Czynności które sprawiają Wam trudność a nie powinny
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryCzynności które sprawiają Wam trudność a nie powinny
Hej, jako że wątek "rzeczy których się wstydzicie a są normalne" fajnie się przyjął to może teraz coś innego?
Jakie czynności robione na co dzień przez innych ludzi sprawiają Wam trudność/dyskomfort a są zwyczajne?
Ja zacznę:
- Nie potrafię odpowiadać na pytania typu "jak ci minął dzień", uważam że nikogo nie interesuje co kupiłam w biedrze czy ile godzin byłam w pracy, bo większość tygodnia jednak nie podróżuje/nie robię nic ciekawego czym można się pochwalić
- Nie potrafię zjeść sama w restauracji, zawsze biorę na wynos i jem w aucie albo zamawiam do domu
Jakie czynności robione na co dzień przez innych ludzi sprawiają Wam trudność/dyskomfort a są zwyczajne?
Ja zacznę:
- Nie potrafię odpowiadać na pytania typu "jak ci minął dzień", uważam że nikogo nie interesuje co kupiłam w biedrze czy ile godzin byłam w pracy, bo większość tygodnia jednak nie podróżuje/nie robię nic ciekawego czym można się pochwalić
- Nie potrafię zjeść sama w restauracji, zawsze biorę na wynos i jem w aucie albo zamawiam do domu
-
chleb_ze_smalcem
- MiamiBicz
- Posty: 399
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Nie lubię rozmawiać przez telefon, dzwonić gdzieś czy odbierać połączeń. Chcesz coś to napisz albo nie zawracaj mi głowy.
- Blue Spirit
- SushiRoll
- Posty: 228
- Rejestracja: sob wrz 03, 2022 5:15 am
Nie lubię, dzień w dzień, malowania się i układania włosów. Czasami mam ochotę ubrać się i wyjść, nie chce mi się nawet czesać.
Nie lubię jakichkolwiek zakupów w sklepach stacjonarnych, spożywczych/odzieżowych, bez znaczenia. Nie lubię kolejek, przymierzania, szukania jakichś produktów.
Nie lubię dalekich podróży pod względem tego, że w fotelu trzeba spędzić kilka godzin albo co gorsza kilkanaście. Szkoda, że nie można się teleportować.
Nie lubię imprezować wtedy, kiedy tak wypada (bo Sylwester, bo coś tam). Wolę wtedy, kiedy mam ochotę.
Nie lubię tych wielkich szerokich spodni. Koszmar. Nie wiem, czy to dobry temat. Miały być czynności, więc niech będzie, że nie lubię ich na sobie nosić (ale u innych też mi się nie podobają).
Nie lubię wstawać i jeść zbyt wcześnie.
Nie lubię mycia włosów. Trzeba poświęcić tyle czasu: szampon, maska przynajmniej 20 minut, rozczesywanie (długich włosów), suszenie, układanie. Zrobisz to, a za chwilę musisz znowu.
Nie lubię wesel, siedzenia z pijanymi wujkami/ciotkami, wścibskich pytań.
Nie lubię pierwszych randek z aplikacji randkowych. To było takie sztuczne zazwyczaj, takie na siłę, bez tego czegoś.
Nie lubię tej presji, kiedy muszę gdzieś być o określonej godzinie. W przeszłości zawsze się spóźniałam.
Nienawidzę wizyt u fryzjera. Zawsze wracam niezadowolona z efektu i uważam, że przed było lepiej.
Nie lubię odkurzać.
Nie przepadam za oglądaniem filmów bez towarzystwa, bo nie ma z kim np. podyskutować na jego temat.
Nienawidzę spać z kimś, kto głośno sapie, chrapie, wierci się.
Nie lubię wizyt u dentysty (pozostałe są dla mnie neutralne).
Nie lubię czekania na przeglądy kominowe, instalacji elektrycznej czy na instalację światłowodu. Na kuriera też nie lubię czekać.
Nie lubię odkładania czegoś na później, męczy mnie psychicznie.
Nie lubię jakichkolwiek zakupów w sklepach stacjonarnych, spożywczych/odzieżowych, bez znaczenia. Nie lubię kolejek, przymierzania, szukania jakichś produktów.
Nie lubię dalekich podróży pod względem tego, że w fotelu trzeba spędzić kilka godzin albo co gorsza kilkanaście. Szkoda, że nie można się teleportować.
