Cześć,
Dziewczyny, jak radzicie sobie ze stawianiem granic swoim rodzicom?
Wczoraj zrobiłam to pierwszy raz i zadręczam się myślami.
Mój chłopak wrócił z delegacji w piątek późną nocą i sobotę poświęciliśmy na ogarnianie prania i sprzątania. Moi rodzice często wpadają do nas „spontanicznie”, ale zawsze pytają na krótko przed przyjściem czy mogą. Tym razem też tak było. Zapytałam mojego chłopaka o zgodę, ale tym razem nie przyjął tego pozytywnie. Chciał zająć się swoimi rzeczami, odpocząć po delegacji. Początkowo byłam na niego zła, ponieważ dlaczego nie potrafi poświęcić 15minut i spotkać się dla świętego spokoju?
Jednak ostatecznie stanęłam po jego stronie i napisałam rodzicom, że jesteśmy zajęci. Przyszli mimo wszystko podrzucić mi coś i widziałam w ich oczach smutek. Myślę, że czują się odrzuceni. Bardzo mnie to zabolało, że mogli się tak poczuć i do końca dnia płakałam.
Dodam jeszcze, że to nie pierwsza sytuacja, gdzie mój chłopak wymyśla wymówki, wychodzi z domu kiedy oni przychodzą, ponieważ on nie ma tak częstej potrzeby spotykania się ani ze swoimi, ani z moimi rodzicami. Jest introwertykiem i szanuje swoje granice - co za dużo, to nie zdrowo. Rodzice to zauważyli, że czasami nie ma nas w domu i zapytali czy specjalnie ich unikamy.
Chłopak wyjaśnił mi, że to nie jest tak, że on ma do nich problem, ale nie lubi takich niezaplanowanych wcześniej odwiedzin.
Jestem bardzo związana z rodzicami, mamy bardzo dobre relacje, ale zaczęłam zastanawiać się, czy ja w ogóle kiedykolwiek odcięłam pępowinę? Zależy mi na moim chłopaku i chce z nim stworzyć w przyszłości rodzinę, ale z drugiej strony chciałabym utrzymywać dobre relacje z rodzicami.
Nie wiem, która strona przesadza i jak stawiać granice, żeby nie czuć wyrzutów sumienia, ale też nie ranić drugiej strony. Czuję, że stoję między młotem, a kowadłem.
Może to tylko w mojej głowie jest tak wyolbrzymione i nie ma czym się przejmować?
Czy musiałyście kiedyś też postawić granice? Jak sobie z tym poradziłyście?
Nadgorliwi rodzice
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryJa się mu nie dziwię. Nie wiem ile jesteście ze soba, ale w długim związku gdzie myśli się o wspólnej przyszłości to naturalne, że zaczynacie stawiać siebie nawzajem na pierwszym miejscu, tzn. jeśli mój partner mówi że jest zmęczony i nie ma ochoty na wizyty, to ja nie nalegam bo zależy mi żeby odpoczął i żeby to on czuł się dobrze. Oczywiscie co innego jesli macie po 20 lat i jestescie ze soba krótko, a to rodzice byli w Twoim życiu przez wiekszosc jego trwania - Twój dylemat wydaje mi się naturalny i bardzo dobrze, że się temu przyglądasz.
Pytanie na ile Ty potrzebujesz tych częstych spotkań z rodzicami. Jesli Tobie odpowiada ze są częste, to może spotykajcie się też czasem poza mieszkaniem w którym mieszkasz z chłopakiem, nie musicie też spotykać się z nim. W ten sposób on nie czuje się zmuszony, a Ty nie rezygnujesz z tych spotkań.
Natomiast zupełnie szczerze wydaje mi się że sytuacja w której płakałaś (że aż tak silna była reakcja emocjonalna) bo im odmówiłaś nie jest do końca zdrowa. Masz prawo odmówić, rodzice powinni to przyjąć (nie powinni się dąsać czy jakoś demonstrować niezadowolenia, przecież nie są dziećmi i muszą wiedzieć, że czasami wam nie pasuje, tak wygląda dorosłe zycie). Chodzi mi o to, żebyś nie czuła się stawiana w sytuacji w której musisz jakoś wybierać między partnerem a rodzicami i że będzie trudno Ci sobie poradzić z ich reakcja na odmowę.
Pytanie na ile Ty potrzebujesz tych częstych spotkań z rodzicami. Jesli Tobie odpowiada ze są częste, to może spotykajcie się też czasem poza mieszkaniem w którym mieszkasz z chłopakiem, nie musicie też spotykać się z nim. W ten sposób on nie czuje się zmuszony, a Ty nie rezygnujesz z tych spotkań.
