Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Poziom życia, doświadczenia które o nim świadczą

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Poziom życia, doświadczenia które o nim świadczą

Post autor: [email protected] »

Jakie doświadczenia życiowe uważacie za minimum, które sprawia, że życie danej osoby można uznać za w miarę „poniżej normy” lub wskazujące na zaniedbanie? I przeciwnie, co jest takim must have żeby dzisiejsze społeczeństwo uznało cię za równego?
Jakie braki (np. w edukacji, relacjach, warunkach życia) według Was są sygnałem, że ktoś mógł mieć trudne lub zaniedbane dzieciństwo i dorastanie, że rodzina nie wykonała swojej pracy?
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

1. Przemoc, traumy, zawyżone oczekiwania otoczenia - to może być i w biednym i bogatym domu, ale wpływa na późniejsze życie.

2. Skrajna bieda, którą pamiętam z lat 90. Niektóre dzieci nie jeździły na wycieczki, chodziły w za małych lub zniszczonych ubraniach.

3. Nieczytanie niczego, książek, komiksów, lepszych artykułów w sieci. Takie osoby często mają - moim zdaniem - problemy ze zrozumieniem słowa pisanego, nie odczytują przekazów dłuższych tekstów jako całości.

4. Śmieciowe, niekoniecznie tanie jedzenie. Jedzenie typu płatki nestle na śniadanie, gotowiec z żabki na obiad, słodka bułk.a zagryziona paczkowaną przekąską na kolacje. Wszystko popite colą lub jakimś wojankiem.

5. Brak pozytywnych wartości przekazanych przez rodzinę i kręgosłupa moralnego. Chodzi mi o chociaż minimalny stopień.

6. Materialistyczne podejście do życia. Nie chodzi mi o np. lubienie / docenianie ładnych, droższych rzeczy, ale o wartościowanie ludzi i siebie po stanie posiadania.

7. Przesadzanie z używkami i uzależnieniami i trwonienie na to kasy.

8. Brak elementarnej odporności na działania marketingowe i kupowanie wszystkiego, co modne. To słynne "muszę mieć x, choć mnie nie stać, a cena x jest zawyżona w kosmos".
Welociraptor1
Channelka
Posty: 34
Rejestracja: pt sie 01, 2025 11:31 am

Post autor: Welociraptor1 »

Zgadzam się z powyższym, dodam od siebie: zaniedbania na polu zdrowotnym - popsute, nieleczone zęby, zaniedbane problemy skórne (trądzik, grzybice, kurzajki, narośla, brodawki), brak higieny. Wieczne chodzenie chorym, niedoleczonym po infekcjach. Olewanie zaleceń co do rehabilitacji, leczenia. Dotyczy to i dorosłych niedbających o siebie, i niedbania o powyższe u dziecka.
Trochę osobną kategorią jest wszelkie "leczenie" alternatywne, bo "lekarze się nie znają i chcą tylko leki wcisnąć".
Mualla
MoetGlass
Posty: 260
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

Oczywiście zgadzam się z tym co zostało wspomniane powyżej i dodam od siebie, że zęby bardzo dużo mówią o człowieku. Wiele osób ma problemy z uzębieniem przez zaniedbania rodziców. Wiem, ze leczenie nie jest tanie, ale ich mycie, nitkowanie jest już dostępne dla wszystkich. Tylko rodzic musi dziecka pilnować. Tak samo przeglądy, piaskowanie i plomby można zrobić na NFZ. Kiedyś (nie wiem jak teraz) na NFZ dostępne były również aparaty ruchome aby dzieciom naprawić zgryz. Wiem, że mogłoby się to wydawać powierzchowne to o czym mówię, ale niestety brak elementarnej higieny od najmłodszych lat zbiera ogromne żniwo w wieku dorosłym i wtedy ludziom zostaje już tylko próchnica, krzywy zgryz, powykrzywiane zęby lub ich usuwanie. Kwestie estetyczne również odgrywają dużą rolę, ale po tym czego się nasłuchałam od stomatologów dostrzegłam, że naprawdę uzębienie Polaków to duży problem i niestety to nie jest tak, że nagle dorosly przestaje o nie dbać. On nie dbał o nie od zawsze, bo rodzice nie przykładali do tego żadnej wagi. Do dzisiaj słyszy się w gabinecie, że po co leczyć mleczaki a do dentysty idzie się dopiero jak zaczyna boleć. Tak samo przychodzi do gabinetu kobieta ze zrobionymi paznokciami, rzęsami, make up a czar „zadbania” pryska, gdy tylko otworzy buzie.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

Piaskowanie prywatnie, higiena na NFZ. Ogólnie z tymi aparatami to chore, że na kasę chorych można prostować zęby tylko u dzieci i to zdaje się w szczególnych wypadkach tylko. Bo dużo deformacji zgryzu i stłoczeń powstaje w późniejszym wieku jak wychodzą zęby mądrości i nie zostaną wychwycone w porę.
Mualla
MoetGlass
Posty: 260
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 9:55 am Piaskowanie prywatnie, higiena na NFZ. Ogólnie z tymi aparatami to chore, że na kasę chorych można prostować zęby tylko u dzieci i to zdaje się w szczególnych wypadkach tylko. Bo dużo deformacji zgryzu i stłoczeń powstaje w późniejszym wieku jak wychodzą zęby mądrości i nie zostaną wychwycone w porę.
Możliwe, że za piaskowanie dopłaciłam. Szczerze nie pamiętam.
Zgryz to bardzo poważna sprawa i faktycznie, może pojawić sie wcześniej lub dopiero w wieku dorosłym. Wpływa na niego naprawdę wiele czynników. Niestety raczej nie mamy co liczyć na opiekę ortodontyczną dla dorosłych, bo ledwo starcza pieniędzy na podstawowe zabiegi a i też jest mało gabinetów, które współpracują z NFZ.
[email protected]
Channelka
Posty: 37
Rejestracja: śr kwie 01, 2026 8:57 pm