Nie lubię imprezować wtedy, kiedy tak wypada (bo Sylwester, bo coś tam). Wolę wtedy, kiedy mam ochotę.
Nie lubię tych wielkich szerokich spodni. Koszmar. Nie wiem, czy to dobry temat. Miały być czynności, więc niech będzie, że nie lubię ich na sobie nosić (ale u innych też mi się nie podobają).
Nie lubię wstawać i jeść zbyt wcześnie.
Nie lubię mycia włosów. Trzeba poświęcić tyle czasu: szampon, maska przynajmniej 20 minut, rozczesywanie (długich włosów), suszenie, układanie. Zrobisz to, a za chwilę musisz znowu.
Nie lubię wesel, siedzenia z pijanymi wujkami/ciotkami, wścibskich pytań.
Nie lubię pierwszych randek z aplikacji randkowych. To było takie sztuczne zazwyczaj, takie na siłę, bez tego czegoś.
Nie lubię tej presji, kiedy muszę gdzieś być o określonej godzinie. W przeszłości zawsze się spóźniałam.
Nienawidzę wizyt u fryzjera. Zawsze wracam niezadowolona z efektu i uważam, że przed było lepiej.
Nie lubię odkurzać.
Nie przepadam za oglądaniem filmów bez towarzystwa, bo nie ma z kim np. podyskutować na jego temat.
Nienawidzę spać z kimś, kto głośno sapie, chrapie, wierci się.
Nie lubię wizyt u dentysty (pozostałe są dla mnie neutralne).
Nie lubię czekania na przeglądy kominowe, instalacji elektrycznej czy na instalację światłowodu. Na kuriera też nie lubię czekać.
Nie lubię odkładania czegoś na później, męczy mnie psychicznie.
Ale to nie ma być czego nie lubicie tylko czego nie potraficie.
Ja np czasem nie potrafię zagadać do kogoś np zapytać o drogę, chociaż wydaje mi się, że nie jestem aż taka nieśmiała.
Ja np czasem nie potrafię zagadać do kogoś np zapytać o drogę, chociaż wydaje mi się, że nie jestem aż taka nieśmiała.
Bo Wiśniewski to nie ja,
Bo to wszystko nie jest moje,
Bo to wszystko wielki pic,
A „Ich Troje” jest kradzione.
Bo to wszystko nie jest moje,
Bo to wszystko wielki pic,
A „Ich Troje” jest kradzione.
-
xoseraphina
- ToTylkoHermes
- Posty: 737
- Rejestracja: pn maja 01, 2023 11:15 pm
Nie potrafię jeździć autem, tzn. no niby potrafię bo mam prawko i nawet jeździłam sama autem do pracy w innym mieście, ale odkąd tam nie pracuje to i moja przygoda z samochodem się zakończyła, po prostu mnóstwo rzeczy mnie na drodze przeraża i dostaje małpiego rozumu (przykładowo, zgasło mi auto na światłach i ze stresu zapomniałam jak się go odpala), nawet gdy nic się nie dzieje i jadę prosto przed siebie, to mam wrażenie, że sobie nie radzę i zaraz coś się stanie, a ja nie będę wiedziała jak zareagować nawet. Godziny szczytu w mieście to był dla mnie horror, chwilami nie wiedziałam co mam robić. Bardzo zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie jeżdżą autem i czują się jak ryba w wodzie. Nawet seniorzy jeżdżą i dają radę, tylko ja taka upośledzona.
- Blue Spirit
- SushiRoll
- Posty: 228
- Rejestracja: sob wrz 03, 2022 5:15 am
Aaa, to przepraszam
Spojrzałam na ostatni post i jakoś tak wyszło. A nie było już takiego tematu z tym wstydzeniem się?
Ok, to może... kiedyś głupio się czułam kupując podpaski.
Raczej już nie zjadłabym burgera w miejscu publicznym
Nie zagadałabym ot tak do obcego faceta w celu poderwania go, zapytania o kontakt, a niby jest to teraz normalne. Musiałaby to być naprawdę wyjątkowa sytuacja.
Ok, to może... kiedyś głupio się czułam kupując podpaski.
Raczej już nie zjadłabym burgera w miejscu publicznym
Nie zagadałabym ot tak do obcego faceta w celu poderwania go, zapytania o kontakt, a niby jest to teraz normalne. Musiałaby to być naprawdę wyjątkowa sytuacja.
