Laski, chyba uświadomiłam sobie, że minęłam się z powołaniem i powinnam zostać influ (nie bijcie xd).
A tak na poważnie, to po roku pracy w strasznym miejscu, gdzie mój stres i wypalenie wybiły poza skalę, udało mi się trafić do naprawdę bardzo fajnej firmy. Co prawda zarabiam na rękę 4400, ale dodatkowe benefity i brak stresu mi to wynagradzają.
Co jest więc nie tak? Czuję, że marnuję swój czas. Moje stanowisko nie daje żadnych możliwości rozwoju. Pracę, którą wykonuję, kończę w kilka godzin, a przez resztę dnia się nudzę, aczkolwiek muszę udawać, że coś robię, więc czytanie książki i innego tego typu zajęcia odpadają.
Wychodzę do pracy po 8, wracam do domu około 17:30. Zanim przygotuję,zjem obiad i wyjdę z psem, robi się wieczór. Mam wrażenie, że czas przelatuje mi między palcami i nic z tego nie mam.
Od 10 lat pracuje na pełen etat, więc to nie tak, że ten model pracy jest mi nieznany. Po prostu teraz odczuwam tego skutki. To może być naprawdę głupie i wiem, że to życie jest na pokaz, ale oglądając niektórych influ, ja naprawdę im zazdroszczę. Zazdroszczę im tego, że mają czas na realizowanie swoich pasji i podróżowania. Zbliżam się do trzydziestki i coraz bardziej łapie mnie lęk, że nie zdążę poznać świata, przed "ustatkowaniem się" i założeniem rodziny.
Jednocześnie czuję się z tym podle, bo ta praca jest obiektywnie bardzo dobra. Mnóstwo osób w moim dziale robi to samo od kilku, a nawet kilkunastu lat i są z tego zadowolone. A ja nagle czuję się jak na smyczy. Mój partner teraz chwilowy nie jest nigdzie zatrudniony i na samą myśl o tym, że on ma ten "przywilej" wstawania rano i doświadczania świata w godzinach, w których ja siedzę w biurze, sprawia, że chce mi się płakać.
Mam świadomość tego, że mi się w dupie poprzewracało od dobrobytu, bo jeszcze kilka miesięcy temu nie marzyłam o niczym innym, jak o dostaniu tej pracy. Jednak nie jestem w stanie nic na to poradzić, jak się teraz czuję.
Zastanawiam się, czy ktoś z was miał podobnie i czy udału mu się to przezwyciężyć? Czy może jednak zaryzykowałyście i poszłyście na swoje? Cztery lata temu zajmowałam się fotografią, ale wtedy bałam się takiego skoku na głęboką wodę. Teraz zastanawiam się też nad sprzedażą ubezpieczeń.
Jak polubić pracę na pełen etat?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
kaszmir_kaszmir
- RoyalBaby
- Posty: 21
- Rejestracja: pn cze 09, 2025 7:33 pm
Ja tam Cię doskonale rozumiem, bo sama pracuję na etacie, natomiast w systemie 12 godzinnym, więc mam co 2 dzień wolne i to jest świetna sprawa, bo gdybym pracowała po 8 godzin, to też miałabym poczucie, że życie przelatuje mi przez palce: dojazdy, praca, przyjazd i jest późne popołudnie, gdzie po zjedzeniu czegoś robi się wieczór. W pracy też mam czasami takie dni, że w ciągu 4 godzin zrobię wszystko, co mam do zrobienia, a później... no właśnie, co? Natomiast jestem w pracy sama, więc czytam książki, słucham podcastów i w ogóle nadrabiam wszystkie zaległości komputerowe łącznie z robieniem zakupów przez net. To wszystko sprawia, że gdy mam wolny dzień, skupiam się tylko na swoich przyjemnościach: uprawiam sport, ogarniam sobie dom i w ogóle mam poczucie, że robię wszystko to, na co mam ochotę, ale to jest komfort pracy po 12h i tego, że nikt mi nie patrzy na ręce.
Trawa zawsze jest bardziej zielona tam, gdzie nas nie ma ;)
Ja pracuję na etacie ok. 20 lat i przez większość czasu nawet tego nie rozkminiałam - po prostu przyjęłam to za kolejny etap życia. Miałam to szczęście, że w pierwszej pracy miałam super ludzi z którymi połączyła mnie przyjaźń do dziś, więc wtedy wyjścia do pracy były równoznaczne z wyjściem na spotkanie ze znajomymi (= zero poczucia marnowania czasu). Na Twoim miejscu spisałabym sobie plusy i minusy każdej z opcji, które rozważasz, i może to trochę Cię uspokoi lub pokieruje. Masz na pewno odpowiedni charakter i zaparcie, żeby pójść na swoje? Mi się praca influencera wydaje koszmarna - ciągła presja na tworzenie, na zasięgi, wszystko na Twojej głowie. Widzę jak sama łatwo daję unfollow (za literówki, za współprace, za zmiany tematyki itd.).