Post autor: [email protected] »

Mualla pisze: czw kwie 02, 2026 10:44 am Możliwe, że za piaskowanie dopłaciłam. Szczerze nie pamiętam.
Zgryz to bardzo poważna sprawa i faktycznie, może pojawić sie wcześniej lub dopiero w wieku dorosłym. Wpływa na niego naprawdę wiele czynników. Niestety raczej nie mamy co liczyć na opiekę ortodontyczną dla dorosłych, bo ledwo starcza pieniędzy na podstawowe zabiegi a i też jest mało gabinetów, które współpracują z NFZ.
No to prawda i ich przyszłość jest coraz bardziej niepewna :/
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Zgadzam się z powyższym o zębach. Pierwsze co ogarnęłam w dorosłym życiu za swoją kasę to zęby. Nie miałam jakichś problemów z próchnicą, ale skaling, piaskowanie - zrobiłam pierwszu raz dopiero jako osoba dorosła. Czyli jako dorosła miałam pierwszy raz usuwany kamień! To samo ze startymi zębami i zgryzem, wybielaniem. U mnie w domu przynajmniej było to mycie pilnowane i dentysta na nfz. Na pewno ten dentysta nigdy nie robił mi dłuższej higienizacji. Mam jakieś przebłyski pamięci, że niektóre dzieci w szkole nie miały szczoteczki na wycieczkach lub pierwsze szczoteczki dostawały na fluoryzację.
Magda0888
GreckieWakacje
Posty: 276
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

Mualla pisze: czw kwie 02, 2026 9:42 am Oczywiście zgadzam się z tym co zostało wspomniane powyżej i dodam od siebie, że zęby bardzo dużo mówią o człowieku. Wiele osób ma problemy z uzębieniem przez zaniedbania rodziców. Wiem, ze leczenie nie jest tanie, ale ich mycie, nitkowanie jest już dostępne dla wszystkich. Tylko rodzic musi dziecka pilnować. Tak samo przeglądy, piaskowanie i plomby można zrobić na NFZ. Kiedyś (nie wiem jak teraz) na NFZ dostępne były również aparaty ruchome aby dzieciom naprawić zgryz. Wiem, że mogłoby się to wydawać powierzchowne to o czym mówię, ale niestety brak elementarnej higieny od najmłodszych lat zbiera ogromne żniwo w wieku dorosłym i wtedy ludziom zostaje już tylko próchnica, krzywy zgryz, powykrzywiane zęby lub ich usuwanie. Kwestie estetyczne również odgrywają dużą rolę, ale po tym czego się nasłuchałam od stomatologów dostrzegłam, że naprawdę uzębienie Polaków to duży problem i niestety to nie jest tak, że nagle dorosly przestaje o nie dbać. On nie dbał o nie od zawsze, bo rodzice nie przykładali do tego żadnej wagi. Do dzisiaj słyszy się w gabinecie, że po co leczyć mleczaki a do dentysty idzie się dopiero jak zaczyna boleć. Tak samo przychodzi do gabinetu kobieta ze zrobionymi paznokciami, rzęsami, make up a czar „zadbania” pryska, gdy tylko otworzy buzie.
O jakie to jest prawdziwe, co napisałaś. Jakbyś siedziała od lat w mojej głowie :) Chociaż szczerze powiem, że myślałam, że przesadzam, że chyba jestem za ostra w tym ocenianiu kogoś przez pryzmat zębów- wiem jak to brzmi! Ale dla mnie to jest coś tak elementarnego, zadbane zęby (nie mam na myśli uśmiechu Ibisza), jak umycie rąk po wyjściu z toalety. I tak, to wyniosłam z domu. I masz rację, po tym też można określić pewien poziom i dosłownie status społeczny, który był naszym backgroundem. Zainteresowanie rodziców nami i naszym zdrowiem nie tylko wtedy, gdy mamy 39 stopni gorączki. Pozwolę sobie na prywatę. Pochodzę z domu, gdzie mama prowadziła dom, dbała o wszystko z nim związane plus zarządzała kasą, a mój ojciec zarabiał- trochę taka klasyka przełomu lat 80/90, ale obydwoje rodzice byli wykształceni. A z tymi zębami...ha ha, pamiętam ojca, surowego i jego ,,otwórz buzię'', a po tym ,,idziesz ze mną do dentysty''. Ojciec kompletnie nie brał udziału w zajmowaniu się mną na co dzień, ale targał mnie ze sobą na wizyty do denta, czy mi się to podobało, czy nie. A mając 18 lat, po 1 kanałówce, którą próbowano mi leczyć nażywca, powiedziałam- nigdy nie pójdę do denta z bólem zęba. I tak zostało. Czasami umawiam się, przychodzę, siadam na fotel: ,,co się dzieje'', ,,nic, ale pewnie coś się znajdzie'' ;P Podsumowując, 20 lat młodsza koleżanka myślała, że mam licówki, a ja tylko i aż dbam o zęby.
Kontynuując wątek ,,zadbanych'' kobiet, co też świadczy według mnie o wiedzy, świadomości i pewnym poziomie społecznym. Całe to upiększanie się- zagęszczone włosy, zrobione brwi, rzęsy, paznokcie, botoks, powiększone usta i nie tylko, a gdyby pozbyć się tego wszystkiego pozostaje kobieta nie brzydka, ale zaniedbana. Cienkie, rzadkie, zniszczone włosy, ale brak szukania przyczyny takiego stanu rzeczy- brak badań, fatalne odżywianie. Podobnie rzecz ma się ze skórą- full make-up, a pod spodem lepiej nie mówić. Wywalanie hajsu na kosmetyki kolorowe zamiast kilku wizyt u dermatologa i zainwestowaniu w kosmetyki pielęgnacyjne. Dla mnie to też jakiś przaśny, wiejski (wiecie o co chodzi, sama jestem ze wsi :') , może buraczany brzmi lepiej ;P ). O wyglądzie można by tak w dzisiejszych czasach bez końca. Ale tutaj naprawdę kłania się edukacja, która też ma swój początek w dzieciństwie, gdzie ci mówiono, bądź nie, ucz się, rozwijaj, czytaj, poznawaj, zdobywaj wiedzę nawet, jeżeli teraz myślisz, że to nudne, głupie- mówię oczywiście o rzeczach, które w późniejszym życiu wykorzystasz, a nie o fizyce kwantowej.

