Start
Wiadomości
Ulubione
Mój profil

Czy wy też mocno zmieniliście w ostatnich latach?

Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry
Aleksandra11111
BlondDoczep
Posty: 145
Rejestracja: śr lip 10, 2024 2:54 pm

Chat Czy wy też mocno zmieniliście w ostatnich latach?

Post autor: Aleksandra11111 »

Mocno się zmieniłam na przestrzeni ostatnich 3 lat - nie lubię imprez (kiedyś dużo imprezowałam), nie piję alkoholu, uprawiam jogę i czytam dużo o samorozwoju i duchowości. Moi znajomi raczej zostali na tym etapie sprzed mojej zmiany i widzę, że zaczynają się ode mnie odsuwać, bo nie upiję się wieczorem winem ani nie pójdę co sobotę do klubu. Raczej preferuję zjedzenie wspólnej kolacji, obejrzenie filmu albo kawę na mieście, ale teraz kocham swoją rutynę i wieczory w domu.
Czy ktoś był w podobnej sytuacji? Jakie są wasze doświadczenia?
Awatar użytkownika
mjave
Ciastko
Posty: 7
Rejestracja: ndz lis 06, 2022 11:06 pm

Post autor: mjave »

Ja już początki swojej zmiany miałam nawet przed pandemią, ale ostatnie 3 lata są wyjątkowe głównie z powodu mojej przeprowadzki do innego miasta. Również czuję pewien dystans, który wytworzył się pomiędzy mną a moimi przyjaciółmi z mojego defaultowego miasta. Ja już wcześniej podejmowałam próby zmiany pewnych elementów mojego życia, ale środowisko było, nazwijmy to, niesprzyjające (nie zrzucam odpowiedzialności na innych, jednak to czym się otaczasz ma duży wpływ na twoje życie).
Co udało mi się przez ostatnie 3 lata? Rzuciłam palenie, zrezygnowałam z SM typu instagram, tiktok; zrobiłam duży progres w jodze (w końcu stanęłam na głowie!) i zachowałam regularność treningów, zdbałam o swoje finanse, skupiłam się na moim życiu zamiast wiecznie doradzać innym. Kocham moich przyjaciół, ale ten dystans, który się miedzy nami wytworzył (choć czasem bolesny) pozwolił mi skupić się na sobie, w momencie kiedy znalazłam się sama w obcym mieście.
Magda0888
SkrzydełkaZhooters
Posty: 208
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