A może wykupisz sobie jazdy doszkalające? To żaden wstyd, a wiele szkół to oferuje. Nie każdy urodził się za kółkiem ale jeśli zdałaś prawko to znaczy że nie jesteś aż tak "upośledzona" tylko trzeba Ci odwagi. A jak nie szkoła jazdy to może kolega/koleżanka obok? Kilka razy inna osoba by z Tobą pojeździła w różne miejsca i może tak łatwiej by Ci było się przyzwyczaić. Druga osoba która w razie sytuacji zapomnienia jak się odpala auto Ci pomoże, uspokoixoseraphina pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 7:17 pm Nie potrafię jeździć autem, tzn. no niby potrafię bo mam prawko i nawet jeździłam sama autem do pracy w innym mieście, ale odkąd tam nie pracuje to i moja przygoda z samochodem się zakończyła, po prostu mnóstwo rzeczy mnie na drodze przeraża i dostaje małpiego rozumu (przykładowo, zgasło mi auto na światłach i ze stresu zapomniałam jak się go odpala), nawet gdy nic się nie dzieje i jadę prosto przed siebie, to mam wrażenie, że sobie nie radzę i zaraz coś się stanie, a ja nie będę wiedziała jak zareagować nawet. Godziny szczytu w mieście to był dla mnie horror, chwilami nie wiedziałam co mam robić. Bardzo zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie jeżdżą autem i czują się jak ryba w wodzie. Nawet seniorzy jeżdżą i dają radę, tylko ja taka upośledzona.
Gotowanie, robienie zakupów, planowanie, cała organizacja tego wszystkiego. Wybieranie ładnych warzyw czy ocena tego jakie mięso jest dobre/lepsze. Nie potrafię i nie lubię, dla mnie jak weszły wszystkie te cateringi to była najlepsza rzecz na świecie i duuuza ulga.
-
Rzeka.chaosu
- PoranneKapuczino
- Posty: 1794
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Robię błędy stylistyczne, pomimo tego, że dużo czytam i znam poprawne zasady. Jedyny wyjątek - pisanie prac naukowych typu magisterka lub jakichś dłuższych tekstów do pracy. Wtedy mój mózg nie naśladuje w pisaniu tzw. mowy potocznej. Do dziś nie rozumiem, jak to działa. Czasem widzę swój stary wpis np. na Wandzie i myślę "co za nieuk pisał". :D
Mam jakiś ogromny, "niekobiecy" opór przed robieniem zakupów stacjonarch, łażeniem godzinami po galeriach. Chodzi głównie o kupowanie ubrań. Nic nie potrafię znaleźć i od razu mam ochotę uciekać. Rzadko mam ochotę na takie zakupy. Dlatego moja wielka zakupowa miłość to Zalando i filtrowanie produktów. Szkoda, że znowu zniknęły u nich opinie.
Mam jakiś ogromny, "niekobiecy" opór przed robieniem zakupów stacjonarch, łażeniem godzinami po galeriach. Chodzi głównie o kupowanie ubrań. Nic nie potrafię znaleźć i od razu mam ochotę uciekać. Rzadko mam ochotę na takie zakupy. Dlatego moja wielka zakupowa miłość to Zalando i filtrowanie produktów. Szkoda, że znowu zniknęły u nich opinie.
-
dziwnerzeczy
- Bagietka z szarlott
- Posty: 167
- Rejestracja: pt wrz 30, 2022 11:04 pm
Pchać/ciągnąć, czyli otwieranie drzwi.
Te dwa słowa powinno zamienić się znaczeniami. Jakoś bardziej mi pasuje tak na odwrót.
Te dwa słowa powinno zamienić się znaczeniami. Jakoś bardziej mi pasuje tak na odwrót.
Sprzątanie w szafie z ubraniami. Jakim cudem ludzie mają tam wszystko poukładane? U mnie to zawsze była dopychana kolanem kupka ubrań. Nawet jak posprzątałam, to maks po tygodniu znów był pierdolnik. Moje półki śmietnisko, u chłopaka na półkach idealny porządek. Teraz mam panią do sprzątania i umówiłam się z nią też na układanie ubrań. Dla porównania moje biurko idealnie czyste i poukładane, szafka z kosmetykami to samo. Wszędzie tylko nie w ciuchach. Miałam taki syf w ciuchach zawsze, że przynajmniej dwa razy chłopak nie wytrzymał i poskładał mi wszystkie ubrania. xD Potem to już tylko groził, że wyrzuci.
