Niepopularne opinie o życiu
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry- MissNobody66
- MoetGlass
- Posty: 258
- Rejestracja: pn sty 08, 2024 10:09 pm
Re: Niepopularne opinie o życiu
Lecę z niepopularną opinią bo daję sobie rękę odciąć że tak jak w SM tak i na tym forum jest dużo zwolenników - wkurza mnie że do wszystkich wytrawnych dań pakowane są chore ilości czosnku xD zanim ktoś się przy***rdoli: tak wiem że mogę pominąć czosnek w przepisie i tak właśnie robię, tak wiem że są ludzie którzy go lubią no ale kurde bez przesady xd musiałam to z siebie wyrzucić 
- agbmrctorakwin
- SushiRoll
- Posty: 234
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Mięso dla człowieka nie jest niezbędne. Denerwują mnie osoby, które usprawiedliwiają swoje jedzenia mięsa tym że są mięsożercami XDD. Człowiek to wszystkożerca i jedzenie mięsa to nasz wybór, a nie przymus. Prawdziwy mięsożerca, np. lew, musi jeść mięso by przeżyć, ma inne uzębienie, krótsze jelita - jego organizm jest przystosowany do jedzenia wyłącznie mięsa. A my mamy wybór, bo nasz organizm doskonale radzi sobie z dietą roślinną - mamy dłuższe jelita, które pozwalają nam trawić błonnik roślinny. Co więcej by w ogóle zjeść mięso musimy je najpierw poddać obróbce termicznej i doprawić przyprawami (głównie roślinami) XDD - a raczej dla mięsożerców nie powinno to być konieczne.
Jeśli jesz mięso bo ci smakuje - spoko, twoja sprawa ale nie zasłaniaj się biologią, bo jako wszystkożercy nie mamy żadnego obowiązku jedzenia zwierząt by zachować zdrowie.
Jeśli jesz mięso bo ci smakuje - spoko, twoja sprawa ale nie zasłaniaj się biologią, bo jako wszystkożercy nie mamy żadnego obowiązku jedzenia zwierząt by zachować zdrowie.
-
chleb_ze_smalcem
- GreckieWakacje
- Posty: 280
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Mnie tez. Tylko największy problem mam z tym, że jak wychodzę do restauracji, to nie moge prawie nic zamówić bez czosnku tu gdzie mieszkam, bo jest niezmiernie popularny w ogromnych ilościach.MissNobody66 pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:29 pm Lecę z niepopularną opinią bo daję sobie rękę odciąć że tak jak w SM tak i na tym forum jest dużo zwolenników - wkurza mnie że do wszystkich wytrawnych dań pakowane są chore ilości czosnku xD zanim ktoś się przy***rdoli: tak wiem że mogę pominąć czosnek w przepisie i tak właśnie robię, tak wiem że są ludzie którzy go lubią no ale kurde bez przesady xd musiałam to z siebie wyrzucić![]()
Kiedyś zdarzyło mi się pochorować po takim daniu, może czosnkiem chcieli zamaskować, że mięso było nieświeże.
-
chleb_ze_smalcem
- GreckieWakacje
- Posty: 280
- Rejestracja: pn lis 04, 2024 9:22 pm
Sos czosnkowy jest niedobry. Na pizzy to jedno z największych nieporozumień kulinarnych. Prawie jak frytki z majonezem.
- Anastazja_smietana
- Tritonotti
- Posty: 185
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Wszystko ci się pomieszało. Błonnik pokarmowy jest frakcją, która jako właśnie ta nietrawiona jest nam niezbędna dla formowania kału nadając mu objętość (stąd też wiedza, że pomaga w zaparciach). Na błonnik składają się zwłókniałe części roślin, pewne ilości celulozy, skórka itd. Dzięki temu że go NIE TRAWIMY nam pomaga. Żeby trawić celulozę trzeba mieć wielokomorowy żołądek jak krowa.agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:42 pm Mięso dla człowieka nie jest niezbędne. Denerwują mnie osoby, które usprawiedliwiają swoje jedzenia mięsa tym że są mięsożercami XDD. Człowiek to wszystkożerca i jedzenie mięsa to nasz wybór, a nie przymus. Prawdziwy mięsożerca, np. lew, musi jeść mięso by przeżyć, ma inne uzębienie, krótsze jelita - jego organizm jest przystosowany do jedzenia wyłącznie mięsa. A my mamy wybór, bo nasz organizm doskonale radzi sobie z dietą roślinną - mamy dłuższe jelita, które pozwalają nam trawić błonnik roślinny. Co więcej by w ogóle zjeść mięso musimy je najpierw poddać obróbce termicznej i doprawić przyprawami (głównie roślinami) XDD - a raczej dla mięsożerców nie powinno to być konieczne.
Jeśli jesz mięso bo ci smakuje - spoko, twoja sprawa ale nie zasłaniaj się biologią, bo jako wszystkożercy nie mamy żadnego obowiązku jedzenia zwierząt by zachować zdrowie.