Nie mam dzieci, ale chyba to, co jest najistotniejsze w ich kształtowaniu i wpływaniu na to, jakimi są ludźmi w dorosłości, to rozmowy, odpowiadanie na każde pytania, mówienie do nich jak do ludzi, a nie -, pozwalanie im na uczestnictwo w spotkaniach dorosłych (nie mówię o bibie z alko do północy), a nie: idź do pokoju, pozwalanie im na skomentowanie czegoś i nie traktowanie tego jak głupoty, czytanie książek przed snem. W ogóle dzieci chcą być takie jak my i chcą robić to, co my- pamiętam jak miałam z 10 lat i oglądałam z ojcem program ,,7 dni świat''- ni chu*a z tego rozumiałam, ale zupełnie bezwiednie chłonęłam słownictwo. Próbowałam czytać wielkie czarnobiałe gazety z tekstem pisanym drobnym drukiem, chociaż byłam na etapie uczenia się czytać. W ogóle spędzanie z dziećmi czasu. W niedzielę mama robiła obiad, a ojciec pakował brata do wózka, mnie za rękę i jazda na kilka godzin spaceru po parku, lesie i moje pytanie o ptaki, drzewa, przyrodę. Nigdy nie usłyszałam ,,nie wiem'' w sensie ,,dajże mi już święty spokój''. Dom, w jakim dorastaliśmy to kapitał na przyszłość pod każdym względem, albo wręcz odwrotnie.
Zupełnie wysokiego poziomu życia nie utożsamiam ze stanem posiadania: drogie samochody, domy, markowe ubrania? Zupełnie nic mi to nie mówi o człowieku. O jego statusie społecznym to również nie musi świadczyć. Nigdy niczego materialnie nikomu nie zazdrościłam. Za tą fasadą często jest kredyt na kredycie, długi, pożyczki, mnóstwo stresu. Inna rzecz, że my nie mamy elit intelektualnych, albo grup old money. 2 wojna światowa położyła temu kres, a teraz mam wrażenie wszyscy zagubili się w takim powierzchownym konsumpcjonizmie, więc dosyć trudno jest budować pokolenie, które uznaje inne wartości za priorytetowe, a stan posiadania to efekt niejako uboczny naszych działań.
Trochę przykre jest, gdy coraz normalniejsze i popularniejsze jest mówienie ot tak po prostu, że studiowanie to strata czasu, że matura też potrzebna nie jest. Pewnie, jeżeli masz talent, bo genialnie coś robisz, kochasz to i możesz na tym zarobić, to możesz tylko umieć czytać i się podpisać, ale ilu jest takich ludzi? Do wielu zawodów studia i wyższa edukacja nie są potrzebne, ale jeżeli chcesz osiągnąć coś ponad przeciętność, to pojawia się pytanie: czy jesteś na tyle ambitny, dociekliwy, pracowity, zdyscyplinowany, żeby samodzielnie się kształcić, doskonalić bez studiowania, które po prostu nadaje kierunek i systematyzuje.
Awatar użytkownika
gunernialne
Parzucha
Posty: 2052
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Dla mnie takimi znakami na życie "poniżej", albo na dorastanie w nie do końca prawidłowych warunkach będzie, poza wymienionymi wcześniej na pewno głośność w zachowaniu.. jak ktoś krzyczy, tworzy wokół siebie niepotrzebny chaos i walczy o atencję otoczenia wiem, że jakieś zaniedbania musiały wystąpić..
Następnie na pewno absolutna ignorancja, jeśli chodzi o sztukę czy ogólnie kulturę. Jak ktoś wręcz chwali się tym, że od podstawówki nie przeczytał żadnej książki to aż mi słabo
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Welociraptor1
Channelka
Posty: 34
Rejestracja: pt sie 01, 2025 11:31 am

Post autor: Welociraptor1 »