-
waltherp99
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 87
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:51 am
Ja nie umiem w small talk.
Co do zasady nie potrafię gadać o pierdołach, zwłaszcza z ludźmi z którymi mam średni kontakt i nie czuję flow. Wtedy dopada mnie stres co powiedzieć, jak zagadać żeby jakoś poszło. Potrzebuję rozmów głębszych i bardziej szczerych.
Co do zasady nie potrafię gadać o pierdołach, zwłaszcza z ludźmi z którymi mam średni kontakt i nie czuję flow. Wtedy dopada mnie stres co powiedzieć, jak zagadać żeby jakoś poszło. Potrzebuję rozmów głębszych i bardziej szczerych.
-
agrafka00
Coś czego nie lubimy jest ostatecznie związane z tym, że sprawia nam trudność, to się uzupełnia
-
chleb_ze_smalcem
- MiamiBicz
- Posty: 399
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Nie lubię- w domyśle mam z tym trudności. Nie potrafię normalnie rozmawiać przez telefon bez skrępowania i prawie zawsze nie odbiorę połączenia, zwłaszcza jak nie znam numeru. Jak to jest, że zawsze się ktoś przypierdoli, chociaż przekaz jest jasny, jedno wynika z drugiego.
Może to marne pocieszenie, ale nie tylko Ty :Dxoseraphina pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 7:17 pm Nie potrafię jeździć autem, tzn. no niby potrafię bo mam prawko i nawet jeździłam sama autem do pracy w innym mieście, ale odkąd tam nie pracuje to i moja przygoda z samochodem się zakończyła, po prostu mnóstwo rzeczy mnie na drodze przeraża i dostaje małpiego rozumu (przykładowo, zgasło mi auto na światłach i ze stresu zapomniałam jak się go odpala), nawet gdy nic się nie dzieje i jadę prosto przed siebie, to mam wrażenie, że sobie nie radzę i zaraz coś się stanie, a ja nie będę wiedziała jak zareagować nawet. Godziny szczytu w mieście to był dla mnie horror, chwilami nie wiedziałam co mam robić. Bardzo zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie jeżdżą autem i czują się jak ryba w wodzie. Nawet seniorzy jeżdżą i dają radę, tylko ja taka upośledzona.
Teraz nawet unikam jakiejkolwiek jazdy i wybieram świadomie nogi lub autobus...
Napisze cos, i moze sie myle i absolutnie nie chce Cie urazic, ale skoro tak reagujesz to nie nadajesz sie na kierowce.xoseraphina pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 7:17 pm Nie potrafię jeździć autem, tzn. no niby potrafię bo mam prawko i nawet jeździłam sama autem do pracy w innym mieście, ale odkąd tam nie pracuje to i moja przygoda z samochodem się zakończyła, po prostu mnóstwo rzeczy mnie na drodze przeraża i dostaje małpiego rozumu (przykładowo, zgasło mi auto na światłach i ze stresu zapomniałam jak się go odpala), nawet gdy nic się nie dzieje i jadę prosto przed siebie, to mam wrażenie, że sobie nie radzę i zaraz coś się stanie, a ja nie będę wiedziała jak zareagować nawet. Godziny szczytu w mieście to był dla mnie horror, chwilami nie wiedziałam co mam robić. Bardzo zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie jeżdżą autem i czują się jak ryba w wodzie. Nawet seniorzy jeżdżą i dają radę, tylko ja taka upośledzona.
Sytuacji stresujacych na drodze jest duzo i TRZEBA sobie z tym radzic. Jesli ktos (nie mowie, ze Ty) w takiej sytuacji zamiast hamowac dociska gazu, bo sie zdenerwowal, to sorry, ale takie osoby sa zagrozeniem i nie nadaja sie za kierownice.
Auto moze kazdemu zgasnac, to sie zdarza, ale jesli Ty po takim czyms zapominasz jak go odpalic to kurcze nie wiem, ale slabo to wyglada.
Jazdy doszkalajace sa pozornie pomocne, poniewaz calkiem inaczej jest jezdzic kims kto ma po swojej stronie pedaly i w razie czego zareaguje, podpowie itd.
Bardzo Ci wspolczuje, bo na pewno jest Ci z tym ciezko, a auta potrzebujesz. Zycze Ci zebyc przelamala stres!
I nie czuj sie uposledzona! Nie ma powodow do wstydu. Wazne, ze zdajesz sobie z tego sprawe.
