Podejście ludzi do siebie nawzajem w dzisiejszych czasach
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryPodejście ludzi do siebie nawzajem w dzisiejszych czasach
Chciałam zapytać czy Wy również czy tylko ja zauważyłam od jakiegoś czasu duże zmiany wśród ludzi jak traktują drugą osobę. W przeciągu ostatniego roku bardzo bliskie mi dwie osoby zmieniły się bardzo - duża butność zaczęła z nich wychodzić, wyolbrzymiona pewność siebie (kupowanie drogich aut, zwierząt, perfum, bo panuje w Ich głowach wyobrażenie, że każdy tylko na to zwraca uwagę) i kalkulacja wszystkiego pod względem korzyści tylko dla siebie. Mówię tu o osobach, które znam ponad 20 lat, a nie o krótkich znajomościach. Coraz więcej osób w gronie mojej Rodziny i Znajomych również przyjęło sposób, żeby bardzo chętnie korzystają z moich zaproszeń, goszczą się, zajadają, ale brak mowy od tzw. odpraszaniu. Bliska mi osoba wręcz ostatnio stwierdziła, że Ona kawę ma i na kawę zawsze można przyjść, ale nie ma głowy aby latać wokół kogoś i przygotowywać (nic w Jej życiu nie uległo zmianie na przestrzeni ostatnich 5 lata, a wcześniej tzw. rewizyty byly normalnością). Spotkania nawet na mieście/wyjścia do kina/teatru wychodzi, że każdy chętny jak się zorganizuje, zarezerwuje bilety/stolik, ale od siebie brak inicjatywy. Tak samo od pewnego czasu zauważyłam w pracy, że ludzie są bardzo egoistyczni - tylko patrzą co dał inny od siebie aby nie dać nawet ciut więcej ( wyjście na pocztę, dostarczenie jakiegoś dokumentu jako przysługę czy podobne/błahe sprawy są komentowane albo stwierdzenie "a dlaczego ja" bądź idiotyczna wymówka jest rzucona dlaczego nie zrobi ktoś czegoś.
Założyłam ten wątek gdyż nie wiem czy to ze mną coś nie tak czy Inni też zauważają takie zmiany w ludziach. Jestem osobą empatyczną, zawsze chętną do pomocy, spotkań aby było miło, ale podejście Innych powoduję, że jest mi przykro i ciężko mi przyzwyczaić się do "nowych" okoliczności.
Założyłam ten wątek gdyż nie wiem czy to ze mną coś nie tak czy Inni też zauważają takie zmiany w ludziach. Jestem osobą empatyczną, zawsze chętną do pomocy, spotkań aby było miło, ale podejście Innych powoduję, że jest mi przykro i ciężko mi przyzwyczaić się do "nowych" okoliczności.
-
Fantafatima
- Gacie z oceanu
- Posty: 40
- Rejestracja: ndz sty 18, 2026 9:19 pm
Myślę, że w większym bądź mniejszym stopniu było tak zawsze - ludzie skupiają się głównie na sobie. Może tylko dziś ta insta-indywidualistyczna kultura pokazuje to jak w soczewce.
Też kiedyś przechodziłam taki etap, więc po prostu skupiłam się bardziej na czasie z bliską rodziną i tym, który mogę spędzić sama ze sobą (spacery, czytanie, ćwiczenia, hobby). Przestałam proponować wyjścia osobom, które cedowały ich organizację tylko na mnie. Z organizacją grupową też dałam sobie spokój. Nie przeczę, mój krąg znajomych się zmniejszył, ale z drugiej strony mam poczucie, że teraz te spotkania są bardziej jakościowe.
A w pracy to pewnie zależy od tego w jakie środowisko akurat się trafi
Też kiedyś przechodziłam taki etap, więc po prostu skupiłam się bardziej na czasie z bliską rodziną i tym, który mogę spędzić sama ze sobą (spacery, czytanie, ćwiczenia, hobby). Przestałam proponować wyjścia osobom, które cedowały ich organizację tylko na mnie. Z organizacją grupową też dałam sobie spokój. Nie przeczę, mój krąg znajomych się zmniejszył, ale z drugiej strony mam poczucie, że teraz te spotkania są bardziej jakościowe.