Magda0888 pisze: pt kwie 03, 2026 7:41 am Inna rzecz, że my nie mamy elit intelektualnych, albo grup old money. 2 wojna światowa położyła temu kres, a teraz mam wrażenie wszyscy zagubili się w takim powierzchownym konsumpcjonizmie, więc dosyć trudno jest budować pokolenie, które uznaje inne wartości za priorytetowe, a stan posiadania to efekt niejako uboczny naszych działań.
Trochę przykre jest, gdy coraz normalniejsze i popularniejsze jest mówienie ot tak po prostu, że studiowanie to strata czasu, że matura też potrzebna nie jest. Pewnie, jeżeli masz talent, bo genialnie coś robisz, kochasz to i możesz na tym zarobić, to możesz tylko umieć czytać i się podpisać, ale ilu jest takich ludzi? Do wielu zawodów studia i wyższa edukacja nie są potrzebne, ale jeżeli chcesz osiągnąć coś ponad przeciętność, to pojawia się pytanie: czy jesteś na tyle ambitny, dociekliwy, pracowity, zdyscyplinowany, żeby samodzielnie się kształcić, doskonalić bez studiowania, które po prostu nadaje kierunek i systematyzuje.
Cała powyższa wypowiedź jest bardzo ładna ❤️ natomiast ten fragment, który zacytowałam, jednak budzi we mnie chęć do polemiki. Raz, oczywiście że mamy elity intelektualne - poznałam takich ludzi w trakcie studiów, oni są wykładowcami, naukowcami, pochodzą z inteligenckich rodzin. Jest ich niewielu (jak to elity 😉), natomiast są mało widoczni, bo często zajmują się mało trendy tematyką typu literatura, biologia, historia. Problem jest też taki, że, jak to przeczytałam wiele lat temu, właściwie nikt nie wie, co myślą nasze elity intelektualne - jakie mają poglądy polityczne, na życie, czyli dokładnie odwrotnie, niż niegrzeszący rozumem influencerzy. Jak mam iść śladem np ulubionego profesora literatury, jeśli wiem o nim tyle, co opublikował o literaturze? On nie będzie pchał się na ścianki, wypowiadał się w śniadaniowce o swoim życiu prywatnym, pokazywał mieszkania ani robił filmików "get ready with me" 😁
Awatar użytkownika
gunernialne
Parzucha
Posty: 2052
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Welociraptor1 pisze: pt kwie 03, 2026 12:11 pm Cała powyższa wypowiedź jest bardzo ładna ❤️ natomiast ten fragment, który zacytowałam, jednak budzi we mnie chęć do polemiki. Raz, oczywiście że mamy elity intelektualne - poznałam takich ludzi w trakcie studiów, oni są wykładowcami, naukowcami, pochodzą z inteligenckich rodzin. Jest ich niewielu (jak to elity 😉), natomiast są mało widoczni, bo często zajmują się mało trendy tematyką typu literatura, biologia, historia. Problem jest też taki, że, jak to przeczytałam wiele lat temu, właściwie nikt nie wie, co myślą nasze elity intelektualne - jakie mają poglądy polityczne, na życie, czyli dokładnie odwrotnie, niż niegrzeszący rozumem influencerzy. Jak mam iść śladem np ulubionego profesora literatury, jeśli wiem o nim tyle, co opublikował o literaturze? On nie będzie pchał się na ścianki, wypowiadał się w śniadaniowce o swoim życiu prywatnym, pokazywał mieszkania ani robił filmików "get ready with me" 😁
Mamy elity intelektualne, ale mamy też niestety przekazywaną przez pokolenia wielką do nich niechęć. Na każdego profesora, który odważy się wypowiedzieć w jakimś temacie przypada x osób, które w odpowiedzi zakrzyczą go stwierdzając, że profesorek nic nie wie o prawdziwym życiu
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Welociraptor1 pisze: pt kwie 03, 2026 12:11 pm Cała powyższa wypowiedź jest bardzo ładna ❤️ natomiast ten fragment, który zacytowałam, jednak budzi we mnie chęć do polemiki. Raz, oczywiście że mamy elity intelektualne - poznałam takich ludzi w trakcie studiów, oni są wykładowcami, naukowcami, pochodzą z inteligenckich rodzin. Jest ich niewielu (jak to elity 😉), natomiast są mało widoczni, bo często zajmują się mało trendy tematyką typu literatura, biologia, historia. Problem jest też taki, że, jak to przeczytałam wiele lat temu, właściwie nikt nie wie, co myślą nasze elity intelektualne - jakie mają poglądy polityczne, na życie, czyli dokładnie odwrotnie, niż niegrzeszący rozumem influencerzy. Jak mam iść śladem np ulubionego profesora literatury, jeśli wiem o nim tyle, co opublikował o literaturze? On nie będzie pchał się na ścianki, wypowiadał się w śniadaniowce o swoim życiu prywatnym, pokazywał mieszkania ani robił filmików "get ready with me" 😁
Mnóstwo elit, profesorów, naukowców wypowiada się na YT. Są podcasty naukowe - tzw. i ścisłe i humanistyczne. Można czerpać wiedzę. Po polsku i po angielsku - co kto lubi. Poza tym spotkania, otwarte wykłady.

Moim zdaniem na uczelniach, nawet takich jak PW czy UW nie zawsze wykładowcami / profesorami są ludzie z elit. Jest też niestety pewne grono prymitywów, karierowiczów, na szczęście sami się jasno znaczą. :D
Awatar użytkownika
gunernialne
Parzucha
Posty: 2052
Rejestracja: sob maja 17, 2025 7:22 pm

Post autor: gunernialne »

Trochę też takim znakiem zaniedbania dla mnie zawsze była nieznajomość (a może bardziej niechęć do poznania) chociażby podstaw języka angielskiego w przypadku młodych ludzi. Wiadomo, że nie każdy musi mieć talent do języków, ale podstawy podstaw każdy jest w stanie opanować...
Przekazuję się w spadku ziemi, by wyrosnąć z trawy, którą kocham,
Jeśli zechcecie mnie znowu, szukajcie mnie pod podeszwą buta
Mualla
MoetGlass
Posty: 260
Rejestracja: wt mar 19, 2024 9:32 am

Post autor: Mualla »

gunernialne pisze: pt kwie 03, 2026 12:02 pm
Następnie na pewno absolutna ignorancja, jeśli chodzi o sztukę czy ogólnie kulturę. Jak ktoś wręcz chwali się tym, że od podstawówki nie przeczytał żadnej książki to aż mi słabo
Ja wiem, że ciężko jest się zachwycać Rubensem, Muchą czy innym malarzem, jeśli się tego po prostu nie czuje, ale uważam, że warto mieć chcociaż jakąś podstawową wiedzę w tym zakresie. Natomiast jeśli chodzi o czytanie książek, to ludzie nie zdają sobie sprawy, że książki dają coś więcej niż tylko samo czytanie. Mam na myśli poszerzenie słownictwa, horyzontów, wyobraźni, ćwiczenia skupienia uwagi, z którą obecnie mamy tak duży problem. Mówi się, że z filozofowania, czytania czy oglądania obrazów pieniędzy nie będzie. Może nie bezpośrednio, ale myślę, że interesowanie się takimi rzeczami wzbogaca nas nawet w oczach kontrahentów czy współpracowników kiedy widzą, że umiemy się elokwentnie wysłowić, posiadamy większy zasób słownictwa niż tylko "ok" i "mega" albo jesteśmy w stanie polecić im dobrą wystawę albo sztukę w naszym mieście kiedy o to zapytają.