Gry planszowe. Czuje sie jak kompletna idiotka, i ludzie mysla, ze jestem tepa i wolno mysle. Nie lubie gier, i slabo idzie mi zapamietanie zasad.
Jesli trzeba liczyc, planowac strategie wychodze na d*bila. Kojarzycie gre Splendor? Zasady sa proste (tutaj wyjatkowo zalapalam
), ale liczenie tych kamieni, kupowanie nowych kart i zetonow...wszystkie kolory i liczby mi sie zlewaja i nie jestem w stanie szybko policzyc i zaplanowac.
Jesli trzeba liczyc, planowac strategie wychodze na d*bila. Kojarzycie gre Splendor? Zasady sa proste (tutaj wyjatkowo zalapalam
-
Cyraneczka
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 86
- Rejestracja: wt sie 27, 2024 11:25 am
Nie potrafię jeść pałeczkami. Próby opanowania tej sztuki spełzły na niczym.
-
Pejczyk Pandory
- TrampekLV
- Posty: 625
- Rejestracja: wt sie 12, 2025 7:07 pm
xoseraphina pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 7:17 pm Nie potrafię jeździć autem, tzn. no niby potrafię bo mam prawko i nawet jeździłam sama autem do pracy w innym mieście, ale odkąd tam nie pracuje to i moja przygoda z samochodem się zakończyła, po prostu mnóstwo rzeczy mnie na drodze przeraża i dostaje małpiego rozumu (przykładowo, zgasło mi auto na światłach i ze stresu zapomniałam jak się go odpala), nawet gdy nic się nie dzieje i jadę prosto przed siebie, to mam wrażenie, że sobie nie radzę i zaraz coś się stanie, a ja nie będę wiedziała jak zareagować nawet. Godziny szczytu w mieście to był dla mnie horror, chwilami nie wiedziałam co mam robić. Bardzo zazdroszczę ludziom, którzy swobodnie jeżdżą autem i czują się jak ryba w wodzie. Nawet seniorzy jeżdżą i dają radę, tylko ja taka upośledzona.
Ale masz prawko, sprobowałaś a to, że reagujesz tak jak reagujesz to już nie Twoja wina. Ja za to nigdy nawet nie próbowałam zdawać, bo tak panicznie boję się jazdy samochodem, a z drugiej strony jest to moje marzenie, żeby wsiąść w samochód i sobie gdzieś pojechać. Czuję się jak upośledzona i zwłaszcza wtedy jak widzę starszych ludzi za kierownicą, to myślę sobie, że oni dają radę tylko ja jestem takim życiowym nieudacznikiem.
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 74
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Też mam pierdolnik w szafie z ubraniami i w szufladzie z bielizną/skarpetkami xd ale mi to jakoś nie przeszkadza, w moim domu rodzinnym w szafach wszystko musiało być jak od linijki, ja tak nie umiałam, więc teraz sobie robię po swojemu.lalisa pisze: ↑ndz kwie 12, 2026 9:32 pm Sprzątanie w szafie z ubraniami. Jakim cudem ludzie mają tam wszystko poukładane? U mnie to zawsze była dopychana kolanem kupka ubrań. Nawet jak posprzątałam, to maks po tygodniu znów był pierdolnik. Moje półki śmietnisko, u chłopaka na półkach idealny porządek. Teraz mam panią do sprzątania i umówiłam się z nią też na układanie ubrań. Dla porównania moje biurko idealnie czyste i poukładane, szafka z kosmetykami to samo. Wszędzie tylko nie w ciuchach. Miałam taki syf w ciuchach zawsze, że przynajmniej dwa razy chłopak nie wytrzymał i poskładał mi wszystkie ubrania. xD Potem to już tylko groził, że wyrzuci.
Mam zerowe zdolności manualne. Rysuję tak, że szkoda gadać, pismo mam brzydkie, a z włosami się dawno poddałam i chodzę głównie w rozpuszczonych albo w kucyku. Nie umiem zrobić koka, warkocza itd.
Maluję się na co dzień, ale delikatnym makijażem, bo boję się, że będę wyglądać jak klaun (szkoda trochę, bo lubię bardziej artystyczne makijaże). Rzadko maluję powieki ze względu na nadwrażliwe oczy, ale jak już, to wybieram "bezpieczne" kolory żeby się nie umazać dziko.