A w pracy to pewnie zależy od tego w jakie środowisko akurat się trafi
Dziękuję Ci za odpowiedź. Za Twoja rada muszę rzeczywiście skupić sie bardziej na własnym samopoczuciu, bo nie ukrywam, ze jak po raz kolejny przejeżdżam się, to czuje taka "wykorzystana", głupia, naiwna. Z drugiej strony robię to bo lubię kontakt z ludźmi i chciałabym aby bylo jak za starych czasów. Zmiany musze zacząć ode mnie.
Ja Ci też może dodam coś od siebie, z własnego doświadczenia.
Zawsze byłam bardzo wrażliwa, zaangażowana w relacje, hm, nazwijmy to na tamte czasy przyjacielskimi i tak w ogóle a priori ufałam ludziom, bo nie leżało w mojej naturze bycie podejrzliwą co do złych intencji- cóż, prawdą jest, że mierzy się ludzi własną miarą. Nie miałam też w życiu prywatnym zbyt wielu ludzi, bo jeżeli stawiasz na jakość relacji, to mając 30 znajomych tak naprawdę nikomu nie poświęcisz wystarczającej uwagi.
Nie chcę siebie kreować tutaj na świętą, ale mnie ludzie bardziej potrzebni byli do rozmowy, podobnego przeżywania pewnych rzeczy, analogicznego do mojego postrzegania świata. Sama wiesz, że naprawdę bardzo trudno znaleźć kogoś z kim rozumiesz się w pół słowa. W tych moich relacjach raczej mało było interesowności materialnej, ale...potraciłam tych ludzi, których również znałam po 20 lat w bardzo głupi i dziwny, dla mnie kompletnie niezrozumiały, sposób. Podam przykłady. Kolega, z którym przysłowiową beczkę soli zjadłam. Widział mnie w przeróżnych sytuacjach życiowych, a ja jego. Spędzaliśmy czas na milczeniu, gadaniu, piciu, płaczu, śmianiu się, na rowerze w bagnach, na urlopie, gdzie przypadło nam spać w jednym łóżku i to bez żadnych podtekstów. To był przyjaciel. Jak się wszystko skończyło? Bez słowa z jego strony. Poznał swoją obecną żonę, opowiedział mi o niej, powiedział kiedy bierze ślub i to była moja ostatnia rozmowa z nim. Nigdy nie zadzwonił, nie wysłał smsa na urodziny. Po prostu wywalił mnie z życia. Kolejna bliska osoba, nie aż tak bliska, stopniowo się odsuwała właśnie w momencie, gdy poznała swojego obecnie już męża. Następny kumpel z dzieciństwa, studiów, młodości- też taki do tańca i do różańca przestał się do mnie odzywać, pisać, dzwonić, gdy to ja poznałam 10 lat temu mojego obecnego faceta. Nie kumam, byliśmy znajomymi, nie parą. Takich sytuacji na przestrzeni lat było mnóstwo. Skończyłam z wdawaniem się w relacje, gdzie daję kawał siebie, swojego serca, czasu, emocji, dobrej energii i nagle ,,cięcie''. Nie ma mnie dla kogoś, gdy ten ktoś naprawdę był ważną częścią mojego życia. Teraz nie mam potrzeby poznawania ludzi i wikłania się w jakiekolwiek prywatne koterie w stylu: umówmy się na kawę, przyjdź na wino, pojedźmy połazić po górach. Mam fajnych ludzi w pracy. Gadamy, żartujemy, czasami coś z życia prywatnego sobie opowiemy i tyle. Wychodzę do domu, mówię cześć i koniec. W ogóle nie jestem egoistką, ani egocentryczką. Wręcz większą przyjemność sprawia mi dawanie i dbanie o kogoś, ale skupię się raczej na sobie i właśnie tak teraz żyję. Czytam, biegam, słucham podcastów, oglądam filmy, łażę po górach, jak mam ochotę na wino, to je sobie kupuje i wypijam kieliszek. Ciasto też kupuję po to, bo mam na nie ochotę, a nie bo ktoś mnie odwiedzi. Pomijając partnera, jak mam ochotę z kimś pogadać, to zawsze ktoś też biega, albo jeździ na rowerze i już jest człowiek z tematem do rozmowy. Ludzie w życiu są bardzo ważni, ale nie za wszelką cenę, a już absolutnie nie tacy w towarzystwie których czujesz się źle i jakby Ci ktoś całą dobrą energię odbierał.