Niestety spotykałam się z osobami, które twierdziły, że czytają, ale 50 Twarzy Greya, Pokolenie ikea, serię o Chyłce czy inne coachowe książki. Teraz nie wiem, czy dobrze, że czytają chociaż to, czy może lepiej by było gdyby wcale nie czytali.
staratwoja
BlondDoczep
Posty: 132
Rejestracja: czw gru 12, 2024 1:32 pm

Post autor: staratwoja »

Mualla pisze: pt kwie 03, 2026 12:57 pm Mówi się, że z filozofowania, czytania czy oglądania obrazów pieniędzy nie będzie. Może nie bezpośrednio, ale myślę, że interesowanie się takimi rzeczami wzbogaca nas nawet w oczach kontrahentów czy współpracowników kiedy widzą, że umiemy się elokwentnie wysłowić, posiadamy większy zasób słownictwa niż tylko "ok" i "mega" albo jesteśmy w stanie polecić im dobrą wystawę albo sztukę w naszym mieście kiedy o to zapytają.
Można też zupełnie odejść od rozpatrywania takich kwestii w kontekście korzyści materialnych. Jeśli ktoś obcuje ze sztuką głównie po to żeby się "ukulturniać", nie odstawać od towarzystwa, zwiększać swoją wartość rynkową/status czy budować jakieś wyobrażenie o samym sobie to też równie dobrze mógłby tego nie robić.
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Mualla pisze: pt kwie 03, 2026 12:57 pm
Niestety spotykałam się z osobami, które twierdziły, że czytają, ale 50 Twarzy Greya, Pokolenie ikea, serię o Chyłce czy inne coachowe książki. Teraz nie wiem, czy dobrze, że czytają chociaż to, czy może lepiej by było gdyby wcale nie czytali.
Dla mnie trudne są rozmowy o książkach z ludźmi, którzy czytają tylko to, co polecą na kanałach książkowych. O do tego interpretują te książki dokładnie tak jak ci autorzy kanałów. Dlatego nie lubię rozmawiać o książkach. Większość ludzi z którymi rozmawiałam koniecznie MUSI wpychać książki w jakieś ramy, modne sposoby interpretacji. Przeciwieństwo otwartości i dyskusji akademicjiej w dobrym stylu. Zamiast się uczyć od siebie, jest rywalizacja i krytyka. Męczy mnie to.
xoseraphina
ToTylkoHermes
Posty: 737
Rejestracja: pn maja 01, 2023 11:15 pm

Post autor: xoseraphina »

Mualla pisze: pt kwie 03, 2026 12:57 pm Ja wiem, że ciężko jest się zachwycać Rubensem, Muchą czy innym malarzem, jeśli się tego po prostu nie czuje, ale uważam, że warto mieć chcociaż jakąś podstawową wiedzę w tym zakresie. Natomiast jeśli chodzi o czytanie książek, to ludzie nie zdają sobie sprawy, że książki dają coś więcej niż tylko samo czytanie. Mam na myśli poszerzenie słownictwa, horyzontów, wyobraźni, ćwiczenia skupienia uwagi, z którą obecnie mamy tak duży problem. Mówi się, że z filozofowania, czytania czy oglądania obrazów pieniędzy nie będzie. Może nie bezpośrednio, ale myślę, że interesowanie się takimi rzeczami wzbogaca nas nawet w oczach kontrahentów czy współpracowników kiedy widzą, że umiemy się elokwentnie wysłowić, posiadamy większy zasób słownictwa niż tylko "ok" i "mega" albo jesteśmy w stanie polecić im dobrą wystawę albo sztukę w naszym mieście kiedy o to zapytają.

Niestety spotykałam się z osobami, które twierdziły, że czytają, ale 50 Twarzy Greya, Pokolenie ikea, serię o Chyłce czy inne coachowe książki. Teraz nie wiem, czy dobrze, że czytają chociaż to, czy może lepiej by było gdyby wcale nie czytali.
Trochę upraszczasz temat. Rozwój intelektualny nie zależy tylko od sztuki. Ktoś może nie interesować się sztuką, bo woli nauki ścisłe, które rozwijają logikę, analizę i myślenie abstrakcyjne. Dzięki temu takie osoby również mogą się elokwentnie wypowiadać, mieć szeroką wiedzę i rozwinięte umiejętności komunikacyjne, tylko w odniesieniu do innych dziedzin. A co do polecania wystaw - nie widzę w tym nic złego, że ktoś nie zna się na sztuce, bo to nie jego bajka. Normalny człowiek raczej zrozumie, że każdy ma inne zainteresowania i nie uzna automatycznie takiej osoby za mniej inteligentną, tylko i wyłącznie z tego powodu.
Magda0888
GreckieWakacje
Posty: 276
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