Jak najbardziej jesteśmy w stanie trawić surowe mięso, wielu ludzi je spożywa, choćby tatar. Ze względów mikrobiologicznych nie spożywamy drobiu i wieprzowinyw formie surowej, ale to absolutnie nie wyklucza naszej zdolności do trawienia białek. Lwy że tak powiem nie mają wiedzy związanej z pasożytami i jeszcze nie odkryły jak wskrzesić ogień, więc nie traktowałabym tego jako dowód anegdotyczny.
-
maildonewsletterow
- ZdalnaFanka
- Posty: 495
- Rejestracja: ndz lis 12, 2023 3:30 pm
Ja akurat lubie, tylko ze w rozsadnych ilosciach i nie do wszystkiego. Ale tez wlasnie zwrocilam uwage na jednego tworce na ig, ktory do wszystkiego na slono sciera czosnek. No do wszystkiegoMissNobody66 pisze: ↑wt lut 10, 2026 7:29 pm Lecę z niepopularną opinią bo daję sobie rękę odciąć że tak jak w SM tak i na tym forum jest dużo zwolenników - wkurza mnie że do wszystkich wytrawnych dań pakowane są chore ilości czosnku xD zanim ktoś się przy***rdoli: tak wiem że mogę pominąć czosnek w przepisie i tak właśnie robię, tak wiem że są ludzie którzy go lubią no ale kurde bez przesady xd musiałam to z siebie wyrzucić![]()
- agbmrctorakwin
- SushiRoll
- Posty: 234
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Sama przyznajesz, że błonnik jest nam niezbędny do formowania kału, i tym właśnie udowodniłaś, że nie jesteśmy mięsożercami. Prawdziwy drapieżnik jak np. lew, ma krótki układ pokarmowy i nie potrzebuje żadnych wypełniaczy, jego jelita radzą sobie bez roślin. Zdaje sobie sprawa, że są dania, które zawierają surowe mięso - tatar, carpaccio czy choćby sushi (tak, ryby to mięso zanim ktoś zechce mnie poprawić bo to też kwestia sporna) - w dalszym ciągu te dania podawane są w specjalny sposób, a nie solo. Jednak większość mięsa spożywana na co dzień przez ludzi wzywających się dumnie mięsożercami jest oddana obróbce termicznej i przyprawiona. Ludzie tak zaciekle bronią swojego "mięsożerstwa" podczas gdy ich kubki smakowe są uzależnione od owoców, nasion i liści, bez których surowy kawałek mięcha byłby dla nich po prostu niesmaczny. A lwy są adekwatnym przykładem w mojej wypowiedzi bo są przedstawicielami mięsożerców w przeciwieństwie do ludzi. Lwy jako mięsożercy nie przeżyłyby na diecie w 100% roślinnej, a ludzie tak.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:03 pm Wszystko ci się pomieszało. Błonnik pokarmowy jest frakcją, która jako właśnie ta nietrawiona jest nam niezbędna dla formowania kału nadając mu objętość (stąd też wiedza, że pomaga w zaparciach). Na błonnik składają się zwłókniałe części roślin, pewne ilości celulozy, skórka itd. Dzięki temu że go NIE TRAWIMY nam pomaga. Żeby trawić celulozę trzeba mieć wielokomorowy żołądek jak krowa.
Jak najbardziej jesteśmy w stanie trawić surowe mięso, wielu ludzi je spożywa, choćby tatar. Ze względów mikrobiologicznych nie spożywamy drobiu i wieprzowinyw formie surowej, ale to absolutnie nie wyklucza naszej zdolności do trawienia białek. Lwy że tak powiem nie mają wiedzy związanej z pasożytami i jeszcze nie odkryły jak wskrzesić ogień, więc nie traktowałabym tego jako dowód anegdotyczny.
- Anastazja_smietana
- Tritonotti
- Posty: 185
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Bo napisałeś/łaś bzdury które przeczą nauce, jak np. To że błonnik pokarmowy jest trawiony przez nasz układ pokarmowy, albo że nie jesteśmy strawić surowego mięsa.agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:38 pm Sama przyznajesz, że błonnik jest nam niezbędny do formowania kału, i tym właśnie udowodniłaś, że nie jesteśmy mięsożercami. Prawdziwy drapieżnik jak np. lew, ma krótki układ pokarmowy i nie potrzebuje żadnych wypełniaczy, jego jelita radzą sobie bez roślin. Zdaje sobie sprawa, że są dania, które zawierają surowe mięso - tatar, carpaccio czy choćby sushi (tak, ryby to mięso zanim ktoś zechce mnie poprawić bo to też kwestia sporna) - w dalszym ciągu te dania podawane są w specjalny sposób, a nie solo. Jednak większość mięsa spożywana na co dzień przez ludzi wzywających się dumnie mięsożercami jest oddana obróbce termicznej i przyprawiona. Ludzie tak zaciekle bronią swojego "mięsożerstwa" podczas gdy ich kubki smakowe są uzależnione od owoców, nasion i liści, bez których surowy kawałek mięcha byłby dla nich po prostu niesmaczny. A lwy są adekwatnym przykładem w mojej wypowiedzi bo są przedstawicielami mięsożerców w przeciwieństwie do ludzi. Lwy jako mięsożercy nie przeżyłyby na diecie w 100% roślinnej, a ludzie tak.