Zawsze byłam bardzo wrażliwa, zaangażowana w relacje, hm, nazwijmy to na tamte czasy przyjacielskimi i tak w ogóle a priori ufałam ludziom, bo nie leżało w mojej naturze bycie podejrzliwą co do złych intencji- cóż, prawdą jest, że mierzy się ludzi własną miarą. Nie miałam też w życiu prywatnym zbyt wielu ludzi, bo jeżeli stawiasz na jakość relacji, to mając 30 znajomych tak naprawdę nikomu nie poświęcisz wystarczającej uwagi.
Nie chcę siebie kreować tutaj na świętą, ale mnie ludzie bardziej potrzebni byli do rozmowy, podobnego przeżywania pewnych rzeczy, analogicznego do mojego postrzegania świata. Sama wiesz, że naprawdę bardzo trudno znaleźć kogoś z kim rozumiesz się w pół słowa. W tych moich relacjach raczej mało było interesowności materialnej, ale...potraciłam tych ludzi, których również znałam po 20 lat w bardzo głupi i dziwny, dla mnie kompletnie niezrozumiały, sposób. Podam przykłady. Kolega, z którym przysłowiową beczkę soli zjadłam. Widział mnie w przeróżnych sytuacjach życiowych, a ja jego. Spędzaliśmy czas na milczeniu, gadaniu, piciu, płaczu, śmianiu się, na rowerze w bagnach, na urlopie, gdzie przypadło nam spać w jednym łóżku i to bez żadnych podtekstów. To był przyjaciel. Jak się wszystko skończyło? Bez słowa z jego strony. Poznał swoją obecną żonę, opowiedział mi o niej, powiedział kiedy bierze ślub i to była moja ostatnia rozmowa z nim. Nigdy nie zadzwonił, nie wysłał smsa na urodziny. Po prostu wywalił mnie z życia. Kolejna bliska osoba, nie aż tak bliska, stopniowo się odsuwała właśnie w momencie, gdy poznała swojego obecnie już męża. Następny kumpel z dzieciństwa, studiów, młodości- też taki do tańca i do różańca przestał się do mnie odzywać, pisać, dzwonić, gdy to ja poznałam 10 lat temu mojego obecnego faceta. Nie kumam, byliśmy znajomymi, nie parą. Takich sytuacji na przestrzeni lat było mnóstwo. Skończyłam z wdawaniem się w relacje, gdzie daję kawał siebie, swojego serca, czasu, emocji, dobrej energii i nagle ,,cięcie''. Nie ma mnie dla kogoś, gdy ten ktoś naprawdę był ważną częścią mojego życia. Teraz nie mam potrzeby poznawania ludzi i wikłania się w jakiekolwiek prywatne koterie w stylu: umówmy się na kawę, przyjdź na wino, pojedźmy połazić po górach. Mam fajnych ludzi w pracy. Gadamy, żartujemy, czasami coś z życia prywatnego sobie opowiemy i tyle. Wychodzę do domu, mówię cześć i koniec. W ogóle nie jestem egoistką, ani egocentryczką. Wręcz większą przyjemność sprawia mi dawanie i dbanie o kogoś, ale skupię się raczej na sobie i właśnie tak teraz żyję. Czytam, biegam, słucham podcastów, oglądam filmy, łażę po górach, jak mam ochotę na wino, to je sobie kupuje i wypijam kieliszek. Ciasto też kupuję po to, bo mam na nie ochotę, a nie bo ktoś mnie odwiedzi. Pomijając partnera, jak mam ochotę z kimś pogadać, to zawsze ktoś też biega, albo jeździ na rowerze i już jest człowiek z tematem do rozmowy. Ludzie w życiu są bardzo ważni, ale nie za wszelką cenę, a już absolutnie nie tacy w towarzystwie których czujesz się źle i jakby Ci ktoś całą dobrą energię odbierał.
Rozumiem Twój punkt widzenia, ale zrozum też tego przyjaciela. Jego żona raczej nie będzie chciała (lub on, bo może czuje jakby robił coś nie tak), żeby utrzymywał bliskie przyjacielskie kontakty z dziewczyną z którą sypiał w jednym łóżku (nawet jeśli bez podtekstów). Po prostu przyszedł moment, kiedy ktoś inny w jego życiu stał się ważniejszy i rozumiem Twoje zranienie, ale akurat w relacjach damsko-męskich (przyjaźniach) to częste.Magda0888 pisze: ↑czw kwie 23, 2026 7:55 am Ja Ci też może dodam coś od siebie, z własnego doświadczenia.
