Czy ktoś z Was jest może kozłem ofiarnym, a gdzieś na świeczniku zawsze idealne złote dziecko? Mój mąż jest kozłem ofiarnym, ja jako jego żona nie mam co liczyć na sympatię, czy szacunek teściów. Nasze dziecko może być jawnie krytykowane, że jest zbyt wrażliwe, źle chodzi czy się garbi, a dzieci złotego dziecka są idealne, ma też idealna żonę i generalnie o nim się nie mówi, jakby to był temat tabu ;) wiemy wszystko o sąsiadach teściów, sami opowiadają o ich historiach, rozwodach, chorobach, a mój mąż nawet nie wie co u brata. Odkąd urodziło nam się dziecko szwagier jest regularnie karmiony historiami jak to blokowaliśmy kontakt z wnukiem ( prosiłam by teściowie się zapowiedzieli dzień wcześniej jeśli chcą przyjechać- reakcją była obraza, bo mają prawo przyjeżdżać kiedy chcą i nie będą planować kiedy odwiedza wnuka)Brat męża ma bardzo kontrolująca żonę, zmienił wszystkie poglady odkad ja poznał - od wiary, polityki, kończąc na diecie, podejściu do życia i szczepień- mój mąż jawnie mówi o swoich poglądach, więc nie ma tu nici porozumienia, a teściowie milczą jak zaklęci, mimo że sami nie popierają foliarskich zapędów, ale kiedy my diagnozowalismy dziecko wbkierunku spektrum autyzmu spadła na nas fala hejtu, bo oczywiście ja wymyślam.
Ostatnio mój mąż przyjechał do rodziców niezapowiedziany i się okazało że teściowie czekali z uroczystym obiadem na drugiego syna z rodziną. Mąż nie wytrzymał i powiedział, że to przykre, że kiedy my przyjeżdżamy jest tylko kawa na stole, a tu jakieś wykwintne menu (tym bardziej że nasze dziecko dzień wcześniej pytało babcie jakie ma plany- babcia twierdziła, że planuje tylko spacer ) Skończyło się całą kampanią oszczerstw, wywlekanie rzeczy sprzed lat, nawet wypominaniem, że łożyli na jego wykształcenie, nie wiem co to ma do rzeczy, skoro zaprosili jednego syna, a drugiego nie i tylko o to chodziło w reakcji męża.
Zauważyłam, że kiedy się bardzo staramy, to nikt tego nie zauważa.
Kiedy mamy ich na dystans to spada na nas fala krytyki i potrafią wymyślić, że nasz syn nie przyjeżdża bo nastawiamy go przeciwko dziadkom.
Jestem już totalnie wypalona, ale nie zamierzam mówić mężowi co ma robić, sama jednak mam ochotę się zupełnie odciąć
Narcystyczna rodzina
Moderatorzy: KasandraCwir, verysweetcherry-
waltherp99
- Skarpeta Rakieta
- Posty: 82
- Rejestracja: pn mar 18, 2024 11:51 am
U mnie podobnie, moja mama oraz teściowa to typowe narcyzki. Niezłe combo mnie spotkało
.
Matka raz napieprzała do mnie na brata i wtedy ja byłam super, a za jakiś czas jak zrobiłam coś nie po jej myśli albo postawiłam granicę lub powiedzialam co myślę - to napieprzała do brata na mnie. Za wszelką cenę chciała pokazać, że jest najlepsza we wszystkim jeśli chodzi o macierzyństwo. Nieproszone rady, spekulacje, działania wbrew mojej woli. A gdy wprost o coś poprosiłam to zawsze na odwrót. A potem płacz, że przecież ona chce dobrze. Miedzy nami odkąd pamietam zero relacji, zimny chów ale wszystko co mi wyszło w życiu to przecież jej zasługa, kochana córcia. Jak się noga powinęła, coś nie tak jakby sobie wyobrażała to urządzała niezły wjazd na głowę. Ostatnio uruchomiła mnie po raz ostatni. Nie daje mi dojść do słowa w jednej spornej kwestii którą chciałam wyjaśnić, licząc na to, że będzie między nami lepiej. Ona tylko potrafi się drzeć by zagłuszyć i robi z siebie ofiarę. Nie mamy kontaktu od 2 miesiecy. Jedynie tyle co pogadam czasem z tatą to usłyszy mnie lub wnuki. Jestem szczęśliwa.
