, pokłócę się z pięcioma i zwyzywam trzech". Nic się nie zmieniło oprócz formy w jakiej to się odbywa.
Natomiast uważam, że nie każdy na empatię zasługuje, jeśli rozdajemy ją na lewo i prawo, to prędzej czy później ktoś to wykorzysta. A prawda jest taka, że takich ludzi jest więcej, niż nam się wydaje. Jestem też właśnie przeciw tym typowo polskim wielce emocjonalnym zrywom bez jakiegokolwiek myślenia wprzód. Wspomniany już stream, gdzie jak tylko powiesz, że powinno się na co dzień tworzyć sprawnie działający system zdrowia, to na ciebie najadą. Albo Ukraińcy - wpierw wielkie przyjmowanie, a teraz ogromny hejt wszędzie i obwinianie ich z góry o wszystko. A jeśli ktoś by się wtedy racjonalnie zastanowił, czy nas stać jako rodzinę finansowo i emocjonalnie na przyjęcie kogoś pod nasz dach, to by może podjął korzystniejszą dla obu stron decyzję. Ale nie, wtedy to największy hejter by był. A potem ci sami ludzie, którzy tak krzyczeli, że jak tak można, byli tymi, którzy tych Ukraińców najbardziej nienawidzili. Tak że hipokryzja i udawana empatia mają się dobrze.
Natomiast uważam, że nie każdy na empatię zasługuje, jeśli rozdajemy ją na lewo i prawo, to prędzej czy później ktoś to wykorzysta. A prawda jest taka, że takich ludzi jest więcej, niż nam się wydaje. Jestem też właśnie przeciw tym typowo polskim wielce emocjonalnym zrywom bez jakiegokolwiek myślenia wprzód. Wspomniany już stream, gdzie jak tylko powiesz, że powinno się na co dzień tworzyć sprawnie działający system zdrowia, to na ciebie najadą. Albo Ukraińcy - wpierw wielkie przyjmowanie, a teraz ogromny hejt wszędzie i obwinianie ich z góry o wszystko. A jeśli ktoś by się wtedy racjonalnie zastanowił, czy nas stać jako rodzinę finansowo i emocjonalnie na przyjęcie kogoś pod nasz dach, to by może podjął korzystniejszą dla obu stron decyzję. Ale nie, wtedy to największy hejter by był. A potem ci sami ludzie, którzy tak krzyczeli, że jak tak można, byli tymi, którzy tych Ukraińców najbardziej nienawidzili. Tak że hipokryzja i udawana empatia mają się dobrze.
-
Aleksandra_18
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Ja w ciągu swojego życia dwa razy uroniłam łzę po śmierci kogoś znanego. Te osoby były mi w jakiś sposób bliskie, choć wiadomo, nie znałam ich prywatnie. Tak to nie zdarza mi się, podumam chwilę nad kruchością ludzkiego życia, ale nie przeżywam tego. Myślę zresztą, że tak głębokie, emocjonalne przeżywanie każdego przykrego zdarzenia czy czyjejś śmierci, gdy tylko się o tym słyszy w telewizji/radio/internecie a nie doświadcza jako osoba bliska ofiary, nie jest oznaką jakiejś szczególnej empatii, a bardziej rozregulowania emocjonalnego i problemów.mallam pisze: ↑pn maja 04, 2026 11:23 am Moja bardzo kontrowersyjna i niepopularna opinia - możecie mnie zjechać za to ze np nie mam empatii czy serca czy cokolwiek, ale totalnie nigdy nie rozumiałam i nie (z)rozumiem płakania i żalów po tym gdy umrze/zginie ktos totalnie dla nas obcy (celebryta, polityk, jakiś aktor czy muzyk, czy zwykle randomowe osoby w jakiejś np katastrofie drogowej/kolejowej/lotniczej itp). Gdy umiera/ginie ktos bliski czy znajomy, nie ma tematu, to zupelnie inna kwestia. Ale jak widzę doniesienie ze umarl jakiś aktor czy byl jakiś wypadek drogowy i sa to ludzie totalnie dla mnie obcy, to tego totalnie nie rozumiem. Pamiętam jak był np smolensk czy inne tragedie i wszyscy plakali, i nie mogłam tego zupełnie zrozumieć![]()
To ja podobnie. I to też rzadko. A nad niektórymi zupełnie nie.Aleksandra_18 pisze: ↑pn maja 04, 2026 3:13 pm Ja w ciągu swojego życia dwa razy uroniłam łzę po śmierci kogoś znanego. Te osoby były mi w jakiś sposób bliskie, choć wiadomo, nie znałam ich prywatnie. Tak to nie zdarza mi się, podumam chwilę nad kruchością ludzkiego życia, ale nie przeżywam tego. Myślę zresztą, że tak głębokie, emocjonalne przeżywanie każdego przykrego zdarzenia czy czyjejś śmierci, gdy tylko się o tym słyszy w telewizji/radio/internecie a nie doświadcza jako osoba bliska ofiary, nie jest oznaką jakiejś szczególnej empatii, a bardziej rozregulowania emocjonalnego i problemów.