Jedno nie wyklucza drugiego, możliwość trawienia roślin nie wyklucza możliwości trawienia mięsa. Skoro ty się powołujesz na przewód pokarmowy lwa, to ja się moge powołać na przewód pokarmowy krowy, który umożliwia jej trawienie celulozy, a nam nie. Więc co? Mamy nie jeść roślin? Nasze kubki smakowe lubią to z czym są oswojone. Obróbka mięsa jest wynikiem rozwoju ludzkości. To nie jest żaden argument. Życie nie jest zero jedynkowe, potrzebujemy zarówno warzyw, jak i mięsa, a mięso jest źródłem najlepiej przyswajalnego białka, pozbawionego dodatkowych węglowodanów. Dania podany w specjalny sposób? Czyli w jaki? Co zmienia żółtko jajka w tatarze? Odpowiem za ciebie- nic.
- agbmrctorakwin
- SushiRoll
- Posty: 234
- Rejestracja: sob mar 16, 2024 3:27 pm
Nadal to co napisałaś nie udowadnia tego, że ludzie są MIĘSOŻERCAMI. Ludzie są wszystkożerni i to był główny cel mojej wypowiedzi. Nie interesuje mnie czy ktoś je mięso czy nie, sama je czasami jem ale nie usprawiedliwiam tego faktu tym, że jestem mięsożercą - bo wiem że kwestia tego czy je jem jest moim wyborem a nie przymusem. To tak samo jakby osoba która jest weganinem wmawiała wszystkim dookoła że ludzie są roślinożerni - a to też nie jest prawda.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:51 pm Bo napisałeś/łaś bzdury które przeczą nauce, jak np. To że błonnik pokarmowy jest trawiony przez nasz układ pokarmowy, albo że nie jesteśmy strawić surowego mięsa.
Jedno nie wyklucza drugiego, możliwość trawienia roślin nie wyklucza możliwości trawienia mięsa. Skoro ty się powołujesz na przewód pokarmowy lwa, to ja się moge powołać na przewód pokarmowy krowy, który umożliwia jej trawienie celulozy, a nam nie. Więc co? Mamy nie jeść roślin? Nasze kubki smakowe lubią to z czym są oswojone. Obróbka mięsa jest wynikiem rozwoju ludzkości. To nie jest żaden argument. Życie nie jest zero jedynkowe, potrzebujemy zarówno warzyw, jak i mięsa, a mięso jest źródłem najlepiej przyswajalnego białka, pozbawionego dodatkowych węglowodanów. Dania podany w specjalny sposób? Czyli w jaki? Co zmienia żółtko jajka w tatarze? Odpowiem za ciebie- nic.
Moja wypowiedź była spowodowana tym, że przez 9 lat będąc wegetarianką wysłuchiwałam bzdur od ludzi, że jak mogę nie jeść mięsa skoro ludzie są mięsożercami albo tłumaczenie, że ONI by bez mięsa nie przeżyli bo są mięsożercami - no to po prostu zakłamywanie rzeczywistości. Przez te 9 lat robiłam regularnie badania i wszystko było w porządku, oddawałam regularnie krew więc nie mialam razu niedoboru żelaza, którym tak straszą. A wróciłam do sporadycznego jedzenia mięsa bo po prostu zatęskniłam za niektórymi potrawami z mięsem i tyle. Nie tłumaczyłam swojego wyboru przymusem. I znam pełno osób nie jedzących mięsa wiele lat i są zdrowi i szczęśliwi (i jeśli znów zarzucisz mi przykład anegdotyczny to po prostu poczytaj badania na ten temat) Także tak, mięso nie jest niezbędne a ludzie nie są mięsożercami tylko wszystkożercami.
-
Rzeka.chaosu
- Amigo
- Posty: 1630
- Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm
Ja myślę, że ludzie używający określenia "jestem mięsożercą" używają go w przenośni. W sensie uwielbiają mięso i nie mogą bez niego żyć. Poza jakimiś zafikowanumi ludźmi na diecie carnivor, ale to już chyba efekt ideologii, która za mocno weszła. Zresztą chyba nie ma nikogo, kto całe życie jadł tylko mleko matki i potem mięso. Nawet dawni Inuici latem sięgali po rośliny.
Obiektywnie jesteśmy wszystkożerni i czesto intuicyjnie wybieramy jakiś pokarm, żeby uzupełnić składniki odżywcze.
Obiektywnie jesteśmy wszystkożerni i czesto intuicyjnie wybieramy jakiś pokarm, żeby uzupełnić składniki odżywcze.
- Anastazja_smietana
- Tritonotti
- Posty: 185
- Rejestracja: ndz lis 23, 2025 2:02 pm
Ale ja również uważam że jesteśmy wszystkożercami. Poprostu poparłaś swoją tezę o argumenty sprzeczne z nauką, jak np. To że nie trawimy surowego mięsa. Trawimy, mało tego, jest dużo więcej frakcji w roślinach które muszą zostać poddane obróbce termicznej żeby były przyswajalne. Zboża, ziemniaki, skrobia, fasola. Chyba nie powiesz mi że jesz surowe ziemniaki, czy mąkę? Czy to że poddajemy je temperaturze sprawia że nie powinniśmy tego jeść?agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 9:10 pm Nadal to co napisałaś nie udowadnia tego, że ludzie są MIĘSOŻERCAMI. Ludzie są wszystkożerni i to był główny cel mojej wypowiedzi. Nie interesuje mnie czy ktoś je mięso czy nie, sama je czasami jem ale nie usprawiedliwiam tego faktu tym, że jestem mięsożercą - bo wiem że kwestia tego czy je jem jest moim wyborem a nie przymusem. To tak samo jakby osoba która jest weganinem wmawiała wszystkim dookoła że ludzie są roślinożerni - a to też nie jest prawda.