Zawsze byłam bardzo wrażliwa, zaangażowana w relacje, hm, nazwijmy to na tamte czasy przyjacielskimi i tak w ogóle a priori ufałam ludziom, bo nie leżało w mojej naturze bycie podejrzliwą co do złych intencji- cóż, prawdą jest, że mierzy się ludzi własną miarą. Nie miałam też w życiu prywatnym zbyt wielu ludzi, bo jeżeli stawiasz na jakość relacji, to mając 30 znajomych tak naprawdę nikomu nie poświęcisz wystarczającej uwagi.
Nie chcę siebie kreować tutaj na świętą, ale mnie ludzie bardziej potrzebni byli do rozmowy, podobnego przeżywania pewnych rzeczy, analogicznego do mojego postrzegania świata. Sama wiesz, że naprawdę bardzo trudno znaleźć kogoś z kim rozumiesz się w pół słowa. W tych moich relacjach raczej mało było interesowności materialnej, ale...potraciłam tych ludzi, których również znałam po 20 lat w bardzo głupi i dziwny, dla mnie kompletnie niezrozumiały, sposób. Podam przykłady. Kolega, z którym przysłowiową beczkę soli zjadłam. Widział mnie w przeróżnych sytuacjach życiowych, a ja jego. Spędzaliśmy czas na milczeniu, gadaniu, piciu, płaczu, śmianiu się, na rowerze w bagnach, na urlopie, gdzie przypadło nam spać w jednym łóżku i to bez żadnych podtekstów. To był przyjaciel. Jak się wszystko skończyło? Bez słowa z jego strony. Poznał swoją obecną żonę, opowiedział mi o niej, powiedział kiedy bierze ślub i to była moja ostatnia rozmowa z nim. Nigdy nie zadzwonił, nie wysłał smsa na urodziny. Po prostu wywalił mnie z życia. Kolejna bliska osoba, nie aż tak bliska, stopniowo się odsuwała właśnie w momencie, gdy poznała swojego obecnie już męża. Następny kumpel z dzieciństwa, studiów, młodości- też taki do tańca i do różańca przestał się do mnie odzywać, pisać, dzwonić, gdy to ja poznałam 10 lat temu mojego obecnego faceta. Nie kumam, byliśmy znajomymi, nie parą. Takich sytuacji na przestrzeni lat było mnóstwo. Skończyłam z wdawaniem się w relacje, gdzie daję kawał siebie, swojego serca, czasu, emocji, dobrej energii i nagle ,,cięcie''. Nie ma mnie dla kogoś, gdy ten ktoś naprawdę był ważną częścią mojego życia. Teraz nie mam potrzeby poznawania ludzi i wikłania się w jakiekolwiek prywatne koterie w stylu: umówmy się na kawę, przyjdź na wino, pojedźmy połazić po górach. Mam fajnych ludzi w pracy. Gadamy, żartujemy, czasami coś z życia prywatnego sobie opowiemy i tyle. Wychodzę do domu, mówię cześć i koniec. W ogóle nie jestem egoistką, ani egocentryczką. Wręcz większą przyjemność sprawia mi dawanie i dbanie o kogoś, ale skupię się raczej na sobie i właśnie tak teraz żyję. Czytam, biegam, słucham podcastów, oglądam filmy, łażę po górach, jak mam ochotę na wino, to je sobie kupuje i wypijam kieliszek. Ciasto też kupuję po to, bo mam na nie ochotę, a nie bo ktoś mnie odwiedzi. Pomijając partnera, jak mam ochotę z kimś pogadać, to zawsze ktoś też biega, albo jeździ na rowerze i już jest człowiek z tematem do rozmowy. Ludzie w życiu są bardzo ważni, ale nie za wszelką cenę, a już absolutnie nie tacy w towarzystwie których czujesz się źle i jakby Ci ktoś całą dobrą energię odbierał.