Welociraptor1 pisze: pt kwie 03, 2026 12:11 pm Cała powyższa wypowiedź jest bardzo ładna ❤️ natomiast ten fragment, który zacytowałam, jednak budzi we mnie chęć do polemiki. Raz, oczywiście że mamy elity intelektualne - poznałam takich ludzi w trakcie studiów, oni są wykładowcami, naukowcami, pochodzą z inteligenckich rodzin. Jest ich niewielu (jak to elity 😉), natomiast są mało widoczni, bo często zajmują się mało trendy tematyką typu literatura, biologia, historia. Problem jest też taki, że, jak to przeczytałam wiele lat temu, właściwie nikt nie wie, co myślą nasze elity intelektualne - jakie mają poglądy polityczne, na życie, czyli dokładnie odwrotnie, niż niegrzeszący rozumem influencerzy. Jak mam iść śladem np ulubionego profesora literatury, jeśli wiem o nim tyle, co opublikował o literaturze? On nie będzie pchał się na ścianki, wypowiadał się w śniadaniowce o swoim życiu prywatnym, pokazywał mieszkania ani robił filmików "get ready with me" 😁
Dziękuję <3 Tak, oczywiście masz racje. Również takich ludzi znam, natomiast totalnie brakuje mi ich w przestrzeni publicznej.
fantasmagorie
PsychoFanka
Posty: 92
Rejestracja: wt sty 20, 2026 6:33 pm

Post autor: fantasmagorie »

Magda0888 pisze: pt kwie 03, 2026 7:41 am O jakie to jest prawdziwe, co napisałaś. Jakbyś siedziała od lat w mojej głowie :) Chociaż szczerze powiem, że myślałam, że przesadzam, że chyba jestem za ostra w tym ocenianiu kogoś przez pryzmat zębów- wiem jak to brzmi! Ale dla mnie to jest coś tak elementarnego, zadbane zęby (nie mam na myśli uśmiechu Ibisza), jak umycie rąk po wyjściu z toalety. I tak, to wyniosłam z domu. I masz rację, po tym też można określić pewien poziom i dosłownie status społeczny, który był naszym backgroundem. Zainteresowanie rodziców nami i naszym zdrowiem nie tylko wtedy, gdy mamy 39 stopni gorączki. Pozwolę sobie na prywatę. Pochodzę z domu, gdzie mama prowadziła dom, dbała o wszystko z nim związane plus zarządzała kasą, a mój ojciec zarabiał- trochę taka klasyka przełomu lat 80/90, ale obydwoje rodzice byli wykształceni. A z tymi zębami...ha ha, pamiętam ojca, surowego i jego ,,otwórz buzię'', a po tym ,,idziesz ze mną do dentysty''. Ojciec kompletnie nie brał udziału w zajmowaniu się mną na co dzień, ale targał mnie ze sobą na wizyty do denta, czy mi się to podobało, czy nie. A mając 18 lat, po 1 kanałówce, którą próbowano mi leczyć nażywca, powiedziałam- nigdy nie pójdę do denta z bólem zęba. I tak zostało. Czasami umawiam się, przychodzę, siadam na fotel: ,,co się dzieje'', ,,nic, ale pewnie coś się znajdzie'' ;P Podsumowując, 20 lat młodsza koleżanka myślała, że mam licówki, a ja tylko i aż dbam o zęby.
Kontynuując wątek ,,zadbanych'' kobiet, co też świadczy według mnie o wiedzy, świadomości i pewnym poziomie społecznym. Całe to upiększanie się- zagęszczone włosy, zrobione brwi, rzęsy, paznokcie, botoks, powiększone usta i nie tylko, a gdyby pozbyć się tego wszystkiego pozostaje kobieta nie brzydka, ale zaniedbana. Cienkie, rzadkie, zniszczone włosy, ale brak szukania przyczyny takiego stanu rzeczy- brak badań, fatalne odżywianie. Podobnie rzecz ma się ze skórą- full make-up, a pod spodem lepiej nie mówić. Wywalanie hajsu na kosmetyki kolorowe zamiast kilku wizyt u dermatologa i zainwestowaniu w kosmetyki pielęgnacyjne. Dla mnie to też jakiś przaśny, wiejski (wiecie o co chodzi, sama jestem ze wsi :') , może buraczany brzmi lepiej ;P ). O wyglądzie można by tak w dzisiejszych czasach bez końca. Ale tutaj naprawdę kłania się edukacja, która też ma swój początek w dzieciństwie, gdzie ci mówiono, bądź nie, ucz się, rozwijaj, czytaj, poznawaj, zdobywaj wiedzę nawet, jeżeli teraz myślisz, że to nudne, głupie- mówię oczywiście o rzeczach, które w późniejszym życiu wykorzystasz, a nie o fizyce kwantowej.

