Cześć,
Gdzie poznałyście swoje przyjaciółki/dobre koleżanki? Czy udało Wam się poznać prawdziwe przyjaciółki już w dorosłym życiu? Czy są to raczej przyjaźnie od dzieciństwa/czasów nastoletnich?
Ja nie wiem czy to ze mną jest jakiś problem… napisałam jakiś czas temu na lokalnej grupie „przyjaciółki z nazwa miasta” i wszystkie dziewczyny, z którymi pisałam, proponowałam spotkanie szybko przestały odpisywać. Wiem, że ludzie są zajęci, nie każdy ma czas, czy chęć odpisywać. Staram się też nie być natrętna. Ale serio, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie ze mną jest jakiś problem.
Przyjaźnie w dorosłości
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- Shellerina
- RoyalBaby
- Posty: 20
- Rejestracja: pn kwie 08, 2024 9:54 pm
W pracyNatuska pisze: ↑pn lut 16, 2026 10:32 am Cześć,
Gdzie poznałyście swoje przyjaciółki/dobre koleżanki? Czy udało Wam się poznać prawdziwe przyjaciółki już w dorosłym życiu? Czy są to raczej przyjaźnie od dzieciństwa/czasów nastoletnich?
Ja nie wiem czy to ze mną jest jakiś problem… napisałam jakiś czas temu na lokalnej grupie „przyjaciółki z nazwa miasta” i wszystkie dziewczyny, z którymi pisałam, proponowałam spotkanie szybko przestały odpisywać. Wiem, że ludzie są zajęci, nie każdy ma czas, czy chęć odpisywać. Staram się też nie być natrętna. Ale serio, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie ze mną jest jakiś problem.
Mam nadal przyjaciółki z czasów szkolnych, jedną najlepszą nawet z przedszkola. Staram się bardzo dbać o te znajomości, głównie z tego względu, że widzę jak ciężko takie zawrzeć w dorosłym życiu.
Studia mi towarzysko przeciekły przez palce głównie przez koronawirusa. W pracy dobrze się dogaduję z dziewczynami, ale to nie są głebokie relacje. Doskwiera mi mocno ta perspektywa, że na takim poziomie jak w szkole, już nigdy z nikim się nie zaprzyjaźnię.
Studia mi towarzysko przeciekły przez palce głównie przez koronawirusa. W pracy dobrze się dogaduję z dziewczynami, ale to nie są głebokie relacje. Doskwiera mi mocno ta perspektywa, że na takim poziomie jak w szkole, już nigdy z nikim się nie zaprzyjaźnię.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1629
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
U mnie z liceum i studiów. Osoby poznawane później to raczej dobrzy znajomi lub zwykli znajomi. Przyjaźnią bym tego nie nazwała. Mam za mało czasu na te relacje - żeby złapać jakąś większą zażyłość. Ale uważam, że to i tak cenne znajomości i staram się w miarę możliwiści o nie dbać.
- Sernik1998
- RoyalBaby
- Posty: 26
- Rejestracja: ndz mar 17, 2024 11:32 am
Mam takie samo odczucieNatuska pisze: ↑pn lut 16, 2026 10:32 am Cześć,
Gdzie poznałyście swoje przyjaciółki/dobre koleżanki? Czy udało Wam się poznać prawdziwe przyjaciółki już w dorosłym życiu? Czy są to raczej przyjaźnie od dzieciństwa/czasów nastoletnich?
Ja nie wiem czy to ze mną jest jakiś problem… napisałam jakiś czas temu na lokalnej grupie „przyjaciółki z nazwa miasta” i wszystkie dziewczyny, z którymi pisałam, proponowałam spotkanie szybko przestały odpisywać. Wiem, że ludzie są zajęci, nie każdy ma czas, czy chęć odpisywać. Staram się też nie być natrętna. Ale serio, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie ze mną jest jakiś problem.