Natomiast zupełnie szczerze wydaje mi się że sytuacja w której płakałaś (że aż tak silna była reakcja emocjonalna) bo im odmówiłaś nie jest do końca zdrowa. Masz prawo odmówić, rodzice powinni to przyjąć (nie powinni się dąsać czy jakoś demonstrować niezadowolenia, przecież nie są dziećmi i muszą wiedzieć, że czasami wam nie pasuje, tak wygląda dorosłe zycie). Chodzi mi o to, żebyś nie czuła się stawiana w sytuacji w której musisz jakoś wybierać między partnerem a rodzicami i że będzie trudno Ci sobie poradzić z ich reakcja na odmowę.
- Pamieculotna
- BlondDoczep
- Posty: 133
- Rejestracja: pt mar 08, 2024 6:05 am
Tworzenie relacji z chłopakiem nie wyklucza zachowania dobrych stosunków z rodzicami. Ale to naturalne, że z wiekiem powoli człowiek się odsuwa, i może to czasem brutalne - stawia siebie i/lub partnera ponad rodziców.horro pisze: ↑ndz mar 08, 2026 9:20 am Cześć,
Dziewczyny, jak radzicie sobie ze stawianiem granic swoim rodzicom?
Wczoraj zrobiłam to pierwszy raz i zadręczam się myślami.
Mój chłopak wrócił z delegacji w piątek późną nocą i sobotę poświęciliśmy na ogarnianie prania i sprzątania. Moi rodzice często wpadają do nas „spontanicznie”, ale zawsze pytają na krótko przed przyjściem czy mogą. Tym razem też tak było. Zapytałam mojego chłopaka o zgodę, ale tym razem nie przyjął tego pozytywnie. Chciał zająć się swoimi rzeczami, odpocząć po delegacji. Początkowo byłam na niego zła, ponieważ dlaczego nie potrafi poświęcić 15minut i spotkać się dla świętego spokoju?
Jednak ostatecznie stanęłam po jego stronie i napisałam rodzicom, że jesteśmy zajęci. Przyszli mimo wszystko podrzucić mi coś i widziałam w ich oczach smutek. Myślę, że czują się odrzuceni. Bardzo mnie to zabolało, że mogli się tak poczuć i do końca dnia płakałam.
Dodam jeszcze, że to nie pierwsza sytuacja, gdzie mój chłopak wymyśla wymówki, wychodzi z domu kiedy oni przychodzą, ponieważ on nie ma tak częstej potrzeby spotykania się ani ze swoimi, ani z moimi rodzicami. Jest introwertykiem i szanuje swoje granice - co za dużo, to nie zdrowo. Rodzice to zauważyli, że czasami nie ma nas w domu i zapytali czy specjalnie ich unikamy.
Chłopak wyjaśnił mi, że to nie jest tak, że on ma do nich problem, ale nie lubi takich niezaplanowanych wcześniej odwiedzin.
Jestem bardzo związana z rodzicami, mamy bardzo dobre relacje, ale zaczęłam zastanawiać się, czy ja w ogóle kiedykolwiek odcięłam pępowinę? Zależy mi na moim chłopaku i chce z nim stworzyć w przyszłości rodzinę, ale z drugiej strony chciałabym utrzymywać dobre relacje z rodzicami.
Nie wiem, która strona przesadza i jak stawiać granice, żeby nie czuć wyrzutów sumienia, ale też nie ranić drugiej strony. Czuję, że stoję między młotem, a kowadłem.
Może to tylko w mojej głowie jest tak wyolbrzymione i nie ma czym się przejmować?
Czy musiałyście kiedyś też postawić granice? Jak sobie z tym poradziłyście?
To nie ma nic wspólnego z egoizmem, odrzucaniem mamy i taty ani byciem okrutnym człowiekiem, to po prostu dorastanie, normalna kolej rzeczy.
Wg mnie miał rację - pechowo, że rodzice nie uszanowali Waszej decyzji. Nie miej wyrzutów sumienia, chociaż doskonale rozumiem ich źródło. Z doświadczenia wiem, że w końcu, nazwijmy to "narzucanie się" rodziców Cie zmęczy, jeszcze nie raz będziesz zaskoczona tym, że jesteś na nich albo na siebie, bo nie szanują Twoich granic.