Nie mam dzieci, ale chyba to, co jest najistotniejsze w ich kształtowaniu i wpływaniu na to, jakimi są ludźmi w dorosłości, to rozmowy, odpowiadanie na każde pytania, mówienie do nich jak do ludzi, a nie -, pozwalanie im na uczestnictwo w spotkaniach dorosłych (nie mówię o bibie z alko do północy), a nie: idź do pokoju, pozwalanie im na skomentowanie czegoś i nie traktowanie tego jak głupoty, czytanie książek przed snem. W ogóle dzieci chcą być takie jak my i chcą robić to, co my- pamiętam jak miałam z 10 lat i oglądałam z ojcem program ,,7 dni świat''- ni chu*a z tego rozumiałam, ale zupełnie bezwiednie chłonęłam słownictwo. Próbowałam czytać wielkie czarnobiałe gazety z tekstem pisanym drobnym drukiem, chociaż byłam na etapie uczenia się czytać. W ogóle spędzanie z dziećmi czasu. W niedzielę mama robiła obiad, a ojciec pakował brata do wózka, mnie za rękę i jazda na kilka godzin spaceru po parku, lesie i moje pytanie o ptaki, drzewa, przyrodę. Nigdy nie usłyszałam ,,nie wiem'' w sensie ,,dajże mi już święty spokój''. Dom, w jakim dorastaliśmy to kapitał na przyszłość pod każdym względem, albo wręcz odwrotnie.
Zupełnie wysokiego poziomu życia nie utożsamiam ze stanem posiadania: drogie samochody, domy, markowe ubrania? Zupełnie nic mi to nie mówi o człowieku. O jego statusie społecznym to również nie musi świadczyć. Nigdy niczego materialnie nikomu nie zazdrościłam. Za tą fasadą często jest kredyt na kredycie, długi, pożyczki, mnóstwo stresu. Inna rzecz, że my nie mamy elit intelektualnych, albo grup old money. 2 wojna światowa położyła temu kres, a teraz mam wrażenie wszyscy zagubili się w takim powierzchownym konsumpcjonizmie, więc dosyć trudno jest budować pokolenie, które uznaje inne wartości za priorytetowe, a stan posiadania to efekt niejako uboczny naszych działań.
Trochę przykre jest, gdy coraz normalniejsze i popularniejsze jest mówienie ot tak po prostu, że studiowanie to strata czasu, że matura też potrzebna nie jest. Pewnie, jeżeli masz talent, bo genialnie coś robisz, kochasz to i możesz na tym zarobić, to możesz tylko umieć czytać i się podpisać, ale ilu jest takich ludzi? Do wielu zawodów studia i wyższa edukacja nie są potrzebne, ale jeżeli chcesz osiągnąć coś ponad przeciętność, to pojawia się pytanie: czy jesteś na tyle ambitny, dociekliwy, pracowity, zdyscyplinowany, żeby samodzielnie się kształcić, doskonalić bez studiowania, które po prostu nadaje kierunek i systematyzuje.
Dla takich wpisów siedzę na Wandzie !!!!
Magda0888
GreckieWakacje
Posty: 276
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

fantasmagorie pisze: ndz kwie 05, 2026 9:58 am Dla takich wpisów siedzę na Wandzie !!!!
Dziękuję Ci <3
lalisa
Trening tenisa
Posty: 2824
Rejestracja: śr lip 07, 2021 9:59 pm

Post autor: lalisa »

1. Nieleczona otyłość, która najczęściej ma podłoże w dzieciństwie. Nadmienię, że leczenie otyłości nie zawsze = redukcja. U dzieci często tylko zatrzymuje się tycie i nie wchodzi na deficyt, bo organizm się rozwija i długa redukcja może zaszkodzić. Ogólnie nieleczone problemy ze zdrowiem, olewane przez rodziców.
2. Skłonność do brania chwilówek, pożyczek. Zadłużanie się w niekontrolowany sposób.
3. Uchylanie się od pracy.
4. Instynktowne rozwiązywanie konfliktów za pomocą krzyku, przemocy fizycznej. Po takim wybuchu przejście do porządku dziennego, brak naturalnego poczucia, że jak komuś powiedziałeś np. "zamknij mordę", to ta osoba nie będzie z tobą za 10 minut rozmawiała jak gdyby nigdy nic. Bardzo typowe dla osób z ciężkich domów, gdzie padały najgorsze słowa, dochodziło do rękoczynów i to było na tyle normalne, że nikt się tym nawet dłużej nie przejmował. To nie był nawet powód do przeprosin. Uważam, że to jest jeden z najlepszych mierników.
5. Niewrażliwość na krzywdę zwierząt.
6. Ogólne życie w syfie i fakt, że danej osobie to nie przeszkadza. Niechlujstwo dotyczące stanu swojego otoczenia oraz siebie samego (ubrania, czyste włosy itd.) To dotyczy oczywiście stanu permanentnego i podejścia, wiadomo że każdy ma czasem bałagan.
7. Nerwowość, chroniczne poczucie braku bezpieczeństwa i nieufność wobec wszystkich.
8. Alkoholizm rodziców. Po prostu. Zawsze zostawia piętno, to widać po dorosłym. Mam przyjaciółkę DDA i możecie uznać, że bredzę, ale naprawdę rozpoznaję osoby DDA z wysoką skutecznością mając z taką osobą dłuższy kontakt (np. praca).
9. Głównie u kobiet przesadne epatowanie seksualnością, pragnienie od najmłodszych lat zyskania za wszelką cenę aprobaty w oczach mężczyzn wyłącznie za pomocą ciała. Rozpoznawanie swojej wartości tylko w ciele.
10. Brak poczucia konsekwencji i odpowiedzialności, np. w nawiązaniu do punktu 2 – ktoś pożycza pieniądze i ich nie spłaca. Nie czuje, że to jest złe. Ktoś kradnie, kombinuje, śmieci. Nawet na małą skalę. Chodzi o sam fakt, że taka osoba w procesie socjalizacji nie wykształtowała w sobie poczucia, co wolno a czego nie. Ma gdzieś zasady społeczne i nie przestrzega ich z premedytacją.
11. Totalny brak umiejętności radzenia sobie w relacji z kobietami (dowolnej relacji, nie chodzi tylko o romantyczną) u mężczyzn. Traktowanie kobiet jak ufoludków. Bycie przez to albo w nadmiernej służalczości i strachu przed kobietami, albo w nienawiści do nich. Czasem to się łączy strach + nienawiść. U takiego chłopaka dużo mogło pójść nie tak w domu, np. nadopiekuńcza matka. Taki najbardziej hard przypadek jaki poznałam, to był koleś, który jednocześnie chciał widzieć kobiety jak nieskazitelne nimfy, nie widział w nich ludzi, ale też ich szczerze nienawidził i pragnął, żeby działa im się krzywda i żeby zostały "ukarane" za to, ze go nie chcą.
duppajasio
BlondDoczep
Posty: 139
Rejestracja: pn cze 17, 2024 4:53 pm

Post autor: duppajasio »