Moja wypowiedź była spowodowana tym, że przez 9 lat będąc wegetarianką wysłuchiwałam bzdur od ludzi, że jak mogę nie jeść mięsa skoro ludzie są mięsożercami albo tłumaczenie, że ONI by bez mięsa nie przeżyli bo są mięsożercami - no to po prostu zakłamywanie rzeczywistości. Przez te 9 lat robiłam regularnie badania i wszystko było w porządku, oddawałam regularnie krew więc nie mialam razu niedoboru żelaza, którym tak straszą. A wróciłam do sporadycznego jedzenia mięsa bo po prostu zatęskniłam za niektórymi potrawami z mięsem i tyle. Nie tłumaczyłam swojego wyboru przymusem. I znam pełno osób nie jedzących mięsa wiele lat i są zdrowi i szczęśliwi (i jeśli znów zarzucisz mi przykład anegdotyczny to po prostu poczytaj badania na ten temat) Także tak, mięso nie jest niezbędne a ludzie nie są mięsożercami tylko wszystkożercami.
-
sergioleone
- Channelka
- Posty: 32
- Rejestracja: pn lut 03, 2025 9:42 am
Zdobycie kwalifikacji olimpijskiej jest mega trudne, a „bujanie się” w okolicach 15-go miejsca oznacza matematycznie tyle, że kiedy na 100 sportowców z każdego kraju w jakiejś obleganej dyscyplinie np biegi (w Paryżu było około 200 reprezentacji, no to uśrednijmy, że w 100 krajach było tylu konkurentów do miejsca w ekipie) udaje się to 15 miejsce zdobyć i utrzymać, to jest się 15-tą osobą ze 10.000, tak, dziesięciu tysięcy.
Twoja opinia nie jest bynajmniej niepopularna, jest typowa dla ludzi, którzy uprawiają sport wyczynowy z kanapy przed tv, bez urazy.
Jak ktoś w sporcie zawodowym bardziej siedzi, to raczej ogarnia, na czym polega to bujanie się.
Dlatego jak słucham tych domorosłych dziennikarzyn w mediach typu wp rwących szaty, że co za dramat, ktoś zajął 21 miejsce na olimpiadzie, ale żenada, to się pukam w głowę czasami. Eksperci takich głupot nie mówią.
I nie mówię o sytuacjach, kiedy np. Świątek czy Skrzeszowska w top wysokiej formie od 3 sezonów na olimpiadzie zajmują miejsce w drugiej dziesiątce - tu można wtedy mówić o przykrej niespodziance, jakimś zawodzie czy rozczarowaniu, ale i tak przede wszystkim dla nich samych. Widz przed tv sobie zapewne z tym zawodem poradzi, se ponarzeka i się posmuci. Krach marzeń i wielomiesięcznych przygotowań jest, mam wrażenie, dużo gorszy dla samego sportowca.
Warto doceniać te 15-te miejsca, to jest duży sukces. I ogrom pracy.
Edit: i gwoli ścisłości owszem, buja się za swoje - bo nawet jeśli ma sponsorów, to nie za darmo; dostaje kasę za logo na koszulce pokazywanej w transmisjach. Ergo, zarobił na to, a nie dostał za darmo.
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 54
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Nie lubię słonego karmelu, zdecydowanie bardziej wolę "zwykły" karmel i ubolewam, że prawie wszędzie wciskają tę sól. Tak samo nie lubię czekolady z solą (choć to raczej rzadkie połączenie, ale zdarzyło mi się spróbować).
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 54
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Wg mnie pod warstwą prostego (momentami prostackiego) humoru, Kiepscy byli jakąś tam satyrą na społeczeństwo. Oczywiście to nie była żadna wybitna satyra ani głęboki, wielopoziomowy przekaz, ale starali się coś tam przemycić w żartach, moim zdaniem więcej niż tacy Graczykowie, gdzie to był czysta rozrywka do obiadu. Mówię szczególnie o tych "środkowych" odcinkach Kiepskich, tak z lat 2004/2005-2008, wcześniej i później różnie z tym było.astronautka123 pisze: ↑pn lut 09, 2026 3:46 pm Ja nic nie dorabiam. Po prostu porównuję średni humor z jeszcze gorszym ;) raczej guilty pleasure. nikt nigdy chyba nie uważał tego za jakoś majstersztyk z ukrytymi prawdami o ludzkości. Jednak coś sprawiło, że serial przetrwał ciut dłużej niż graczykowie itd
Nie potrzebujemy mięsa, potrzebujemy źródeł białka. Wg co najmniej kilku instytucji naukowych na świecie (nie wrzucam linków bo już późno...) dieta roślinna jest okej na każdym etapie życia człowieka.Anastazja_smietana pisze: ↑wt lut 10, 2026 8:51 pm Bo napisałeś/łaś bzdury które przeczą nauce, jak np. To że błonnik pokarmowy jest trawiony przez nasz układ pokarmowy, albo że nie jesteśmy strawić surowego mięsa.