I zgadzam się co do rozregulowania emocjonalnego. Może ono też działać w drugą stronę, że ktoś jest kompletnie odcięty i również nie oznacza to braku empatii. Generalnie reakcje skrajne nie są zazwyczaj oznaką zdrowia.
Ja ryczałam tylko po śmierci Krzysia KrawczykaAleksandra_18 pisze: ↑pn maja 04, 2026 3:13 pm Ja w ciągu swojego życia dwa razy uroniłam łzę po śmierci kogoś znanego. Te osoby były mi w jakiś sposób bliskie, choć wiadomo, nie znałam ich prywatnie. Tak to nie zdarza mi się, podumam chwilę nad kruchością ludzkiego życia, ale nie przeżywam tego. Myślę zresztą, że tak głębokie, emocjonalne przeżywanie każdego przykrego zdarzenia czy czyjejś śmierci, gdy tylko się o tym słyszy w telewizji/radio/internecie a nie doświadcza jako osoba bliska ofiary, nie jest oznaką jakiejś szczególnej empatii, a bardziej rozregulowania emocjonalnego i problemów.
-
Aleksandra_18
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
W moim przypadku nie sprawdziło się, że "studia to najlepszy czas w twoim życiu!". O wiele lepiej wspominam liceum, mimo toksycznych rodziców miałam odskocznię w szkole w postaci grupki koleżanek, śmiechy na przerwach itd. Nie robiłyśmy nic "szalonego", byłyśmy spokojne, ale było naprawdę super. Uczyłam się dobrze/bardzo dobrze, więc z nauką nie miałam większych problemów.
Studia były tragiczne, cieszę się że zaraz obrona mgr i już nie będę musiała tego syfu oglądać. Tak jak liceum wspominam z sentymentem i nostalgią, tak studia będą mi się śniły jako koszmar po nocach. Zawsze miałam wrażenie, że większość ludzi dziwi się moimi przeżyciami, bo u nich studia to był ten super czas.
Studia były tragiczne, cieszę się że zaraz obrona mgr i już nie będę musiała tego syfu oglądać. Tak jak liceum wspominam z sentymentem i nostalgią, tak studia będą mi się śniły jako koszmar po nocach. Zawsze miałam wrażenie, że większość ludzi dziwi się moimi przeżyciami, bo u nich studia to był ten super czas.
Nigdy w życiu nie słyszałam takiego stwierdzenia xd u mnie osobiście najlepsze były podstawówka i gimnazjum (jakbym miala wrócić do którychkolwiek czasów ponownie to te dwa etapy chciałabym przeżyć jeszcze raz), studia na kolejnym miejscu ale za to całe 3 lata liceum wymazałam z pamięci i nigdy w życiu nie mam zamiaru do tych czasów wracac. Mam wrazenie ze duzo ludzi pozytywnie wspomina studia nie jako sam okres studiowania (chociaż to pewnie tez) a bardziej na to ze to czas jak byli młodymi dorosłych, mogli mocno imprezować czy rozpoczynać pierwsze prace, no wchodzić w dorosłość generalnie. Wątpię zeby ktokolwiek kto miałby wybór chcialby wrócić na studia w sensie na uczelnie i faktycznie przechodzić je jeszcze raz xdAleksandra_18 pisze: ↑pn maja 04, 2026 10:48 pm W moim przypadku nie sprawdziło się, że "studia to najlepszy czas w twoim życiu!". O wiele lepiej wspominam liceum, mimo toksycznych rodziców miałam odskocznię w szkole w postaci grupki koleżanek, śmiechy na przerwach itd. Nie robiłyśmy nic "szalonego", byłyśmy spokojne, ale było naprawdę super. Uczyłam się dobrze/bardzo dobrze, więc z nauką nie miałam większych problemów.