Kiedy ktoś, kto był przyzwyczajony do biedy, zaczyna zarabiać tyle, żeby wystarczyło na życie albo trochę więcej, a zwłaszcza, kiedy dostanie jakieś nieplanowane pieniądze (np nagrodę), to wydaje wszystko od razu. Musi korzystać, dopóki się da, bo normalny stan to brak pieniędzy. To jest myślenie krótkoterminowe, z dnia na dzień. Trudno jest się od tego odzwyczaić.
Rzeka.chaosu
PoranneKapuczino
Posty: 1794
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Zainspiriwana pewną sytyacją muszę jeszcze dopisać moje jedno spostrzeżenie. Często osoby aspirujące, którym udało się wybić, same wykluczają się z grona ludzi na poziomie, z dobrych domów. Jest cienka granica, za którą tym aspirującym ludziom pęka żyłka i zdradzają się ze swoimi brakami społecznymi, pokazują chamsto, kompleksy. Czasem to wygląda tak, że nagle się odpalą i wypomną komuś że miał łatwiej lub coś w stylu "nie mądrzyj się, bo mieszkanie to masz od rodziców a studia opłacił ci dziadek senator". Jakby to była wina tej obdarowanej osoby. Po prostu jest w takiej sytuacji życiowej i działa z poziomu, na którym się znajduje. Zauważyłam, że tego typu odpalenie się na kogoś praktycznie od razu skreśla taką aspurującą osobę. Nigdy nie wiadomo, kiedy znowu się odpali w podobny sposób. Czy ma rację? Pewnie w niektórych sytuacjach tak, ale ludzie na poziomie raczej nie robią zarzutów innym z powodu ich historii rodzinnej lub stanu posiadania (o ile nie ukradli :D).
chleb_ze_smalcem
MiamiBicz
Posty: 399
Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm

Post autor: chleb_ze_smalcem »

[email protected] pisze: czw kwie 02, 2026 6:26 am Jakie doświadczenia życiowe uważacie za minimum, które sprawia, że życie danej osoby można uznać za w miarę „poniżej normy” lub wskazujące na zaniedbanie? I przeciwnie, co jest takim must have żeby dzisiejsze społeczeństwo uznało cię za równego?
Jakie braki (np. w edukacji, relacjach, warunkach życia) według Was są sygnałem, że ktoś mógł mieć trudne lub zaniedbane dzieciństwo i dorastanie, że rodzina nie wykonała swojej pracy?
Zahukanie i brak jakiejś takiej ciekawości świata czy nowości. Zaparta ignorancja. Jak osoba na jakimś tam poziomie czegoś nie zna albo jak jest gdzieś pierwszy raz, to jest często ciekawa i próbuje. Przyzna, że nigdy czegoś nie robiła lub nie jadła i poprosi o wytłumaczenie.
Jak ktoś ze środowiska „poniżej normy” znajdzie się w takiej sytuacji, to jest zawstydzony, czuję się nie na miejscu i woli czegoś nie spróbować niż „wydać” się z tym, że się nie zna i narazić na spojrzenia innych. Ewentualnie są jednostki które maskując zawstydzenie zaczynają się zachować zbyt głośno i obcesowo albo denerwować się na sytuację czy miejsce i stają się gburowaci, że co to za snobskie zajęcie czy miejsce. Ogólnie osobom zaniedbanym ciężko chyba przychodzi poczucie przynależności i rozluźnienie w miejscach uważnych za „na poziomie”.

Brak chęci poznania i docenienia np historii poprzez muzea, sztuki, teatru, architektury, opery. Bo co to za bohomazy, on by takie narysował w pięć minut. Albo co to za wycie w operze, co to za teatr, chlop gra babę ha ha. Ogólny opór przeciw nowym doświadczeniom i niemożność wyciągnięcia z nich czegoś głębszego lub brak przyznania przed samym sobą, że jednak chciałoby się czegoś doświadczać i chodzenie w zaparte.

Sa tacy co jak zaczną bywać, to czasem sami się zesnabiaja i staja nieprzyjemni dla ludzi którzy przypominają im samych siebie z czasów jak jeszcze byli ignorantami. Wyśmiewają się wtedy albo obgadują zamiast wytłumaczyć i przejść z tym do porządku dziennego albo w ogole olać. Albo gorzej, czują się tym zawstydzeni. Najgorzej jak ktoś taki trochę się dorobił, gdzieś tam zaczął bywać i przyjeżdża do niego rodzina albo znajomi, zabiera ich w jakieś miejsca robić coś czego nie znają i się za nich strasznie wstydzi. Albo zaczyna strofować czy wyśmiewać. Od takich ludzi z daleka.

Mentalność, że na coś tam szkoda pieniędzy i lepiej mieć więcej za mniejsze pieniądze. I zaglądanie innym do portfela komentując jakie to marnotrawienie kasy zamiast kupić taniej.
Np zamiast kupić buty z dobrej skóry które będą wygodne i na lata, to kupią od chińczyka cztery pary ale będzie to do wywalenia po sezonie, bo plastiku żaden szewc nie naprawi.
Albo po co na wyjeździe iść do restauracji jak można kupić coś w sklepie i zjeść w pokoju. No można ale dobry posiłek w eleganckiej restauracji jest częścią doświadczeń z danego miejsca po całym dniu zwiedzania zabytków. Można też pojechać rowerem do parku i rozbić namiot zamiast „marnować” kasę na urlop tak na dobrą sprawę.

Nastawienie anty do wszyskich powyżej normy i trzymanie się z ludźmi o podobnym poziomie do swojego. Patrzenie na bardziej obytych z pod byka i pogardliwe, nieprzyjemne nastawienie do nich, że pewnie będą się wywyższać samemu się przy tym wywyższając. Podejście, że „banan” to nie zna życia, nie ma prawa głosu. Miałam trochę styczności z takimi ludźmi, mogłabym tak długo wymieniać.