mjave pisze: sob lut 28, 2026 9:25 am Ja już początki swojej zmiany miałam nawet przed pandemią, ale ostatnie 3 lata są wyjątkowe głównie z powodu mojej przeprowadzki do innego miasta. Również czuję pewien dystans, który wytworzył się pomiędzy mną a moimi przyjaciółmi z mojego defaultowego miasta. Ja już wcześniej podejmowałam próby zmiany pewnych elementów mojego życia, ale środowisko było, nazwijmy to, niesprzyjające (nie zrzucam odpowiedzialności na innych, jednak to czym się otaczasz ma duży wpływ na twoje życie).
Co udało mi się przez ostatnie 3 lata? Rzuciłam palenie, zrezygnowałam z SM typu instagram, tiktok; zrobiłam duży progres w jodze (w końcu stanęłam na głowie!) i zachowałam regularność treningów, zdbałam o swoje finanse, skupiłam się na moim życiu zamiast wiecznie doradzać innym. Kocham moich przyjaciół, ale ten dystans, który się miedzy nami wytworzył (choć czasem bolesny) pozwolił mi skupić się na sobie, w momencie kiedy znalazłam się sama w obcym mieście.
Podoba mi się to, co zrobiłaś. Ja natomiast bardzo zmieniłam swoje myślenie. Od zawsze jestem samotnikiem, natomiast czułam, że to coś negatywnego nie przez siebie, ale przez ludzi, którzy wyraźnie to artykułowali w przeróżnych sytuacjach i doczepiali mi łatki, rzucali epitety: dziwna, specyficzna. Moja mama nawet powiedziała o mnie egoistka i ta, która myśli tylko o sobie, w co na lata uwierzyłam, a po latach wiem, bo znam siebie, ze jest to kompletną bzdurą. Ja po prostu lubię swoje towarzystwo, mam ,,swój świat'', dużo myślę. Mam też pasje, które w naturalny sposób eliminują ludzi z mojego otoczenia, bo np. biegam długie dystanse, a to wymaga wytrzymałości fizycznej i siły psychicznej. Ty medytujesz w jodze, ja odnajduję spokój i harmonię w biegu. Bieg mnie wycisza, wewnętrznie ,,ustawia'', porządkuje, ustawia hierarchię ważności, często w biegu rozwiązuje problemy. Bieg nie raz uratował mi życie, np. po trudnych rozstaniach, śmierci bliskich. Ale! tutaj też byłam dziwaczką- ,,po co ona biega? czemu nie startuje w zawodach?''. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że to moje samotnictwo jest zaletą, bo otaczam się ludźmi, którzy naprawdę coś wnoszą do mojego życia, których szanuję, a przez to jestem też dla nich, gdy tego potrzebują. Nie utrzymuję kontaktów kurtuazyjnych, albo z rodziną, bo tak wypada, a tej rodziny nie widziałam 15 lat. Nie mam koleżanek, bo co to jest koleżankowanie się? Chodzenie na kawki, plotki, zakupy, imprezy? Nie lubię tego. Mam kilka bliskich osób, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy są to przyjaciele, bo to znowu jakaś szufladka i oczekiwania, zastanawianie się, czy mogę na kogoś liczyć, a ja tak nie czuję, bo zwyczajnie nie oczekuję od nich niczego. Wystarczy, że są i wiem, że pamiętają o mnie. W ogóle mam poczucie, że jest coś fantastycznego w poczuciu, że mogę wszystko robić sama, że to rodzaj wolności. Nawet mój związek jest udany i długoletni właśni przez to, że niczego nie narzucam drugiej osobie. Nie wymagam, nie ograniczam. Ale ten właśnie człowiek jest również moim wyborem, bo znając mnie wie, co daje mi szczęście. Uważam, że im więcej ludzi ma się wokół siebie, tym więcej chaosu i braku czasu dla siebie, ta ilość wcale nie oznacza jakości.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Magda0888 pisze: ndz mar 01, 2026 8:37 am Podoba mi się to, co zrobiłaś. Ja natomiast bardzo zmieniłam swoje myślenie. Od zawsze jestem samotnikiem, natomiast czułam, że to coś negatywnego nie przez siebie, ale przez ludzi, którzy wyraźnie to artykułowali w przeróżnych sytuacjach i doczepiali mi łatki, rzucali epitety: dziwna, specyficzna. Moja mama nawet powiedziała o mnie egoistka i ta, która myśli tylko o sobie, w co na lata uwierzyłam, a po latach wiem, bo znam siebie, ze jest to kompletną bzdurą. Ja po prostu lubię swoje towarzystwo, mam ,,swój świat'', dużo myślę. Mam też pasje, które w naturalny sposób eliminują ludzi z mojego otoczenia, bo np. biegam długie dystanse, a to wymaga wytrzymałości fizycznej i siły psychicznej. Ty medytujesz w jodze, ja odnajduję spokój i harmonię w biegu. Bieg mnie wycisza, wewnętrznie ,,ustawia'', porządkuje, ustawia hierarchię ważności, często w biegu rozwiązuje problemy. Bieg nie raz uratował mi życie, np. po trudnych rozstaniach, śmierci bliskich. Ale! tutaj też byłam dziwaczką- ,,po co ona biega? czemu nie startuje w zawodach?''. Dziś, z perspektywy czasu, wiem, że to moje samotnictwo jest zaletą, bo otaczam się ludźmi, którzy naprawdę coś wnoszą do mojego życia, których szanuję, a przez to jestem też dla nich, gdy tego potrzebują. Nie utrzymuję kontaktów kurtuazyjnych, albo z rodziną, bo tak wypada, a tej rodziny nie widziałam 15 lat. Nie mam koleżanek, bo co to jest koleżankowanie się? Chodzenie na kawki, plotki, zakupy, imprezy? Nie lubię tego. Mam kilka bliskich osób, ale nigdy nie zastanawiałam się nad tym, czy są to przyjaciele, bo to znowu jakaś szufladka i oczekiwania, zastanawianie się, czy mogę na kogoś liczyć, a ja tak nie czuję, bo zwyczajnie nie oczekuję od nich niczego. Wystarczy, że są i wiem, że pamiętają o mnie. W ogóle mam poczucie, że jest coś fantastycznego w poczuciu, że mogę wszystko robić sama, że to rodzaj wolności. Nawet mój związek jest udany i długoletni właśni przez to, że niczego nie narzucam drugiej osobie. Nie wymagam, nie ograniczam. Ale ten właśnie człowiek jest również moim wyborem, bo znając mnie wie, co daje mi szczęście. Uważam, że im więcej ludzi ma się wokół siebie, tym więcej chaosu i braku czasu dla siebie, ta ilość wcale nie oznacza jakości.
Ja się z tobą niezgadzając zgadzam w temacie relacji. Uważam zdrową samotność za wartościową. Relacje z rodziną, jeśli szczere, nie muszą być częste. Nigdy nie wyprę się ludzi z rodziny (tzw. pociotków), którzy byli dla mnie dobrzy, ale los sprawił, że się nie widujemy. To samo ze znajomymi i koleżankami. Kluczowe jest tu zostawienie sobie tylko tych ludzi, którzy nam pasują. Ja do tej pory nie umiem odciąć się od pewnych osób, które mnie skrzywdziły lub zachowały się w stosunku do mnie naprawdę nieuczciwie. Nie chodzi tu o jakieś drobiazgi. Chciałabym umieć stanąć przed taką osobą i powiedzieć jej to prosto w twarz, że nie chcę żadnego kontaktu, ale ogranicza mnie niechęć do dram w naszym otoczeniu. Jeśli nie ma się większej grupy znajomych, to łatwiej się odciąć od niefajnych ludzi.

