Kiedy byłam mała, bawiłam się często z koleżankami w lasku za osiedlem - wiadomo, klasyka, bazy i te sprawy. Raz siedziałyśmy w takiej bazie, podszedł do nas dorosły chłop, nie pamiętam co powiedział ale uznałyśmy to za dziwne i uciekłyśmy. Gonił nas chwilę po szutrowej drodze krzycząc że nas zgw***, ale pokonałyśmy go znajomością terenu i jak zbiegłyśmy z drogi i zaczęłyśmy biec na przełaj to odpuścił. Z jakiegoś powodu uznałyśmy tę historię za świetny i śmieszny żart i nigdy nie powiedziałyśmy rodzicom. Nie powstrzymało nas to też przed dalszymi zabawami w lasku. Więcej szczęścia niż rozumu
Na studiach umówiłam się na piwo ze znajomymi z uczelni. Mieszkałam wtedy z chłopakiem, powiedziałam mu, gdzie idę a on został sobie grać na komputerze. Siedzieliśmy w barze, w kilkanaście osób, sami znajomi przy stoliku, obok jacyś inni ludzie, nic podejrzanego. Wypiłam pół piwa i nagle poczułam się strasznie ale to strasznie nietrzeźwa. Coś mnie tknęło że to nie jest normalne, więc wyszłam z baru bez słowa nawet się nie żegnając i złapałam przejeżdżającą taksówkę. To że na nią macham ręką to ostatnie co pamiętam.
Mój chłopak mi opowiadał, że przyszłam do mieszkania dziwnie wcześnie a wyglądałam na okropnie pijaną. Zdziwił się że nie było mnie tak krótko a wracam w takim stanie, no ale to czasy studenckie więc w sumie przyjął do wiadomości ten fakt. Podobno weszłam do pokoju i bez słowa padłam za kanapę w butach i płaszczu. Chłopak przykrył mnie kocykiem i poszedł spać do drugiego pokoju. Zaniepokoił się dopiero następnego dnia gdzieś przed południem, bo cały czas leżałam w tej samej pozycji na tej kanapie, więc zaczął mnie budzić co ponoć nie było proste.
Szybko doszliśmy do tego, że to musiała być pigułka gw**t bo kompletnie nic nie pamiętam, ani drogi taksówką ani wejścia do domu. I to na kanapie to chyba nie był sen tylko odcięcie czyli typowa utrata przytomności
Do tej pory nie mam pojęcia czy mam winić kogoś ze znajomych, barmana czy ekipę z innego stolika? Nie wiem, ale cieszę się że w ostatniej sekundzie coś mnie tknęło i wróciłam do domu na autopilocie.