Mam ten sam problem. Jako nastolatka miałam mnóstwo koleżanek, a potem gdzieś się te znajomości porozchodziły z różnych powodów, albo bez powodu, tak po prostu, no i około 21 roku życia trochę przestałam chodzić na imprezki, wychodzić i być aktywna towarzysko jak kiedyś, bo musiałam się zająć innymi rzeczami, to miało wpływ trochę. Potem wyjechałam z miasta rodzinnego, inne dziewczyny też się wyprowadziły, a te co nie wyjechały to założyły rodziny i nie zawsze mają czas spotkać się, gdy akurat jestem w mieście, więc relacje się rozluźniły, samo życie. Mam jedną przyjaciółkę, ale też mieszka daleko i rzadko się widzimy, bo choć uprzedzam o przyjeździe to wiadomo, że ona nie zawsze może wtedy co ja, albo ja nie mogę wtedy, kiedy ona, ale piszemy ze sobą. Po tym jak wyjechałam z rodzinnej miejscowości nie znalazłam żadnej nowej koleżanki do serca, nie wiem czemu. Chciałabym mieć przyjaciółkę z którą mogę gdzieś iść, porozmawiać, czasem się poradzić, jak to w przyjaźni. Aktualnie czas wolny spędzam z mężem, psem i ewentualnie jego znajomymi i czasem to dla mnie jest trochę przykre, bo chciałabym mieć też "swoje" życie i sprawy, swoich znajomych, zamiast oczekiwać zawsze od męża, że musi ze mną wszędzie chodzić, bo nie mam z kim innym. Najbardziej mi przykro, gdy mąż wychodzi z kolegami, a ja siedzę w domu, bo nie mam z kim wyjść, chyba, że z psem na spacer (tak, można chodzić samej w różne miejsca i chodziłam kiedyś chętnie, ale odkąd czuje się samotna to mnie to bardziej dołuje niż cieszy więc przestałam) i oczywiście nie kłócę się z nim o to, bo to fajne chłopaki i szkoda, żeby jemu się rozluźniły znajomości z tego powodu, że ja nie znalazłam sobie znajomych. Lubię ludzi, jestem kontaktowa, ale znaleźć przyjaciółkę czy chociaż koleżankę taką "stałą" jest mi bardzo trudno, choć próbowałam, chodzę w różne miejsca, na warsztaty, zajęcia (dla siebie, nie po to, żeby znaleźć koleżankę, ale to oczywiście byłoby miłe). Myślę, że w tym wieku ludzie już mają swoich znajomych i w tym biegu życia ciężko jest zawiązać nowe, głębsze relacje. O dziwo z kolegami nie mam takich doświadczeń, mam tych samych kumpli od 15 lub 10 lat, jesteśmy w stałym kontakcie mimo, że wszyscy mamy swoje rodziny, niestety z nimi też się rzadko widuję, bo każdy mieszka w innym mieście i daleko, ale dwa czy trzy razy w roku się widzimy, byliśmy na swoich ślubach, możemy na siebie liczyć i to wszystko jest super i cenne, jednak mimo wszystko brakuje mi dziewczyn w życiu, z którymi znalazłabym wspólny język. Pewna kobieta powiedziała mi, że dorosłe kobiety poznają przyjaciółki najczęściej jako matki, bo łączą je wspólne problemy, doświadczenia, chwile wątpliwości, radości i przez to się bardziej rozumieją, bo nie wszystkie te przeżycia rozumieją partnerzy, a chce się o nich rozmawiać. Coś w tym chyba jest, bo moje koleżanki, które mają dzieci poznają nowe koleżanki, właśnie takie z dziećmi i zawiązują fajne relacje.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1629
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Moim zdaniem to prawda. Dzięki dziecku poznałam chyba więcej wartościowych ludzi niż w okresie między studiami i macierzyństwem. Ale (bardzo ważne zastrzeżenie) trzeba sobie dobrze dobrać te inne mamy i po prostu selekcjonować znajomości. Póki dzieci są malutkie wiele kobiet szuka znajomości, bliskości, odciążenia. Są bardziej przyjacielskie i łagodne. Przy starszym dziecku - jak widzę - pojawia się poróbywanie, konkurowanie, obgadywanie. Ja unikam osób, których styl wychowania mi się nie podoba (wrzask, ocenianie, nakłanianie dzieci do porównywania i bezsensownej rywalizacji, niezgody, wywyższania się).katrzyna pisze: ↑pt lut 20, 2026 4:31 pm Pewna kobieta powiedziała mi, że dorosłe kobiety poznają przyjaciółki najczęściej jako matki, bo łączą je wspólne problemy, doświadczenia, chwile wątpliwości, radości i przez to się bardziej rozumieją, bo nie wszystkie te przeżycia rozumieją partnerzy, a chce się o nich rozmawiać. Coś w tym chyba jest, bo moje koleżanki, które mają dzieci poznają nowe koleżanki, właśnie takie z dziećmi i zawiązują fajne relacje.