Jedno nie wyklucza drugiego, możliwość trawienia roślin nie wyklucza możliwości trawienia mięsa. Skoro ty się powołujesz na przewód pokarmowy lwa, to ja się moge powołać na przewód pokarmowy krowy, który umożliwia jej trawienie celulozy, a nam nie. Więc co? Mamy nie jeść roślin? Nasze kubki smakowe lubią to z czym są oswojone. Obróbka mięsa jest wynikiem rozwoju ludzkości. To nie jest żaden argument. Życie nie jest zero jedynkowe, potrzebujemy zarówno warzyw, jak i mięsa, a mięso jest źródłem najlepiej przyswajalnego białka, pozbawionego dodatkowych węglowodanów. Dania podany w specjalny sposób? Czyli w jaki? Co zmienia żółtko jajka w tatarze? Odpowiem za ciebie- nic.
Dobranoc robaczki, nie kłóćcie się już bo Wam się baboki przyśnią
To jest ten sam problem o którym pisałam jeden z pierwszych swoich postów w tym wątku - Polacy uwielbiają na głos komentować cudze wybory, to co jesz czy ile wydajesz musi zostać poddane ocenie, oczywiście negatywnej, bo przecież musisz żyć tak jak oni.agbmrctorakwin pisze: ↑wt lut 10, 2026 9:10 pm Nadal to co napisałaś nie udowadnia tego, że ludzie są MIĘSOŻERCAMI. Ludzie są wszystkożerni i to był główny cel mojej wypowiedzi. Nie interesuje mnie czy ktoś je mięso czy nie, sama je czasami jem ale nie usprawiedliwiam tego faktu tym, że jestem mięsożercą - bo wiem że kwestia tego czy je jem jest moim wyborem a nie przymusem. To tak samo jakby osoba która jest weganinem wmawiała wszystkim dookoła że ludzie są roślinożerni - a to też nie jest prawda.
Moja wypowiedź była spowodowana tym, że przez 9 lat będąc wegetarianką wysłuchiwałam bzdur od ludzi, że jak mogę nie jeść mięsa skoro ludzie są mięsożercami albo tłumaczenie, że ONI by bez mięsa nie przeżyli bo są mięsożercami - no to po prostu zakłamywanie rzeczywistości. Przez te 9 lat robiłam regularnie badania i wszystko było w porządku, oddawałam regularnie krew więc nie mialam razu niedoboru żelaza, którym tak straszą. A wróciłam do sporadycznego jedzenia mięsa bo po prostu zatęskniłam za niektórymi potrawami z mięsem i tyle. Nie tłumaczyłam swojego wyboru przymusem. I znam pełno osób nie jedzących mięsa wiele lat i są zdrowi i szczęśliwi (i jeśli znów zarzucisz mi przykład anegdotyczny to po prostu poczytaj badania na ten temat) Także tak, mięso nie jest niezbędne a ludzie nie są mięsożercami tylko wszystkożercami.
-
Aleksandra_18
- Mokra Włoszka
- Posty: 54
- Rejestracja: pt sty 31, 2025 7:39 pm
Babokagain pisze: ↑wt lut 10, 2026 11:59 pm Nie potrzebujemy mięsa, potrzebujemy źródeł białka. Wg co najmniej kilku instytucji naukowych na świecie (nie wrzucam linków bo już późno...) dieta roślinna jest okej na każdym etapie życia człowieka.
Dobranoc robaczki, nie kłóćcie się już bo Wam się baboki przyśnią![]()
Tak, domyślam się, że dla kogoś to 15 miejsce jest spoko, ale w takim razie ja nie rozumiem co jest celem takiego sportowca, który postanowił poświęcić się danej dyscyplinie. Bo mi się wydawało zawsze, że celem sportowca jest bycie najlepszym. Nie najlepszym w 2 dziesiątce, tylko być co najmniej na podium, a i drugie miejsce nie wszystkich satysfakcjonuje z tego, co widzę w TV ;) Więc jest garstka sportowców, którzy cisną i mają predyspozycje i widać to np. po tym, jak stopniowo zdobywają coraz wyższe pozycje. Ja, gdybym wiedziała, że nie mam kompletnie szans być na podium to bym odpuściła igrzyska i sobie trenowała w wolnym czasie, dla siebie. Ale jestem otwarta na poznanie opinii osób, które w tym rzeczywiście siedzą i powiedzą jak to jest. Liczy się podium czy nie? Bo moje zdanie obecnie jest takie, że jak uprawiasz sport, żeby bić wyłącznie własne rekordy, to jest to hobby-sport ;) Nie chcę nikomu umniejszać, chciałabym autentycznie poznać inny punkt widzenia i jestem gotowa zmienić swoje zdanie jak argumenty do mnie trafiąsergioleone pisze: ↑wt lut 10, 2026 11:05 pm Zdobycie kwalifikacji olimpijskiej jest mega trudne, a „bujanie się” w okolicach 15-go miejsca oznacza matematycznie tyle, że kiedy na 100 sportowców z każdego kraju w jakiejś obleganej dyscyplinie np biegi (w Paryżu było około 200 reprezentacji, no to uśrednijmy, że w 100 krajach było tylu konkurentów do miejsca w ekipie) udaje się to 15 miejsce zdobyć i utrzymać, to jest się 15-tą osobą ze 10.000, tak, dziesięciu tysięcy.