Studia były tragiczne, cieszę się że zaraz obrona mgr i już nie będę musiała tego syfu oglądać. Tak jak liceum wspominam z sentymentem i nostalgią, tak studia będą mi się śniły jako koszmar po nocach. Zawsze miałam wrażenie, że większość ludzi dziwi się moimi przeżyciami, bo u nich studia to był ten super czas.
-
Aleksandra_18
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Ja słyszałam wielokrotnie gdy byłam naatolatką. I dużo ludzi w moim otoczeniu mówiło, że studia to był dla nich taki fajny czas.mallam pisze: ↑wt maja 05, 2026 6:20 am Nigdy w życiu nie słyszałam takiego stwierdzenia xd u mnie osobiście najlepsze były podstawówka i gimnazjum (jakbym miala wrócić do którychkolwiek czasów ponownie to te dwa etapy chciałabym przeżyć jeszcze raz), studia na kolejnym miejscu ale za to całe 3 lata liceum wymazałam z pamięci i nigdy w życiu nie mam zamiaru do tych czasów wracac. Mam wrazenie ze duzo ludzi pozytywnie wspomina studia nie jako sam okres studiowania (chociaż to pewnie tez) a bardziej na to ze to czas jak byli młodymi dorosłych, mogli mocno imprezować czy rozpoczynać pierwsze prace, no wchodzić w dorosłość generalnie. Wątpię zeby ktokolwiek kto miałby wybór chcialby wrócić na studia w sensie na uczelnie i faktycznie przechodzić je jeszcze raz xd
Tak, za moich czasów też się tak mówiłoAleksandra_18 pisze: ↑wt maja 05, 2026 7:40 am Ja słyszałam wielokrotnie gdy byłam naatolatką. I dużo ludzi w moim otoczeniu mówiło, że studia to był dla nich taki fajny czas.
- agbmrctorakwin
- GreckieWakacje
- Posty: 293
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Ja z własnego doświadczenia wiem, że studia mogą być albo najlepszym albo najgorszym czasem w życiu (albo czymś kompletnie "zwyczajnym"). Pierwszy kierunek był dla mnie super, miałam zgraną grupę, świetnych prowadzących, same studia były dla mnie ciekawe i aż chciało mi się chodzić na zajęcia i się w nie angażować. Drugi kierunek który robiłam już na innym wydziale był dla mnie męczący, ludzie mi nie podpasowali i każdego dnia czekałam aż zajęcia się skończą albo kombinowałam żeby jak najmniej na nie chodzić. Dlatego wierzę tym którzy mówią, że studia były dla nich najlepszym czasem, jak i tym którzy uważają że wręcz przeciwnie. Ja sama do nikogo przed studiami nie powiedziałabym, że "studia będą twoim najlepszym czasem w życiu" - bo różnie bywa i zależy to od wielu czynników na które nie zawsze mamy wpływ.Aleksandra_18 pisze: ↑pn maja 04, 2026 10:48 pm W moim przypadku nie sprawdziło się, że "studia to najlepszy czas w twoim życiu!". O wiele lepiej wspominam liceum, mimo toksycznych rodziców miałam odskocznię w szkole w postaci grupki koleżanek, śmiechy na przerwach itd. Nie robiłyśmy nic "szalonego", byłyśmy spokojne, ale było naprawdę super. Uczyłam się dobrze/bardzo dobrze, więc z nauką nie miałam większych problemów.
Studia były tragiczne, cieszę się że zaraz obrona mgr i już nie będę musiała tego syfu oglądać. Tak jak liceum wspominam z sentymentem i nostalgią, tak studia będą mi się śniły jako koszmar po nocach. Zawsze miałam wrażenie, że większość ludzi dziwi się moimi przeżyciami, bo u nich studia to był ten super czas.