Oprócz dodawania, odejmowania i prostego mnożenia czy dzielenia nie umiem za bardzo obliczać w pamięci, muszę sobie rozpisać na kartce i to "widzieć" (jeśli nie używam kalkulatora).
Mam dokladnie tak samo ja Ty :DAleksandra_18 pisze: ↑wt kwie 14, 2026 12:43 pm Też mam pierdolnik w szafie z ubraniami i w szufladzie z bielizną/skarpetkami xd ale mi to jakoś nie przeszkadza, w moim domu rodzinnym w szafach wszystko musiało być jak od linijki, ja tak nie umiałam, więc teraz sobie robię po swojemu.
Mam zerowe zdolności manualne. Rysuję tak, że szkoda gadać, pismo mam brzydkie, a z włosami się dawno poddałam i chodzę głównie w rozpuszczonych albo w kucyku. Nie umiem zrobić koka, warkocza itd.
Maluję się na co dzień, ale delikatnym makijażem, bo boję się, że będę wyglądać jak klaun (szkoda trochę, bo lubię bardziej artystyczne makijaże). Rzadko maluję powieki ze względu na nadwrażliwe oczy, ale jak już, to wybieram "bezpieczne" kolory żeby się nie umazać dziko.
Oprócz dodawania, odejmowania i prostego mnożenia czy dzielenia nie umiem za bardzo obliczać w pamięci, muszę sobie rozpisać na kartce i to "widzieć" (jeśli nie używam kalkulatora).
W szafie bu*del. Malowac nie potrafie, bo nie mam wyobrazni. W ogole nie potrafie wyobrazic sobie jakie kolory do siebe pasuja, jakie meble wybrac itd. Ja to musze zobaczyc wszystko obok siebie.
Wlosy rowniez albo rozpuszczone, albo kok.
Makijaz podstawowy, poniewaz nie umiem bawic sie kolorami, ani uzywac cieni.
Z liczeniem mam podobnie.
Gry planszowe lub karty to juz maskara. A jesli jestem po drinku, to juz w ogole kaplica.
- berry blast
- Dieta 600 kcal
- Posty: 2277
- Rejestracja: śr cze 11, 2025 3:48 pm
nie umiem jeździć pociągiem. to znaczy nie wiem jak dzisiaj, bo obie sytuacje były dość dawno.
kiedyś jak jechałam na praktyki to nie umiałam otworzyć drzwi, była tam jakaś wielka metalowa wajcha. nikogo akurat nie było kto by wysiadał. pojechałam sobie stację dalej, szczęśliwie wysiadał jakiś facet i mnie uwolnił.
kilka lat później wracałam ze znajomą ze szkolenia i wsiadłyśmy do pociągu który jechał w przeciwną stronę. z trzy stacje pojechałyśmy zanim się zorientowałyśmy.
kiedyś jak jechałam na praktyki to nie umiałam otworzyć drzwi, była tam jakaś wielka metalowa wajcha. nikogo akurat nie było kto by wysiadał. pojechałam sobie stację dalej, szczęśliwie wysiadał jakiś facet i mnie uwolnił.
kilka lat później wracałam ze znajomą ze szkolenia i wsiadłyśmy do pociągu który jechał w przeciwną stronę. z trzy stacje pojechałyśmy zanim się zorientowałyśmy.
Tych konkretnych drzwi nie umie otworzyć 90% społeczeństwaberry blast pisze: ↑wt kwie 14, 2026 2:46 pm nie umiem jeździć pociągiem. to znaczy nie wiem jak dzisiaj, bo obie sytuacje były dość dawno.
kiedyś jak jechałam na praktyki to nie umiałam otworzyć drzwi, była tam jakaś wielka metalowa wajcha. nikogo akurat nie było kto by wysiadał. pojechałam sobie stację dalej, szczęśliwie wysiadał jakiś facet i mnie uwolnił.
kilka lat później wracałam ze znajomą ze szkolenia i wsiadłyśmy do pociągu który jechał w przeciwną stronę. z trzy stacje pojechałyśmy zanim się zorientowałyśmy.
Właśnie mi przypomniałaś, że w maju czeka mnie podróż pociągiem i mam nadzieję, że trafe na normanle otwieranie
Bo Wiśniewski to nie ja,
Bo to wszystko nie jest moje,
Bo to wszystko wielki pic,
A „Ich Troje” jest kradzione.
Bo to wszystko nie jest moje,
Bo to wszystko wielki pic,
A „Ich Troje” jest kradzione.