Twoja opinia nie jest bynajmniej niepopularna, jest typowa dla ludzi, którzy uprawiają sport wyczynowy z kanapy przed tv, bez urazy.
Jak ktoś w sporcie zawodowym bardziej siedzi, to raczej ogarnia, na czym polega to bujanie się.
Dlatego jak słucham tych domorosłych dziennikarzyn w mediach typu wp rwących szaty, że co za dramat, ktoś zajął 21 miejsce na olimpiadzie, ale żenada, to się pukam w głowę czasami. Eksperci takich głupot nie mówią.
I nie mówię o sytuacjach, kiedy np. Świątek czy Skrzeszowska w top wysokiej formie od 3 sezonów na olimpiadzie zajmują miejsce w drugiej dziesiątce - tu można wtedy mówić o przykrej niespodziance, jakimś zawodzie czy rozczarowaniu, ale i tak przede wszystkim dla nich samych. Widz przed tv sobie zapewne z tym zawodem poradzi, se ponarzeka i się posmuci. Krach marzeń i wielomiesięcznych przygotowań jest, mam wrażenie, dużo gorszy dla samego sportowca.
Warto doceniać te 15-te miejsca, to jest duży sukces. I ogrom pracy.
Edit: i gwoli ścisłości owszem, buja się za swoje - bo nawet jeśli ma sponsorów, to nie za darmo; dostaje kasę za logo na koszulce pokazywanej w transmisjach. Ergo, zarobił na to, a nie dostał za darmo.
Znaczna część ludzi hejtujących Warszawę patrzy na nią przez pryzmat ścisłego, zatłoczonego centrum (okolic dworca centralnego) bądź tiktoków o warszawskim zapaleniu opon mózgowych. Parę lat temu mnie samą to miasto przerażało, a później zaczęłam regularnie tam jeździć, co bardzo zmieniło moją perspektywę. Warszawa jest świetnie skomunikowana, jest tam wiele muzeów, parków, teatrów, galerii, restauracji chyba z każdą możliwą kuchnią świata. Każdy znajdzie coś dla siebie. Znam niestety za dużo osób, którzy będąc tam przejazdem weszli na siku do Złotych Tarasów i później krzyczą, jaka to Warszawa jest brudna, zatłoczona i głośna. Ogólnie to dotyczy też innych miast, gdzie będąc przez 10 minut już wyrabiasz sobie opinię, ale spotykam się z pukaniem w czoło, kiedy otwarcie mówię, że lubię Warszawę i jeżdżę tam przynajmniej kilka razy w roku.
i am a god
Ja jeździłam kiedyś bardzo często do Warszawy i niestety za każdym razem wydawała mi się coraz gorsza... Teraz bywam tam tylko jak mam przesiadkę na lotnisku ;) Ale to jest kwestia gustu - lubię stare miasta z nowoczesnym twistem, jak Wrocław, Poznań, Gdańsk. Nie odmawiam jej tych wszystkich zalet, które wymieniłaś. Natomiast to, co mnie zraża do osób z Warszawy, to to, że (może nieświadomie) zakładają, że wszyscy wiedzą, że są z Warszawy, albo, że Warszawa to pępek świata. Typu np. w internecie piszą - "u nas to i tamto" bez podania miasta. Na 99% pisze to ktoś z Warszawy, bo ludzie z innych miast piszą "skąd piszą" ;)Jennifer pisze: ↑śr lut 11, 2026 9:53 am Znaczna część ludzi hejtujących Warszawę patrzy na nią przez pryzmat ścisłego, zatłoczonego centrum (okolic dworca centralnego) bądź tiktoków o warszawskim zapaleniu opon mózgowych. Parę lat temu mnie samą to miasto przerażało, a później zaczęłam regularnie tam jeździć, co bardzo zmieniło moją perspektywę. Warszawa jest świetnie skomunikowana, jest tam wiele muzeów, parków, teatrów, galerii, restauracji chyba z każdą możliwą kuchnią świata. Każdy znajdzie coś dla siebie. Znam niestety za dużo osób, którzy będąc tam przejazdem weszli na siku do Złotych Tarasów i później krzyczą, jaka to Warszawa jest brudna, zatłoczona i głośna. Ogólnie to dotyczy też innych miast, gdzie będąc przez 10 minut już wyrabiasz sobie opinię, ale spotykam się z pukaniem w czoło, kiedy otwarcie mówię, że lubię Warszawę i jeżdżę tam przynajmniej kilka razy w roku.