Nikt nie oczekuje od osoby, z którą się przyjaźnił całe życie, że w momencie, w którym jedno z nas zakłada rodzinę, będziemy żyć tak jakbyśmy byli singlami- logiczne. Nielogiczne jest zrywanie kontaktu bez powodu i słowa wyjaśnienia. Oczywiste jest, że małżonka albo słabo czuła grunt pod nogami, albo była zazdrosna i niepewna siebie, i oczywiście to ona podjęła taką decyzje. Cóż, dla wielu kobiet jakakolwiek inna kobieta jest zagrożeniem i koniec. Zresztą podałam to jako przykład- absurdalny zresztą. A! I nie, nie zraniło mnie to. Moją jedyną reakcją było ,,ludzie są dziwni''. Było, minęło lata temumariaow pisze: ↑czw kwie 23, 2026 10:49 am Rozumiem Twój punkt widzenia, ale zrozum też tego przyjaciela. Jego żona raczej nie będzie chciała (lub on, bo może czuje jakby robił coś nie tak), żeby utrzymywał bliskie przyjacielskie kontakty z dziewczyną z którą sypiał w jednym łóżku (nawet jeśli bez podtekstów). Po prostu przyszedł moment, kiedy ktoś inny w jego życiu stał się ważniejszy i rozumiem Twoje zranienie, ale akurat w relacjach damsko-męskich (przyjaźniach) to częste.
Bardzo się utożsamiam z tym co piszesz. Sama przeżyłam multum takich rozczarowań ludźmi, łącznie z podobną historią jaką odpisujesz z kolegą. Miałam też np. fajną paczkę koleżanek w LO, po maturze spotkałyśmy się wszystkie raz. Później cisza, łącznie z usunięciem mnie z IG, nie odpisywaniem (nie tylko do mnie). Uderza mnie to, bo uważam że utrzymanie koleżeństwa nie jest jakieś ultra trudne - wysłanie życzeń na urodziny, wysłanie głupiego mema, spotkanie na dwie godziny raz na pół roku w grupie. Dlatego dziwi mnie czemu ludzie tego kompletnie nie chcą.Magda0888 pisze: ↑czw kwie 23, 2026 7:55 am Ja Ci też może dodam coś od siebie, z własnego doświadczenia.
Zawsze byłam bardzo wrażliwa, zaangażowana w relacje, hm, nazwijmy to na tamte czasy przyjacielskimi i tak w ogóle a priori ufałam ludziom, bo nie leżało w mojej naturze bycie podejrzliwą co do złych intencji- cóż, prawdą jest, że mierzy się ludzi własną miarą. Nie miałam też w życiu prywatnym zbyt wielu ludzi, bo jeżeli stawiasz na jakość relacji, to mając 30 znajomych tak naprawdę nikomu nie poświęcisz wystarczającej uwagi.
Nie chcę siebie kreować tutaj na świętą, ale mnie ludzie bardziej potrzebni byli do rozmowy, podobnego przeżywania pewnych rzeczy, analogicznego do mojego postrzegania świata. Sama wiesz, że naprawdę bardzo trudno znaleźć kogoś z kim rozumiesz się w pół słowa. W tych moich relacjach raczej mało było interesowności materialnej, ale...potraciłam tych ludzi, których również znałam po 20 lat w bardzo głupi i dziwny, dla mnie kompletnie niezrozumiały, sposób. Podam przykłady. Kolega, z którym przysłowiową beczkę soli zjadłam. Widział mnie w przeróżnych sytuacjach życiowych, a ja jego. Spędzaliśmy czas na milczeniu, gadaniu, piciu, płaczu, śmianiu się, na rowerze w bagnach, na urlopie, gdzie przypadło nam spać w jednym łóżku i to bez żadnych podtekstów. To był przyjaciel. Jak się wszystko skończyło? Bez słowa z jego strony. Poznał swoją obecną żonę, opowiedział mi o niej, powiedział kiedy bierze ślub i to była moja ostatnia rozmowa z nim. Nigdy nie zadzwonił, nie wysłał smsa na urodziny. Po prostu wywalił mnie z życia. Kolejna bliska osoba, nie aż tak bliska, stopniowo się odsuwała właśnie w momencie, gdy poznała swojego obecnie już męża. Następny kumpel z dzieciństwa, studiów, młodości- też taki do tańca i do różańca przestał się do mnie odzywać, pisać, dzwonić, gdy to ja poznałam 10 lat temu mojego obecnego faceta. Nie kumam, byliśmy znajomymi, nie parą. Takich sytuacji na przestrzeni lat było mnóstwo. Skończyłam z wdawaniem się w relacje, gdzie daję kawał siebie, swojego serca, czasu, emocji, dobrej energii i nagle ,,cięcie''. Nie ma mnie dla kogoś, gdy ten ktoś naprawdę był ważną częścią mojego życia. Teraz nie mam potrzeby poznawania ludzi i wikłania się w jakiekolwiek prywatne koterie w stylu: umówmy się na kawę, przyjdź na wino, pojedźmy połazić po górach. Mam fajnych ludzi w pracy. Gadamy, żartujemy, czasami coś z życia prywatnego sobie opowiemy i tyle. Wychodzę do domu, mówię cześć i koniec. W ogóle nie jestem egoistką, ani egocentryczką. Wręcz większą przyjemność sprawia mi dawanie i dbanie o kogoś, ale skupię się raczej na sobie i właśnie tak teraz żyję. Czytam, biegam, słucham podcastów, oglądam filmy, łażę po górach, jak mam ochotę na wino, to je sobie kupuje i wypijam kieliszek. Ciasto też kupuję po to, bo mam na nie ochotę, a nie bo ktoś mnie odwiedzi. Pomijając partnera, jak mam ochotę z kimś pogadać, to zawsze ktoś też biega, albo jeździ na rowerze i już jest człowiek z tematem do rozmowy. Ludzie w życiu są bardzo ważni, ale nie za wszelką cenę, a już absolutnie nie tacy w towarzystwie których czujesz się źle i jakby Ci ktoś całą dobrą energię odbierał.