Tym bardziej, jeśli partner jest introwertykiem. U mnie jest sytuacja odwrotna, rodzice i babcia mojego narzeczonego mieszkają bardzo blisko (dosłownie odległość dwóch blokow), on wpada do nich bardzo często, ja okazyjnie- na imieniny, urodziny, czasem obiad. Może skorzystaj z takiego rozwiązania, spróbuj odwiedzać rodziców u nich, zostawiając dom jako strefa bezpieczna dla Ciebie I partnera?
Nie mowie o całkowitym porzuceniu zapraszania bliskich, ale są inne możliwości byś i ty czuła się komfortowo dbając o relacje z rodzicami, i partner, nie będąc na to narażonym aż tak często.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Moim zdaniem żadna strona nie przesadza, tylko żyjecie z rodzicami każde "w innym czasie". Twoi rodzice pewnie pamiętają czasy, kiedy takie wizyty były normą (i tak fajnie, że uprzedzają). Wy pewnie potrzebujecie wyciszenia (szczególnie twój chłopak), bo jesteście bardziej przebodźcowani.
Spróbuj z nimi pogadać i inaczej okazać im, że ich kochasz, doceniasz i potrzebujesz. Może wybierz się do nich sama lub zaproś na obiad, a nie na 15 minut. Nacieszcie się sobą porządnie raz czy dwa razy w miesiącu. Myślę, że rodzice zrozumieją.
Spróbuj z nimi pogadać i inaczej okazać im, że ich kochasz, doceniasz i potrzebujesz. Może wybierz się do nich sama lub zaproś na obiad, a nie na 15 minut. Nacieszcie się sobą porządnie raz czy dwa razy w miesiącu. Myślę, że rodzice zrozumieją.
To, co opisałaś, to klasyczny „podręcznikowy” przykład procesu różnicowania się od rodziny pochodzenia. To, że czujesz się, jakbyś stała między młotem a kowadłem, jest całkowicie naturalne na tym etapie – szczególnie gdy masz bardzo dobre relacje z rodzicami.
Oto kilka myśli, które mogą Ci pomóc spojrzeć na to z dystansem:
Granice to nie mury, to drzwi. Postawienie granicy rodzicom (powiedzenie „dziś nie możemy”) nie oznacza, że ich odrzucasz. Oznacza jedynie, że w tej konkretnej godzinie dbasz o zasoby swojego związku. Twoi rodzice mogą czuć smutek, bo zmieniają się zasady gry, do których byli przyzwyczajeni, ale to nie znaczy, że zrobiłaś coś złego.
Potrzeby Twojego chłopaka są tak samo ważne. Dla introwertyka dom to „bezpieczna przystań”, w której ładuje baterie po delegacji. „Wpadanie na 15 minut” dla niego może być ogromnym kosztem emocjonalnym, bo wymaga nagłego wejścia w rolę społeczną, gdy on chce po prostu być sobą w dresie. To, że stanęłaś po jego stronie, to ogromny dowód lojalności wobec Waszej nowej, tworzącej się rodziny.
Poczucie winy to „koszt operacyjny” dorosłości. Często czujemy winę nie dlatego, że kogoś krzywdzimy, ale dlatego, że łamiemy stary schemat (bycia zawsze dostępną córeczką). To poczucie winy z czasem minie, jeśli będziesz konsekwentna. Rodzice w końcu nauczą się, że trzeba się zapowiadać z wyprzedzeniem – i paradoksalnie, Wasze spotkania mogą stać się przez to lepsze, bo nie będą wymuszone.
Odcięcie pępowiny to proces, nie jednorazowe cięcie. To, co zrobiłaś w sobotę, to był Twój pierwszy, bardzo ważny krok. Płacz po tym wydarzeniu to wyraz stresu i lęku przed zmianą relacji z rodzicami, ale to minie.
Trzymaj się dzielnie! Budowanie własnej autonomii jest trudne, ale niezbędne, żeby stworzyć zdrowy związek.
A przy okazji – prośba o pomoc!
Piszę właśnie pracę magisterską z psychologii, która dotyka bardzo podobnych tematów – badam, jak to, jak traktujemy same siebie (nasze samowspółczucie), wpływa na nasze zaangażowanie w związkach. Twój wpis idealnie wpisuje się w dylematy, które analizuję!
Jeśli jesteś kobietą w wieku 19-35 lat i jesteś w związku, będę Ci ogromnie wdzięczna za wypełnienie mojej ankiety. Jest w pełni anonimowa, zajmuje ok. 10 minut i być może pomoże Ci też chwilę pogłębić refleksję nad swoimi relacjami:
Link do ankiety: https://forms.gle/qM2fMGFVfohM4zh79
Z góry dziękuję za pomoc i trzymam kciuki za Twoje granice!