Siłą rzeczy ludzie oceniają miasto przez pryzmat dzielnic, w których bywają, w których mają jakieś rzeczy do załatwienia. Nie mówię tu oczywiście o skrajnościach jak odwiedzenie tylko dworca i Złotych Tarasów przez 10 minut raz w życiu. Swoje własne miasto też widzę głównie przez pryzmat centrum i dzielnicy X, w której mieszkam, a nie myślę na co dzień o dzielnicach Y, Z etc. gdzie nie mam żadnego interesu jeździć. W centrum załatwiam dużo spraw i tak, to jak się czuję w tych okolicach (czy są zatłoczone, brudne etc.) jest ważną składową mojego doświadczenia życia w danym mieście.
Zdaję sobie sprawę, że Warszawa ma wiele różnych dzielnic i zapewne można tam fajnie żyć. Niemniej jednak obstaję przy swojej opinii, że to miasto mnie męczy i za każdym razem kiedy tam jestem potwierdzają się stereotypy (typu ludzie w takim pędzie, że Cię tratują na ulicy, jacyś dziwni zaczepiający człowieka ludzie, chamskie osoby np. dla sprzedawcy w sklepie). Bywam w różnych miastach w Polsce i za granicą, czasem dłużej, czasem na przysłowiową przesiadkę z krótką wizytą na mieście i o większości miejsc nie mam tak złego wrażenia (poza paroma gigantycznymi metropoliami albo bardzo turystycznymi miejscami, gdzie sama liczba osób przewalających się przez centrum przytłacza człowieka i siłą rzeczy zdarzają się nieprzyjemne sytuacje).
Znam niejednego rodowitego Warszawiaka, który przeniósł się do Trójmiasta/Poznania/Krakowa/Wrocławia i mówi to samo ;)
Edit: jeszcze dodam, że oczywiście kwestia gustu, ja w Warszawie lubię wbrew pozorom wiele rzeczy i z czasem znalazłam argumenty które pozwalają mi się cieszyć wizytami tam, ale zarazem przytłaczają mnie inne aspekty jak miks czynników ludzkich, o których napisałam wyżej ze specyficzną architekturą i wielkomiejskością, które są dla mnie too much. Jeśli ktoś mnie spyta o wrażenie o tym mieście to negatywy przeważają (może kiedyś mi się to zmieni, kto wie). Ale nie krytykuję ludzi, którzy lubią to miasto, jestem w stanie zrozumieć, że można je lubić.
Zdaję sobie sprawę, że Warszawa ma wiele różnych dzielnic i zapewne można tam fajnie żyć. Niemniej jednak obstaję przy swojej opinii, że to miasto mnie męczy i za każdym razem kiedy tam jestem potwierdzają się stereotypy (typu ludzie w takim pędzie, że Cię tratują na ulicy, jacyś dziwni zaczepiający człowieka ludzie, chamskie osoby np. dla sprzedawcy w sklepie). Bywam w różnych miastach w Polsce i za granicą, czasem dłużej, czasem na przysłowiową przesiadkę z krótką wizytą na mieście i o większości miejsc nie mam tak złego wrażenia (poza paroma gigantycznymi metropoliami albo bardzo turystycznymi miejscami, gdzie sama liczba osób przewalających się przez centrum przytłacza człowieka i siłą rzeczy zdarzają się nieprzyjemne sytuacje).
Znam niejednego rodowitego Warszawiaka, który przeniósł się do Trójmiasta/Poznania/Krakowa/Wrocławia i mówi to samo ;)
Edit: jeszcze dodam, że oczywiście kwestia gustu, ja w Warszawie lubię wbrew pozorom wiele rzeczy i z czasem znalazłam argumenty które pozwalają mi się cieszyć wizytami tam, ale zarazem przytłaczają mnie inne aspekty jak miks czynników ludzkich, o których napisałam wyżej ze specyficzną architekturą i wielkomiejskością, które są dla mnie too much. Jeśli ktoś mnie spyta o wrażenie o tym mieście to negatywy przeważają (może kiedyś mi się to zmieni, kto wie). Ale nie krytykuję ludzi, którzy lubią to miasto, jestem w stanie zrozumieć, że można je lubić.
- tasty042024
- BlondDoczep
- Posty: 147
- Rejestracja: wt maja 14, 2024 1:56 pm
Z Warszawą jest taki problem, że większość ludzi dotyka warszawocentryzm i siedzą zamknięci w swojej bańce. Prosty przykład - jeśli w jakimkolwiek ogłoszeniu, poście, komentarzu nie ma wspomnianego miasta, możecie być pewni że chodzi o Warszawę xd czasem też dają tylko dzielnicę. mieszkańcy innych polskich miast tak nie mają imo
Chciałam zbiorczo odpowiedzieć na wszystko, co pisałyście wyżej: tak, zgadzam się z wami, że ludzie z Warszawy - najczęściej przyjezdni, nie warszawiacy z dziada pradziada - żyją w swojej bańce, traktują to miasto jako default city, itd. Jeśli chodzi o chamskich ludzi i pędzenie przed siebie w centrum, to tutaj Warszawa odstaje od innych miast tylko skalą - po prostu tych ludzi jest siłą rzeczy tutaj więcej.