Moja najlepsza przyjaciółka jest z podstawówki:) Drugiego dobrego kumpla mam z liceum - o te przyjaźnie bardzo dbam, bo jednak nie jest to budowane ani łatwo, ani szybko... Ale zarazem jestem raczej towarzyska i choć "przyjaciel" rezerwuję dla osób bardzo, bardzo bliskich, to jednak mam dużo koleżanek, które poznałam w okresie studenckim, ale często poza studiami per se - relacje z uczelni w większości nie przetrwały, bo dum dum - jedyne co nas łączyło to kierunek studiów...
Jeszcze nie założyłam rodziny, więc siłą rzeczy mam trochę więcej luzu pod kątem czasu, który mogę przeznaczać na relacje koleżeńskie i to pewnie nieco naznacza moje życie towarzyskie, ale z drugiej strony... Marzą mi się dzieciaki, które posyłam do przedszkola i mogę zorganizować im urodzinki albo grill party, zaprosić rodziców z dziećmi i poczilować razem, z podobnymi problemami (tak jak jedna z dziewczyn napisała wyżej, że mamy dogadają się z mamami).
A wracając do tematu, przykłady z mojego życia: kilka razy na imprezach (wspólna wigilia, sylwester, urodziny) mijałam się ze znajomą parą, a z dziewczyną kumpla złapałyśmy wspólny kontakt i tak czasem wychodzimy. Jedna z moich bliższych koleżanek to przypadkowa współlokatorka sprzed paru lat; na ten moment taka moja kumpela "na co dzień", żeby razem coś porobić w tygodniu to osoba poznana w kościele
Kolejne, chociaż nie tak bliskie to znów wspólni znajomi i wyjścia, zdarzyło mi się poznać nowe znajome w barze przy karaoke albo na ściance wspinaczkowej (nic tak nie łączy jak wspólna rozkminka i podejście do trasy, jeszcze sekcje są spoko opcją - w różnych sportach), a takie do pogadania to mam też pojedyncze internetowe relacje, też w dorosłości odnowiłam kontakty z częścią kuzynostwa oraz odnawianie kontaktów w ogóle polecam - znajomy odhacza na fb ten event co ty - napisz czy nie chcecie iść razem, wysłać rolkę albo odpowiedzieć na relację. Czasem działa, czasem nie
Sporo z tego to luźne relacje i w miarę jak wpadają kolejne zobowiązania w dorosłym życiu albo następuje nerfing by distance, bo ktoś się przeprowadza, to siłą rzeczy one się luzują. Ale i tak staram się o nie dbać, od czasu do czasu wyjść, zorganizować prywatkę, zapytać co u nich.
Jeszcze słowem podsumowania, domyślam się że nie każdy ma moce przerobowe na utrzymywanie tylu relacji i zaangażowanie się w takim stopniu, ALE zachęcam do wyjścia ze strefy komfortu i próbowania nowych rzeczy, sportów, warsztatów, zagadywania itd. Znajomych można znaleźć zawsze, tylko czasem trzeba się otworzyć bardziej niż się chce. Gdy byłam młodsza, niby w szczycie życia socjalnego czyli te +-21 lat, środek studiów, to miałam najmniej znajomych, a zmieniło się to z czasem w miarę dorastania i poczucia, że no nie chcę żeby tak to moje życie wyglądało.