Oto kilka myśli, które mogą Ci pomóc spojrzeć na to z dystansem:
Granice to nie mury, to drzwi. Postawienie granicy rodzicom (powiedzenie „dziś nie możemy”) nie oznacza, że ich odrzucasz. Oznacza jedynie, że w tej konkretnej godzinie dbasz o zasoby swojego związku. Twoi rodzice mogą czuć smutek, bo zmieniają się zasady gry, do których byli przyzwyczajeni, ale to nie znaczy, że zrobiłaś coś złego.
Potrzeby Twojego chłopaka są tak samo ważne. Dla introwertyka dom to „bezpieczna przystań”, w której ładuje baterie po delegacji. „Wpadanie na 15 minut” dla niego może być ogromnym kosztem emocjonalnym, bo wymaga nagłego wejścia w rolę społeczną, gdy on chce po prostu być sobą w dresie. To, że stanęłaś po jego stronie, to ogromny dowód lojalności wobec Waszej nowej, tworzącej się rodziny.
Poczucie winy to „koszt operacyjny” dorosłości. Często czujemy winę nie dlatego, że kogoś krzywdzimy, ale dlatego, że łamiemy stary schemat (bycia zawsze dostępną córeczką). To poczucie winy z czasem minie, jeśli będziesz konsekwentna. Rodzice w końcu nauczą się, że trzeba się zapowiadać z wyprzedzeniem – i paradoksalnie, Wasze spotkania mogą stać się przez to lepsze, bo nie będą wymuszone.
Odcięcie pępowiny to proces, nie jednorazowe cięcie. To, co zrobiłaś w sobotę, to był Twój pierwszy, bardzo ważny krok. Płacz po tym wydarzeniu to wyraz stresu i lęku przed zmianą relacji z rodzicami, ale to minie.
Trzymaj się dzielnie! Budowanie własnej autonomii jest trudne, ale niezbędne, żeby stworzyć zdrowy związek.
A przy okazji – prośba o pomoc!
Piszę właśnie pracę magisterską z psychologii, która dotyka bardzo podobnych tematów – badam, jak to, jak traktujemy same siebie (nasze samowspółczucie), wpływa na nasze zaangażowanie w związkach. Twój wpis idealnie wpisuje się w dylematy, które analizuję!
Jeśli jesteś kobietą w wieku 19-35 lat i jesteś w związku, będę Ci ogromnie wdzięczna za wypełnienie mojej ankiety. Jest w pełni anonimowa, zajmuje ok. 10 minut i być może pomoże Ci też chwilę pogłębić refleksję nad swoimi relacjami:
Link do ankiety: https://forms.gle/qM2fMGFVfohM4zh79
Z góry dziękuję za pomoc i trzymam kciuki za Twoje granice!
Oczywiście że należy postawić granice. To naturalne i musi nastąpić prędzej czy później.
Rodzice, którzy nie rozumieją "nie dzisiaj" i przychodzą i tak, nieproszeni, najwyraźniej wymagają żeby im pewne kwestie wyjaśnić.
Jesteście, zakładam, dorosłymi ludźmi. Macie prawo mieć swoje zajęcia, plany i po prostu - życie.
A sytuacja kiedy matka robi smutną minkę a Ty się czujesz źle bo włączają Ci się wyrzuty sumienia, chociaż NIC złego nie zrobiłaś, to klasyczny objaw nieodpępowienia. I niedojrzałości, ale to akurat obu stron, i matki i Twojej. Tyle że matki prawdopodobnie już nie zmienisz, stąd potrzeba wyznaczenia granic.
Rodzice, którzy nie rozumieją "nie dzisiaj" i przychodzą i tak, nieproszeni, najwyraźniej wymagają żeby im pewne kwestie wyjaśnić.
Jesteście, zakładam, dorosłymi ludźmi. Macie prawo mieć swoje zajęcia, plany i po prostu - życie.
A sytuacja kiedy matka robi smutną minkę a Ty się czujesz źle bo włączają Ci się wyrzuty sumienia, chociaż NIC złego nie zrobiłaś, to klasyczny objaw nieodpępowienia. I niedojrzałości, ale to akurat obu stron, i matki i Twojej. Tyle że matki prawdopodobnie już nie zmienisz, stąd potrzeba wyznaczenia granic.