Tak jak piszesz - najlepiej jeśli, każdy bliski nam człowiek będzie naszym wyborem. W dużym towarzystwie to często jest nierealne. Dlatego pewnie niektórzy odcinają się np. od całej rodziny, tylko dlatego, że podpadł im jeden jej członek. Ale moim zdaniem to wylewanie dziecka z kąpielą i czasem warto starać się o relacje, pomimo jakichś problemów. Oczywiście jeśli ktoś czuje taką potrzebę.
Natomiast jeśli ktoś świadomie odcina się od całej rodziny, to uważam, że nie powinien też ze strony rodziny oczekiwać wsparcia, spadków, itp.
Magda0888
SkrzydełkaZhooters
Posty: 208
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

Rzeka.chaosu pisze: ndz mar 01, 2026 11:38 am Ja się z tobą niezgadzając zgadzam w temacie relacji. Uważam zdrową samotność za wartościową. Relacje z rodziną, jeśli szczere, nie muszą być częste. Nigdy nie wyprę się ludzi z rodziny (tzw. pociotków), którzy byli dla mnie dobrzy, ale los sprawił, że się nie widujemy. To samo ze znajomymi i koleżankami. Kluczowe jest tu zostawienie sobie tylko tych ludzi, którzy nam pasują. Ja do tej pory nie umiem odciąć się od pewnych osób, które mnie skrzywdziły lub zachowały się w stosunku do mnie naprawdę nieuczciwie. Nie chodzi tu o jakieś drobiazgi. Chciałabym umieć stanąć przed taką osobą i powiedzieć jej to prosto w twarz, że nie chcę żadnego kontaktu, ale ogranicza mnie niechęć do dram w naszym otoczeniu. Jeśli nie ma się większej grupy znajomych, to łatwiej się odciąć od niefajnych ludzi.