Więc to co piszesz jest mi bliskie. Też sama sobie spędzam czas i umiem go zagospodarować, ale jednak z tą różnicą że mi ludzi brakuje. Często myślę jak fajnie byłoby kogoś zaprosić na kawę do siebie, na grilla (z tym że ja pracuję zdalnie, wiec tego kontaktu z ludźmi prawie nie mam).
Także mocno odnajduje się w tym temacie. Zauważam bardzo dziwne zmiany w ludziach, już pomijając przyjaźnie to nawet sąsiedzi czasem nie odpowiadają dzień dobry, usługodawcy kompletnie mają cię gdzieś (dajmy na to umawiają się i przyjeżdżają o której chcą), podobno randkowaniu też nie jest w tych czasach super łatwe.
-
Pejczyk Pandory
- TrampekLV
- Posty: 625
- Rejestracja: wt sie 12, 2025 7:07 pm
Magda0888 pisze: ↑czw kwie 23, 2026 7:55 am Ja Ci też może dodam coś od siebie, z własnego doświadczenia.
Zawsze byłam bardzo wrażliwa, zaangażowana w relacje, hm, nazwijmy to na tamte czasy przyjacielskimi i tak w ogóle a priori ufałam ludziom, bo nie leżało w mojej naturze bycie podejrzliwą co do złych intencji- cóż, prawdą jest, że mierzy się ludzi własną miarą. Nie miałam też w życiu prywatnym zbyt wielu ludzi, bo jeżeli stawiasz na jakość relacji, to mając 30 znajomych tak naprawdę nikomu nie poświęcisz wystarczającej uwagi.
Nie chcę siebie kreować tutaj na świętą, ale mnie ludzie bardziej potrzebni byli do rozmowy, podobnego przeżywania pewnych rzeczy, analogicznego do mojego postrzegania świata. Sama wiesz, że naprawdę bardzo trudno znaleźć kogoś z kim rozumiesz się w pół słowa. W tych moich relacjach raczej mało było interesowności materialnej, ale...potraciłam tych ludzi, których również znałam po 20 lat w bardzo głupi i dziwny, dla mnie kompletnie niezrozumiały, sposób. Podam przykłady. Kolega, z którym przysłowiową beczkę soli zjadłam. Widział mnie w przeróżnych sytuacjach życiowych, a ja jego. Spędzaliśmy czas na milczeniu, gadaniu, piciu, płaczu, śmianiu się, na rowerze w bagnach, na urlopie, gdzie przypadło nam spać w jednym łóżku i to bez żadnych podtekstów. To był przyjaciel. Jak się wszystko skończyło? Bez słowa z jego strony. Poznał swoją obecną żonę, opowiedział mi o niej, powiedział kiedy bierze ślub i to była moja ostatnia rozmowa z nim. Nigdy nie zadzwonił, nie wysłał smsa na urodziny. Po prostu wywalił mnie z życia.
Muszę przyznać, że aż uśmiechnęłam się pod nosem jak przeczytałam, że spałaś z kumplem w jednym łóżku bez podtekstów. Może z Twojej strony było to bez podtekstów, ale u faceta jeśli nie jest gejem a przyjaźni się z kobietą to zawsze będzie to drugie dno, nawet jeśli to relacja platoniczna. Zresztą najlepszym tego potwierdzeniem jest zerwanie relacji w przeddzień ślubu. Moim zdaniem to bardzo rozsądne zachowanie z jego strony i myślę, że nie miało na celu uderzenie w Twoją osobę a postawienie granicy pomiędzy etapami życia. Spójrz na to z innej perspektywy, jak Ty czulabys się wiedząc, że Twój mąż utrzymuje bliska znajomość z koleżanką z którą sypiał w jednym łóżku, nawet jeżeli do niczego nie dochodziło?