Jeżeli chcesz mniej pracować, to albo zredukuj sobie etat (ale może w innej firmie za lepszą kasę), albo zostań ekspertem w jakieś dziedzinie i na tym zarabiaj (doradztwo, konsulting, jakiekolwiek usługi, dla których sama ustalasz kiedy pracujesz i nawet robiąc mało godzin zarabiasz przyzwoicie). Jeszcze inną opcją są inwestycje i życie z dywidend, wynajmu mieszkań, odsetek itd. Ale tu trzeba z kolei mieć wiedzę i jakiś kapitał początkowy.
Odpowiedz sobie też na pytanie co konkretnie robiłabyś w tym wolnym czasie? Bo z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy osiągnęli jakąś tam wolność, po prostu nic nie robią ;)
Ja pracuję na etacie ok. 20 lat i przez większość czasu nawet tego nie rozkminiałam - po prostu przyjęłam to za kolejny etap życia. Miałam to szczęście, że w pierwszej pracy miałam super ludzi z którymi połączyła mnie przyjaźń do dziś, więc wtedy wyjścia do pracy były równoznaczne z wyjściem na spotkanie ze znajomymi (= zero poczucia marnowania czasu). Na Twoim miejscu spisałabym sobie plusy i minusy każdej z opcji, które rozważasz, i może to trochę Cię uspokoi lub pokieruje. Masz na pewno odpowiedni charakter i zaparcie, żeby pójść na swoje? Mi się praca influencera wydaje koszmarna - ciągła presja na tworzenie, na zasięgi, wszystko na Twojej głowie. Widzę jak sama łatwo daję unfollow (za literówki, za współprace, za zmiany tematyki itd.).
Jeżeli chcesz mniej pracować, to albo zredukuj sobie etat (ale może w innej firmie za lepszą kasę), albo zostań ekspertem w jakieś dziedzinie i na tym zarabiaj (doradztwo, konsulting, jakiekolwiek usługi, dla których sama ustalasz kiedy pracujesz i nawet robiąc mało godzin zarabiasz przyzwoicie). Jeszcze inną opcją są inwestycje i życie z dywidend, wynajmu mieszkań, odsetek itd. Ale tu trzeba z kolei mieć wiedzę i jakiś kapitał początkowy.
Odpowiedz sobie też na pytanie co konkretnie robiłabyś w tym wolnym czasie? Bo z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy osiągnęli jakąś tam wolność, po prostu nic nie robią ;)
Po pierwsze - rozumiem, bo raz na jakiś czas (na szczęście coraz rzadziej) przez to przechodzę.
Mi pomaga wtedy zrobienie prostego ćwiczenia z samą sobą czyli na kartce spisuję rzeczy, które etat mi daje: to że jak się rozchoruję, to nic się nie stanie, to że okej, mam wyliczony urlop ale podczas niego nie muszę się troszczyć o to, czy klient opłaci fakturę, czy nie, to, że mam stały rytm tygodnia i stałe wpływy na konto, ale tez kartę sportową i prywatną opiekę medyczną itd. - to już od Ciebie i Twojej pracy zależy co tutaj wynosisz dla siebie.
Pomaga mi też zmiana percepcji pt "jestem tutaj 8h po to, żeby mi zapłacili i bym mogła robić fajne rzeczy po pracy". Ja np. kocham podróże i po prostu traktuję pracę na zasadzie prostej transakcji, a nie jako sens życia i stawianie na tym całej tożsamości. to oczywiście nie zadziało się samo z siebie, musiałam przejść wypalenie zawodowe i likwidację stanowiska, ale bardzo mi to pomaga.
Po drugie - polecam odobserwować tych wszystkich ludzi, bo nawet podświadomie wpływa to na umysł. zadaniem tych ludzi jest sprawienie, byś im zazdrościła i do nich aspirowała. Ale jak zetkniesz się z nimi, to się okaże, że żyją w wynajmowanych mieszkaniach, auta w leasingu, często nie płacą faktur i noszą ubrania z metkami, żeby móc je zwrócić, a do tego ledwo wiążą koniec z końcem. Jak sama podróżowałam z 10lat temu sporo po świecie, a insta i tak nie był jeszcze tak sztuczny jak teraz, to zakumplowałam się z pewnymi aspirującymi influencerami podróżniczymi - to ile oni narzekali, że już chcą być w domu, że nie chce im się czegoś, że coś było mega rozczarowaniem, a w Indiach to syf i smród było kompletnie w kontrze do tego co pokazywali u siebie na profilu, jaką to podróże są wolnością, jak dostrzegają piękno w każdym elemencie i wszystko jest bajkowe. To wszystko jedno wielkie kłamstwo.