Tak jak piszesz - najlepiej jeśli, każdy bliski nam człowiek będzie naszym wyborem. W dużym towarzystwie to często jest nierealne. Dlatego pewnie niektórzy odcinają się np. od całej rodziny, tylko dlatego, że podpadł im jeden jej członek. Ale moim zdaniem to wylewanie dziecka z kąpielą i czasem warto starać się o relacje, pomimo jakichś problemów. Oczywiście jeśli ktoś czuje taką potrzebę.
Natomiast jeśli ktoś świadomie odcina się od całej rodziny, to uważam, że nie powinien też ze strony rodziny oczekiwać wsparcia, spadków, itp.
Ja nie odcięłam się od rodziny. Moi najbliżsi nie żyją. Pozostał mi tylko brat, z którym mam bardzo dobry kontakt. Pisałam o rodzinie, która brała udział w moim życiu, gdy było fajnie- urodziny, święta, komunię, a gdy nastały trudne czasy nastała również cisza.
Co do relacji z ludźmi w ogóle, nigdy nie miałam wrogów, nigdy nie byłam na kogoś obrażona i nigdy nie miałam takiej sytuacji, żeby nie podać komuś ręki mimo, że kiedyś zachował się wobec mnie źle. Noszenie w sobie żalu, urazy, itp., to dosłownie zatruwanie sobie życia.
Rzeka.chaosu
Amigo
Posty: 1630
Rejestracja: śr lut 26, 2025 4:56 pm

Post autor: Rzeka.chaosu »

Magda0888 pisze: ndz mar 01, 2026 7:56 pm Ja nie odcięłam się od rodziny. Moi najbliżsi nie żyją. Pozostał mi tylko brat, z którym mam bardzo dobry kontakt. Pisałam o rodzinie, która brała udział w moim życiu, gdy było fajnie- urodziny, święta, komunię, a gdy nastały trudne czasy nastała również cisza.
Co do relacji z ludźmi w ogóle, nigdy nie miałam wrogów, nigdy nie byłam na kogoś obrażona i nigdy nie miałam takiej sytuacji, żeby nie podać komuś ręki mimo, że kiedyś zachował się wobec mnie źle. Noszenie w sobie żalu, urazy, itp., to dosłownie zatruwanie sobie życia.
Pewnie. W takim przypadku nie ma co się męczyć i utrzymywać relacji z rodziną, której nie ma "w biedzie". Ale jeśli ktoś był ok, ale po prostu nie było możliwości się spotkać, to myślę, że warto takie relacje od czasu do czasu odnawiać.

Ja też nie chcę nosić w sobie żalu, ale chciałabym się odciąć, żeby ci ludzie ponownie mnie nie skrzywdzili / wykorzystali. Po prostu jeśli z kimś nam mocno nie po drodze, to nie warto się męczyć. Dzięki temu można zapomnieć i iść dalej.
Magda0888
SkrzydełkaZhooters
Posty: 208
Rejestracja: ndz sie 31, 2025 9:50 pm

Post autor: Magda0888 »

Rzeka.chaosu pisze: ndz mar 01, 2026 8:05 pm Pewnie. W takim przypadku nie ma co się męczyć i utrzymywać relacji z rodziną, której nie ma "w biedzie". Ale jeśli ktoś był ok, ale po prostu nie było możliwości się spotkać, to myślę, że warto takie relacje od czasu do czasu odnawiać.

Ja też nie chcę nosić w sobie żalu, ale chciałabym się odciąć, żeby ci ludzie ponownie mnie nie skrzywdzili / wykorzystali. Po prostu jeśli z kimś nam mocno nie po drodze, to nie warto się męczyć. Dzięki temu można zapomnieć i iść dalej.
Absolutnie się z Tobą zgadzam :)