No i nie załamuj się jeśli "nie wychodzi". Z przyjaźniami i koleżeństwem jest poniekąd jak z randkowaniem, w tym sensie, że nie ma co się poddawać, bo z kimś nadajesz na innych falach, no i że trzeba się dograć i poznać, a to że nie wychodzi to nie twoja wina. Z grupkami miałam podobne doświadczenia - łatwo pisać i się umawiać, ale przychodzi co do czego to trudno jest budować całkiem z niczego, też czasem miałam tak, że się umawiałam z kimś i po jednym spotkaniu koniec nawet jeśli spoko się gadało
A gdy poznajesz kogoś na żywo, to w kilka sekund czujesz, czy jest "vibe" po prostu i mam poczucie że łatwiej to popchnąć dalej
Jeszcze nie założyłam rodziny, więc siłą rzeczy mam trochę więcej luzu pod kątem czasu, który mogę przeznaczać na relacje koleżeńskie i to pewnie nieco naznacza moje życie towarzyskie, ale z drugiej strony... Marzą mi się dzieciaki, które posyłam do przedszkola i mogę zorganizować im urodzinki albo grill party, zaprosić rodziców z dziećmi i poczilować razem, z podobnymi problemami (tak jak jedna z dziewczyn napisała wyżej, że mamy dogadają się z mamami).
A wracając do tematu, przykłady z mojego życia: kilka razy na imprezach (wspólna wigilia, sylwester, urodziny) mijałam się ze znajomą parą, a z dziewczyną kumpla złapałyśmy wspólny kontakt i tak czasem wychodzimy. Jedna z moich bliższych koleżanek to przypadkowa współlokatorka sprzed paru lat; na ten moment taka moja kumpela "na co dzień", żeby razem coś porobić w tygodniu to osoba poznana w kościele
Jeszcze słowem podsumowania, domyślam się że nie każdy ma moce przerobowe na utrzymywanie tylu relacji i zaangażowanie się w takim stopniu, ALE zachęcam do wyjścia ze strefy komfortu i próbowania nowych rzeczy, sportów, warsztatów, zagadywania itd. Znajomych można znaleźć zawsze, tylko czasem trzeba się otworzyć bardziej niż się chce. Gdy byłam młodsza, niby w szczycie życia socjalnego czyli te +-21 lat, środek studiów, to miałam najmniej znajomych, a zmieniło się to z czasem w miarę dorastania i poczucia, że no nie chcę żeby tak to moje życie wyglądało.
No i nie załamuj się jeśli "nie wychodzi". Z przyjaźniami i koleżeństwem jest poniekąd jak z randkowaniem, w tym sensie, że nie ma co się poddawać, bo z kimś nadajesz na innych falach, no i że trzeba się dograć i poznać, a to że nie wychodzi to nie twoja wina. Z grupkami miałam podobne doświadczenia - łatwo pisać i się umawiać, ale przychodzi co do czego to trudno jest budować całkiem z niczego, też czasem miałam tak, że się umawiałam z kimś i po jednym spotkaniu koniec nawet jeśli spoko się gadało
Też się nad tym zastanawiam. Koleżanek mam na palcach jednej ręki, przy czym nie nazwę tego przyjaźnią- znamy się z niektórymi naście lat, ale w zasadzie znajomość nie jest na tyle głęboka.
Moim zdaniem kiedy skończy się studia, pracuje się w małej firmie, nie uczęszcza się regularnie na jakieś zajęcia, to ciężko ot tak kogoś poznać.
Też próbuję przez różne grupy, niestety bezowocnie, bo podobnie jak niektóre tu pisały albo gadka się nie klei albo dziewczynom szybko zapał opada.