Właśnie o to o czym piszesz mi chodzi....o kontakt z ludźmi, o utrzymanie relacji z obu stron, o czystej bezinteresownosci. Czytam Wasze odpowiedzi na moj post i przede wszystkim przewija sie określenie, zeby nie napierać na siłę, aby zostawić to i isc dalej..... na ta chwilę ciezko mi to sobie wyobrazić. Moze podpowiecie mi jak do tego doszliście? Bo ja na ta chwile mam tak, ze piecze mnie w klacie, jest mi w ch... smutno, dochodzę do wniosków (nigdy tak nie mialam, bo ufam badz ufałam ludziom), ze kazdy chce mnie przerobić, ze mówiąc do mnie jakies informacje, z gory zakładam, ze to kłamstwo i obłuda. Wy odcielyscie sie od nic nie dających relacji tak z dnia na dzien czy malymi kroczkami przez np coraz mniejszy kontakt?Meduza pisze: ↑czw kwie 23, 2026 5:39 pm Bardzo się utożsamiam z tym co piszesz. Sama przeżyłam multum takich rozczarowań ludźmi, łącznie z podobną historią jaką odpisujesz z kolegą. Miałam też np. fajną paczkę koleżanek w LO, po maturze spotkałyśmy się wszystkie raz. Później cisza, łącznie z usunięciem mnie z IG, nie odpisywaniem (nie tylko do mnie). Uderza mnie to, bo uważam że utrzymanie koleżeństwa nie jest jakieś ultra trudne - wysłanie życzeń na urodziny, wysłanie głupiego mema, spotkanie na dwie godziny raz na pół roku w grupie. Dlatego dziwi mnie czemu ludzie tego kompletnie nie chcą.
Więc to co piszesz jest mi bliskie. Też sama sobie spędzam czas i umiem go zagospodarować, ale jednak z tą różnicą że mi ludzi brakuje. Często myślę jak fajnie byłoby kogoś zaprosić na kawę do siebie, na grilla (z tym że ja pracuję zdalnie, wiec tego kontaktu z ludźmi prawie nie mam).
Także mocno odnajduje się w tym temacie. Zauważam bardzo dziwne zmiany w ludziach, już pomijając przyjaźnie to nawet sąsiedzi czasem nie odpowiadają dzień dobry, usługodawcy kompletnie mają cię gdzieś (dajmy na to umawiają się i przyjeżdżają o której chcą), podobno randkowaniu też nie jest w tych czasach super łatwe.
Tzn. mnie to nadal trochę boli - jestem dość wrażliwa (i się tego nie wstydzę!) i czasami wspominam niefajne sytuacje związane z ludźmi. Ale ogólnie to od zawsze miałam takie podejście że 'honor nad relacje', czyli jak widziałam że ktoś odpowiada tylko jak ja zaczepiam, sam niewiele z siebie daje to odpuszczałam. Jak do tego dojść? Ogólnie jak już tyle razy jest się wystawionym, jest się 'odrzuconym' to po pewnym czasie po prostu unikasz tego, sama się wycofujesz zanim zdążysz zostać zraniona, ja po prostu przestaje pisać, proponować i z drugiej strony też jest cisza. Nie bez jakiejś przykrości, ale jednak odpuszczam, nie napierałam na siłę na kontakt bo co to za relacja jak ja muszę się jakoś gimnastykować. Bliższe znajomości mają dawać Ci luz, masz być sobą, inaczej po co Ci takie? Czuje się przecież kiedy jest się chcianym i lubianym.Rachell88 pisze: ↑czw kwie 23, 2026 11:37 pm Właśnie o to o czym piszesz mi chodzi....o kontakt z ludźmi, o utrzymanie relacji z obu stron, o czystej bezinteresownosci. Czytam Wasze odpowiedzi na moj post i przede wszystkim przewija sie określenie, zeby nie napierać na siłę, aby zostawić to i isc dalej..... na ta chwilę ciezko mi to sobie wyobrazić. Moze podpowiecie mi jak do tego doszliście? Bo ja na ta chwile mam tak, ze piecze mnie w klacie, jest mi w ch... smutno, dochodzę do wniosków (nigdy tak nie mialam, bo ufam badz ufałam ludziom), ze kazdy chce mnie przerobić, ze mówiąc do mnie jakies informacje, z gory zakładam, ze to kłamstwo i obłuda. Wy odcielyscie sie od nic nie dających relacji tak z dnia na dzien czy malymi kroczkami przez np coraz mniejszy kontakt?