I okej, jak najbardziej rozumiem, że jeśli ktoś enty raz jest w Warszawie w różnych lokacjach i spotyka go coś niemiłego, można się zrazić do tego miasta. Ja mam tak z Gdańskiem - zawsze gdy tam jestem, traktują mnie wyniośle w restauracjach, sklepach czy hotelach. Co ciekawie, w Warszawie zdarzyło mi się wejść z dresie i adidasach do "lepszej" restauracji, gdzie zostałam obsłużona jak królowa brytyjska. Znam wiele przypadków, kiedy wśród moich znajomych ktoś był zainteresowany jakimś koncertem czy wydarzeniem i nie pojechał na nie tylko dlatego, że działo się to w Warszawie. Smutne jest to, że podczas gdy obcokrajowcy chwalą naszą stolicę, nazywając ją europejskim Nowym Jorkiem, my mieszamy ją z błotem.
I okej, jak najbardziej rozumiem, że jeśli ktoś enty raz jest w Warszawie w różnych lokacjach i spotyka go coś niemiłego, można się zrazić do tego miasta. Ja mam tak z Gdańskiem - zawsze gdy tam jestem, traktują mnie wyniośle w restauracjach, sklepach czy hotelach. Co ciekawie, w Warszawie zdarzyło mi się wejść z dresie i adidasach do "lepszej" restauracji, gdzie zostałam obsłużona jak królowa brytyjska. Znam wiele przypadków, kiedy wśród moich znajomych ktoś był zainteresowany jakimś koncertem czy wydarzeniem i nie pojechał na nie tylko dlatego, że działo się to w Warszawie. Smutne jest to, że podczas gdy obcokrajowcy chwalą naszą stolicę, nazywając ją europejskim Nowym Jorkiem, my mieszamy ją z błotem.
i am a god
Tutaj Cię trochę rozumiem - co innego stwierdzić, że miasto X jest nie w moim klimacie, bo za dużo ludzi etc. Podobnie Amerykanin może nie lubić Nowego Jorku czy Chicago. Co innego mieszać na każdym kroku przesadnie swoją stolicę z błotem, często jeszcze przed obcokrajowcami, którzy w ogóle nie znają Polski, nie wiedzą o co chodzi i wyrobią w sobie przekonanie, że to musi być jakieś miejsce z koszmaru. To chyba taka polska cecha, że lubimy sami po sobie jechać, czy chodzi o własny wygląd albo kompetencje, czy o wygląd własnych miast.
Z drugiej strony odkąd pamiętam Warszawa była "krytykowana" m.in. za okropne zagospodarowanie pod względem architektonicznym, utratę swojego charakteru sprzed wojny, przypadkowo wymieszane różne style z różnych epok, bezmyślnie stawiane wszędzie bloki i wieżowce nawet na najmniejszych działeczkach. Trudno się z tym nie zgodzić i udawać, że wszystko jest OK. To problem także innych polskich miast, ale Warszawa jest flagowym przykładem. To jest jeden z powodów, dla których nie czuję się w tym mieście dobrze i dla których wiele osób może mieć podobne wrażenie. Nie uważam też, że nazywanie europejskim Nowym Jorkiem jest trafne (ogólnie nie przepadam za takimi porównaniami).
Ale oczywiście to nie jest wina szeregowych mieszkańców Warszawy ani powód, dla którego odradzałabym obcokrajowcom wizytę w Polsce jeśli akurat pasowałoby im przyjechać do Warszawy, a nie innego miasta.
Ja też w Warszawie spotykam miłych ludzi. Wiele osób w Warszawie nigdy nie było, a i tak ja krytykują, to już chyba kwestia jakichś kompleksów.Jennifer pisze: ↑śr lut 11, 2026 10:52 am Chciałam zbiorczo odpowiedzieć na wszystko, co pisałyście wyżej: tak, zgadzam się z wami, że ludzie z Warszawy - najczęściej przyjezdni, nie warszawiacy z dziada pradziada - żyją w swojej bańce, traktują to miasto jako default city, itd. Jeśli chodzi o chamskich ludzi i pędzenie przed siebie w centrum, to tutaj Warszawa odstaje od innych miast tylko skalą - po prostu tych ludzi jest siłą rzeczy tutaj więcej.
I okej, jak najbardziej rozumiem, że jeśli ktoś enty raz jest w Warszawie w różnych lokacjach i spotyka go coś niemiłego, można się zrazić do tego miasta. Ja mam tak z Gdańskiem - zawsze gdy tam jestem, traktują mnie wyniośle w restauracjach, sklepach czy hotelach. Co ciekawie, w Warszawie zdarzyło mi się wejść z dresie i adidasach do "lepszej" restauracji, gdzie zostałam obsłużona jak królowa brytyjska. Znam wiele przypadków, kiedy wśród moich znajomych ktoś był zainteresowany jakimś koncertem czy wydarzeniem i nie pojechał na nie tylko dlatego, że działo się to w Warszawie. Smutne jest to, że podczas gdy obcokrajowcy chwalą naszą stolicę, nazywając ją europejskim Nowym Jorkiem, my mieszamy ją z błotem.
Co do Warszawy to niezmiernie wkurza mnie to podkreślanie kto jest "warszawiakiem z dziada pradziada", w kto "słoikiem". Tak jakby to była czyjaś zasługa gdzie się urodził.