Teściowa dopóki nie brała nas na "poważnie" i dopóki byłam grzeczna, nie wyjawiałam swojego zdania, to bylo cukierkowo. Nawet nazywała mnie córeczką, o której zawsze marzyła. Teraz gdy mamy dwoje dzieci, jest więcej obowiązków, my jesteśmy bardziej świadomi i autonomiczni, to mam wrażenie, że po prostu zaczęłam mnie nienawidzić. Ale docina i podgaduje w ten sposób żeby mnie sprowokować i pokazać, że ja jestem ta zła. Przeszkadza jej, że jest stosunkowo młoda, a tu wnuki i wypadałoby się zaangażować, a jej się po prostu nie chce. Woli inaczej spędzać czas. Niby milutka ale zawsze znajdzie sposób by zanegować, dociąć. Nie cierpi gdy nie jest w centrum uwagi, zagłusza mnie, nie daje mi odpowiedzieć gdy ktoś o coś mnie zapyta. Przeinacza fakty, interpretuje wszystko tak, by mnie poniżyć. Gdy u brata męża w związku zrobiło się poważnie to również tamta dziewczyna zaczęła być dla niej wrogiem.
Nadal trochę nie mogę się z tym pogodzić, bo patrząc na początek tej relacji pokładałam w niej duże nadzieje, coś w rodzaju posiadania wsparcia, którego nie zaznałam od matki. Ale powoli i tu zaczynam przechodzić "żałobę" po tym co było i uczyć się żyć z myślą, że sama muszę być dla siebie wspraciem, bo ani tu, ani tu go nie uzyskam.
Ty też spróbuj to jakoś zamknąć w swojej głowie i odetnij się myślami. Może pomoc psychologa? Na pewno dużo pomoże rozmowa z mężem, choć jak to mężczyźni, uważaj na dobór słów, by nie poczuł się winny za swoich rodziców, bo często tak bywa i prowadzi to do niepotrzebnych nieporozumień i kłótni. Powodzenia
Matka raz napieprzała do mnie na brata i wtedy ja byłam super, a za jakiś czas jak zrobiłam coś nie po jej myśli albo postawiłam granicę lub powiedzialam co myślę - to napieprzała do brata na mnie. Za wszelką cenę chciała pokazać, że jest najlepsza we wszystkim jeśli chodzi o macierzyństwo. Nieproszone rady, spekulacje, działania wbrew mojej woli. A gdy wprost o coś poprosiłam to zawsze na odwrót. A potem płacz, że przecież ona chce dobrze. Miedzy nami odkąd pamietam zero relacji, zimny chów ale wszystko co mi wyszło w życiu to przecież jej zasługa, kochana córcia. Jak się noga powinęła, coś nie tak jakby sobie wyobrażała to urządzała niezły wjazd na głowę. Ostatnio uruchomiła mnie po raz ostatni. Nie daje mi dojść do słowa w jednej spornej kwestii którą chciałam wyjaśnić, licząc na to, że będzie między nami lepiej. Ona tylko potrafi się drzeć by zagłuszyć i robi z siebie ofiarę. Nie mamy kontaktu od 2 miesiecy. Jedynie tyle co pogadam czasem z tatą to usłyszy mnie lub wnuki. Jestem szczęśliwa.
Teściowa dopóki nie brała nas na "poważnie" i dopóki byłam grzeczna, nie wyjawiałam swojego zdania, to bylo cukierkowo. Nawet nazywała mnie córeczką, o której zawsze marzyła. Teraz gdy mamy dwoje dzieci, jest więcej obowiązków, my jesteśmy bardziej świadomi i autonomiczni, to mam wrażenie, że po prostu zaczęłam mnie nienawidzić. Ale docina i podgaduje w ten sposób żeby mnie sprowokować i pokazać, że ja jestem ta zła. Przeszkadza jej, że jest stosunkowo młoda, a tu wnuki i wypadałoby się zaangażować, a jej się po prostu nie chce. Woli inaczej spędzać czas. Niby milutka ale zawsze znajdzie sposób by zanegować, dociąć. Nie cierpi gdy nie jest w centrum uwagi, zagłusza mnie, nie daje mi odpowiedzieć gdy ktoś o coś mnie zapyta. Przeinacza fakty, interpretuje wszystko tak, by mnie poniżyć. Gdy u brata męża w związku zrobiło się poważnie to również tamta dziewczyna zaczęła być dla niej wrogiem.
Nadal trochę nie mogę się z tym pogodzić, bo patrząc na początek tej relacji pokładałam w niej duże nadzieje, coś w rodzaju posiadania wsparcia, którego nie zaznałam od matki. Ale powoli i tu zaczynam przechodzić "żałobę" po tym co było i uczyć się żyć z myślą, że sama muszę być dla siebie wspraciem, bo ani tu, ani tu go nie uzyskam.
Ty też spróbuj to jakoś zamknąć w swojej głowie i odetnij się myślami. Może pomoc psychologa? Na pewno dużo pomoże rozmowa z mężem, choć jak to mężczyźni, uważaj na dobór słów, by nie poczuł się winny za swoich rodziców, bo często tak bywa i prowadzi to do niepotrzebnych nieporozumień i kłótni. Powodzenia