Hej,
Czy w waszych związkach też słyszycie, że musicie ciągle "zap***dalać"?
Mam 38 lat, dwójkę dzieci (7 i 4), do tego pracę na pełen etat. Jest to praca zdalna, więc przynajmniej odchodzą dojazdy. Jest za to beznadziejnie płatna. Do tego oczywiście wszystkie obowiązki związane z domem i dziećmi (przedszkole, wizyty u lekarzy) są na mojej głowie. Nie mam babci czy cioci do pomocy. Wszyscy mieszkają daleko.
Nie mam praktycznie czasu dla siebie, ostatnio pierwszy raz od 7 lat wyszłam na 3h na imprezę firmową.
Od zawsze kocham kino, lekkoatletykę, interesuję się polityką. Dla mojego męża te zainteresowania są guzik warte, bo nie podnoszą moich kompetencji, nie rozwijają mnie i nie pozwolą mi więcej zarabiać czy znaleźć nowej pracy.
Szukam nowej pracy, ale każdy kto ma tak samo wie, że jest obecnie ciężko. Szczególnie jeśli chodzi o pracę zdalną. Robię w międzyczasie dwa kursy by podnieść swoje kwalifikacje, ale idzie wolno bo mam mało czasu. Te kursy oczywiście też nie gwarantują niczego.
Dziś znowu usłyszałam, że jestem "rozlazła i się użalam nad sobą, że mam się wziąć w garść i zap***alać". Jego zdaniem skoro mam problemy w pracy to moja wina, bo źle pracuję.
Czy tylko ja tak mam?
Czy to normalne?
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherryMój mąż jest totalnym przeciwieństwiem. Częściej gotuje niż ja, zajmujemy się razem dziećmi, zawsze mnie wspierał.
Moim zdaniem partner powinien być najlepszym przyjacielem. Twój mąż taki zawsze był czy dopiero później się zmienił? Jeżeli później to może mieć sam problemy do których nie chce się przyznać typu nerwica czy depresja.
Moim zdaniem partner powinien być najlepszym przyjacielem. Twój mąż taki zawsze był czy dopiero później się zmienił? Jeżeli później to może mieć sam problemy do których nie chce się przyznać typu nerwica czy depresja.
Gdyby mój się tak do mnie odezwał to bym się zastanowiła nad zasadnością takiego związku, nawet gdybyśmy mieli dzieci. Jaki on przykład daje dzieciom, kiedy pogardza własną żoną, a ich matką?Pinkaswinka pisze: ↑wt maja 27, 2025 7:56 pm Hej,
Czy w waszych związkach też słyszycie, że musicie ciągle "zap***dalać"?
Mam 38 lat, dwójkę dzieci (7 i 4), do tego pracę na pełen etat. Jest to praca zdalna, więc przynajmniej odchodzą dojazdy. Jest za to beznadziejnie płatna. Do tego oczywiście wszystkie obowiązki związane z domem i dziećmi (przedszkole, wizyty u lekarzy) są na mojej głowie. Nie mam babci czy cioci do pomocy. Wszyscy mieszkają daleko.
Nie mam praktycznie czasu dla siebie, ostatnio pierwszy raz od 7 lat wyszłam na 3h na imprezę firmową.
Od zawsze kocham kino, lekkoatletykę, interesuję się polityką. Dla mojego męża te zainteresowania są guzik warte, bo nie podnoszą moich kompetencji, nie rozwijają mnie i nie pozwolą mi więcej zarabiać czy znaleźć nowej pracy.
Szukam nowej pracy, ale każdy kto ma tak samo wie, że jest obecnie ciężko. Szczególnie jeśli chodzi o pracę zdalną. Robię w międzyczasie dwa kursy by podnieść swoje kwalifikacje, ale idzie wolno bo mam mało czasu. Te kursy oczywiście też nie gwarantują niczego.
Dziś znowu usłyszałam, że jestem "rozlazła i się użalam nad sobą, że mam się wziąć w garść i zap***alać". Jego zdaniem skoro mam problemy w pracy to moja wina, bo źle pracuję.
Czy tylko ja tak mam?
-
MyPrecious
Tak z czystej ciekawości, jaki ciąg zdarzeń lub przekonań doprowadził do tego, że wzięłaś ślub i dwukrotnie zdecydowałaś się na dziecko z osobą, która ma zerową empatię i inteligencję emocjonalną, a na dodatek w oczywisty sposób nie lubi Ciebie?
Co do podziału obowiązków to istotna jest proporcja dochodów oraz obciążenie psychiczne w pracy. Jak to u Was wygląda? Bo generalnie uczciwe jest, żeby osoba mająca mniej obciążającą psychicznie pracę, na dodatek zdalną i z dużo mniejszymi dochodami, brała na siebie więcej obowiązków domowych. A jeśli mąż zarabia znacznie więcej, to sugeruję wynajęcie opiekunki i/lub pani do sprzątania, co odciąży Was oboje.