Po trzecie - paradoksalnie taka robota w której zamykasz się w 2-3h a potem nic nie robisz (choć ja mogłam chociaż czytać książki) jest jak pocałunek Dementora. Oczywiście wiele osob Ci powie że omg ale Ci zazdroszczę, nie mam kiedy się po tyłku podrapać... No nie, to jest terminowe odbieranie człowiekowi poczucia sensu i sprawczości, i nie dziwię się, że jest tak ciężko, bo obiektywnie jesteś w super sytuacji ale tego się tak nie czuje.
Po czwarte wreszcie - jesteś młoda, przed 30, pracujesz na etat od 10 lat, a może rzeczywiście rzuć wszystko i pojedź w ten świat? Tu bym chyba proponowała najpierw jednak się zastanowić czy chodzi o to, że chcesz być jak influ/inni, czy podróże to rzeczywiście Twoja potrzeba. może weź jakiś bezpłatny urlop najpierw na jakieś 2-3 miesiące i zobacz jak się z tym czujesz? Mi np. w trakcie okazało się, że to kompletnie nie dla mnie, bo męczą mnie pozorne znajomości i wieczne pakowanie plecaka, może jak zweryfikujesz to się okaże, że to też nie do koca o to chodzi?
Nie wiem czy pomogłam, ale z własnych doświadczeń mogę tylko powiedzieć, że taka praca jaką masz, czyli mało pracy,super benefity, fajna pensja i udawanie że coś robisz jest dużo gorsza niż z*pierdol w fajnej atmosferce ;) Myślę że dużo rozkmin samej ze sobą przed Tobą, cokolwiek zdecydujesz - o ile nie będzie to podyktowane chęcią bycia jak influ w necie - będzie dla Ciebie dobre!
Mi pomaga wtedy zrobienie prostego ćwiczenia z samą sobą czyli na kartce spisuję rzeczy, które etat mi daje: to że jak się rozchoruję, to nic się nie stanie, to że okej, mam wyliczony urlop ale podczas niego nie muszę się troszczyć o to, czy klient opłaci fakturę, czy nie, to, że mam stały rytm tygodnia i stałe wpływy na konto, ale tez kartę sportową i prywatną opiekę medyczną itd. - to już od Ciebie i Twojej pracy zależy co tutaj wynosisz dla siebie.
Pomaga mi też zmiana percepcji pt "jestem tutaj 8h po to, żeby mi zapłacili i bym mogła robić fajne rzeczy po pracy". Ja np. kocham podróże i po prostu traktuję pracę na zasadzie prostej transakcji, a nie jako sens życia i stawianie na tym całej tożsamości. to oczywiście nie zadziało się samo z siebie, musiałam przejść wypalenie zawodowe i likwidację stanowiska, ale bardzo mi to pomaga.
Po drugie - polecam odobserwować tych wszystkich ludzi, bo nawet podświadomie wpływa to na umysł. zadaniem tych ludzi jest sprawienie, byś im zazdrościła i do nich aspirowała. Ale jak zetkniesz się z nimi, to się okaże, że żyją w wynajmowanych mieszkaniach, auta w leasingu, często nie płacą faktur i noszą ubrania z metkami, żeby móc je zwrócić, a do tego ledwo wiążą koniec z końcem. Jak sama podróżowałam z 10lat temu sporo po świecie, a insta i tak nie był jeszcze tak sztuczny jak teraz, to zakumplowałam się z pewnymi aspirującymi influencerami podróżniczymi - to ile oni narzekali, że już chcą być w domu, że nie chce im się czegoś, że coś było mega rozczarowaniem, a w Indiach to syf i smród było kompletnie w kontrze do tego co pokazywali u siebie na profilu, jaką to podróże są wolnością, jak dostrzegają piękno w każdym elemencie i wszystko jest bajkowe. To wszystko jedno wielkie kłamstwo.
Po trzecie - paradoksalnie taka robota w której zamykasz się w 2-3h a potem nic nie robisz (choć ja mogłam chociaż czytać książki) jest jak pocałunek Dementora. Oczywiście wiele osob Ci powie że omg ale Ci zazdroszczę, nie mam kiedy się po tyłku podrapać... No nie, to jest terminowe odbieranie człowiekowi poczucia sensu i sprawczości, i nie dziwię się, że jest tak ciężko, bo obiektywnie jesteś w super sytuacji ale tego się tak nie czuje.