Zazdroszczę tym, którym udało się utrzymać relacje z dawnych lat i mogą nazwać to przyjaźnią, regularnie się spotykają i obie strony są zaangażowane. To prawda, że w pewnym wieku zobowiązania nie zawsze pozwalają skoncentrować się na pielęgnowaniu starych czy nawiązywaniu nowych znajomości, ale też dużo zależy od człowieka, chęci.
Moim zdaniem kiedy skończy się studia, pracuje się w małej firmie, nie uczęszcza się regularnie na jakieś zajęcia, to ciężko ot tak kogoś poznać.
Też próbuję przez różne grupy, niestety bezowocnie, bo podobnie jak niektóre tu pisały albo gadka się nie klei albo dziewczynom szybko zapał opada.
Zazdroszczę tym, którym udało się utrzymać relacje z dawnych lat i mogą nazwać to przyjaźnią, regularnie się spotykają i obie strony są zaangażowane. To prawda, że w pewnym wieku zobowiązania nie zawsze pozwalają skoncentrować się na pielęgnowaniu starych czy nawiązywaniu nowych znajomości, ale też dużo zależy od człowieka, chęci.
-
Berry.samba
- PółWłoszka
- Posty: 1925
- Rejestracja: pn wrz 02, 2024 4:42 pm
Nie, że się chwalę, ale poznaję ludzi wszędzie i z łatwością. Moja rada: rozmawiaj z ludźmi, nawiązuj kontakt z przypadkowymi osobami (oczywiście musi być to naturalne, nie wymuszone), bądź uważna na to, co się dzieje dookoła, zainteresowana innymi. Z przykrością obserwuję, jak ludzie się mijają, wpatrzeni w telefony, odcięci od świata słuchawkami, itd (nie mówię, że tak robisz). Gardzenie small talkiem też nie pomaga, small talk to najlepszy sposób na otwarcie się na drugą osobę. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby koleżanką stała się dziewczyna, która sprzedaje ci kawę, albo bibliotekarka, której zanosisz książki. Wydaje mi się, że “ogłoszenia na koleżanki” stawiają jednak presję, tak jak ogłoszenia matrymonialne, a relacje muszą rozwijać się naturalnie.Natuska pisze: ↑pn lut 16, 2026 10:32 am Cześć,
Gdzie poznałyście swoje przyjaciółki/dobre koleżanki? Czy udało Wam się poznać prawdziwe przyjaciółki już w dorosłym życiu? Czy są to raczej przyjaźnie od dzieciństwa/czasów nastoletnich?
Ja nie wiem czy to ze mną jest jakiś problem… napisałam jakiś czas temu na lokalnej grupie „przyjaciółki z nazwa miasta” i wszystkie dziewczyny, z którymi pisałam, proponowałam spotkanie szybko przestały odpisywać. Wiem, że ludzie są zajęci, nie każdy ma czas, czy chęć odpisywać. Staram się też nie być natrętna. Ale serio, zaczęłam się zastanawiać, czy to nie ze mną jest jakiś problem.
Mam przyjaciółkę z dzieciństwa i jeszcze jedną ze studiów, która urodziła dziecko i poszłam w odstawkę (co rozumiem). Na studiach miałam koleżanki, ale te kontakty się poluzowały. W pracy zawsze miałam i mam koleżanki, ale to nie jest przyjaźń. Mam więcej dobrych kolegów niż koleżanek. Nie wierzę już, że poznam w dorosłym życiu kobietę z którą będę blisko. Raz mi się wydawało, że taką poznałam, ale okazała się być tylko kumpelą od imprez. Tak sobie myślę, że może po 40 jak juz nie będzie takiej wojny która ładniejsza, która ma lepszego faceta to spotkam kobiety które będą szukały przyjaźni. Ja oczywiście też bez winy nie jestem. Nie jestem jakaś super siostrzana. Zawsze mając wybór wybierałam typów ponad koleżanki i na tych relacjach mi bardziej zależało. Poznawanie ludzi to dla mnie pestka, ale mam wrażenie, że budzę nierzadko wrogość w kobietach na starcie, a w mężczyznach zainteresowanie i sympatię (to dotyczy też gejów, żeby nie było).