Czasem tylko zastanawiam się jak innym udaje się tak np. utrzymywać kontakt od podstawówki, że jednak niby takie ciężkie czasy jeśli chodzi o przyjaźń ale jest sporo wyjątków. (Mówię o naszym pokoleniu, bo wiadomo że pokolenie naszych babć ma zupełnie inaczej).
-
Fantafatima
- Gacie z oceanu
- Posty: 40
- Rejestracja: ndz sty 18, 2026 9:19 pm
No właśnie tak doszłam jak opisujesz - w pewnym momencie było mi mega przykro, wręcz przez dłuższy czas miałam obniżony nastrój. Pozwoliłam sobie na ten smutek.Rachell88 pisze: ↑czw kwie 23, 2026 11:37 pm Właśnie o to o czym piszesz mi chodzi....o kontakt z ludźmi, o utrzymanie relacji z obu stron, o czystej bezinteresownosci. Czytam Wasze odpowiedzi na moj post i przede wszystkim przewija sie określenie, zeby nie napierać na siłę, aby zostawić to i isc dalej..... na ta chwilę ciezko mi to sobie wyobrazić. Moze podpowiecie mi jak do tego doszliście? Bo ja na ta chwile mam tak, ze piecze mnie w klacie, jest mi w ch... smutno, dochodzę do wniosków (nigdy tak nie mialam, bo ufam badz ufałam ludziom), ze kazdy chce mnie przerobić, ze mówiąc do mnie jakies informacje, z gory zakładam, ze to kłamstwo i obłuda. Wy odcielyscie sie od nic nie dających relacji tak z dnia na dzien czy malymi kroczkami przez np coraz mniejszy kontakt?
Jednocześnie podchodzę do tego ze stoickim spokojem na zasadzie, że to, iż przyjaźnie mają termin przydatności nie przekreśla tego, że były czymś ważnym. Na znajomych też się nie poobrażałam - założyłam, że jak się sami odezwą, a ja będę mieć czas to się umówię. Ta redukcja frustracji do akceptacji i podejścia bardziej na luzie bardzo mi pomogła.
No i co istotne- nie korzystam z social mediów, nie ma wtedy pokusy, by mieć para-socjalne relacje w postaci podglądania co tam u ludzi. A co z oczu, to z serca - przestajesz o kimś myśleć, oddalasz się, a tym samym redukujesz poczucie żalu.
-
Fantafatima
- Gacie z oceanu
- Posty: 40
- Rejestracja: ndz sty 18, 2026 9:19 pm
Dla mnie to brak umiejętności społecznych, a nie rozsądne zachowanie - zważając, że odbyło się to bez żadnej rozmowy.Pejczyk Pandory pisze: ↑czw kwie 23, 2026 9:36 pm Moim zdaniem to bardzo rozsądne zachowanie z jego strony i myślę, że nie miało na celu uderzenie w Twoją osobę a postawienie granicy pomiędzy etapami życia. Spójrz na to z innej perspektywy, jak Ty czulabys się wiedząc, że Twój mąż utrzymuje bliska znajomość z koleżanką z którą sypiał w jednym łóżku, nawet jeżeli do niczego nie dochodziło?
Trochę takie "wyszumialem się, czas być przykładnym mężem". Mój partner nie miał jakiś dziwnych sytuacji, które tak by mi siadły na psychę, że nie puściłabym go z koleżanką na kawę. Zresztą spanie w jednym łóżku za małolata też dla mnie nie czynnikiem, przez który naciskałabym na chłopa, by zerwał kontakt do zera. Wiadomo, samotne wyjazdy z koleżanką to może niekoniecznie, ale, żeby zaraz wykreślać z życia? xD
Dodatkowo wygląda to kiepsko - jakby autorka dla tego kolegi była tylko i wyłącznie obiektem romantycznych westchnień. A skoro spędzali tyle czasu razem, to chyba jednak mieli o czym pogadać.