Po czwarte wreszcie - jesteś młoda, przed 30, pracujesz na etat od 10 lat, a może rzeczywiście rzuć wszystko i pojedź w ten świat? Tu bym chyba proponowała najpierw jednak się zastanowić czy chodzi o to, że chcesz być jak influ/inni, czy podróże to rzeczywiście Twoja potrzeba. może weź jakiś bezpłatny urlop najpierw na jakieś 2-3 miesiące i zobacz jak się z tym czujesz? Mi np. w trakcie okazało się, że to kompletnie nie dla mnie, bo męczą mnie pozorne znajomości i wieczne pakowanie plecaka, może jak zweryfikujesz to się okaże, że to też nie do koca o to chodzi?
Nie wiem czy pomogłam, ale z własnych doświadczeń mogę tylko powiedzieć, że taka praca jaką masz, czyli mało pracy,super benefity, fajna pensja i udawanie że coś robisz jest dużo gorsza niż z*pierdol w fajnej atmosferce ;) Myślę że dużo rozkmin samej ze sobą przed Tobą, cokolwiek zdecydujesz - o ile nie będzie to podyktowane chęcią bycia jak influ w necie - będzie dla Ciebie dobre!
-
MARTA.BUBAK
- Ciastko
- Posty: 9
- Rejestracja: ndz kwie 05, 2026 11:45 pm
To wcale nie jest fanaberia raczej sygnał, że wyszłaś z trybu przetrwania i zaczęłaś znowu chcieć więcej niż tylko spokojukaszmir_kaszmir pisze: ↑śr kwie 08, 2026 3:17 pm Laski, chyba uświadomiłam sobie, że minęłam się z powołaniem i powinnam zostać influ (nie bijcie xd).
(...)
Może zamiast uciekać, potraktuj tę pracę jako finansowanie wersji siebie, którą chcesz sprawdzić np.wróć do fotografii na małą skalę albo przetestuj coś nowego obok tego etatu. Wtedy uzyskasz odpowiedz czy na prawdę chcesz zmiany? Może tylko potrzebujesz oddechu.
-
kaszmir_kaszmir
- RoyalBaby
- Posty: 21
- Rejestracja: pn cze 09, 2025 7:33 pm
Z tą pracą influencera, to była tylko taka hiperbola. Influ influ nie chciałabym być, po prostu zazdroszczę im tego stylu życia, jakkolwiek źle to nie brzmi. Wiem, że to jest złudne.Brida pisze: ↑pt kwie 10, 2026 9:58 am Mi się praca influencera wydaje koszmarna - ciągła presja na tworzenie, na zasięgi, wszystko na Twojej głowie. Widzę jak sama łatwo daję unfollow (za literówki, za współprace, za zmiany tematyki itd.).
Jeżeli chcesz mniej pracować, to albo zredukuj sobie etat (ale może w innej firmie za lepszą kasę), albo zostań ekspertem w jakieś dziedzinie i na tym zarabiaj (doradztwo, konsulting, jakiekolwiek usługi, dla których sama ustalasz kiedy pracujesz i nawet robiąc mało godzin zarabiasz przyzwoicie). Jeszcze inną opcją są inwestycje i życie z dywidend, wynajmu mieszkań, odsetek itd. Ale tu trzeba z kolei mieć wiedzę i jakiś kapitał początkowy.
Odpowiedz sobie też na pytanie co konkretnie robiłabyś w tym wolnym czasie? Bo z moich obserwacji wynika, że ludzie, którzy osiągnęli jakąś tam wolność, po prostu nic nie robią ;)
Też sobie do tej pory chwaliłam
-
kaszmir_kaszmir
- RoyalBaby
- Posty: 21
- Rejestracja: pn cze 09, 2025 7:33 pm
Kurczę, napisałam długi komentarz, po czym mnie wywaliłoterrible pisze: ↑pn kwie 20, 2026 5:23 pm Po trzecie - paradoksalnie taka robota w której zamykasz się w 2-3h a potem nic nie robisz (choć ja mogłam chociaż czytać książki) jest jak pocałunek Dementora. Oczywiście wiele osob Ci powie że omg ale Ci zazdroszczę, nie mam kiedy się po tyłku podrapać... No nie, to jest terminowe odbieranie człowiekowi poczucia sensu i sprawczości, i nie dziwię się, że jest tak ciężko, bo obiektywnie jesteś w super sytuacji ale tego się tak nie czuje.
Dziękuję ci za tę uwagę. Uświadomienie sobie tego to już jakiś pierwszy krok do zdystansowania się, mam nadzieję.